3 lipca 2013

Z każdą godziną rośnie napięcie w Egipcie. W nocy z wtorku na środę 22 osoby zginęły, a setki zostały ranne w ataku, do którego doszło w Kairze na demonstrację zwolenników prezydenta Mohammeda Mursiego, po tym jak odmówił on podania się do dymisji i poddania się „dyktatowi” armii.

Do starć pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami prezydenta doszło wczoraj także w Gizie, gdzie zginęło co najmniej siedem osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Armia, która została postawiona w stan najwyższej gotowości, przygotowuję się do narzucenia zwaśnionym politykom własnej „mapy drogowej dla Egiptu”.

W wystąpieniu telewizyjnym, wygłoszonym w nocy z wtorku na środę, prezydent Mohammed Mursi oświadczył że nie poda się do dymisji, powołując się na gwarantowaną przez konstytucję „demokratyczną legitymację” do sprawowania urzędu. Wcześniej odrzucił ultimatum, które postawiła armia.

W poniedziałek dowódca armii gen. Abdel Fattah al-Sisi dał politykom obu stron 48 godzin na porozumienie się i przygotowanie planu przezwyciężenia obecnego kryzysu. Jednocześnie zapowiedział, że jeśli do tego nie dojdzie, to armia zrealizuje „własny plan działania dla przyszłości kraju”. Termin ultimatum wygasa dzisiaj o 17 (16 czasu polskiego).

W wygłoszonym o północy prowokacyjnym wystąpieniu telewizyjnym, odpowiadając wojskowym którzy pod rygorem narzucenia „własnego rozwiązania” zażądali aby podzielił się władzą ze swoimi przeciwnikami, Mursi ostrzegł, że jakiekolwiek naruszenie demokratycznego porządku zatwierdzonego w serii wyborów przeprowadzonych w zeszłym roku sprowadzi Egipt na niebezpieczną ścieżkę.

Wezwał Egipcjan, aby nie słuchali „syreniego śpiewu” ze strony tych, których nazwał pozostałością dawnego autorytarnego reżimu. – Nie ogłosiliśmy dżihadu (świętej wojny) przeciwko sobie nawzajem, lecz mamy prowadzić dżihad z naszymi wrogami – grzmiał Mursi w 45-minutowym przemówieniu, zwracając się zarówno do swoich zwolenników, jak i przeciwników. – Nie daj się nabrać, nie daj się złapać w pułapkę, nie pozwól im ukraść rewolucji – mówił prezydent w swoim wystąpieniu.

Rzecznik opozycji określił prowokacyjne przemówienie Mursiego za „otwarte zaproszenie do wojny domowej”, ostrzegając, że już niedługo pokojowe protesty mogą stać się tylko wspomnieniem. Z kolei rzecznik sił zbrojnych powiedział, że nie będzie komentować oświadczenia prezydenta do dzisiejszego popołudnia, kiedy upływa termin postawionego w poniedziałek ultimatum.

Mursi przemawiał w czasie, gdy ogromne tłumy protestujących trzecią noc z rzędu zgromadziły się w centrum Kairu i w kilkudziesięciu miastach na terenie całego kraju, aby domagać ustąpienia polityka Bractwa Muzułmańskiego. Jego zwolennicy również wylegli na ulice uczestnicząc w starciach z siłami bezpieczeństwa na terenie Uniwersytetu Kairskiego.

Potępiając zamach na swego pierwszego wybranego w wolnych wyborach przywódcę, dziesiątki tysięcy zwolenników Bractwa Muzułmańskiego wyszło na ulice, ścierając się z przeciwnikami prezydenta Mursiego w kilku miastach. Ale w ocenie dziennikarzy relacjonujących sytuację w Egipcie ich liczba była niczym w porównaniu liczbą z uczestnikami demonstracji antyrządowych, których było setki tysięcy jeśli nie miliony w całym kraju.

„Mursi – gra skończona – ustąp”, głosi laserowy baner nad szczelnie wypełnionym kairskim placem Tahrir. Panująca tutaj atmosfera radości, przypomina euforię jaka towarzyszyła obaleniu prezydenta Hosni Mubaraka ponad dwa lata temu. Elektroniczny zegar odlicza godziny, jakie pozostały do upłynięcia terminu ultimatum armii.

Prowokacyjne przemówienie Mursiego doprowadziło do eskalacji napięcia w kraju radykalizując nastroje wśród obu stron politycznego dotąd konfliktu, który zaczyna wymykać się spod kontroli. Minionej nocy 22 osoby zginęły, a setki zostały ranne w ataku, do którego doszło w Kairze na demonstrację zwolenników prezydenta Mohammeda Mursiego. Ataku miała dokonać grupa mężczyzn, która ostrzelała zebranych w okolicach uniwersytetu uczestników demonstracji poparcia dla prezydenta. Do starć pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami prezydenta doszło wczoraj także w Gizie, gdzie zginęło co najmniej siedem osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Armia musiała interweniować w celu uśmierzenia starć pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami prezydenta także w Aleksandrii, Suezie i Port Saidzie.

Przebieg wydarzeń w ostatnich godzinach wskazuje, że pomimo wojowniczej retoryki, czas wydaje się działać na niekorzyść Mursiego. Prezentowany przez niego nie liczący się z realiami legalizm doprowadził do tego, że przywódcy opozycji odmówili z nim jakichkolwiek rozmów. Co gorsza, opuszczają go jego właśni ministrowie, zaś liczba jego zwolenników topnieje z godziny na godziny.

Po nocnych zamieszkach zwiastujących wybuch wojny domowej, cała egipska armia została postawiona w stan gotowości. Źródła wojskowe poinformowały, że jeśli politycy nie porozumieją się przed upływem terminu ultimatum, generałowie mają swój własny plan działania, który może jeszcze być dopracowany w porozumieniu z partiami politycznymi.

Zgodnie z planem armia ma ustanowić tymczasową radę, składającą się głównie z cywilów z różnych grup politycznych i doświadczonych technokratów, którzy będą rządzić krajem do czasu zmiany konstytucji, co potrwa kilka miesięcy. Następnie zostaną przeprowadzone nowe wybory prezydenckie.

Wojskowi nie podali co zrobią w sytuacji, gdy Mursi będzie stawiać opór. Niektórzy z jego islamistycznych zwolenników ślubowali bronić „praworządności i demokratycznego porządku”, nawet jeśli będą musieli zginąć jako męczennicy. Wszystko jednak wskazuje na to, że pełne anarchii rządy Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie dobiegają końca, tym bardziej, że z godziny na godziny rośnie w społeczeństwie poparcie dla działań armii.

 

Krzysztof Warecki

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie