25 kwietnia 2020

Do czego Bóg wzywa nas w kryzysie koronawirusa? Grzegorz Górny i Arkadiusz Stelmach

Brakuje dziś interpretacji teologicznej epidemii koronawirusa. W dawnych wiekach podczas zarazy Kościół wzywał zawsze do pokuty. Dzisiaj tak nie jest. Wśród katolików bardzo mało jest głodu sakramentów i pragnienia spotkania z Kościołem. Zamiast tego widać zalęknionych ludzi, poddanych medialnej narracji strachu. O tym mówili na spotkaniu intelektualistów w Bratysławie publicysta Grzegorz Górny i wiceprezes SKCh im. ks. Piotra Skargi Arkadiusz Stelmach.

 

W słowackiej Bratysławie w dniach 24 – 26 kwietnia odbywa się konferencja Bratysławskie Dni Hanusa. To spotkanie intelektualistów organizowane w stolicy Słowacji od ośmiu lat. Tym razem, w związku z obostrzeniami związanymi z epidemią, odbywało się on-line. W sobotnim panelu „Objawienia fatimskie i obecny kryzys wiary” wzięli udział publicysta i autor Grzegorz Górny oraz Arkadiusz Stelmach, wiceprezes Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi.

 

Grzegorz Górny podkreślał, że obecna sytuacja wywołana tak zwaną pandemią koronawirusa jest w historii Kościoła katolickiego absolutnie wyjątkowa. – Od 1700 lat, od czasów wyjścia Kościoła z katakumb za Konstantyna, nie było tak, żeby zawieszony był kult publiczny i żeby nie można było normalnie świętować nawet Wielkanocy – powiedział. W jego ocenie trzeba zadać pytanie o teologiczną interpretację kryzysu. – Jeżeli Pan Bóg przemawia przez fakty, to zastanówmy się, co Pan Bóg chce powiedzieć przez odebranie nam możliwości uczestnictwa w Mszy świętej. Można się zastanowić na przykład ilu świętokradczych Komunii w ten sposób uniknięto. Ten kryzys może nam pomóc uświadomić sobie czym tak naprawdę jest Eucharystia, jaką wartość dla nas przedstawia Komunia święta. Jak każdy kryzys, także i ten stanowi dla Kościoła pewną szansę na przyszłość – stwierdził.

 

Publicysta mówił też o różnych reakcjach na koronawirusa w różnych Konferencjach Episkopatu w krajach chrześcijańskich. – Niektóre episkopaty były bardziej cesarskie niż cesarz, same minimalizowały swoją działalność, nawet gdy państwo tego od nich nie wymagało. Tak było we Włoszech. W Polsce prowadzono rozmowy między państwem a Kościołem. W innych jeszcze krajach – tak było o ile wiem na Słowacji – władze państwowe i Kościół podejmowały decyzje jednomyślne. Są zatem trzy różne modele – wyliczył.

 

Grzegorz Górny zauważył też, że hierarchowie Kościoła nie stawali w obronie tych kapłanów, którzy łamali restrykcje i odprawiali Mszę świętą dla „nieprzepisowej” liczby wiernych. – To jest sytuacja paradoksalna. Niegdyś odprawiano Msze w katakumbach, a dzisiaj tacy księża są krytykowani przez swoich biskupów – zaznaczył.

 

Według publicysty biskupom w Europie zdecydowanie zabrakło pewnej kreatywności. Msze święte można było przecież organizować, tyle, że wymagało to poszukania nowych dróg i ścieżek. – W Stanach Zjednoczonych odprawiano na przykład Msze samochodowe. Ludzie siedzieli w autach na wielkiej przestrzeni, a do Komunii podjeżdżali – wskazał.

 

Kościół w dawnych wiekach taką kreatywność przejawiał. Czytałem o tym, co robił kardynał Karol Boromeusz podczas zarazy w Mediolanie w XVII wieku. On organizował na przykład nabożeństwa pokutne, ale to wyglądało tak, że ludzie szli po dwóch stronach ulicy, rzędami i między jednym a drugim człowiekiem był odstęp 4 metrów. Wtedy bardzo przestrzegano wszystkich wymogów sanitarnych. Nawet sam kard. Boromeusz wracając do domu całe ubranie wrzucał do gorącej wody, gotował i potem jeszcze polewał octem. Widać było, że kiedyś bardziej dbano o posługę duchową, duszpasterską, starając się zachować wymogi sanitarne. Dzisiaj nie ma myślenia kreatywnego, żeby ludziom umożliwić dostęp do liturgii i sakramentów. Jest pasywne pogodzenie się z tym, co mówi państwo, co każe prawo – podsumował Grzegorz Górny.

 

Przyznał też, że księża nie mają dziś takich możliwości działania jak dawniej, a to wskutek wymogów ścisłej kwarantanny.

 

Grzegorz Górny zwrócił ponadto uwagę na problemy finansowe Kościoła, utrzymywanego z tacy, a teraz pozbawionego regularnego wpływu pieniędzy od wiernych. W ocenie publicysty jeżeli obostrzenia będą obowiązywać jeszcze przed dłuższy czas, to kłopoty ekonomiczne Kościoła mogą się okazać naprawdę poważne.

 

Wreszcie gość Dni Hanusa zwracał uwagę na brak tak potrzebnej dziś interpretacji teologicznej epidemii. – Wcześniej każde takie wydarzenia w historii jak zarazy dżumy, cholery, czarnej ospy, wywoływały w Kościele pewną interpretację teologiczną. Pytano, jak odczytywać epidemie w świetle wiary. Najczęściej było tak, że traktowano to jako wezwanie do pokuty, nawrócenia, bardzo często mówiono, że jest to kara za grzechy. Dzisiaj natomiast widzimy, że bardzo mało jest interpretacji teologicznych. Biskupi, którzy wypowiadają się na ten temat, czasami sprawiają bardziej wrażenie swoistych urzędników ds. sanitarnych, a ich interpretacje są naturalistyczne i medyczne. Za mało jest w tym interpretacji teologicznej. Kategorycznie odrzucają możliwość, ze wirus może być karą za grzechy – stwierdził.

 

Grzegorz Górny zaznaczył, że dramatycznie brakuje wezwań do pokuty. – Biskupi i w ogóle księża wzywają do modlitwy o ratunek, ale nikt nie wzywa do pokuty. Odnosi się takie wrażenie, jakby słowa pokuta w ogóle zniknęło ze słownika chrześcijańskiego, a zwłaszcza pokuta publiczna za pewne publiczne i strukturalne grzechy.

 

Publicysta wskazał następnie na relacje między koronawirusem a objawieniami. – Pokuta to jest akurat słowo kluczowe w Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej. Objawienia fatimskie, jak mówił Benedykt XVI, nadal zachowują swoją moc i są aktualne. W trzeciej tajemnicy pojawia się anioł z mieczem ognistym. Ten miecz jest w stanie zniszczyć całą ziemię. Anioł donośnym głosem woła do całej ludzkości: pokuta, pokuta, pokuta. To wezwanie do pokuty powtarza się w bardzo wielu objawieniach: Fatima, La Salette, Akita. Okazuje się, że w wypowiedziach duchownych nie ma dzisiaj tego kluczowego słowa, a więc też takiego nastawienia serca i rozumienia tej rzeczywistości duchowej – stwierdził Grzegorz Górny.

 

Opowiedział też o różnych nieuznawanych przez Kościół objawieniach czy przepowiedniach, które krążą dziś przede wszystkim w internecie.

 

Są to na przykład proroctwa z Trevignano Romano, mówiące o nadejściu wirusa, epidemii z Chin do Europy. To jest proroctwo z września 2019 roku, ale ono jest nieuznane przez Kościół. Bardziej znane są objawienia z Garabandal, co do których Kościół także się nie wypowiedział. W Hiszpanii w latach 1962-1965 kilkoro dzieci miało objawienia Matki Bożej i tam zostało powiedziane, że przyjdzie czas, kiedy wszystkie kościoły właściwie będą zamknięte a ludzie nie będą mogli chodzić na Msze – mówił.

 

To był czas zimnej wojny i myślano, że chodzi o komunizm. Wówczas wizjonerkę Conchitę Gonzalez pytano, czy to będzie inwazja Sowietów i oni zamkną wszystkie kościoły. Conchita Gonzalez odpowiedziała, że nie, że to nie ma związku z komunistami, ale to się stanie wówczas, gdy na niebie pojawi się kometa – dodawał.

 

Kometa teraz się pojawiła, wskazał publicysta. – Pod koniec grudnia obserwatorium na Hawajach zarejestrowało obecność komety Atlas, która zbliża się z wielką prędkością do ziemi. Minie nas, ale będzie widziana gołym okiem na niebie maju. Niektórzy wiążą te objawienie z dzisiejszą sytuacją – powiedział.

 

Jak podkreślił, w Polsce biskupi sprzeciwiają się takim interpretacjom. – Komisja Nauki Episkopatu Polski wydała oficjalny list, w którym krytykuje różne prywatne objawienia, proroctwa, wizje, sny dotyczące epidemii koronawirusa i mówi, żeby nie przyjmować żadnych interpretacji z takich źródeł. Ale sami biskupi nie dają oficjalnie żadnej interpretacji teologicznej i w ten sposób zostawiają pole dla takich prywatnych proroctw, przepowiedni – ocenił krytycznie.

 

Na koniec publicysta został poproszony o krótkie podsumowanie obecnego stanu Kościoła katolickiego. – Mamy do czynienia z mentalną inwazją na Kościół przez kulturę laicką. Wielu ludzi Kościoła myśli o sobie i o Kościele w kategoriach obcych chrześcijaństwu. To są kategorie świata liberalnego i postoświeceniowego. Oni nawet nie wiedzą, że takie jest ich myślenie, są przekonani, że tak wygląda chrześcijaństwo. Mogę podać dane o katolikach w Niemczech. Tam tylko 18 proc. katolików uważa, że Bóg jest osobą, która wchodzi w relacje z ludźmi. 82 proc. katolików uważa, że jest On jakąś bezosobową siłą czy fatum albo że w ogóle go nie ma. A przecież są członkami Kościoła katolickiego, są ochrzczeni. Jednak cała ich mentalność jest niechrześcijańska – powiedział Górny. Jak podkreślił, przypomina to czasy kryzysu ariańskiego w IV wieku, gdy większość wyznawców Chrystusa nie była chrześcijanami, tylko arianami, ale nawet o tym nie wiedziała.

 

Wiceprezes Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi, Arkadiusz Stelmach, zgodził się z diagnozą Grzegorza Górnego w sprawie braku kreatywności. Zaznaczył zarazem, że nie wszędzie jest źle, bo można też podać przykłady bardzo pozytywnego nastawienia i działania kapłanów.

 

Mam takie szczęście, że mieszkając w Krakowie mogę uczestniczyć w życiu sakramentalnym w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Tam księża zachowali się naprawdę pięknie i byli cały czas dyspozycyjni dla wiernych. Trwała spowiedź, zorganizowana, bardzo pomysłowo, w oddzielnych kaplicach. Każdy, kto przyszedł, mógł się wyspowiadać. W innej kaplicy czekał ksiądz i co kilkanaście lub nawet co kilka minut udzielał wiernym Komunii świętej. To piękny przykład poświęcenia – powiedział Arkadiusz Stelmach.

 

Przyznał zarazem, że są też przykłady całkowitego zamykania kościołów, co zmusza wiernych do korzystania wyłącznie z transmisji internetowych, telewizyjnych czy radiowych. W szerszym wymiarze, podkreślił, brakuje kreatywności i asertywności Kościoła.

 

Wiceprezes SKCh zaznaczył, że jesteśmy teraz w przededniu pierwszej niedzieli, podczas którego obowiązywać będzie prawo pozwalające na obecność 1 wiernego w kościele na 15 metrów kwadratowych powierzchni świątyni. W jego ocenie te rozwiązania oznaczają wprawdzie poprawę względem stanu poprzedniego, ale i tak są zdecydowanie niewystarczające. – Byłem wczoraj w jednym z krakowskich marketów budowlanych. Miało się wrażenie, że są tam tłumy. Skoro tam można, to zasady powinny zostać poluzowane także w kościołach – podkreślił.

 

Arkadiusz Stelmach ubolewał przy tym, że Polacy pozwolili się dość silnie zastraszyć medialnemu przekazowi.

 

Jeżeli ktoś cały dzień słucha wiadomości i informacji o kolejnych liczbach ofiar, to robi to na nim wrażenie, odczuwa on atmosferę straszliwej zarazy. A przecież po tych 2-3 miesiącach możemy stwierdzić, że nie ma bynajmniej sytuacji porównywalnej z grypą hiszpańską z czasów orędzia fatimskiego. Myślę, że trzeba analizować i weryfikować medialne informacje – powiedział.

 

Jak podkreślił, ciekawa debata toczy się na przykład w Niemczech, gdzie specjaliści i wirusolodzy rozmawiają o prawdziwej naturze tej tak zwanej pandemii i dyskutują o sensowności wprowadzanych restrykcji, ostrzegają też przed manipulacjami danymi. – Polega to choćby na tym, że nie można mówić, iż każdy, kto miał koronawirusa i umarł, umarł właśnie z powodu zakażenia. Czeka nas bardzo drobiazgowe sprawdzanie tego, w jakim stopniu tak naprawdę ten wirus jest niebezpieczny – powiedział Arkadiusz Stelmach.

 

Wiceprezes SKCh mówił ponadto o skutkach społecznych obecnego kryzysu. Powołał się tu na artykuł prof. Grzegorza Kucharczyka opublikowany na łamach portalu PCh24.pl. – Grzegorz Kucharczyk wspomina, że gdy wydarzały się takie kataklizmy jak trzęsienie ziemi w Lizbonie w 1655 roku czy też grypa hiszpanka, to po nich sytuacja nie zmieniała się na lepsze. Nie było otrzeźwienia ani nawrócenia. Sytuację wykorzystywały raczej siły wrogie Kościołowi – i jeszcze bardziej rewolucjonizowały świat – powiedział. Jak dodał rozmówca Słowaków, także teraz istnieje bardzo poważna obawa o to, czy na skutek sprawy koronawirusa nie będziemy mieć do czynienia z przyspieszeniem „postępów” antychrześcijańskiej rewolucji.

Wiceprezes SKCh zwrócił też uwagę na niesprawiedliwe potraktowanie Kościoła katolickiego w porównaniu z różnymi instytucjami czy rozmaitymi obiektami handlowymi; pokazuje to też determinacja władzy do zorganizowania wyborów prezydenckich. Zdaniem gościa „Dni Hanusa” należy zaapelować do teologów moralnych o ocenę tego, czy wprowadzone w Polsce i na świecie ograniczenia wobec kultu katolickiego są adekwatne do skali zagrożenia. Wiceprezes SKCh zauważył, że już dzisiaj widać, iż to właśnie Kościół katolicki może być największym przegranym całej tej sytuacji.

 

Niewykluczone, że niektórzy ludzie odzwyczają się od chodzenia do kościoła. Jesteśmy tylko ludźmi, nie aniołami, a trzeba przyznać, że praktyka duchowej Komunii świętej czy wzbudzania w sobie żalu doskonałego wymaga pewnego obeznania, pewnego poziomu życia duchowego. To dże wyzwanie. Patrząc realistycznie można obawiać się, że pewne zwyczaje, ciągłość praktykowania cnót, ulegną rozchwianiu, bo zostało to już teraz na kilka tygodni przerwane – wskazał.

 

Część osób może pójść na łatwiznę, uznać, że skoro nie ma pewności, że uda im się wejść do kościoła na Mszę, to skorzystają z możliwości wysłuchania jej przez internet, telewizję czy radio. To może spowodować spadek liczby dominicantes, chodzących co tydzień do kościoła, także po kryzysie. To zagrożenie sprywatyzowaniem religijności, według modnego w kręgach antyklerykalnych hasła: módl się w domu po kryjomu – dodał wiceprezes SKCh.

 

Arkadiusz Stelmach wskazał też, że brakuje dzisiaj głodu sakramentów, pragnienia przyjścia do kościoła. – Nie widzę tego, by ludzie przychodzili choćby stanąć przed drzwiami zamkniętego kościoła, bo wiedzą, że tam jest Najświętszy Sakrament. Widzę za to ludzi zalęknionych, którzy dali się zastraszyć medialnemu przekazowi. Trzeba apelować o poczucie wiary katolickiej i rozbudzać głód kontaktu z Kościołem – podkreślił.

 

Gość „Dni Hanusa” powiedział też, że w przyszłości będziemy pewnie ze smutkiem wspominać obecne dni, jako czas, w którym nie zrobiliśmy wszystkiego tak, jak trzeba. – Będziemy to wspominać z wielkim smutkiem. Myślę, że przyjdzie czas opamiętania, że jako Kościół, jako duchowni i świeccy, nie zrobiliśmy wszystkiego, aby zrobić to jak najlepiej. Byliśmy za bardzo zastraszeni i za bardzo ulegli, za mało pragnący Kościoła, a za bardzo skoncentrowani na własnym zdrowiu. Zakłóceniu uległa hierarchia dóbr – wskazał.

 

Arkadiusz Stelmach wezwał też, by obecny czas wykorzystać do pokazania starej katolickiej prawdy: że naszym celem i realnością jest wieczność. – To wielka szansa, by obudzić w ludziach głód nadprzyrodzoności, często stłumiony przez pogoń za dobrami materialnymi i przyjemnościami. Dziś pęka doświadczenie wieży Babel, pęka wiara, że zbudujemy świat bez Boga. Dzisiejsza sytuacja to dla Kościoła szansa. Trzeba przypominać, że nasze życie tu na ziemi nie jest wieczne. I jest ważne, gdzie będzie nasza wieczność – czy razem z Panem Bogiem, czy też w tym innym, strasznym miejscu, z księciem ciemności – powiedział.

 

Pach

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie