19 marca 2021
Autor

Redaktor PCH24.pl

Bazylika św. Piotra. Arena walki o przyszłość liturgii?

(Fot. Wojciech Koziol/Forum)

Co przygotowuje Watykan w sprawie liturgii? Zmiany wprowadzone w Bazylice św. Piotra mogą być balonem próbnym, mającym pokazać, jak wielu jest jeszcze zwolenników linii Benedykta XVI i na ile można sobie pozwolić, cementując „nieodwołalność” reformy liturgicznej.

 

Nie trwało długo, odkąd kard. Robert Sarah opuścił Kongregację Kultu Bożego, by w Watykanie zaszły fatalne zmiany liturgiczne. Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej ograniczył możliwość sprawowania Mszy świętej trydenckiej w Bazylice św. Piotra, a wszystkim kapłanom narzucił koncelebrę. To prawdopodobnie dopiero początek wielu innych zmian, które podważą albo wprost zaprzeczą linii Benedykta XVI i scementują posoborowe zerwanie liturgiczne, nazywane – bezpodstawnie – reformą.

 

Gdy papież Franciszek 20 lutego przyjął przewidzianą prawem rezygnację kard. Roberta Saraha z funkcji Kongregacji Kultu Bożego, reakcje rozsądnych, a zatem nie lewicowych komentatorów, były dwojakie. Jedni uważali, że nie ma to większego znaczenia, bo ostatecznie rzecz biorąc kard. Sarah idzie po prostu na przepisową emeryturę; drudzy wskazywali, że nawet jeżeli tak jest, to czekają nas teraz poważne zmiany. W artykule Kardynał Sarah odprawiony. Czy święta liturgia jest zagrożona? postawiłem tezę, że usunięcie kardynała oznacza nową epokę w watykańskiej strategii liturgicznej, którą można krótko i obrazowo ująć cytatem z samego papieża Franciszka: „Reforma liturgiczna jest nieodwracalna”. A to oznacza, że pragnienie Benedykta XVI o silniejszym powiązaniu nowego rytu z rytem Mszy Wszechczasów należy raz na zawsze odrzucić, a wszelkie wysiłki zmierzające do lepszego umocowania tradycyjnej liturgii w życiu współczesnego Kościoła należy o ile to tylko możliwe zdławić i przezwyciężyć.

 

Niestety, nowe fakty przemawiają dziś silnie za słusznością tej tezy, choć wolałbym, żeby była całkowicie mylna.

 

Już 22 marca wchodzi w życie zarządzenie watykańskiego Sekretariatu Stanu, które znacząco ogranicza możliwość celebrowania Mszy świętej w Bazylice św. Piotra. O szczegółach tej arcywątpliwej „reformy” Czytelnicy przeczytają szerzej w kilku artykułach na portalu PCh24.pl. Rzecz można w skrócie opisać następująco: Mszę świętą według mszału z 1962 roku sprawować będzie można tylko w Kaplicy Klementyńskiej, a to w dodatku jedynie w bardzo ograniczonym przedziale czasowym; poza tym msze mają być wyłącznie koncelebrowane, a ponadto „animowane” poprzez posługę lektorów i kantorów.

 

Zarządzenie poddał druzgocącej krytyce kard. Raymond Leo Burke, były prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej. W oświadczeniu, które po polsku zostało w całości opublikowane na portalu PCh24.pl, wykazał z jednej strony bezprawność wprowadzanych zmian, z drugiej – ich nieracjonalność.

 

Purpurat zauważył, że sprawa, choć na pozór dotyczy tylko jednego kościoła, w istocie ma znaczenie dla całego Kościoła powszechnego, a to ze względu na wyjątkowe znaczenie Bazyliki św. Piotra. Kardynał zwrócił uwagę, że dokument Sekretariatu Stanu pełen jest wad formalnych: nie jest podpisany i nie ma numeru protokołu; co więcej, zawiera zarządzenia dotyczące liturgii, a Sekretariat Stanu nie ma w tym zakresie kompetencji. Nie wiadomo tak naprawdę, kto ten dokument wydał i w związku z tym – jakie ma on znaczenie.

 

Nie jest lepiej gdy idzie o stronę merytoryczną. Po pierwsze, kardynał wskazuje, że przymuszenie do koncelebry jest pogwałceniem powszechnego prawa kościelnego oraz złamaniem wolności indywidualnego sprawowania Mszy Świętej każdego kapłana. Przypomniał, że Sobór Trydencki zalecał sprawowanie Mszy także wówczas, gdy żaden z wiernych nie przyjmuje Komunii, bo są to Msze publiczne „częściowo dlatego, że lud uczestniczy w nich duchowo, częściowo zaś dlatego, że publiczny sługa Kościoła odprawia je nie tylko za siebie, ale za wszystkich wiernych należących do Chrystusowego Ciała”. Wreszcie przy każdej ofierze Mszy Świętej asystują aniołowie i święci, zatem kapłan nigdy nie sprawuje w ścisłym tego znaczeniu sam.

 

Po drugie purpurat zaznacza, że dokument w odniesieniu do Mszy Wszechczasów pisze o „upoważnionych kapłanach”, choć w istocie żaden kapłan nie potrzebuje upoważnienia, by celebrować według Mszału z 1962 roku. Dokument przewiduje, że każdego dnia tylko czterech kapłanów będzie mogło celebrować Mszę w formie nadzwyczajnej, co stanowi „bezpośrednie pogwałcenie powszechnego prawa kościelnego”.

 

Po trzecie, dyrektywa przewiduje „animowanie liturgiczne” Mszy Świętej przez posługę lektorów i kantorów. Jak podkreśla kard. Burke, ich posługa jednak, zgodnie z dyscypliną liturgiczną Kościoła, nie służy animowaniu liturgii, bo faktycznie animuje ją – a zatem ożywia – jedynie sam Jezus Chrystus, w którego Osobie działa kapłan. Stąd Msza Święta indywidualna jest tak samo animowana – ożywiona – jak Msza Święta z udziałem wiernych.

 

Biorąc to wszystko pod uwagę kardynał wezwał do tego, by uchylić dokument jeszcze przed jego wejściem w życie.

 

Czy tak się stanie? Wiele zależy od tego, kto tak naprawdę odpowiada za dokument. Według włoskiego watykanisty Marco Tosattiego dyrektywę wydano prawdopodobnie na polecenie samego Franciszka; dlatego właśnie miałaby być niepodpisana i nieoznaczona (więcej w informacji PCh24.pl tutaj). Zupełnie inaczej rzecz widzi ks. Raymond J. de Souza, założyciel magazynu Convivium i publicysta National Catholic Register. W artykule opublikowanym na łamach NCR stwierdził, że jego zdaniem papież nie miał z zarządzeniem nic wspólnego; jest ono po prostu elementem jakiejś dziwnej rozgrywki. Tym więcej, że – podkreśla kapłan – uderza nie tylko w Mszę Wszechczasów, nie tylko w wieloletnią tradycję w Bazylice św. Piotra, ale także po prostu w tysiące kapłanów, którzy każdego dnia celebrowali indywidualnie Mszę świętą w Bazylice. Dotyczy to również wielu księży i biskupów z Watykanu. Ks. de Souza wymienia tu choćby papieskiego jałmużnika, kardynała Konrada Krajewskiego, który zwykł sprawować Mszę Świętą przy jednym z bocznych ołtarzy Bazyliki.

 

To, kto ma rację, pokaże przyszłość. Jeżeli dyrektywa zostanie odwołana, to niewątpliwie prawidłową interpretację przedstawił ks. de Souza. Jeżeli jednak odwołana nie zostanie, to wypadnie przychylić się do oceny Marco Tosattiego.

 

Niezależnie od tego, czy papież Franciszek popiera ten wątpliwej rangi dokument, czy też wydany on został bez jego wiedzy, jedno jest całkowicie pewne: w Watykanie coraz silniejsze są nastroje, które nazwać można „antytrydenckimi”. Liturgia według usus antiquior postrzegana jest jako przeszkoda w budowaniu Kościoła katolickiego przyszłości. Sam Ojciec Święty odgrywa niewątpliwie znaczącą rolę we wzmacnianiu tego klimatu. W przeszłości kilka razy wypowiadał się bardzo krytycznie o tych, którzy cenią sobie możliwość uczestnictwa w celebracji według mszału z 1962 roku, uznając ich za osoby „skostniałe” i „przestraszone”. Liczne kontrowersje wybuchające między Franciszkiem a kard. Robertem Sarah podczas posługi Gwinejczyka w Kongregacji Kultu Bożego pokazują, że Ojcu Świętemu nie podoba się postulat „reformy reformy”, czyli kontynuowanie linii Benedykta XVI polegającej na ściślejszym związaniu ze sobą obu rytów. Cytowane już słowa o „nieodwołalności” reformy liturgicznej dobitnie to podkreślają. O tym, że wokół liturgii trydenckiej trwa jakaś niejasna gra, wiadomo już od dawna. Wiosną 2020 do biskupów na całym świecie Kongregacja Nauki Wiary rozesłała słynną już ankietę, zapytując, jak oceniają implementację Motu proprio Summorum Pontificum Benedykta XVI. Jak dotąd poznaliśmy jedynie podsumowanie odpowiedzi biskupów francuskich, bardzo negatywną. Hierarchowie znad Sekwany oskarżyli wspólnoty i wiernych przywiązanych do Mszy Wszechczasów o „dzielenie Kościoła” i szereg rozmaitych przywar, takich jak rygoryzm. W 2017 roku prof. Andrea Grillo z Papieskiego Instytutu Liturgicznego św. Anzelma w Rzymie powiedział, że Franciszek najchętniej odwołałby Summorum Pontificum; czeka jednak, aż umrze Benedykt XVI.

 

Nie wiem, czy to prawda; wiem jednak, że w sprawach liturgii nie dzieje się dobrze. Dziedzictwu papieża z Niemiec, który chciał naprawić ponury chaos powstały wskutek reformy św. Pawła VI, grozi poważne niebezpieczeństwo. Odejście od jego linii, nie mówiąc już o cofnięciu podjętych przezeń decyzji, byłoby dla Kościoła katolickiego wielkim nieszczęściem i przyczyną kolejnych podziałów. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.

 

Niewykluczone jednak, że o tym, jaka optyka przeważy, dowiemy się wówczas, gdy ogłoszony zostanie następca kard. Sarah w Kongregacji Kultu Bożego. Jak informują media anglojęzyczne, papież zarządził „konsultacje” w tej sprawie. Mówiąc wprost, obecnie w Watykanie trwa przeciąganie liny i debata, na ile można sobie pozwolić cementując „nieodwołalność” reformy liturgicznej. Moim zdaniem afera z dokumentem Sekretariatu Stanu dotyczącym Bazyliki św. Piotra może być w istocie częścią tych „konsultacji” – balonem próbnym, który ma pokazać, jak wielu jest jeszcze zwolenników linii Benedykta XVI i jaką mają siłę. Obym się mylił; a jeżeli rzeczywistość nie byłaby jednak odległa od zaproponowanego tu wyjaśnienia, daj Boże wiele siły kard. Raymondowi Leo Burke i wszystkim wiernym Tradycji kardynałom, biskupom, księżom i świeckim w tym szalenie ważnym zmaganiu o przyszły kształt liturgii Kościoła świętego.

 

Paweł Chmielewski

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(20)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy