27 maja 2016

Już dziewięć dni trwają we Francji protesty i strajki organizowane przede wszystkim przez, mającą komunistyczne korzenie centralę związkową CGT. Skrajni lewicowcy sprzeciwiają się nowemu kodeksowi pracy, tzw. prawu El Khomri. Ich niezadowolenie przeradza się w agresję, napady i rozboje. Rząd szuka sposobu wyjścia z patowej sytuacji.

 

Na nieco ponad dwa tygodnie przed EURO2016 kontynuowanie trwającego konfliktu może bardzo negatywnie odbić się na francuskiej gospodarce. Premier Manuel Valls oświadczył, że „blokowanie kraju i zamach na jego gospodarkę jest nie do zaakceptowania”.

 

Na wezwanie siedmiu związków zawodowych (CGT-FO-Solidaires-FSU-Unef-Fidl-UNL) zebrało się w Paryżu – wedle policji – około 18 tys. ludzi, wobec 14 tys. tydzień temu.

 

Zdaniem związków FO i CGT manifestowało 100 tys. osób nie licząc tysięcy pracowników na blokadach i strajkujących, którzy okupowali fabryki. Łącznie w akcjach udział wziąć miało 300 tys. manifestujących. Zdaniem policji liczba uczestników protestów wynosi 153 tys.

 

Poza stolicą najwięcej ludzi protestowało w Tuluzie (6 tys. osób), w Bordeaux (3 tys.), Hawrze (7,5 tys.), Clermont-Ferrand (5 tys), oraz w Saint Nazaire, Rouen i Lyonie (po 3 tys.).

 

W Paryżu doszło do napadów, a zamaskowani manifestujący rozbijali witryny sklepowe, niszczyli samochody, rzucali w policjantów zapalone pochodnie, atakowali policję płonącymi wózkami z supermarketów.

 

W Nantes na nielegalnej manifestacji zebrało się 1,3 tys. protestujących. Agresorzy dokonali napadu na dwie agencje bankowe i zajezdnię autobusów. Policja zaatakowana została płonącymi ładunkami, ale rozproszyła zebranych używając gazów łzawiących i sikawek strażackich.

 

Od kilku dni grupy związkowców z CGT blokują składy paliw i rafinerie. Rafineria Total w Donges całkowicie przerwała pracę. W sześciu z ośmiu francuskich rafinerii zmniejszono produkcję. W tej sytuacji coraz trudniej kupić benzynę i olej napędowy. Na stacjach często ustawiają się ogromne kolejki.

 

Do protestu przyłączają się także kolejne elektrownie atomowe. W 19 z nich zmniejszono produkcję prądu. Zdaniem rządu nie zanosi się na przerwy w dostawach energii elektrycznej, bo zwiększono jej wytwarzanie w elektrowniach wodnych i węglowych. W razie potrzeby prąd można będzie kupić za granicą.

 

Według sondażu instytutu IFOP przeprowadzonego dla radia RTL, 62 proc. Francuzów twierdzi, że protesty przeciw nowemu prawu pracy są „usprawiedliwione”. Z badań  dokonanych przez Tidler/LCI/Opinionway wynika, że 66 proc. ankietowanych opowiada się za jego wycofaniem.

 

Opinia publiczna ma nie być jednak dokładnie poinformowana o treści nowego prawa pracy, zwłaszcza najbardziej kontestowanej jego części wprowadzającej bardziej elastyczny rynek pracy.

 

Związki zawodowe, oprócz socjalistycznej CFDT i chrześcijańskiej CFTC, protestują tylko przeciw dwóm z 52 artykułów jakie liczy ustawa, mówiącym o tym, że porozumienia i układy na szczeblu przedsiębiorstw mają wyższość prawną nad kodeksem pracy i układami zbiorowymi, jeżeli opowie się za nimi ponad 50 procent załogi.

 

Porozumienia te muszą jednak przestrzegać 35 godzinnego tygodnia pracy i „reguł społecznych”. Ustawa zakłada również, że przedsiębiorstwo może odejść od płacenia o 25 proc. wyższej stawki godzinowej za godziny nadliczbowe, jeżeli zgodzi się na to w interesie firmy jej załoga. Stawka godzin nadliczbowych nie może jednak być niższa niż 10 proc. stawki godzinowej.

 

W praktyce daje to przedsiębiorstwom i ich pracownikom, szansę lepszego dostosowywania się do warunków mikroekonomicznych, koniunktury, realizacji zamówień i ochrony w razie trudności finansowych. Gdyby one zaistniały, pracodawcy mogą np. podjąć decyzję o zatrudnianiu na niepełnych etatach bez potrzeby zwalniania ludzi czy też zamykania przedsiębiorstwa. Mogą też zdecydować o wydłużeniu tygodnia pracy w razie konieczności okresowego zwiększenia produkcji czy usług i pracowania mniej, gdy zamówienia spadają, zachowując zasadę średniego, 35 godzinowego tygodnia pracy w skali roku.

 

Dla CGT jest to zamach na prawa pracownicze, powrót do XIX wieku i prezent dla właścicieli firm. Komunizująca centrala wciąż myśli starymi kategoriami nie widząc, że świat się dokoła Francji już dawno się zmienił, a opowiadanie się za zachowaniem starego, wypracowanego w latach 40-sytemu, jest nie do utrzymania. Odrzuca ona twierdzenia ekonomistów mówiących, że jednym z głównych czynników pobudzenia koniunktury gospodarczej i zwiększania zatrudnienia jest elastyczność rynku pracy. Widać to w praktyce. Nie jest przypadkiem, że Francja ma znacznie większe bezrobocie niż Niemcy, Anglia czy Szwecja. Bez reform i upierania się, by zachować dotychczasowy, opiekuńczy charakter państwa, nie da się wyjść Francji błędnego koła jakie ma miejsce obecnie.

 

W protestach chodzi również w dużym stopniu o politykę. Zdecydowanie CGT wynika przede wszystkim z tego, że centrala ta z roku na rok traci swoich członków i chce wykazać, że nadal, tak jak w przeszłości, jest największym i najsilniejszym związkiem zawodowy, kutry decyduje o polityce rządu i przez to zwiększyć własny potencjał. O swej los gra też jej lider, Philippe Martinez, który stara ukazać się jako silny i zdecydowany przywódca. Stąd jego ciągłe powtarzanie, że rząd musi wycofać nowe prawo. Gdyby Martinez ustąpił, ryzykowałby utratą lukratywnego i wpływowego stanowiska. Dlatego CGT bez skrupułów używa swoich wszystkich narzędzi nacisku.

 

W czwartek ukazał się w kioskach tylko komunizujący dziennik „L’Humanité”, który wydrukował komunikat Martineza. Inne redakcje odmówiły tego, za co zostały ukarane. Ponadto bojówkarze CGT przerwali program stacji TV5 Monde atakując studio, w którym obecna była minister pracy Myriam El Khomri, odpowiedzialna za zmiany w prawie.

 

W kleszczach znajduje się rząd i prezydent François Hollande. Już za rok odbędą się wybory prezydenckie, w których Hollande chciałby startować. Ugięcie się pod presją związków zawodowych i wycofanie ustawy, oznaczałoby pozbawienie go jakichkolwiek szans na ubieganie się o nową prezydenturę, tym bardziej, że opinia publiczna ocenia obecną władze jako „słabą”, a Hollande ma jedynie 16 procentowe poparcie. Dlatego nie chce on słyszeć o wycofaniu prawa, popierając premiera Emanuela Vallsa deklarującego, że „można coś ulepszyć w nowym kodeksie, ale nie można odejść od jego ducha”.

 

Analitycy wskazują, że wyniki poparcia sondażowego dla protestów trzeba oceniać dość sceptycznie, bo zawsze łatwiej jest uzyskać głos na „nie” niż na „tak”. Mówią że manifestacje nie są zjawiskiem masowym, a na ulice nie wychodzi ogrom ludzi, tak jak to bywało w przeszłości.

 

Podkreśla się novum sytuacji – po raz pierwszy socjalistyczne związki protestują przeciw socjalistycznemu rządowi. Świadczy to o dogłębnym kryzysie francuskiej lewicy.

 

Słyszy się głosy, że CGT i popierając je centrale wiele ryzykują. Sytuacja we Francji przypomina tę z początku lat 80-tych ubiegłego wieku w Wielkiej Brytanii gdzie, silniejsze niż obecnie we Francji związki zawodowe, uniemożliwiały przeprowadzenie reform Margaret Thatcher. Skończyło się na ich marginalizacji.

 

Franciszek L. Ćwik



   

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie