W ciągu najbliższych lat w Stanach Zjednoczonych sprzeciw wobec nowych technologii, zwłaszcza tworzonych i rozbudowywanych centrów danych, będzie głównym problem w kampaniach wyborczych – alarmuje portal „The American Conservative”, wskazując, że trzeba temu zapobiec.
Portal opisuje najnowsze protesty wobec władz miasta Monterey Park w Kalifornii, gdzie przyjęto plany budowy nowego, rozległego centrum danych. Włodarze liczyli na to, że powstaną nowe miejsca pracy, a co za tym idzie wpływy z podatków. Jednak, mieszkańcy nieoczekiwanie wszczęli ostry protest.
Podobnie, rada miasta Festus w stanie Missouri zagłosowała w zeszłym miesiącu za zatwierdzeniem umowy na budowę centrum danych. Zaledwie tydzień temu mieszkańcy odsunęli od władzy wszystkich czterech urzędujących radnych, którzy popierali porozumienie. Podjęli także działania zmierzające do odwołania burmistrza i pozostałych włodarzy miasta.
Wesprzyj nas już teraz!
Sprzeciw wobec planów budowy nowych centrów danych zużywających dużo prądu oraz wody wyrazili także mieszkańcy Port Washington w stanie Wisconsin. Poparli oni referendum w sprawie zakazu przyszłej budowy centrów danych w ich mieście. Jednocześnie, doszło do ostrzelania domu radnego z Indianapolis, który popierał legislacje w tej sprawie.
„Te wydarzenia – sugeruje portal – ilustrują narastającą wrogość wobec instalacji technologicznych. Jest to opinia ponadpartyjna, a sprzeciwiają się im zarówno demokraci, jak i republikanie. Nastroje antytechnologiczne odegrają kluczową rolę w nadchodzących wyborach, a centra danych będą stanowić sedno tego sprzeciwu”, czytamy.
Zdaniem konserwatywnego medium, niechęć mieszkańców do centrów danych bierze się z kilku powodów. Jednym z zasadniczych jest obawa o obniżenie wartości nieruchomości. Kolejne powody to podniesienie kosztów użytkowania i uciążliwość publiczna. Lewica ma sprzeciwiać się centrom danych z tej przyczyny, że stanowią one zagrożenie dla środowiska i reprezentują brak odpowiedzialności korporacyjnej. Prawica atakuje centra danych, ponieważ zagrażają one ludzkości i umożliwiają maszynom przejęcie władzy. Znany influencer Tucker Carlson, przynajmniej częściowo żartobliwie, nawoływał do bombardowania tych centrów dwa lata temu.
Mimo iż z sondaży opinii publicznej nie wynika „powszechny sprzeciw wobec centrów danych”, a nawet niektóre sugerują, że większość Amerykanów popiera ich rozwój, to jednak dla wielu ankietowanych jest to kwestia wciąż abstrakcyjna.
W momencie, gdy na danych obszarach już się planuje ich budowę, dopiero wtedy do ludzi dociera, że może to być dla nich poważny problem i wszczynają protesty. Wówczas okazuje się, że jednak większość na danym obszarze się im sprzeciwia.
Jeden z sondaży Quinnipiac wykazał, że 65% Amerykanów nie chce budowy centrów „sztucznej inteligencji” w swoich miejscowościach. A najnowszy sondaż Harvard/MIT potwierdził negatywne nastawienie. Ludzie obawiają się tego, że nowe instalacje radykalnie zmienią ich społeczności i obniżą jakość życia.
Ten sprzeciw znajduje odzwierciedlenie w stanowisku kandydatów ubiegających się o mandat w kongresie w 2028 roku, którzy tak licznie – i to po obu stronach barykady – sprzeciwiają się budowie nowych centrów danych. Trzech gubernatorów Partii Demokratycznej – Josh Shapiro z Pensylwanii, J.B. Pritzker z Illinois i Wes Moore z Maryland – szybko wycofało się ze swoich wysiłków na rzecz przyciągnięcia centrów danych do swoich stanów. Obecnie sprzeciwiają się ich dalszej rozbudowie.
Kongresmeni Ro Khanna (demokrata z Nowego Jorku), Pete Buttigieg i Alexandria Ocasio-Cortez (demokratka z Nowego Jorku) również głośno wyrażają swój sprzeciw wobec centrów danych.
Po stronie republikanów, gubernator Florydy Ron DeSantis i senator stanu Missouri Josh Hawley nawet uczynili sprzeciw wobec centrów danych kluczowym elementem swojego programu politycznego. – Zamierzamy zadbać o to, aby mieszkańcy Florydy byli na pierwszym miejscu, aby dbali o swoich obywateli i aby nie dopuścić do tego, by ludzie ucierpieli z powodu pośpiechu w budowaniu centrów danych – deklarował DeSantis na konferencji prasowej w zeszłym roku, ogłaszając chęć ograniczenia tych instalacji.
– Amerykańskie rodziny nie powinny ponosić ciężaru rosnących kosztów energii elektrycznej generowanej przez centra danych w Missouri i w całym kraju. To niedopuszczalne – mówił z kolei senator stanu Missouri, popierając projekt ustawy, który wraz z senatorem demokratów Richardem Blumenthalem ma na celu powstrzymanie centrów danych przed podnoszeniem kosztów energii.
Bez wątpienia kwestia ta stała się jedną z kluczowych w wyborach lokalnych, niezależnie od sondaży. Amerykanie są coraz bardziej niechętni wobec nowych technologii, w szczególności wobec tak zwanej sztucznej inteligencji i jej skutków. W rezultacie także politycy zabiegający o miejsca w kongresie deklarują chęć ograniczenia jej rozwoju.
„The American Conservative” obawia się, że jest to niebezpieczny trend, gdyż ograniczy amerykańską innowacyjność i wzrost gospodarczy. Gdyby pięćdziesiąt stanów przyjęło różne regulacje w tym zakresie, wówczas ograniczałoby to możliwości rozwoju amerykańskich systemów algorytmicznych na rzecz chińskich. I dlatego wskazuje, że jest to „zagrożenie, któremu należy za wszelką cenę zapobiec, nawet jeśli te przepisy ograniczą jedynie rozwój technologii w Ameryce, a nie samą technologię”.
Portal przypomina, że wysokie technologie to „jeden z niewielu dynamicznie rozwijających się obszarów amerykańskiej gospodarki, napędzający wzrost na giełdzie i w innych sektorach”. Centra danych mają dawać nowe miejsca pracy i przyczyniać się do wzrostu dochodów w miejscach, w których powstają. Wskazuje przy tym, że włodarze miast powinni stawiać większe żądania Big Techom, eliminując ulgi podatkowe i inne korzyści, które oferuje się obecnie, aby przyciągać inwestycje.
Problemem pozostaną jednak wyższe koszty eksploatacji nieruchomości w regionach, gdzie powstają centra danych. Chodzi głównie o opłaty za wodę i prąd.
Portal obawia się, że „centra danych z pewnością będą problemem w 2028 roku i niewielu (jeśli w ogóle) kandydatów na prezydenta będzie chciało ich bronić. Antytechnologiczny populizm będzie na topie, nawet jeśli jego konsekwencje mogą zaszkodzić gospodarce” – czytamy.
Źródło: theamericanconservative.com
AS