22 stycznia 2020
Autor

Tomasz Kolanek

Zobacz inne artykuły

Br. Tadeusz Ruciński FSC: czy kogoś, kto przegonił swoją duszę, można nazwać „bezdusznym”?

(źródło: pixabay.com)

Kiedyś, jakiś rolnik, odpoczywając w południe w czas żniw, ujrzał galopującego na koniu jeźdźca. Zaraz potem znowu tego samego, tylko w inną stronę… – Dokąd tak pędzisz? – zawołał. Jeździec nawet nie przystanął, tylko przez ramię krzyknął: „Mnie pytasz? Zapytaj o to mojego konia!”. I pogalopował jakby wiatr go gonił.

***

Opowiadał pewien ksiądz, który przyleciał z Polski do Kenii, by zastąpić tam zmarłego nagle misjonarza w odległej murzyńskiej wiosce. Miał ze sobą sporo tobołów, więc wyszło po niego z wioski kilku tragarzy katechumenów. Wyruszyli ścieżką w górę. Przybysz, jak typowy człowiek Zachodu, chciał dotrzeć do celu jak najprędzej, więc spoglądał na zegarek i wyraźnie przyspieszał. Szli już dość długo forsownym marszem.

 

W pewnym momencie tragarze zatrzymali się, zrzucili toboły, usiedli na nich i ani myśleli iść dalej. Ksiądz pomyślał, że chodzi o zapłatę, ale nie… Siedzieli nieruchomo, jak głazy. Na pytanie księdza najstarszy z nich odpowiedział: „Ojcze, za szybko pędzimy. Przegoniliśmy nasze dusze. Będziemy więc tyle tu siedzieli, aż one nas dogonią”.

 

Jak to? – zapytał ksiądz. – A teraz to co w sobie macie? Bez duszy jesteście? – dodał.

 

Ojcze – powiedział tamten – jak dusza nie nadąża za człowiekiem, to wchodzą tam: duch wiatru, duch pustki i duch śpiączki, I człowiek już nie jest swój – tłumaczył.

 

I siedzieli tam z godzinę, aż nagle tamci zerwali się i ruszyli ze zdwojoną siłą i ze śpiewem. Opowiadający ksiądz rzekł: „Wciąż wracają do mnie te duchy pustki, wiatru i śpiączki, gdy odkrywam, że mnie w sobie brak”.

 

***

Coraz bardziej „wiatr nami miota, nie możemy sobie znaleźć miejsca i nie mamy korzeni” (jak powiedział kwiat na pustyni do Małego Księcia). I tak jest, że pożeramy przestrzeń i czas, pędzimy, by zobaczyć, gdzie nas jeszcze nie ma. A nasze dusze w tym biegu już nas dopędzić nie mogą… Stąd potem pustka i hulanie demonów po naszych pustych przestrzeniach, jak po nie zamieszkałych zamkach… Człowiek  to ponoć „homo viator” – ale to nie pielgrzym, tylko pospieszny włóczęga, który siebie samego szuka tam, gdzie siebie nie zgubił. Przebywa w końcu… wszędzie i nigdzie. Taki kochać nie potrafi i nie może, bo miłość to zakorzenianie się w sobie, w siebie wzajemnie, w miejsce, w czas… Na to trzeba dać czasowi czas!

 

***

 

A co to jest czas? – zapytała mnie jedna mała.

To upływające krople życia – odpowiedziałem. Na to mała: „To dlaczego ludzie zabijają czas? Może nie chcą żyć? Szkoda mi ich…”

 

***

Gdzie więc jesteś, gdy ciebie w tobie nie ma? Kiedy było ci naprawdę dobrze ze sobą samym, przez dłuższy czas, w zupełnej ciszy, bez uciekania dokądkolwiek i w cokolwiek? – zapytałem kogoś niezmiernie ruchliwego i aktywnego, kto co i raz stwierdzał: nie wiem, co się ze mną dzieje…

 

Popatrzył trochę nieprzytomnie i mruknął: „Kiedyś, gdy skończę to wszystko, co zacząłem, to osiądę gdzieś spokojnie i poszukam siebie, a teraz, wybacz, muszę pędzić, bo powinienem być jeszcze tam, tam i jeszcze tam…”.

 

***

Nie wiem jednak, kto tam popędził naprawdę – on sam, czy duch pośpiechu, niepokoju, pustki…w nim. Śmiem wątpić w to, że on kiedykolwiek i gdziekolwiek osiądzie i naprawdę odnajdzie siebie w sobie. Czy kogoś, kto przegonił swoją duszę, można nazwać „bezdusznym”? Nie wiem, ale może bardziej: „bezmyślnym” czy „bezwolnym”. Bo jest coś w tym, że spotykając się w pośpiechu – odchodzimy, jakbyśmy się nie spotkali; rozmawiając ze sobą – jakbyśmy nie rozmawiali; żyjąc tak szybko i gwałtownie – jakbyśmy nie żyli. Szkoda mi nas…

 

Br. Tadeusz Ruciński FSC

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie