7 września 2021

Iskra wyjdzie… z Ameryki? Katolickie i antyaborcyjne przebudzenie w USA

„Naród amerykański posiada geniusz wspaniałego i bezinteresownego działania, a w ręce Ameryki Bóg złożył losy cierpiącej ludzkości. Niech w waszych sercach zapali się szlachetny płomień braterskiej miłości. Niech nie zginie zgładzony przez niegodną, nieśmiałą ostrożność w obliczu potrzeb waszych braci; niech nie zostanie ogarnięty kurzem i brudem wiru antychrześcijańskiego lub niechrześcijańskiego ducha. Utrzymujcie ten płomień przy życiu, zwiększajcie go, noście go wszędzie tam, gdzie będzie jęk cierpienia, lament nędzy, krzyk bólu i podsycajcie go nieustannie żarem miłości czerpanej z Serca Odkupiciela” – pisał zaraz po II wojnie światowej czcigodny Sługa Boży, Ojciec Święty Pius XII.

Są na świecie kraje, w których jeszcze obowiązuje zakaz aborcji, takie jak Dominikana. Jednak fenomen powrotu do inicjatyw legislacyjnych całkowicie zakazujących aborcji wydaje się nie wykraczać poza granice Stanów Zjednoczonych Ameryki. Temu anty-aborcyjnemu przebudzeniu towarzyszy wzmocnienie pierwiastków katolickich i nie chodzi tu bynajmniej o prezydenturę drugiego „katolickiego” prezydenta USA, zwanego sennym Józiem, lecz o szereg inicjatyw, które zdają się potwierdzać (profetyczne?) nadzieje pokładane w Ameryce przez Piusa XII.

Za prezydentury Trumpa działy się rzeczy dziwne… zintensyfikował się anty-aborcyjny zwrot społeczny, potwierdzony szeregiem podpisów prezydenckich i inicjatyw, w ramach których prawie trzydzieści miast wprowadziło lokalny całkowity zakaz zabijania nienarodzonych.

Wesprzyj nas już teraz!

W przededniu drugiej kampanii miliardera z Nowego Jorku modlitwę przed konwencją republikanów poprowadził konserwatywny kardynał, Timothy M. Dolan, zaś 28 sierpnia 2020 roku po długiej i ociekającej od deklaracji obrony chrześcijańskiej cywilizacji przemowie Donalda Trumpa wykonano pieśń Ave Maria. Choć wielu dopatrywało się w tym aktu populizmu, to patrząc na obrazek jak prezydent Stanów Zjednoczonych stoi z wyprężoną piersią, z całą rodziną i z ręką na sercu – niczym przy wykonaniu amerykańskiego hymnu – oddaje cześć Niepokalanej Matce Zbawiciela, przyznam bez bicia, że uroniłem niejedną szczerą łzę. I do dziś zadaję sobie pytanie, jakiego rodzaju miałby to być populizm w protestanckiej Ameryce, nieuznającej kultu Matki Bożej…?

Religijne sprzeczności za wielką wodą

Fenomen amerykańskiego katolicyzmu jest złożony i pełen sprzeczności. Badania prestiżowego Instytutu Gallupa wykazały, że sympatie większości katolików w USA układają po stronie Partii Demokratycznej, o której trudno powiedzieć, że wyraża konserwatywny światopogląd, który z zasady powinien być im bliski. Ten paradoks zarysował się szczególnie wyraźnie przy wyborczej potyczce pomiędzy Donaldem Trumpem i Joe Bidenem.

Oczekując na wyniki wyborów, ultra-lewicowy aktywista, którego trudno nawet nazwać politykiem, Joe Biden, spędzał czas w kościele św. Józefa w Wilmington w stanie Delaware. W tym samym czasie, nadzieja konserwatystów, Donald Trump, który doczekał się zdecydowanego głosu poparcia ze strony abp. Carlo Marii Viganò, oddawał się grze w golfa na Florydzie.

Coś musi być na rzeczy, skoro znany konserwatywny norbertanin z Kalifornii, o. Francis Gloudeman, wyraził przekonanie, że bliżej mu do konserwatywnego protestanta niż do liberalnego katolika. Za przykład podał sytuację, jak wspólnie z protestantami był aresztowany podczas protestu pod kliniką aborcyjną. Po jakimś czasie, jak opowiadał o. Gloudeman, wszyscy obecni protestanci nawrócili się na katolicyzm. Ot, przy okazji przykład autentycznego ekumenizmu…

Wieśniak z Południa nadzieją cywilizowanego świata?

Zjawisko przejrzenia na oczy, jak straszliwą zbrodnią jest globalne aborcyjne ludobójstwo jest w Ameryce najjaskrawsze. Poszła za tym choćby podpisana przez gubernatora Teksasu propozycja ustawy całkowicie i bez wyjątków zakazującej aborcji (której wejście w życie zależne jest jednak od wyroku Sądu Najwyższego). Podobnie ze świeczką szukać w innych częściach świata takiego fenomenu, jakim jest przysłowiowy redneck z konserwatywnego południa. Czerwony kark od pracy na prerii, kieszonkowe wydanie Biblii obok glocka w schowku mocarnego pick-upa i refren piosenki Alana Jacksona brzmiący w głośniku: Schylił czoło przed Jezusem, stał za wujem Samem, kochał tylko jedną kobietę, był zawsze dumny z tego, co ma… południowiec z małego miasteczka.

Opasany przez Bible Belt wieśniak z krainy Dixie, choć zapewne można mu zarzucić tysiąc grzechów i wad, posiada jednak cechę, którą zatraciła większość post-chrześcijańskiego świata: przenikającą jego kulturowe otoczenie szczerą dumę z konserwatywnych wartości, których jest gotów bronić piersią, pięścią, karabinem i procesem sądowym.

Obserwując temperaturę amerykańskich sporów o fundamentalne kwestie (wiara i postulaty pro-life, wolność i sprzeciw wobec reżimu covidowego, naturalny porządek i walka przeciwko terrorowi LGBT) oraz działania konserwatywnych południowych gubernatorów, można dojść do – zdecydowanie pocieszającego – wniosku, że jest jeszcze na świecie kraj, w którym ludziom nie jest obojętne. Młode (w porównaniu z europejskimi) amerykańskie społeczeństwo zachowało jeszcze trochę pierwotnej świeżości i oparło się całkowitej dekadencji, a dzięki ustrojowi politycznemu – który docenił m. in. papież Leon XIII – prawdziwa społeczna reprezentacja we władzach jest tam jeszcze możliwa.

Piłka po stronie amerykańskich katolików

W maju podczas obchodów rocznicy konsekrowania pierwszej katolickiej katedry w Ameryce arcybiskup Baltimore, William Lori, wezwał amerykańskich katolików, aby nie tylko celebrowali, ale przede wszystkim tworzyli historię. Przeglądając praktycznie codziennie liczne katolickie media w Stanach, widzę, jak duża jest ilość wspólnot i inicjatyw, jak wiele kościołów i kaplic, w których odprawiana jest tradycyjna Msza Święta. Inicjatywy pro-life, krucjaty Różańcowe, wezwania do postu i modlitwy do Niepokalanej za przyszłość Ameryki, poświęcenia miast Najświętszym Sercom Jezusa i Maryi oraz świętym Pańskim…

To wszystko ciągle rozsiane znaki wiary, jednak dające nadzieję, że przy konsekwentnym ciążeniu amerykańskich konserwatystów (którzy wciąż stanowią tam wpływową grupę) ku katolicyzmowi, iskra odnowy cywilizacji chrześcijańskiej znajdzie podatny grunt właśnie w Stanach Zjednoczonych. A sytuacja w Kościele – wbrew pozorom – może być sprzyjająca. Po bezpardonowym uderzeniu przez papieża Franciszka w katolicką Mszę Świętą i wspólnoty Summorum Pontificum jest szansa na oddzielanie ziarna od plew i zwieranie szeregów wśród katolików. To właśnie oni mają szansę dać świadectwo prawdziwej wiary w ciągle spragnionej autentyzmu Ameryce. Tam zresztą – by wymienić jeszcze jedną cenną inicjatywę – miała niedawno miejsce premiera dużego projektu, jakim jest dokumentalna trylogia poświęcona Mszy Świętej Wszech Czasów, zatytułowana Mass of the Ages.

Zabrakło tej iskry Donaldowi Trumpowi, który 28 sierpnia 2020 roku wygłaszał płomienną przemowę o tym, że naród amerykański nie pokłada nadziei w politycznym establishmencie, a jedynie w prawicy Wszechmogącego Boga. Jednak wszystko to czynił wyłącznie siłami ludzkimi, bez widocznej nadprzyrodzonej motywacji płynącej z życia w łasce sakramentalnej. Możemy życzyć sobie, że w końcu do władzy dojdzie nie tylko rzutki konserwatysta, ale i (po raz pierwszy nie tylko nominalny) katolik. Taki jak gubernator Florydy, Ron DeSantis, który wraz z innymi bohaterami Południa stawia dziś tamę totalitaryzmowi ciągnącemu znów od Dystryktu Kolumbii…

Filip Obara

Katolik, wolnościowiec, anty-covidysta. Gubernator Florydy prezydentem USA 2024?

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Komentarze(30)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy