5 kwietnia 2021

Bogdan Dobosz: francuscy emisariusze cywilizacji śmierci zaatakowali w Wielkanoc

(źródło: pixabay.com)

W parlamencie francuskim trwa debata o eutanazji. W niedzielę wielkanocną opublikowały swój manifest feministki domagające się rozszerzenia czasu na zabijanie dzieci nienarodzonych, a proaborcyjna organizacja Planning Familial przeprowadza skandaliczną kampanię społeczną.

 

Eutanazja znowu w parlamencie

W czasach pandemii francuski parlament zafundował społeczeństwu debatę o eutanazji. Francuska centroprawica złożyła do ustawy o tzw. „terminacji życia” 3 tys. poprawek celem zablokowania projektu. Większość z nich zgłosili deputowani z Partii Republikanie. Od nich pochodzi 2,3 tys. poprawek z 3 tys. Projekt nosi tytuł „prawo do wolnego wyboru końca życia”, a sprawozdawcą jest deputowany Olivier Falorni z centrolewicowej grupy Libertes et Territoires (frakcja, która wyszła z prezydenckiej partii LREM).

 

Projekt ustawy zaakceptowała 31 marca komisja parlamentarna, ale na sali obrad trafił na obstrukcję Republikanów. Propagatorzy eutanazji mówią, że chcą skończyć z „hipokryzją” i „turystyką eutanazyjną” do sąsiedniej Belgii, czy Szwajcarii. Warto zwrócić uwagę, że to dokładnie taka sama argumentacja jak w przypadku zwolenników aborcji.

 

Olivier Falorni podkreśla, że jego projekt ustawy dotyczy „kwestii egzystencjalnych”. Powołuje się też na „nielegalne eutanazje”, których liczbę ocenia na od 2000 do 4000 w ciągu jednego roku. Ustawie o eutanazji zdecydowanie sprzeciwia się Kościół katolicki. Pewną rezerwę zachowuje nawet rząd, który nie udzielił pomysłowi jednoznacznego poparcia. M.in. nie chce przed wyborami prezydenckimi otwierać nowego frontu wojny ideologicznej ze społeczeństwem. Lewica po latach urabiania społeczeństwa idzie jednak na całość. 8 kwietnia tekst ustawy trafi pod obrady parlamentu. Jest nadzieja, że liczba 3000 poprawek uniemożliwi ich techniczną analizę w jeden dzień. Falorni oblicza jednak przeciwników ustawy zaledwie na „jedną czwartą posłów”.

 

Obecnie obowiązuje ustawa Claeysa-Leonettiego z 2016, o przerywaniu „uporczywego podtrzymywania życia”, która jest tylko wstępem do eutanazji. Deputowana z prezydenckiej partii LREM, Caroline Janvier, twierdzi, że „pójście dalej wydaje się już niebezpieczne”. Inna deputowana LREM Bénédicte Pételle mówiła w wywiadzie dla gazety „La Croix”: „Jest mi smutno, bo dziś wieczorem usłyszałam o kroku w kierunku wolności, o kroku w kierunku indywidualnego prawa. Nie jestem tego pewna. Dla mnie stawka tego prawa nie jest pozbawiona konsekwencji. Boję się ryzyka presji społecznej na ludzi chorych, którzy mogą odczuwać ciężar i boją się naszej ewolucji społecznej (…) boją się naszej niezdolności do solidarności i pomocy”. Partia prezydencka jest jednak w tej sprawie podzielona. Los ustawy rozstrzygnie się więc 8 kwietnia, ale nawet jeśli „euta-naziści” przegrają, zapewne do tego tematu i tak wrócą.

 

Wydłużenie czasu na aborcję

Kolejne historia dotyczy wydłużenia czasu, w którym można dokonać aborcji. Temat ten pałęta się w głowach polityków i aktywistów lewicy, paradoksalnie od czasu wybuchu pandemii koronawirusa. Argumentują, że izolacja społeczna i obostrzenia utrudniają dotrzymanie 12-tygodniowego, „legalnego” czasu na zabicie dziecka nienarodzonego i chcą rozszerzenia tego okresu do 14 tygodni.

W periodyku „Journal du Dimanche” ukazał się list poparcia podpisany przez 343 działaczki feministyczne, muzyków, aktorki i polityków, wzywające do przedłużenia limitu legalnego zabicia dziecka poczętego Francji.

 

Tekst ten został opublikowany w niedzielę – dzień Zmartwychwstania Pańskiego 4 kwietnia. Sygnatariusze nawiązują do tzw. „Manfiestu 343” sprzed 50 lat, który 5 kwietnia będzie miał swoją 50 rocznicę. Tamten apel także dotyczył aborcji i był rodzajem przyznawania się kobiet do zabicia swoich nienarodzonych dzieci, co miało stanowić nacisk na depenalizację aborcji. Ostatecznie aborcję zalegalizowano 3 lata później.

 

Teraz 343 kobiety stwierdzają, że „nie uzyskały jeszcze pełnej własności swoich ciał”, bo „patriarchat spowalnia nasze wybory”. Wśród znanych „osobistości” są też m.in. piosenkarka Vanessa Paradis, aktorka Béatrice Dalle czy mająca korzenie w Maroku, Najat Vallaud-Belkacem, była socjalistyczna minister ds. kobiet. Z polityków pod listem podpisały się jeszcze m.in. socjalistka Marie-Noëlle Lienemann, komunistka i feministka Clémentine Autain, socjalistka i anty-biała rasistka z Martyniki Audrey Pulvar, szefowa francuskiej odmiany BLM Assa Traoré, paryska radna, feministka i autorka „Geniuszu lesbijstwa” Alice Coffin, czy była już socjalistka i feministka Caroline De Haas.

 

Każda z tych pań posiada bogatą historię niezłych „odjazdów lewackich”. Tym razem żądają aborcji do 14. tygodnia ciąży i zniesienia klauzuli sumienia dla lekarzy w imię „prawa do dysponowania własnym ciałem” oraz walki z „przemocą zadawaną przy społecznym milczeniu i obojętności”. W „manifeście” czytamy m.in.: „Żądam prawdziwej kontroli nad swoim ciałem, żądam szacunku dla swojego ciała, moich praw i moich wyborów, żądam przedłużenia prawnych terminów dostępu do aborcji”.

 

„Towarzyszka” Clémentine Autain dodaje zresztą, że samo wydłużenie czasu na aborcję „nie wystarczy”, bo „drugą przeszkodą dla bezpłatnej aborcji są środki dla klinik aborcyjnych”. Jej zdaniem refundacja jest zbyt niska i powoduje to zmniejszanie się miejsc z takimi praktykami. Autain postuluje, by aborcje były dla szpitali i klinik „opłacalne”.

 

W lutym ubiegłego roku w Zgromadzeniu Narodowym wycofano tego typu pomysł, m.in. ze względu na śmiertelne żniwo pandemii i nieadekwatność takich pomysłów wobec sytuacji. Wówczas także centroprawica zgłosiła dużą liczbę poprawek i pomysł zgłoszony przez socjalistów na pewien czas utrącono.

 

„Moja edukacja seksualna”

We Francji skumulowały się jednak nie tylko akcje polityczne, ale też „postępowe” kampanie społeczne. Tutaj proaborcyjna organizacja Planowania Rodziny (Planning Familial) poszła już o krok dalej. Od radykalnego feminizmu przeszła nawet do rasizmu wobec białych, usprawiedliwionego antykolonialnym resentymentem. Jej kampania „uświadamiająca” zaczęła się w mediach społecznościowych na początku kwietnia.

 

Kampania nosi tytuł MonEducSex (moja edukacja seksualna) i warto zobaczyć co się pod hasłem takiej „edukacji” kryje naprawdę. Jeden z plakatów opatrzony jest tekstem: „Niezależnie od tego, czy jesteś dzieckiem, czy osobą dorosłą, możesz mieć jednocześnie kilku kochanków”. Okazuje się też, ze w „planowaniu rodziny należy celebrować różnorodność we wszystkich jej formach”.

 

Celem kampanii jest „edukacja emocjonalna i seksualna młodych ludzi w czasach Covid-19”. Są tu tematy używania prezerwatyw, wyboru odpowiedniej metody antykoncepcji, ale też „znajomości kolorów flagi LGBT”. W grupie tematów dotyczących „życia uczuciowego”, Planowanie Rodziny wmawia np. młodym ludziom, że nie ma nic złego w „poliamorii”, czyli kochaniu kilku osób jednocześnie („wielomiłość”). Organizacja zauważa, że „kochanie kilku osób jest mniej powszechne i nie widać tego typu związków często w książkach, kreskówkach czy na filmach”. Jednak Planning do tej formy też zachęca, bo przecież „więcej osób w związku, oznacza również więcej szczęścia i uścisków…”.

 

Ofensywa „postępu” nie tylko sprowadza naszą cywilizację na manowce, ale już niemal wprost grozi jej katastrofą. Podobne ruchy można obserwować w całej Europie. Jednak w przypadku Francji, jej tkanka społeczna infekowana jest podobnymi wirusami od lat…

 

Bogdan Dobosz

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(4)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie