Dzisiaj

Aby znaleźć przepis na Polskę, należy wpierw odpowiedzieć na pytanie, po co tę Polskę chcemy mieć. To tak jak z gotowaniem obiadu. Zanim wybierzemy przepis, musimy wiedzieć po co przyrządzamy danie, dla ilu osób, kim one są, co od zawsze lubiły jeść a co może im poważnie zaszkodzić…

Jeśli budujemy dom, wiemy do czego ma nam służyć – i odpowiedź będzie w tym wypadku dość oczywista. Kiedy projektujemy czy meblujemy mieszkanie – również wiemy z jakiego powodu i w jakim celu okna są na tej ścianie, jadalnia jest tutaj a łóżko stoi tam. Tak samo, gdy zakładamy firmę, stowarzyszenie czy partię polityczną – mamy jakiś cel do osiągnięcia.

Podobnie jest z państwem – ono istnieje w jakimś celu. Skoro istnieją różne państwa, wniosek jest prosty: mają one różne cele. I tak np. celem istnienia i trwania państwa niemieckiego będzie troska o dobrobyt narodu niemieckiego ewentualnie wszystkich tych, którym Niemcy pozwolili u siebie mieszkać (albo służenie Niemcom, ale to już ich sprawa).

Wesprzyj nas już teraz!

Podobnie jest z celem istnienia Polski. A owe cele nierzadko bywają sprzeczne – stąd konflikty w polityce międzynarodowej, rozwiązywane od czasu do czasu przez wojnę. I tak od co najmniej pół tysiąca lat różne formy niemieckiej państwowości miały na celu poszerzanie strefy niemieckiego wpływu. Podobnie państwowość rosyjska, łącznie z tą budowaną przez bolszewików – rozsiewała po świecie wpływ, także religijny (kiedyś prawosławie) oraz ideologiczny (komunizm) a przede wszystkim polityczny.

A Polska? Czy wiemy, po co istnieje? Po co ma trwać? Przecież w dobie globalizacji, zjednoczonej Europy i podobnych bytów, mogłaby właściwie przestać istnieć – nie jednego z naszych rodaków taka wiadomość przecież by ucieszyła. Bo to przecież dość nieudolne państwo w dodatku z narodem, którego niemałą część śmiało można nazwać „zaściankową”.

Należy sobie zatem zadać pytanie, po co Polska jest Polakom. I czy jest potrzebna komuś jeszcze.

Artykuł stanowi fragment tekstu opublikowanego w 3. numerze KWARTALNIKA PCH24.PL

CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ

Kto bliższy: Dzierżyński czy Franciszek z Asyżu?

Wszystko to, co nazywamy Polską, a więc piękno gór i lasów, oryginalność obyczajów i mody, pobożność pieśni i literatury, starsze panie w kruchcie i młodzi chłopcy przed zatłoczoną świątynią podczas pasterki, wciąż ogromny opór przeciwko niemoralnym nowinkom – wszystko to jest po to, by budować w nas pamięć o jedynym celu naszego życia, o bitwie przeciwko szatanowi, której stawką jest nasze zbawienie. I to przede wszystkim z tego powodu musimy o Polskę dbać. Dwa z trzech mocarstw, które dokonały rozbioru Polski, były antykatolickie – to heretyckie Niemcy i schizmatycka Rosja. Czy mogło być przypadkiem, że to właśnie pod rządami katolickich monarchów Austro‑Węgier Polacy cieszyli się największą swobodą?

A czwarty rozbiór Polski? Wszak zarówno narodowosocjalistyczne Niemcy, jak i komunistyczny Związek Sowiecki nienawidziły Boga i wiedziały, że prawdy o Nim nauczają katoliccy kapłani. Czy tą wspólną napaść na Polskę, której dopuścili się bezbożni wrogowie, już zawsze będziemy tłumaczyć wyłącznie geografią?

Polska nie jest więc po to, byśmy byli biologicznymi Polakami. Czyż Polakami nie byli Feliks Dzierżyński, Władysław Gomułka, Wanda Wasilewska? Stanisław Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski, Franciszek Branicki? Polska jest po to, byśmy się zbawili, a więc po to, byśmy byli katolikami. Jak Franciszek z Asyżu (Włoch), jak Antoni z Padwy (Portugalczyk), jak Francuzka Joanna d’Arc, jak Niemiec Otton z Bambergu czy patron Polski Wojciech, który ­ był przecież Czechem! Gdyby wszyscy oni dziś zmartwychwstali i ujrzeli współczesny świat, z pewnością głęboko by się oburzyli. Ale gdyby musieli wybrać, który europejski kraj pochwalić, czyż nie pochwaliliby (mimo wszystkich naszych wad) właśnie Polski?

Pytanie „po co jest Polska?” brzmi dziś dla wielu ludzi abstrakcyjnie. Przywykliśmy patrzeć na państwo jako na coś oczywistego, niemal naturalnego. Wydaje się, że Polska jest, bo była — że istnieje dzięki historii, geografii i polityce. Ale to złudzenie. W istocie tylko nieliczne narody przetrwały dziejowe burze, bo tylko nieliczne narody wiedziały, po co istnieją. Trwa to, co ma cel. Rozpada się to, co nie posiada żadnej wewnętrznej treści.

Sto lat temu kwestię tę podnosił wybitny historyk, twórca teorii cywilizacji, Feliks Koneczny, w książce Polskie logos a ethos. Roztrząsania o znaczeniu i celu Polski. Zaledwie kilka lat po odrodzeniu się polskiej państwowości pisał: „Historię robi się zawsze, a całymi pokoleniami, z dnia na dzień, bez jednego dnia przerwy; a kiedy się jest przygotowanym do czynu, wtedy samemu wywołuje się sposobność, o co nigdy nietrudno, bo chcący, a mogący zawsze ją znajdzie. Określając jako cel Polski dążenie do tego, by w Europie Środkowej zapanowała wyłącznie cywilizacja łacińska (…), żeby Polska nie stała się pozycją bierną w grze sił dziejowych, lecz żeby Polak sam robił historię, żeby z charakteru polskiego wykrzesać walory polityczne”.

I dodawał, co wydaje się szczególnie aktualnym: „Walka obozów chrześcijańskiego i antychrześcijańskiego zaostrza się do tego stopnia, iż nikt nie będzie mógł pozostać w niej neutralnym, albowiem tarcie przeciwieństw cywilizacyjnych przenika już wszystkie dziedziny życia (…). My, Polacy, walczymy o katolicyzm, o ten jedyny w chrześcijaństwie pozytywny Kościół, Kościół par excellence.”

Tego właśnie będziemy się trzymać w poniższych rozważaniach.

Geniusz cywilizacyjny Kościoła

Naród polski nie powstał spontanicznie, nie był naturalnym, pogańskim plemieniem o własnej kulturze, które jedynie „przyjęło chrześcijaństwo” jako swoją nadbudowę. Było wręcz odwrotnie. Chrzest nie nadbudował istniejącej polskości — ale ją stworzył. Polskość wyłoniła się jako konsekwencja przyjęcia cywilizacji łacińskiej. Można de facto powiedzieć, że to Kościół stworzył Polskę jako byt moralny, duchowy i społeczny.

Koneczny uczy, że cywilizacje różnią się metodami życia zbiorowego, tj. sposobem rozumienia prawa, moralności, wolności, małżeństwa, własności i religii. Polska jest dzieckiem cywilizacji łacińskiej — jedynej, która uznaje, że prawo ma być podporządkowane etyce, że człowiek jest osobą, że wolność jest zakorzeniona w prawdzie, a nie w arbitralnym wyborze. Dlatego Polska jest również bytem duchowym, nie tylko politycznym. Jest przestrzenią moralną, nie geograficzną. Istnieje nie dlatego, że ktoś ją wytyczył na mapie, ale dlatego, że ludzie przyjęli pewien system wartości i rozumienia świata.

Trudno zrozumieć Polskę, jeśli nie przyjmiemy punktu widzenia Konecznego, który podkreślał, że Kościół nie tylko wprowadził religię, ale także cały porządek cywilizacyjny, który w konsekwencji, wiele wieków później, uczynił z plemion polskich naród. 

Chrzest Mieszka był aktem religijnym, także politycznym, ale również, jeśli nie przede wszystkim, cywilizacyjnym. To nie był gest dyplomatyczny; to było wejście do świata łacińskiego — świata prawa, etyki, moralnego porządku i instytucji, których Słowianie wcześniej nie znali. Kościół katolicki nie tylko ochrzcił przodków Polaków, ale nauczył nas także myśleć. W swym innym, znacznie mniej obszernym dziele, Kościół jako polityczny wychowawca narodów, Koneczny wskazuje podstawowe, dziś często zapomniane, paradygmaty wprowadzone od moralności publicznej wszędzie tam, gdzie pojawiał się Kościół jako wychowawca. I tak na przykład wprowadzenie monogamii dało kobietom godność, której nie miały w świecie pogańskim. Wprowadzenie zakazu zabijania i porzucania dzieci wprowadziło etykę troski i odpowiedzialności. Zniesienie zemsty rodowej przekształciło plemiona w społeczeństwo, w którym konflikt nie kończy się spiralą zemsty, ale staje się przed sądem. Z perspektywy Konecznego oznaczało to ogromną rewolucję: z destrukcyjnych rodów i klanów wyrósł organizm państwowy. To Kościołowi zawdzięczamy również „dualizm prawa”, czyli rozróżnienie między prawem publicznym i prywatnym, oraz podporządkowanie obu porządków jednej nadrzędnej moralności. To jest fundament cywilizacji łacińskiej. Państwo nie jest źródłem moralności — jest jej wykonawcą. Kościół uczy, że władza nie jest absolutna; państwo nie jest Bogiem; prawo nie jest samowolą. To dlatego w Polsce nie mogła powstać ani turańska tyrania, ani bizantyńska biurokracja, ani żydowska monolityczna teokracja. To dlatego w Polsce rodziła się wolność, a nie despotyzm.

Kluczową rolą w procesie stawania się członkiem cywilizacji łacińskiej pełni jednak przyjęcie pojęcia osoby. W pogańskim świecie Słowian osoba nie istniała. To Kościół nauczył Polaków, że każdy człowiek ma duszę, że kobieta jest przed Bogiem równa mężczyźnie, że dziecko ma wartość niezależną od użyteczności, że życie nie jest własnością kogokolwiek. W końcu to Kościół nauczył Polaków czytać, pisać i myśleć w kategoriach abstrakcyjnych, takich jak prawo, moralność, odpowiedzialność, cnota, dobro wspólne. Współczesny świat często zapomina, że większość narodów Europy zawdzięcza swoją kulturę literacką Kościołowi. W Polsce ta rola była absolutna i decydująca.

Wszystko to prowadzi do kluczowego wniosku: Polska istnieje dzięki Kościołowi nie w sensie pobożności, ale w sensie cywilizacyjnym. Kościół stworzył polską kulturę społeczną, moralną, prawną i polityczną. Dał Polsce sposób życia — metodę cywilizacji łacińskiej.

Dlatego Polska, która wyrzekłaby się Kościoła, wcale nie wróciłaby do „pierwotnej polskości”. Wracałaby raczej do cywilizacyjnej próżni. Bez Kościoła nie byłoby polskiej wolności, godności, rodziny, prawa i tożsamości. Bez Kościoła nie byłoby po prostu Polski. I nigdy nie będzie.

Jaka ma być Polska przyszłości? [ODBIERZ NAJNOWSZY NUMER KWARTALNIKA PCH24.PL]

Nie sposób zrozumieć Polski bez Chrystusa

Historia Polski — czy tego chcemy, czy nie — jest nieustanną lekcją o tym, że naród istnieje o tyle, o ile zna swój sens. W tym sensie dzieje Polski nie są katalogiem dat, ale sekwencją momentów, w których polskość była wystawiana na próbę. Autor książki widzi historię jako laboratorium cywilizacyjne: w nim wychodzi na jaw co jest fundamentem narodu, a co jest tylko powierzchnią. Gdy Polska pozostaje wierna swojej cywilizacyjnej tożsamości, rozkwita. Gdy od niej odchodzi — rozpada się.

Początkiem tej historii jest chrzest Mieszka. Stanowił on wybór cywilizacji, który niósł za sobą 1000 lat konsekwencji. Chrzest przyniósł prawo, moralność, kulturę, duchowość, alfabet, instytucje, architekturę, muzykę, sztukę i strukturę społeczną. Przyniósł także pojęcie osoby i jej godności; coś, czego pogański świat nie znał.  

W wiekach średnich Kościół porządkował życie społeczne, stawał się centrum prawa i kultury. W miastach rozwijały się cechy, szpitale, szkoły i parafie, a wszystko to w porządku, który łączył rozwój gospodarczy z moralnym ładem.  Panowanie Jagiellonów udowodniło, że Polska może być mocarstwem, ale nigdy imperialnym. Złota wolność miała swoje wady, ale jej fundament był moralny. Wolność była rozumiana jako dar od Boga, a nie jako swawola. Nawet liberum veto w źródle miało chronić zasadę, że dobro wspólne nie może być narzucone przemocą. Problem zaczął się wtedy, gdy wolność przestała mieć zakorzenienie w moralności, a zaczęła służyć egoizmowi i partykularnym interesom. Polska wolność upadła, kiedy została oderwana od etyki łacińskiej. Upadek Rzeczypospolitej był wynikiem cywilizacyjnej erozji — synkretyzmu i nieumiejętności utrzymania łacińskiego porządku.

Według Feliksa Konecznego, Polska zaczęła mieszać łacińskość z wpływami turańskimi (kult siły, wojskowość jako metoda rządzenia), bizantyńskimi (kult państwa i urzędnika) oraz lokalnymi partykularyzmami. To dlatego pisał, że Polska upadła, gdy zaczęła żyć w dwóch cywilizacjach jednocześnie – a, jak podkreślał, „nie można być cywilizowanym na dwa sposoby”. Albo etyka stoi ponad prawem, albo prawo dominuje nad moralnością. Polska przekonała się o tym boleśnie.

W okresie zaborów Kościół okazał się jedynym strażnikiem polskości. Państwa zaborcze — każde z innej cywilizacji — chciały naród wchłonąć i zniszczyć. Ale parafie, sanktuaria, pielgrzymki i kazania stały się szkołą pamięci. Polska trwała w Kościele. Kluczowym momentem było to, że nikt z zaborców nie potrafił zniszczyć polskiej religijności. To ona była fundamentem wolności, która wybuchła w 1918 roku.

Wiek XX tylko potwierdził tę lekcję. Bitwa Warszawska z 1920 roku była starciem dwóch cywilizacji. Druga Rzeczpospolita — mimo błędów — próbowała odbudować polskość w duchu cywilizacji łacińskiej. Okupacja i komunizm były próbami zniszczenia narodu od jego duchowego fundamentu. Nie przypadkiem pierwszy front komunistów biegł przez Kościół. Komuniści bowiem wiedzieli: naród można zniszczyć tylko wtedy, gdy wyrwie się mu serce. A sercem Polski był Kościół.

W tej perspektywie historia Polski staje się argumentem i dowodem na to, że Polska nie istnieje „ot tak”. Polska istnieje, gdy ma misję. Upada, gdy ją zdradza. W tym sensie przeszłość nie jest zamkniętym rozdziałem, lecz nakazem: Polska ma trwać w cywilizacji łacińskiej, bo to jest jej źródło i powód istnienia.

Jeszcze cywilizacja nie zginęła…

A jak jest dziś? Czy w XXI wieku, w dobie totalnej destrukcji cywilizacji łacińskiej i cywilizacji chrześcijańskiej, którą inny wielki autor katolicki Plinio Correa de Oliveira nazywał „cywilizacją par excellence”, warto zadawać sobie trud walki o nią?

Cóż, nie da się ukryć, że świat nastawiony jest na walkę z cywilizacją. Pragnie jej zniszczenia, antychrześcijańska rewolucja bowiem od wieków zdobywa przyczółek za przyczółkiem pozostawiając za sobą zgliszcza jak świat długi i szeroki. To dzieje się także w Polsce. 

Jest jednak jedno „ale”. W Polsce jakieś resztki tamtej cywilizacji jednak jeszcze trwają i coraz wyraźniej dostrzegają to doświadczeni rewolucją mieszkańcy Zachodu. Ileż to powstało internetowych filmików i tekstów, autorstwa Niemców, Francuzów, Włochów, Amerykanów i Kanadyjczyków, którzy zachwycają się Polską. Czystością, porządkiem, spokojem, bezpieczeństwem, patriotyzmem, przywiązaniem do tradycji itp.!

Mimo radykalnej i bardzo szybkiej laicyzacji, Polacy mają bardziej chrześcijański stosunek do życia niż większość społeczeństw europejskich. Odsetek Polaków sprzeciwiających się aborcji „na życzenie” niestety spada, ale wciąż pozostaje jednym z najwyższych w Europie. Polska wyróżnia się też niższym poparciem dla eutanazji — podczas gdy w wielu krajach zachodnich popiera ją niemal 80% społeczeństwa. Polacy nie zgadzają się na eliminację ludzi starych, słabych, chorych, nienarodzonych. To nie jest tylko konserwatyzm — to jest cywilizacja łacińska w praktyce.

Polacy niestety zaczęli masowo się rozwodzić, ale – co ciekawe – wciąż się żenią. Polska ma jedną z najwyższych liczb zawieranych małżeństw w Europie. W Polsce większość dzieci wciąż rodzi się właśnie w małżeństwach, podczas gdy na Zachodzie normą staje się odwrotność. W Skandynawii, Francji czy w części Niemiec większość dzieci rodzi się poza trwałymi związkami. Polska, mimo potężnych kryzysów, zachowała pewną integrację rodziny.

Polacy są też bardziej religijni, i to nie tylko deklaratywnie, ale też praktycznie. Najwyższe wskaźniki uczestnictwa w Mszach, najniższe odejścia od Kościoła, największe poparcie dla edukacji religijnej i dla tradycji sakralnych… To wszystko pokazuje, że Polska żyje chrześcijaństwem nie tylko w słowie, ale w życiu. W krajach zachodnich chrześcijaństwo zostało zepchnięte do prywatności. W Polsce pozostaje częścią kultury publicznej.

Polska gdzieniegdzie wciąż zachowała moralny porządek, w którym prawo podlega etyce. Mimo miliardów dolarów wykorzystanych na promocję subkultury LGBT w Polsce wciąż nie zalegalizowano „związków partnerskich”, nie mówiąc nawet o homo-małżeństwach. Dzieci w polskiej szkole masowo wypisują się z edukacji seksualnej, nie dlatego, żeby były jakoś szczególnie bardziej moralne od zachodnich rówieśników, ale dlatego, że po prostu mogą się z niej wypisać. A mogą się z niej wypisać dlatego, że społeczeństwo polskie w gwałtownych reakcjach nie pozwoliło lewackiemu rządowi na ustanowienie tego przedmiotu jako obowiązkowego. To naprawdę wyróżnia nas spośród narodów Europy.

Wszystkie te elementy pokazują, że Polska jest dziś jednym z ostatnich miejsc w Europie, gdzie cywilizacja łacińska nie została zastąpiona przez laicki relatywizm moralny. Czy to nie nasuwa nam jakiejś podpowiedzi, gdy zastanawiamy się „kim jesteśmy?”, ale także próbujemy odpowiedzieć na pytanie „po co jesteśmy?”.

Dlaczego Bóg dopuścił do tego, byśmy aż tak różnili się (nawet mimo lewicowych rządów) od sąsiadów i reszty Zachodu?

A może jesteśmy po to, by świadczyć o wartości cywilizacji, którą Zachód zdradził. Być może Polska jest potrzebna światu jako przypomnienie, że wolność, godność i moralność nie są anachronizmem, lecz fundamentem człowieczeństwa? Wynikającym, rzecz jasna, z chrześcijaństwa.

Krystian Kratiuk

 

Artykuł stanowi fragment tekstu opublikowanego w 3. numerze KWARTALNIKA PCH24.PL

CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(1)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie