4 lutego 2020

Marsylia: muzułmańskie gangi zastępują mafię. Imigranci kształtują nowe środowisko przestępcze

(fot. GONZALO FUENTES / Reuters)

Rynek handlu narkotykami w Marsylii opanowały gangi z Maghrebu, które już na dobre zastąpiły mafie korsykańskie. To swoisty znak zmieniających się czasów i środowiska przestępczego we Francji. Już kilkanaście lat temu donoszono, że najsilniejsza od lat w więzieniach subkultura korsykańska została wypchnięta przez islamistów. Korsykanie, którzy byli „elitą” francuskiej przestępczości musieli ustąpić miejsca znacznie liczniejszej w zakładach karnych populacji muzułmanów.

 

Korsykanie stracili nie tylko prymat w więzieniach, ale i przestępcze rządy w miastach. Po regionie paryskim, utracili też symboliczną dla nich Marsylię – port łączący szlak przerzutowy z Korsyki do Francji. Marsylia jest obecnie zarządzana przez przestępców z krajów Maghrebu, którzy bezkarnie sprzedają narkotyki, zwłaszcza w północnych dzielnicach i w centrum miasta. Powstał na ten temat nawet głośny film fabularny „Prorok” (2009).

 

Od czasu do czasu słychać o strzelaninach, a trup – jak na czasy pokoju – ściele się gęsto. Dotychczasowe uzbrojenie przestępców rewolwery i noże zastąpiły automatyczne karabiny Kałasznikowa. Swoistemu „porządkowaniu” stref wpływu policja przygląda się dość biernie.

 

Plan francuskiego szefa MSW, Christophe’a Castanera w sprawie walki z narkotykami został ogłoszony w połowie września 2019 roku. W Marsylii handel jednak nadal kwitnie, a media pokazywały nawet bezczelne ogłoszenia o poszukiwaniu do pracy dilerów, czy wywieszane publicznie cenniki substancji.

 

Dziennik „Le Figaro” opublikował wyniki swojego śledztwa w północnych dzielnicach miasta. Oferty i nagabywania dilerów spotyka się tu na każdym rogu. Handel narkotykami to poważny rynek pracy młodych Arabów. Młodociany, który stoi tylko „na czujce” zarabia miesięcznie od 2 000 do 3 000 euro. Nieletni dilerzy, nawet zatrzymywani przez policję, są szybko wypuszczani na wolność ze względu na wiek.

 

„Korsykanie są nadal mocni w kontrolowaniu automatów do gier i hazardu, ale na rynku narkotyków przestają się liczyć (…) Ten biznes stał się domeną migrantów z Północnej Afryki” – mówi niejaki Armand, przestępca odsiadujący karę 15 lat pozbawienia wolności.

 

Plany MSW proponują specjalne numery alarmowe, gdzie można zgłaszać pojawienie się dilerów w dzielnicy. „Le Figaro” dotarło do niejakiego Omara, człowieka poszukiwanego przez policję i członka jednego z klanów kontrolujących handel narkotykami w Marsylii. „To nonsens – mówi – nikt w sąsiedztwie nigdy nie zadzwoni na policję. Ten kto zrobi to pierwszy – szybko zginie” – dodaje. Omar twierdzi, że handel narkotykami zapewnia rozwój ekonomiczny miasta. Pieniądze są inwestowane np. w firmy usługowe, które dają pracę mieszkańcom dzielnic. „Stworzyliśmy alternatywne społeczeństwo” – dodaje. Ta rzucona półżartem uwaga, mówi jednak dość dużo o sytuacji w tzw. „dzielnicach bezprawia”.

 

O tzw. „strefach bezprawia” rozprawia się we Francji od lat. Tworzy się specjalne programy społeczne, modernizuje i rewitalizuje całe dzielnice, sypie się budżetowymi pieniędzmi, wprowadza ulgi na inwestycje gospodarcze. Mijają lata, a te sam dzielnice dalej okazują się dalej „priorytetami działań” kolejnych ekip rządowych.

 

Niemal każdy kolejny rząd inicjuje jakąś walkę, by je zlikwidować. Były już nazywane różnie – „wrażliwymi dzielnicami”, „strefami edukacji priorytetowej”, itp. Chodzi jednak po prostu o strefy podmiejskie, w których większość stanowią często migranci i ich potomkowie, z islamem jako religią dominującą i prawami szariatu i wreszcie handlem narkotykami jako główną aktywnością ekonomiczną młodych ludzi. Marsylia jest tego doskonałym przykładem.

 

Porządek z takimi dzielnicami obiecywał zrobić i Macron. W 2018 poprzedni szef MSW Gérard Collomb stworzył kolejny program tzw. „dzielnic republikańskiej rekonkwisty” (QPR). Na QRR miały się skupić modelowe działania policji. Christophe Castaner, który niedługo później zastąpił Collomba, kontynuuje program. Opieką objęto kolejne dzielnice, chociaż władze nie publikują żadnych statystyk, w ilu strefach faktyczna władza państwa nie sięga. Niektóre dane mówią o 150 dzielnicach straconych przez Republikę. Mapa QPR zawiera nazwy ponad 60 miejscowości i można przyjąć, że jest to jedynie wierzchołek góry lodowej.

 

Bogdan Dobosz

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie