„NIE dla Strefy Czystego Transportu! Rozpoczynamy serię akcji protestacyjnych przeciwko SCT w Krakowie i innych polskich miastach” – poinformował społeczny ruch Nie Oddamy Miasta. Wraz z komitetem „Kraków dla Kierowców” i Małopolskim Buntem organizuje on w najbliższą sobotę demonstrację o charakterze ogólnokrajowym.
„Dość milczenia! Dość wyrzucania naszych postulatów do kosza! Dość aroganckiej polityki wymierzonej w społeczeństwo! SCT to nie ekologia – to ideologia, która uderza w naszą wolność i prawo własności. Te strefy uderzają w najsłabszych: seniorów, rodziny i osoby mniej zamożne. Nie pozwólmy na wykluczenie komunikacyjne i przymusowe opłaty!” – podaje internetowa witryna NieOddamyMiasta.pl.
Wesprzyj nas już teraz!
Na społecznościowych profilach NOM zaproszenie na protest wzbudziło już tysiące pozytywnych reakcji i komentarzy. „Nie bezpodstawnie liczymy na frekwencję, która przekona ostatecznie władze Krakowa i kolejnych miast, że arogancja i lekceważenie głosu społeczeństwa to bardzo duży błąd” – czytamy w zaproszeniu na demonstrację.
Strefa czystej dyskryminacji
– W ciągu ostatnich lat uświadamialiśmy, jakie niebezpieczeństwo niesie za sobą projekt „Stref Czystego Transportu”; projekt w gruncie rzeczy nie naukowy, nie merytoryczny, ale w pełni ideologiczny – przypomina Sławomir Skiba, prezes Fundacji Wolność i Własność.
Działacze ruchu społecznego Nie Oddamy Miasta, później też jako przedstawiciele Fundacji Wolność i Własność sami organizowali, brali też udział w licznych spotkaniach, rozmowach na ten temat. Zlecali ekspertom fachowe opracowania, na przykład w zakresie budowy silników. Naukowcy wykazywali i nadal wykazują absurdalność tego projektu, jakim są SCT. Jednak przyjęte przez radnych Krakowa i Warszawy uchwały o wprowadzeniu stref ignorują ustalenia sprzeczne z linią wytyczoną w politycznych gabinetach. Są też sprzeczne z deklarowanymi celami.
– Za Strefami Czystego Transportu nie stoją żadne racjonalne i prawdziwe badania, które by potwierdzały, że wprowadzenie SCT ma w jakimkolwiek stopniu poprawić jakość powietrza w Krakowie czy w Warszawie. Nie brano pod uwagę przy powstawaniu tych projektów, licznych głosów sprzeciwu, jakie pojawiały się w czasie tzw. konsultacji społecznych – podkreśla prezes Skiba.
– Mówię o „tak zwanych” konsultacjach, ponieważ jako ich uczestnicy mamy przekonanie, że były to działania ze strony władz miasta pozorowane. Głosy sprzeciwu były znacznie mocniejsze i znacznie silniejsze od tych, które wychodziły ze strony grupek ideologów „Stref Czystego Transportu” – zaznacza.
W przekonaniu organizacji społecznych, jak i wielu mieszkańców, włodarze miasta przyjmując w czerwcu minionego roku uchwałę dyskryminującą wielu kierowców, byli absolutnie głusi na wszystkie argumenty. Bądź co bądź, Kraków jest regionalnym ośrodkiem, do którego przyjeżdża codziennie wielu mieszkańców okolicznych gmin, w tym pracowników, studentów, rolników, handlowców, dostawców, usługodawców… Obciążające ich dodatkowe koszty związane z wjazdem do stolicy Małopolski szybko odbiją się zresztą także na cenach towarów czy świadczeń.
Prezes Fundacji Wolność i Własność zauważa, iż wprowadzając SCT prezydent miasta i krakowscy radni nie wzięli pod uwagę ekonomicznych i społecznych skutków swojej decyzji. Nie określili też norm powietrza, jakie chcieliby osiągnąć swoją polityką zakazywania wjazdu starszym pojazdom. Chyba, że za taki wskaźnik uznać trzeba projektowaną, utopijną zresztą „zeroemisyjność”, która dla miasta oznacza tak naprawdę jego śmierć, a w najlepszym razie zamienienie go w skansen.
Strefa czystego absurdu
– Z całą bezwzględnością władze miasta realizują swoją szaleńczą wizję – podkreśla Sławomir Skiba. – Jednak nie składaliśmy broni w przeszłości, gdy ta fatalna uchwała została przyjęta, nie składamy również teraz, kiedy mieszkańcy Małopolski doświadczają pierwszych skutków wprowadzenia „strefy czystego transportu”.
Na sobotni protest wybierają się między innymi przedstawiciele podkrakowskich gmin, doświadczający w bezpośredni sposób restrykcji wprowadzonych przez ekipę rządzącą Krakowem. Ekipę – dodajmy, odmieniającą przez wszystkie przypadki słowo „dyskryminacja”, o ile pasuje to do jej lewicowej narracji. Ta filozofia nie ma jednak zastosowania wobec kierowców nieskłonnych do wymiany swoich aut na nowsze bądź których na taką kosztowną inwestycję po prostu nie stać.
Jak wskazują działacze społeczni, zakazy wjazdu do największych miast dotyczą przecież pojazdów legalnie zakupionych, mających za sobą proces rejestracji i przechodzących coroczne badania techniczne. Są one zatem dopuszczone do ruchu po naszych drogach. Mamy tu do czynienia z uderzeniem w swobodę korzystania z własności, w tym przypadku ze środków transportu. To więc faktyczny zamach na podstawowe wolności zagwarantowane w Konstytucji.
– Ci, którzy rządzą Warszawą czy Krakowem, mają absolutne poczucie, że są właścicielami jakichś folwarków miejskich, na których mogą ustanawiać własne, dowolne przepisy. Według nas jednak, te dotyczące SCT są jednak pozbawione legalnych podstaw. To tak naprawdę bezprawie, którego skutkiem jest dzielenie mieszkańców na „lepszych” i „gorszych”. Mamy do czynienia z czysto ideologiczną, polityczną praktyką budowania gett oraz wykluczania z ruchu miejskiego osób niezamożnych – mówi prezes Fundacji Wolność i Własność.
Miasta dla wszystkich, nie tylko dla uprzywilejowanych
– W imieniu środowiska narodowego w Konfederacji oraz Komitetu „Kraków dla Kierowców” od samego początku sprzeciwiamy się Strefie Czystego Transportu. W sobotę 10 stycznia przed siedzibą ZDMK, wspólnie z wieloma organizacjami po raz kolejny wyjdziemy na protest. Powód jest jasny: SCT wprowadza niedopuszczalny podział Polaków na klasy obywateli – powiedział nam Piotr Bartosz.
Nasz rozmówca odwołał się między innymi do motywacji ideowych. Jak przypomniał, środowisko narodowe zawsze stanowczo odrzucało klasowość, zarówno w wersji komunistycznej, jak i w wydaniu współczesnym, „liberalno-zielonym”. Tradycja endecka sprzeciwia się marksistowskiej koncepcji walki klas. W jej miejsce stawia ideę solidaryzmu narodowego, w której interes całej nacji rozumianej jako jedna wspólnota, niezależnie od pochodzenia społecznego czy majątku, stoi ponad roszczeniami poszczególnych grup.
– Kraków należy do wszystkich Polaków, a nie tylko do uprzywilejowanych mieszkańców z grubszym portfelem i nowszym samochodem – wskazuje Piotr Bartosz. – Cel protestu jest jasny. Żądamy całkowitego zniesienia Strefy Czystego Transportu w Krakowie oraz powstrzymania wprowadzania podobnych regulacji w innych miastach. Bronimy wolności poruszania się, prawa własności prywatnej i równości wobec prawa, zamiast dalszego dzielenia narodu pod pretekstem ekologii – dodaje.
W przekonaniu komitetu „Kraków dla Kierowców”, SCT jest rozwiązaniem głęboko niesprawiedliwym. Najmocniej uderza w najbiedniejszych: rodziny wielodzietne – jakich dziś szczególnie potrzebujemy dla poprawy demografii – a także emerytów i ludzi młodych, którzy u schyłku lub na początku swojego samodzielnego życia często nie dysponują dużymi środkami finansowymi.
– Zamiast karać zwykłych ludzi, władze powinny inwestować w realną, dostępną komunikację zbiorową, Parkingi P+R oraz wystąpić do władzy ustawodawczej o zmianę przepisów dotyczących stacji diagnostycznych – tak aby realna kontrola emisji spalin odbywała się tam, a nie poprzez administracyjne zakazy – proponuje Piotr Bartosz.
Władza ma służyć mieszkańcom, a nie odwrotnie
Adam Hareńczyk, niezależnie od swego uczestnictwa w inicjatywie Nie Oddamy Miasta oraz udziału w pracach Fundacji Wolność i Własność, już pół dekady zaangażowany jest w działalność ruchu Małopolski Bunt.
– To już piąty rok naszej walki z tym bezsensem i jesteśmy w obecnym punkcie. Oczywiście można oddzielić tutaj kwestie walki prawnej – czyli wszystkie nasze zaskarżania, wnioski, petycje, które składaliśmy. Myślę, że ważniejszą sprawą jest to, jak traktują nas włodarze miasta, którzy – jakby nie było, są na służbie u nas, za nasze pieniądze. Jednak również w tej sprawie nie chcieli słuchać nas, mieszkańców, zlekceważyli nasz głos przyjmując uchwałę o SCT. Szczerze mówiąc sądzę, że pewnie nie dowiemy się, dlaczego ona została przyjęta. Krakowem rządzi lewicowy liberalizm, prounijny amok i stąd takie przepisy – ocenia nasz rozmówca.
Jak wskazuje Adam Hareńczyk, argumenty piewców SCT na temat tak dominującego – rzekomo aż 70 procent! – udziału ruchu samochodowego w zanieczyszczaniu krakowskiego powietrza, nie mają pokrycia w realiach.
– To jest bzdura. Myślę, że to 10, może 15%, o czym świadczy chociażby okres lockdownów podczas „pandemii”, gdy ruch samochodów był minimalny, a mimo to poziom zanieczyszczeń utrzymywał się mniej więcej na takim samym poziomie jak obecnie. W strukturze emisji toksycznych substancji istotne są przede wszystkim ogrzewanie i obecność lotniska – podkreśla działacz Małopolskiego Buntu. – Krakowa nie przeniesiemy w żadne inne miejsce. Jest po prostu położony w niecce.
Niezwykle szkodliwe dla stolicy Małopolski jest beztroskie pozwalanie przez kolejnych prezydentów na zabudowywanie przez deweloperów ciągów powietrznych pozwalających na wentylowanie miasta. Swoje dokłada „uspokajanie” ruchu poprzez zwężanie jezdni, sztuczne ograniczanie liczby miejsc parkingowych, mnożenie ulic jednokierunkowych.
– To wówczas następuje największe zanieczyszczenie, a nie wtedy, kiedy samochody jadą bez przeszkód. 10 samochodów, które poruszają się płynie, z prędkością dopuszczalną przykładowo 50 kilometrów na godzinę, generuje mniej spalin niż jedno auto stojące przez 5-10 minut w korku – mówi Adam Hareńczyk.
Jak podkreśla współorganizator sobotniego protestu, w kwestii głosu mieszkańców wobec komunikacyjnych poczynań magistratu, „delikatnie i miło już było i więcej nie będzie”. Inicjatorzy sprzeciwu zapowiadają kolejne działania, po części uzależnione od środowego wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w sprawie uchwały dotyczącej SCT. Na pewno będą domagać się pauzy dla jej egzekwowania do momentu werdyktu. Zaznaczają, iż nie dopuszczą do konfliktu pomiędzy krakowianami – częściowo postawionymi przez władze w korzystniejszej sytuacji względem przyjezdnych – a mieszkańcami innych gmin Małopolski. Celem jest jednak doprowadzenie do unieważnienia „Strefy Czystego Transportu”.
Prezes Sławomir Skiba zaznacza, że protesty uliczne absolutnie nie wyczerpują zakresu działań przeciwników SCT. Ważną częścią ich zaangażowania jest też między innymi udział w procesach wytaczanych władzom miasta przez osoby dotknięte restrykcjami.
– Zrobimy wszystko, aby to absurdalne bezprawie uderzające w swobody konstytucyjne Polaków, zostało jak najprędzej uchylone. Liczymy tutaj oczywiście na wsparcie tych wszystkich, którzy – jak to często podkreślamy – kochają wolność i własność. Będziemy starali się występować w interesie tych wszystkich pokrzywdzonych – zapowiada prezes Fundacji Wolność i Własność.
RoM
Źródła: NieOddamyMiasta.pl, PCh24.pl