10 kwietnia 2021

Katastrofa Tu-154M: po 11 latach wrak nadal pozostaje w Rosji. Śledztwa trwają

Mimo upływu 11 lat od katastrofy Smoleńskiej, wciąż nie udało się doprowadzić do zwrotu warku Tu-154M. Rosjanie tłumaczą się, że wciąż trwa ich śledztwo, a wrak jest w nim ważnym dowodem. Swoje śledztwo prowadzi także strona polska, która po katastrofie zgodziła się na warunki współpracy uzależniające nas od Federacji Rosyjskiej.

 

Wraz z kolejną rocznicą katastrofy wraca pytanie o zwrot wraku Tu-154M. Niestety polskie starania w tej materii niewiele dają. W 2010 roku zgodziliśmy się być bowiem jedynie dodatkiem do rosyjskiego postępowania. I po dziś dzień odczuwamy tego efekty.

 

Formalnie bowiem Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej prowadzi swoje postępowanie karne, a wrak jest dowodem w sprawie. Nie należy się więc spodziewać, że ów dowód Rosjanie chętnie Polsce zwrócą – nie tylko przed zakończeniem śledztwa, ale i przed prawomocnym zakończeniem ewentualnych przyszłych postępowań sądowych.

 

Polska, która prowadzi swoje śledztwo w sprawie katastrofy, zgodziła się w 2010 roku na współpracę z Rosją w ramach tzw. międzynarodowej pomocy prawnej. To w praktyce oznacza pełne uzależnienie od Rosji – jeśli idzie o czynności wykonywane na terenie Federacji Rosyjskiej – od przesłuchań świadków, po badania elementów wraku czy miejsca zdarzenia. We wszystkich tych elementach czynności są realizowane na wniosek z Polski przez prokuratorów rosyjskich, acz z możliwym udziałem polskich śledczych i ekspertów. Efektami takich np. badań Polska musi się dzielić z FR (pamiętamy np. dzielenie się pobranymi z miejsca zdarzenia próbkami czy piłowanie i dzielenie brzozy między śledczych).

 

Federacja Rosyjska w swoich ustaleniach na temat katastrofy Tu-154M bazuje na ustaleniach raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK). Komitet Śledczy nieustannie przypomina, że okoliczności wypadku są w tym kontekście jednoznaczne, a wszystkie dane świadczą o błędach w działaniach polskiej załogi.

 

To oficjalna rosyjska narracja, na którą polski wpływ także jest nikły. I to jest efekt polskiej zgody na prowadzenie badania katastrofy na bazie załącznika 13 do konwencji chicagowskiej. W ten sposób Polska mogła wysłać do prac przy MAK swojego akredytowanego (był to Edmund Klich) oraz kilku jego współpracowników. Ich wpływ na kształt rosyjskiego raportu był więc w praktyce żaden. Strona polska prowadziła wprawdzie swoje badanie w ramach tzw. komisji Jerzego Millera, który stanął na czele Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP), ale to gremium mogło przesłać jedynie swoje uwagi do raportu MAK.

 

Czy pozycja Polski mogła być inna? Komentatorzy wskakują, że gdyby pierwsze działania podjęte tuż po katastrofie przez wojskową prokuraturę i wojskowych ekspertów były kontynuowane, wówczas współpraca z Rosjanami odbywałaby się na zasadzie partnerstwa. Zapadła jednak decyzja, że wyznacznikiem będzie „załącznik 13”…

 

Wielokrotnie krytykowane działania polskiej wojskowej prokuratury w zakresie śledztwa w sprawie katastrofy szły równolegle do badań zespołu skupionego wokół Antoniego Macierewicza. Później tzw. komisja smoleńska została sformalizowana. Dziś znamy już część efektów jej prac. Upublicznione w ostatnich dniach animacje – wespół z badaniami zagranicznych ośrodków na temat obecności materiałów wybuchowych na elementach samolotu – potwierdzają stawianą tezę o celowym uszkodzeniu Tu-154M, co doprowadziło do katastrofy.

 

Jeszcze w 2020 roku Komitet Śledczy odnosił się do tego rodzaju tez i oświadczył, że dowody specjalistów zagranicznych dotyczące obecności śladów materiałów wybuchowych zostały całkowicie odrzucone przez ekspertów, a wersja o ewentualnym wybuchu na pokładzie Tu-154M „nie znalazła potwierdzenia”.

 

Czy i kiedy poznamy ostateczną wersję zdarzeń z 10 kwietnia 2010 roku? Tu wątpliwości ma nawet Jarosław Kaczyński, który ocenił, że być może nie uda się wypracować takiego stanowiska, które będzie niepodważalne. Politykowi chodziło o takie umocowanie ustaleń, by żaden poważny badacz oceniając zebrany materiał nie mógł zarzucić ustaleniom brak wiarygodności czy niedostateczne udokumentowanie.

 

Przypomnijmy. 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem rozbił się samolot Tu-154M z polską delegacją na pokładzie. Miała ona wziąć udział w obchodach 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Zginęło 96 osób: prezydent RP Lech Kaczyński wraz z małżonką, wielu urzędników państwowych i dowódców wojskowych.

 

MA

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(9)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie