„Czy człowiek ma wpływ na klimat? – pod takim hasłem uczeni reprezentujący kilka dziedzin skutecznie rozbrajali mit globalnego ocieplenia wywołanego działalnością człowieka. Konferencję w siedzibie Sejmu RP zorganizowały: Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi, Fundacja Ordo Medicus oraz Fundacja Wolność i Własność. Swoim patronatem objął to wydarzenie wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.
Prezes Ordo Medicus dr Mariusz Błochowiak we wstępie do konferencji wyjaśnił mechanizmy, na jakich opiera się dzisiaj finansowanie badań. Sam doświadczył tego typu praktyk, pracując w norweskich i niemieckich ośrodkach naukowych.
– Politycy dają pieniądze na konkretne celowane projekty. Nie jest tak, że naukowcy mogą badać sobie, co chcą i dostaną finansowanie na krytyczne podejście do jakichś mainstreamowych twierdzeń czy hipotez – mówił współorganizator konferencji.
Wesprzyj nas już teraz!
Dr Błochowiak około 20 lat temu usłyszał od swojego norweskiego zwierzchnika o projekcie wychwytywania z powietrza dwutlenku węgla i wtłaczania go pod ziemię. Idea była księżycowa, ale znalazły się na nią wielkie fundusze, więc naukowiec z Polski okazał się jedyną na sali osobą, która skwitowała taki pomysł śmiechem.
– Jeśli są pieniądze na jakikolwiek dziwaczny projekt, to po prostu naukowcy te pieniądze biorą, bo z tego żyją i robią najbardziej dziwaczne rzeczy, jak zakładanie pojemników krowom, żeby wyłapywać metan itd. Większość ludzi w ogóle nie ma pojęcia, że tak właśnie funkcjonuje dzisiaj nauka. Nie mówię, że cała jest skorumpowana, że nie ma niezależnych uczonych. Oni są, ale pozostają chronicznie niedofinansowani. Więc jeśli ktoś mówi o konsensusie naukowym w tej kwestii, to dotyczy on głównie osób, które dostają na to pieniądze – tłumaczył w kontekście rzekomej powszechnej zgody specjalistów wokół rzekomego wpływu CO2 na globalny wzrost temperatury, oraz „ocieplenia klimatu” wywołanego działalnością człowieka.
Jak opowiedział dr Błochowiak, jeden z polskich geologów – w prywatnych rozmowach krytyczny wobec „klimatycznego dogmatu” – odmówił udzielenia wywiadu na ten temat, gdyż źródłem jego istotnych dochodów jest publiczne powtarzanie, iż szkodliwy dwutlenek węgla zbliża nas wszystkich do realizacji strasznego widma „płonącej planety”. Jeśli sprzeciwiłby się narzuconemu z góry trendowi, musiałby zwolnić część podległych sobie pracowników z powodu braku pieniędzy na ich opłacenie.
Doktor Błochowiak zacytował profesora Tadeusza Kotarbińskiego, przedwojennego filozofa, który podkreślał, że nauka polega na podważaniu wszystkiego, co tylko można kwestionować, bo jedynie w taki sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da.
Ziemia nie spłonie od CO2
Stefan Uhlig to doktor nauk przyrodniczych i geolog. Jest autorem wydanej przez Fundację Ordo Medicus książki pt. „Oszustwo klimatyczne, zmiany klimatu na podstawie danych geologicznych, astrofizycznych i archeologicznych w oparciu o 200 publikacji naukowych”.
– Klimat, czyli według meteorologii – suma zjawisk pogodowych, zmienia się permanentnie – zaznaczył.
Niemiec podkreślił, że wysoki poziom dwutlenku węgla w atmosferze zawsze sprzyja roślinom, przyczyniając się do ich wzrostu. Wysoka temperatura stwarza im idealne warunki. Jednak gdy temperatura na Ziemi spada, zimne wody oceaniczne i pokrywa lodowa obecna na kontynentach są w stanie absorbować ogromne ilości CO2, stając się jego największym rezerwuarem. Z kolei wzrost temperatury oceanów powoduje uwalnianie tego związku chemicznego do atmosfery.
Używając nowoczesnych metod badacze są dziś w stanie określać średnie temperatury panujące na Ziemi w poszczególnych epokach. Różnica między tymi ciepłymi a zimnymi wynosi mniej więcej 10 – 15 stopni Celsjusza.
– W historii geologicznej Ziemi temperatura w większości przypadków była znacznie wyższa niż dzisiaj – zaznaczył dr Uhlig.
Na zachodzące realnie na naszej planecie zmiany klimatyczne największy wpływ mają takie czynniki, jak energia słoneczna – w postaci ciepła, promieniowania, widocznego światła, ale też promieniowanie ultrafioletowe i podczerwone, które trafia do atmosfery ziemskiej i powierzchni Ziemi.
Rozwój i przesuwanie się różnych stref klimatycznych ulega nieustannym, chociaż bardzo powolnym zmianom.
– Ziemia nie jest cieplarnią. Otwarty system aerotermodynamiczny atmosfery znajduje się w stanie naturalnej równowagi, w którym nieustannie zmienia się nasłonecznienie wpływające na klimat poprzez wpływ oceanów, zajmujących ponad 70 % powierzchni planety. To naturalny układ Słońca, oceanów i atmosfery i nie ma tutaj zupełnie miejsca na wpływ CO2 – podkreślał.
Czy przyczyna może iść za skutkiem?
Doktor inżynier Tomasz Wójcik, chemik i matematyk przytoczył szereg danych kwestionujących dzisiejszy „dogmat” o decydującym wpływie dwutlenku węgla na ocieplanie się bądź wychładzanie atmosfery. Uczeni wykazali między innymi, że zmiany temperatury wyprzedzają zmiany stężenia dwutlenku węgla o 9 miesięcy. – No więc mamy pytanie: czy przyczyna może podążać za skutkiem? To nielogiczne, nieracjonalne – wskazywał.
Powyższe ustalenia nie spotkały się praktycznie z naukową krytyką i przeszły niemal bez uczciwej kontry. Obecnie dominuje jednak pogląd przeciwny.
– W fizyce, w naukach ścisłych, przyrodniczych nie ma konsensusu, jest prawda. Jest prawda albo jej nie ma. Można powiedzieć, że ktoś ustalał jakąś prawdę, ale się pomylił i ktoś inny mu wykazał, że był w błędzie, ale też dzieje się tak tylko i wyłącznie na podstawie argumentów – mówił dr Wójcik, zaś dr inżynier Jan Kubicki zaprezentował rezultaty szeregu badań skupionych m.in. wokół pochłaniania promieniowania termicznego w CO2.
Jak podkreślał uczony, w literaturze dotyczącej kwestii klimatycznej generalnie obserwuje się tak zwane podejście jakościowe. Pozwala ono wyolbrzymiać znaczenie niewielkich, nieistotnych czynników, które praktycznie nie mają wpływu na całość opisywanego zjawiska. To właśnie jedno ze źródeł „religii klimatycznej”.
Niemiecko-brukselska walka wiatrakami
Profesor dr hab. Ziemowit Malecha, specjalista w dziedzinie inżynierii środowiska, górnictwa i energetyki, uczestnik wielu projektów badawczych w Polsce i za granicą, oraz mgr inżynier Piotr Grądzik, ekspert w zakresie bezpieczeństwa energetycznego oraz zarządzania systemem elektroenergetycznym, poddali surowej krytyce politykę transformacji opartej na założeniach „zielonego ładu”. Jak wiemy, doktryna „zeroemisyjności” niesie za sobą likwidację kopalń i elektrowni węglowych, systemy naliczania horrendalnie wysokich opłat i tym podobne niszczycielskie posunięcia.
Profesor Malecha wskazał, że realizowana dziś polityka wywodzi się z niemieckiego programu transformacji energetycznej.
– W skrócie polegała na ona tym, że budujemy swoją technologię fotowoltaiki i turbin wiatrowych. Przemysł niemiecki miał taki plan, który nie do końca się udał. Jak teraz wiemy, że oni tą technologię przejmą i będą nią zasilali bardzo szeroki obszar gospodarek innych państw na zasadzie hasła o redukcji CO2 – mówił uczony.
Na drodze do osiągnięcia celów tej rewolucji stoją jeszcze konkurencyjne: energetyka atomowa i energetyka węglowa.
– Tak naprawdę Unia Europejska jest jedynym miejscem na świecie obecnie, które stara się te emisje ograniczać, mimo tego, że sektor energetyczny europejski odpowiada za około 2,5% emisji CO2. Zastanawiające jest to w tym kontekście, że inni globalni gracze, jak Chiny – czy w ogóle Azja, w tym Indie – czy teraz już Stany Zjednoczone, zupełnie nie interesują się wzrostem stężenia dwutlenku węgla w atmosferze. Może dzieje się tak dlatego, że oni dokładnie zdają sobie sprawę, iż to stężenie dwutlenku węgla nie jest jakimś krytycznym zagrożeniem – mówił prof. Malecha.
W przekonaniu prelegentów, właściwą drogą dla polskiej energetyki jest wymiana starych elektrowni węglowych na nowoczesne – również oparte o tradycyjne surowce, lecz przyjazne dla środowiska. Ta kluczowa dziedzina mogłaby też wspierać się paliwami kompaktowymi, czyli wykorzystywać zarówno węgiel, jak i biomasę. Efektem byłoby uzyskanie znacznie bardziej stabilnego, niezależnego od kaprysów pogody systemu – a przy tym dużo tańszego niż wprowadzane dzisiaj na siłę OZE.
Źródło: PCh24.pl, AlterShot.TV
Not. RoM