30 marca 2017
Autor

Krystian Kratiuk

Antychryst będzie humanistą

To triumf idei humanistycznych przyniesie światu Apokalipsę, a Antychryst będzie wielkim humanistą – taka perspektywa znana jest co najmniej od kilku dziesięcioleci. Skąd ten pomysł? Jak miałoby to wyglądać? Ponad sto lat temu zmarł katolicki kapłan, który niesłychanie precyzyjnie odpowiedział na te pytania, prognozując… dzisiejsze czasy, upadek świętej wiary i przeniknięcie złowrogich, choć na pozór pięknie brzmiących idei, do Kościoła.

 

Pewnym posępnym znakiem naszych czasów jest coraz bardziej powszechne zainteresowanie tematami apokaliptycznymi. Czy może nas to dziwić? Zatroskani katolicy szukają dziś wyjaśnień olbrzymiego chaosu, którego świadkami przyszło im być. Widzą „dwóch papieży”, zamieszanie doktrynalne wśród najwyższych hierarchów, opustoszałe i wyburzane świątynie, wielkie grzechy ludzi Kościoła z jednej strony oraz promocję wszelkiej maści zboczeń, bluźnierstw i herezji z drugiej. Pamiętają o objawieniach Matki Bożej z Lourdes, La Salette, Akity i przede wszystkim z Fatimy. Czyż możemy zatem nie drżeć z obawy o los Kościoła, świata, nasz i naszych dzieci?

 

Drżymy. Szukamy odpowiedzi na pytania wynikające z sytuacji, których nie musieli obserwować nasi dziadowie, choć to w ich czasach objawiała się Matka Chrystusa z troską zapowiadając, że jeśli się nie nawrócą, zapłacą za to kolejne pokolenia. Odpowiedzi szukamy w książkach, artykułach i w youtubowych filmikach o tematyce apokaliptycznej. Jest ich coraz więcej. A na rynek właśnie wzbogaca kolejna – wydaje się, że jedna z najmocniejszych. Chodzi o wznowioną właśnie powieść Roberta Hugh Bensonsa „Władca Świata”.

 

Autor książki zmarł ponad sto lat temu, a swą powieść napisał w roku 1907. To bardzo ważna informacja – czytając bowiem kolejne strony „Władcy Świata” nie jesteśmy w stanie pojąć, jak możliwym było przed stu dziesięciu laty tak precyzyjne opisanie początku XXI wieku. Co uderza najbardziej? Otóż dostrzeżone przez Bensona olbrzymie niebezpieczeństwo idei humanistycznej. Ów anglikański duchowny, który dzięki Bożej łasce zechciał powrócić na łono Kościoła i sprawować posługę katolickiego kapłana, doskonale zdawał sobie sprawę, iż humanizm to w istocie odrzucenie transcendentnego Boga. A każde odrzucenie Go musi wiązać się z próbą zastąpienia Pana na jego odwiecznym tronie czymś lub kimś innym. W przypadku humanistów – chodzi o zastąpienie Boga człowiekiem.

 

Takie właśnie ubóstwienie człowieka fenomenalnie dokumentuje „Władca Świata”. Ubóstwienie istoty ludzkiej i jej woli. Nie chodzi jednak oczywiście o wdzięczność za ofiarowanie nam daru wolnej woli, ale o sam fakt istnienia tejże, z którego to wyciągany jest następujący wniosek: skoro wola ludzka jest dobra, to każdy jej wytwór, musi być z natury rzeczy dobry. Któregokolwiek z możliwych rozwiązań człowiek by nie wybrał, będzie ono dobre – bo pochodzi z ludzkiego wyboru. Przynajmniej w początkowej fazie rewolucji, bo później okazuje się, że jednak istnieje jeden zły wybór – przyznanie się do wiary w Boga…

 

Benson pokazał więc, jak zastępuje się Pana Wszechrzeczy człowiekiem. Ale człowiekiem konkretnym, posiadającym imię i twarz. Naturalna bowiem potrzeba oddawania czci istocie wyższej istnieje nadal, nawet po „zdetronizowaniu” Boga. Dlatego też w powieści Bensona wybrany zostaje prezydent Europy (a więc przywódca Zachodu), któremu przypisywane są cechy człowieka ubóstwionego. Gdy przemawia, to – jak czytamy – nie jest to „Człowiek sam przemawiający, ale Człowiek w ogóle. Człowiek świadomy swego pochodzenia, przeznaczenia i wędrówki. Ozdrowiały po nocy szaleństwa, proklamujący swoje prawa, narzekający głosem tak wymownym jak instrumenty strunowe nad zawodem w stosowaniu tych praw”. Człowiek nazywający swoją matkę „mądrością najwyższych, słodko rozkazującą wszechrzeczą, Wrotami niebieskimi i Domem z kości słoniowej”!

 

Strona fabularna książki jest prosta, choć wciągająca. Prezydent Europy (sądząc po nazwisku – Niemiec, co też nie jest chyba dziełem przypadku) odbiera hołdy, nazywany jest Synem Człowieczym, zadekretowana zostaje „wiara w ludzkość” i w siłę samostanowienia człowieka. Powszechnie obowiązuje prawo zezwalające na eutanazję. Enklawa katolicka jednak istnieje – jest nią Rzym, który nieomal zatrzymał się w średniowieczu, gdzie kwitnie wiara i kultywowane są katolickie obyczaje. Europa zezwala Rzymowi na istnienie, toleruje też katolików żyjących w innych państwach członkowskich Europy, do momentu w którym ich wiara nie jest manifestowana na zewnątrz. A gdy zaczyna być manifestowana – dochodzi do egzekucji, tłumaczonej oczywiście jak najbardziej racjonalnymi, prawniczymi argumentami. Gdy zaś katolicy postanawiają sprzeciwić się bluźnierstwu, zapada wyrok na Rzym. Musi zostać zbombardowany za pomocą floty płatowców należącej do prezydenta Europy.

 

Mamy więc we „Władcy świata” opis miasta pod gruzami, zabitych biskupów i papieża – przypomnijmy, że mowa o powieści napisanej na dziesięć lat przed objawieniami w Fatimie.

 

Mamy tu również do czynienia z błyskotliwym przewidywaniem nowej „logiki”. Jak bowiem uzasadnić prześladowania katolików, skoro zadekretowano wolność i braterstwo wszystkich ludzi? Jak wytłumaczyć ludziom wprowadzenie „dekretu o sprawdzaniu wyznania” (czyż nazwa tego dokumentu nie przywodzi na myśl dzisiejszej biurokratycznej nowomowy?), za którym kryje się rozkaz zabicia każdego, kto jeszcze wierzy w Boga? Otóż eurokraci opisani przez Bensona twierdzili, że po latach ciemności „społeczeństwo ludzkie stało się teraz jedną istotą, z najwyższą odpowiedzialnością względem siebie, przestały zupełnie istnieć prawa prywatne, przedtem oczywiście istniejące. Człowiek osiągnął teraz panowanie nad każdą komórką tworzącą jego mistyczny organizm, gdzie zaś komórka taka rościła sobie prawa ku szkodzie innym, tam prawa całości stały się zachwiane”. I trzeba tych praw bronić.

 

Brzmi znajomo, nieprawdaż?

 

A przecież książka ta została napisana w roku 1907! Świat nie znał jeszcze wówczas okropieństwa komunizmu, o narodowych socjalistach nikomu się nie śniło, w Europie panowały koronowane głowy, a papieżem był wielki strażnik ortodoksji Pius X! Matka Boża miała objawić się w Portugali dopiero dziesięć lat później, a pojęcie eutanazji znane było wyłącznie znającym grekę i łacinę elitom! A jednak Robert Hugh Benson, odważny kapłan dostrzegający błędy swych anglikańskich braci, uważnie śledzący skutki heglowskiego ukąszenia w teologii, powróciwszy na łono Kościoła świętego potrafił wszystko to brawurowo przewidzieć. Jak to możliwe? Czy to tylko talent, umiejętność wyciągania wniosków po studiach nad humanizmem i naturą ludzkiej duszy, czy jakieś głębsze widzenie, umiejętności, których nie sposób wytłumaczyć jedynie przyrodzonymi argumentami? Tego się już pewnie nie dowiemy, ale niepewność ta w lekturze książki opisującej wstrząsającą wizję Apokalipsy, w żaden sposób nie przeszkadza.

 

Wydawcy książek rzadko umieszczają na okładkach hasła reklamowe, pod którymi  z czystym sumieniem podpisać mogliby się później recenzenci. Tym razem stało się jednak inaczej. Na okładce wznowionej w Polsce po ponad pięćdziesięciu latach (!) powieści, napisano bowiem: „Jeśli przeraziła Cię prorocza wizja Obozu świętych, Władca Świata powali Cię na kolana”. I tak jest w istocie. Po lekturze dzieła Bensona nie można spokojnie spać, a dłonie same składają się do modlitwy.

 

Ale przecież taką właśnie reakcję powinny wywoływać książki traktujące o grzechu pychy, o stawianiu się człowieka ponad Boga i Jego plan, o grzechu Adama, Ewy i Judasza, o grzechu twórców i wyznawców idei człowieka stanowiącego rzekomo miarę wszechrzeczy.

 

O grzechu człowieka XXI wieku.

 

Krystian Kratiuk





 



 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie