Bruksela uważa ludzi za idiotów. Amerykańska Komisja Sądownictwa o europejskiej cenzurze

Komisja Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen „zakłada, że obywatele UE są głupi, niezdolni do rozróżnienia i podejmowania swobodnych decyzji co do tego, co jest prawdą, a co nie”. Dlatego stworzyła aparat cenzury w oparciu o rozporządzenie Akt o usługach cyfrowych (DSA). Wykorzystuje go między innymi do ingerencji w wybory. Co więcej, unijne władze dążą do egzekwowania DSA poza swoimi granicami, co „stanowi poważne zagrożenie dla wolności słowa w Stanach Zjednoczonych”. Nadto von der Leyen nie zatrzymuje się i planuje narzucić bezprawnie kolejne rozwiązania, rozszerzające już i tak rozległy aparat kontroli treści. USA będą kontynuować śledztwo i zaproponują przepisy, by przeciwdziałać unijnej uzurpacji. To kluczowe wnioski z raportu amerykańskiej Komisji Sądownictwa na temat cenzury w wydaniu Brukseli.
Od kilku lat potężna amerykańska Komisja Sądownictwa złożona z kongresmenów obu partii prowadzi śledztwo w sprawie niedopuszczalnego ograniczania wolności słowa – jednej z podstawowych wolności człowieka, od której wywodzone są inne prawa. W rezultacie pracy tego gremium powstało kilka raportów śródokresowych, dotyczących działania Kompleksu Przemysłowego Cenzury.
Kolejny raport śródokresowy kongresowej komisji – zatytułowany The foreign censorship threat, part II: Europe’s decade-long campaign to censor the global internet and how it harms American speech in the United States [„Zagrożenie cenzurą zagraniczną, część II: trwająca dekadę kampania Europy na rzecz cenzury globalnego internetu i jak szkodzi ona amerykańskiej wolności słowa w Stanach Zjednoczonych”] – ukazał się 3 lutego 2026 r. Opisuje on nie tylko proces tworzenia się europejskiego systemu cenzury, ale także konkretne przypadki oddziaływania na wolność słowa obywateli państw UE oraz USA.
Do liczącego około 160 stron dokumentu dołączono znacznie obszerniejsze załączniki, obejmujące kilka tysięcy stron jawnej i niejawnej korespondencji, m.in. urzędników europejskich i przedstawicieli platform internetowych.
Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów USA zajęła się sprawą Kompleksu Przemysłowego Cenzury jeszcze w trakcie kadencji administracji Biden-Harris. Ta bowiem, w myśl lansowanego programu „obrony demokracji”, stworzyła potężny system pozwalający na ograniczanie wolności przepływu informacji w sieci, odmawiając – wraz z europejskimi współpracownikami – opinii publicznej dostępu do określonych treści i jednocześnie prowadząc własne, zaawansowane akcje dezinformacyjne.
Komisja bada od kilku lat nie tylko krajowe działania cenzuralne, ale także, „w jaki sposób i w jakim zakresie zagraniczne przepisy, regulacje i orzeczenia sądowe zmuszają lub wpływają na firmy, aby cenzurowały wypowiedzi w Stanach Zjednoczonych”. W ramach swoich zadań występuje do odpowiednich podmiotów z żądaniem udostępnienia informacji, także niejawnych, dokumentów firm technologicznych, które jako materiały źródłowe pozwalają ocenić problem łamania jednej z podstawowych wolności obywatelskich w USA i na świecie.
W lipcu 2025 roku kongresmeni opisali, w jaki sposób Komisja Europejska wykorzystuje rozporządzenie Akt o usługach cyfrowych (DSA) do „nakładania globalnych restrykcji cenzury w internecie za wypowiedzi polityczne, humor i satyrę”. Od tego czasu członkowie komisji mieli zapoznać się z tysiącami dokumentów wewnętrznych i korespondencji KE, które „pokazują zakres – i sukces – globalnej kampanii cenzury Komisji Europejskiej”.
Dekada działań cenzuralnych KE
„Komisja Europejska, w ramach szeroko zakrojonych, trwających dekadę działań, skutecznie wywarła presję na platformy mediów społecznościowych, aby zmieniły swoje globalne zasady moderowania treści, tym samym bezpośrednio naruszając wolność słowa Amerykanów w Internecie w Stanach Zjednoczonych. Choć często jest to określane jako zwalczanie tak zwanej mowy nienawiści lub dezinformacji, KE starała się cenzurować prawdziwe informacje i wypowiedzi polityczne dotyczące niektórych z najważniejszych debat politycznych w niedawnej historii, w tym pandemii COVID-19, masowej migracji i kwestii osób transseksualnych” – napisano.
Dodano w podsumowaniu raportu, że „po dziesięciu latach Komisja Europejska ustanowiła wystarczającą kontrolę nad globalną wolnością słowa w Internecie, aby kompleksowo tłumić narracje zagrażające jej uprawnieniom. Przed wezwaniami sądowymi Komisji Sądownictwa działania te odbywały się w dużej mierze w tajemnicy. Teraz działania Komisji Europejskiej ujrzały światło dzienne po raz pierwszy (…)” – czytamy.
Raport nie tylko dokumentuje przypadki cenzuralnej działalności Brukseli. Wskazuje również, że sprawa będzie nadal badana. Pojawią się też konkretne propozycje ustaw, które miałyby powstrzymać uzurpację unijnych urzędników zmierzających do stworzenia globalnego systemu cenzury, zagrażającego także swobodom Amerykanów.
Wolność słowa to jedna z podstawowych wolności konstytucyjnych chronionych traktami i umowami międzynarodowymi. Obejmuje prawo do wyrażania swoich poglądów, ocen, opinii, przypuszczeń, informowania o faktach, a także pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, zapoznawania się z opiniami innych, bez względu na ingerencję władz i granice państwowe.
Zaczęło się od kryzysu migracyjnego
Niestety, szereg kryzysów polityki globalnej, zwłaszcza kryzys migracyjny i pierwszy wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA w 2016 roku oraz głosowanie Brytyjczyków w sprawie opuszczenia UE przyspieszyły działania zmierzające do tworzenia systemu globalnej cenzury. Robi się to pod pretekstem walki z mis-, mal- i dezinformacją („informacje MDM”), o czym szerzej piszę w książce pt. „Misinformacja, dezinformacja, malinformacja. Jak powstaje system globalnej cenzury”.
W UE bardzo szybko podjęto walkę z tzw. dezinformacją, początkowo wprowadzając „dobrowolne” jedynie z nazwy kodeksy postępowania w tej sprawie, by ostatecznie przyjąć rozporządzenie DSA, a następnie rozszerzyć działanie rozporządzenia w celu wpływania na wybory.
Z dotychczasowych przeglądów aktów prawnych i aktywności organów europejskich oraz krajowych wynika, że podmioty te cenzurowały przede wszystkim przekazy dotyczące „pandemii COVID-19”, wojny na Ukrainie, polityki klimatycznej i genderowej oraz walczyły z „teoriami spiskowymi”. Cenzurowano także satyrę, memy i posty nieprzychylne dla wybranych polityków.
Opublikowany w lutym 2024 roku Raport Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów piętnuje działania wielu agencji rządowych, ośrodków uniwersyteckich i sieci organizacji fact-checkingowych opracowujących narzędzia i nowe technologie, które mogą cenzurować przekazy na dużą skalę. Członkowie komisji ostrzegali, że – pod pozorem zajęcia się krytycznymi zagrożeniami dla systemów komunikacyjnych i „zwalczania fałszywych informacji/dezinformacji” – opracowywane są przez ośrodki uniwersyteckie zaawansowane narzędzia cenzury z użyciem „sztucznej inteligencji”. Przykładowo program „efektywnych interwencji” autorstwa MIT celował w konserwatystów, mieszkańców wsi i weteranów wojennych oraz ich rodziny.
Akt o usługach cyfrowych (DSA) jako kluczowa regulacja cenzorska
W raporcie z lutego br. podkreśla się natomiast, że unijne rozporządzenie DSA jest „zwieńczeniem dziesięcioletnich wysiłków Europy mających na celu uciszenie opozycji politycznej i stłumienie internetowych narracji krytykujących establishment polityczny” (s. 2).
Rozporządzenie częściowo weszło w życie w 2023, a ostatecznie w 2024 roku. Na jego podstawie Komisja Europejska nałożyła pierwszą w historii grzywnę w grudniu 2025 roku, uderzając w platformę X. Regulacja nie poprzestaje jednak na cenzurze w Europie. Jak zaznacza raport, w istocie zmierza do „kontrolowania globalnego Internetu w celu tłumienia niekorzystnych narracji”. I chociaż „Internet oraz media społecznościowe początkowo zapowiadały się jako siła, która zdemokratyzuje wolność słowa, a wraz z nią władzę polityczną”, to jednak „rozwój sytuacji zaszkodził ugruntowanej pozycji politycznej” europejskiego i amerykańskiego establishmentu. Poczuł się on zagrożony szerzeniem w połowie ubiegłej dekady „ruchu populistycznego”, kwestionującego politykę migracyjną.
To właśnie wtedy – o czym szeroko piszę także w swojej książce – zaczął tworzyć się system cenzuralny pod pretekstem zwalczania mis-, mal i dezinformacji. KE „przez ostatnie dziesięć lat wywierała bezpośrednią presję na platformy, aby cenzurowały zgodne z prawem wypowiedzi polityczne w Unii Europejskiej i za granicą”.
Chcesz wiedzieć więcej? Kliknij TUTAJ i zamów książkę
Cenzorskie fora
Powyższy proceder odbywał się początkowo poprzez tworzone specjalne fora cenzorskie. Jednym z nich było powstałe w 2015 roku Forum Internetowe UE (EUIF). Zostało ono założone przez Dyrekcję Generalną ds. Migracji i Spraw Wewnętrznych (DG Home) Komisji Europejskiej.
W 2023 roku EUIF opublikowało podręcznik przeznaczony do użytku firm technologicznych przy moderowaniu zgodnych z prawem wypowiedzi, takich jak:
• retoryka „populistyczna”;
• treści antyrządowe/antyunijne;
• treści antyestablishmentowe;
• satyra polityczna;
• treści antyimigranckie i „islamofobiczne”;
• nastroje antyuchodźcze/antyimigranckie;
• treści anty-LGBTIQ… oraz
• subkultura memów” (s. 3).
Komisja Europejska egzekwowała swoje cele cenzuralne poprzez: „rzekomo dobrowolne kodeksy postępowania dotyczące mowy nienawiści i dezinformacji”. Pierwszy taki instruktaż powstał w 2016 roku. W oparciu o niego Facebook, Instagram, TikTok i Twitter (obecnie X) „zobowiązały się do cenzurowania niejasno zdefiniowanych zachowań szerzących nienawiść” (s. 4).
Następny „Kodeks postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji” przyjęto w 2018 roku. Tym razem te same platformy zobowiązały się do „osłabienia widoczności” rzekomej „dezinformacji” (s. 4).
Już wtedy przedstawiciele KE informowali szefostwa koncernów Big Tech, że ww. kodeksy mają wypełnić „lukę regulacyjną” do czasu przyjęcia przez Brukselę wiążących przepisów dotyczących moderacji treści.
Mniej więcej w tym samym czasie Niemcy zaczęli uchwalać przepisy regulujące cenzurę na szczeblu krajowym. Następnie, przed wejściem w życie rozporządzenia DSA, Bruksela zaktualizowała kodeks wskazań odnoszących się do „dezinformacji”. Wymagania wobec platform obejmowały między innymi uczestnictwo w „Zespole Zadaniowym ds. Kodeksu w zakresie zwalczania dezinformacji”. Tam omówiono, w jaki sposób owa domniemana „dezinformacja” ma być cenzurowana.
Zespół został podzielony na sześć części. Podczas ponad 90 spotkań w podgrupach ds. „reagowania kryzysowego”, „integralności usług”, „kontroli reklam”, „weryfikacji faktów”, „generatywnej sztucznej inteligencji” oraz „monitorowania i raportowania”, a także „grup roboczych ds. wyborów”, przedstawiciele organizacji lewicowych odpowiedzialnych za fact-checking („weryfikację faktów”) spotykali się z liderami platform i urzędnikami unijnymi, aby wymuszać coraz większą cenzurę treści w Internecie.
Spotkania, których program wymyślała KE, tak naprawdę były dla platform obowiązkowe. Szczególnie aktywna miała być Podgrupa ds. reagowania kryzysowego i Podgrupa ds. zwalczania dezinformacji. Wymuszały one zmiany zasad moderacji treści.
KE w swoich zapędach chciała objąć nadzorem wszelkie publikacje. Również te nie naruszające polityki platform w dziedzinie „dezinformacji”. Komisja naciskała na cenzurę przed i tuż po elekcjach.
Po słowackich wyborach parlamentarnych we wrześniu 2023 roku KE zażądała od platform raportowania „działań podjętych w celu złagodzenia” rzekomej „dezinformacji” podczas wyborów.
„W styczniu 2024 r., sześć miesięcy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, Komisja powiadomiła platformy, że w nadchodzących miesiącach położy duży nacisk na… aktualizacje dotyczące stanu przygotowań do wyborów do Parlamentu Europejskiego, co oznaczało, że chciała otrzymywać częste informacje o dodatkowych środkach cenzury”. Podgrupa ds. reagowania kryzysowego była jednym z kluczowych mechanizmów, za pomocą których KE sprawowała ścisłą kontrolę nad platformami.
Podgrupa ds. integralności usług, podczas co najmniej pięciu spotkań w latach 2022 i 2023 domagała się „wykazania skuteczności wysiłków na rzecz zapewnienia integralności usług poprzez wdrażanie i promowanie zabezpieczeń przed mis- i dezinformacją”.
Podgrupa ds. kontroli reklam koncentrowała się na demonetyzacji konserwatywnych serwisów informacyjnych. O tym, co demonetyzować, decydowali np. członkowie Global Alliance for Responsible Media (Globalny Sojusz na rzecz Odpowiedzialnych Mediów – GARM) i NewsGuard. GARM miał zmówić się z zagranicznymi regulatorami w sprawie nacisków na Twittera, aby cenzurował więcej wypowiedzi. Współzałożyciel Sojuszu Robert Rakowitz, „stwierdził, że uciszanie prezydenta Trumpa było jego głównym celem”. Po reakcji ze strony Komisji Sądownictwa, GARM zakończyła działalność w sierpniu 2024 roku.
Podgrupa ds. weryfikacji faktów, najczęściej złożona z cenzurujących lewicowych organizacji pozarządowych, dążyła do stworzenia „repozytorium weryfikacji faktów”, czyli bazy zatwierdzonych przez Komisję narracji na temat wiodących wydarzeń politycznych i kulturalnych. Do tego repozytorium miałyby odnosić się platformy, by cenzurować treści, które nie podobały się Brukseli.
Podgrupa ds. generatywnej sztucznej inteligencji wzywała platformy do agresywnej cenzury treści tworzonych przez AI. Wśród członków podgrupy znajdowała się Logically.AI, brytyjska firma, która wykorzystała narzędzia tak zwanej sztucznej inteligencji do nałożenia cenzury w mediach społecznościowych.
Grupa robocza ds. wyborów wyrażała oczekiwania KE na temat cenzury przed wyborami.
Komitet Sterujący Podgrupy ds. reagowania kryzysowego i Grupy roboczej ds. wyborów opracowały „metodologię oceny ryzyka i system szybkiego reagowania w sytuacjach kryzysowych”, obejmującą praktyki w zakresie zgodności z DSA i systemem szybkiego reagowania (RSS). Pozwalały one zatwierdzonym przez rząd stronom trzecim – np. Ministrowi Spraw Wewnętrznych danego państwa – składanie wniosków o przyspieszoną cenzurę na platformach przed ważnymi wydarzeniami w całej Europie, w tym wyborami.
KE organizowała „sesje plenarne”, wymuszając na platformach wdrożenie rozwiązań cenzuralnych w celu kontroli „procesów wyborczych i dyskursu obywatelskiego”. Zażądała także dokumentów „analizujących i oceniających, czy i w jaki sposób wszystkie systemy rekomendacji TikToka i inne istotne systemy algorytmiczne wpływają na zagrożenia dla procesów wyborczych, dyskursu obywatelskiego i bezpieczeństwa publicznego, [oraz] nielegalnej mowy nienawiści”.
W maju 2025 r. Komisja Europejska zorganizowała „Warsztaty dotyczące oceny ryzyka systemowego w ramach DSA”. Przedstawiła tam „najlepsze praktyki” w zakresie zgodności z DSA. Obejmowały one „ciągły przegląd wytycznych dla społeczności”. KE stwierdziła, że platformy powinny zmienić globalne zasady moderacji treści, aby cenzurować treści zgodnie z żądaniami europejskich organów regulacyjnych i uniknąć ogromnych kar, które mogą być nakładane na mocy Aktu o usługach cyfrowych.
Stwierdzono także, iż „nielegalne treści są symptomem” oraz że „potrzebne jest szersze podejście do ryzyka”. Innymi słowy, Brukseli chodziło o to, aby nie skupiać się wyłącznie na unijnych „nielegalnych treściach”, lecz cenzurować treści, które byłyby również chronione np. przez Pierwszą Poprawkę w Stanach Zjednoczonych.
Platformy zmieniły więc globalne zasady moderowania treści, cenzurując prawdziwe informacje.
W marcu 2023 roku, a zatem na kilka miesięcy przed wejściem w życie DSA, TikTok „przeprowadził najbardziej kompleksowe aktualizacje swoich Wytycznych społecznościowych”.
Komisja Sądownictwa twierdzi, że TikTok inwestuje w modele uczenia maszynowego, w celu szerszej cenzury. Platforma zbudowała także dla swoich moderatorów repozytorium treści zakazanych. Zgłosiła zmianę Komisji Europejskiej w Raporcie o przejrzystości w związku z Kodeksem postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji.
W marcu 2023 roku TikTok dokonał przeglądu Wytycznych w celu lepszego zwalczania „dezinformacji” związanej ze „zmianami klimatu”, „procesami wyborczymi”, ideologią gender itp.
Należąca do Microsoftu wyszukiwarka Bing – druga na świecie pod względem popularności – również podjęła działania zmierzające do globalnej cenzury, zgodnie z oczekiwaniami KE. Ma „kontynuować zwiększanie swoich inwestycji w systemowe wykrywanie ryzyka poprzez ulepszony rozwój klasyfikatorów i mapowanie ryzyka”. „Klasyfikatory” to określone słowa lub frazy, które powodują „obronną interwencję w wyszukiwaniu”, eliminując określone treści. Bing po prostu „rozszerzył listę słów i fraz, kierując użytkowników nie do poszukiwanych przez nich treści, lecz do treści, których Bing – i Komisja Europejska – uważają, że potrzebują” (s. 82).
Podobnie „YouTube wskazał na zasady cenzurowania treści związanych z bronią palną i uczciwością wyborów jako dowód przestrzegania Kodeksu postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji”.
Komisja Sądownictwa stwierdza, że „W ramach agresywnej, wieloletniej kampanii Komisja Europejska skutecznie wywarła presję na największe platformy mediów społecznościowych na świecie, aby zmieniły swoje globalne zasady moderacji treści, zapoczątkowując nową erę globalnej cenzury” (s. 84).
Forum Internetowe UE prowadzone przez Dyrekcję Generalną ds. Migracji i Spraw Wewnętrznych KE od 2015 r. wzywało platformy do uciszenia konserwatywnych wypowiedzi poprzez „utożsamianie ich z nazistowską propagandą” (s. 89). Od czasu wejścia w życie DSA te naciski mają być „bardziej bezpośrednie”, co potwierdzają Protokoły ze spotkań KE z platformami. Wskazują one, że „platformy muszą przestrzegać Wytycznych Wyborczych Komisji, które zawierają wymóg, aby platformy wprowadziły środki mające na celu zmniejszenie znaczenia dezinformacji przed wyborami” (s. 89).
KE i krajowe organy regulacyjne państw członkowskich UE kontaktują się przed każdą elekcją z platformami w sprawie cenzury „dezinformacji” dotyczącej ideologii gender oraz masowej migracji.
„Treści graniczne” i „brutalny prawicowy ekstremizm”
Forum Internetowe UE zachęca do cenzurowania legalnych i nienaruszających wolności przemówień politycznych, wskazując na treści „graniczne”, które UE definiuje jako „treści, które nie są nielegalne, ale mogą być szkodliwe i wykorzystywane przez podmioty ekstremistyczne”. Uderza się przede wszystkim w rzekomy „brutalny prawicowy ekstremizm”. Grupa stworzyła 72-stronicowy „Podręcznik treści granicznych”. Obejmują one sfery wymienione już tu wcześniej, określone przez tę samą organizację (EUIF) w odniesieniu do działalności koncernów:
- retorykę „populistyczną”;
- treści antyrządowe/antyunijne
- treści antyestablishmentowe;
- satyrę polityczną;
- treści antyimigranckie i „islamofobiczne”;
- nastroje antyuchodźcze/antyimigranckie;
- treści anty-LGBTIQ;
- subkulturę memów” (s. 90).
Ów podręcznik KE opisywany jest jako „najlepsza praktyka” zakazująca „dehumanizującej” mowy związanej z tymi tematami i treściami, które w przeciwnym razie promują „szkodliwe stereotypy” (s. 90).
Podręcznik zawiera „zalecenia polityczne stronniczej, lewicowej pseudonaukowej grupy Center for Countering Digital Hate (CCDH)”. Podręcznik jest po prostu nie do przyjęcia z tej prostej przyczyny, że zawiera niejasną definicję treści granicznych i stanowi próbę narzucenia cenzury przez władze, której nie podobają się określone legalne wypowiedzi.
W raporcie z 2023 roku EUIF uznał że „brutalny prawicowy ekstremizm” wymaga cenzury i chciał, by zbanować materiały kongresmena Paula Gosara (republikanin z Arizony), byłej kongresmenki Marjorie Taylor Greene (republikanki z Georgii) oraz byłego urzędnika Białego Domu Steve'a Bannona.
Pod koniec 2022 r. EUIF zorganizowało „Warsztaty na temat amplifikacji algorytmicznej i treści z pogranicza”, które „składają się z „połączenia dezinformacji/teorii spiskowych i mowy nienawiści”, ze szczególnym uwzględnieniem „wypowiedzi antyestablishmentowych/antyinstytucjonalnych”, „antytrans”, „antyimigranckich” i „środków anty-COVID” jako głównych kategorii.
Zalecał „pozytywne interwencje”, oznaczające usuwanie i degradowanie legalnych treści politycznych oraz demonetyzację.
Google i YouTube poinformowały, że „pracują nad definicjami i progami dotyczącymi wykorzystywania treści granicznych, aby zapewnić obniżenie rangi przez wewnętrzne systemy algorytmiczne”, zgodnie z żądaniami KE.
Wytyczne wyborcze DSA wymagały, by platformy:
• aktualizowały i udoskonalały zasady, praktyki i algorytmy, aby spełnić wymogi UE dotyczące cenzury;
• przestrzegały „najlepszych praktyk” określonych w Kodeksie postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji, Kodeksie w zakresie zwalczania mowy nienawiści oraz dokumentach EUIF;
• ustanowiły środki mające na celu zmniejszenie widoczności dezinformacji;
• dostosowały swoje warunki… w celu znacznego zmniejszenia zasięgu i wpływu generatywnych treści AI przedstawiających dezinformację lub misifnormację;
• oznaczały posty uznane za dezinformację przez zatwierdzonych przez rząd lewicowych weryfikatorów faktów;
• ustanowiły środki mające na celu ograniczenie rozpowszechniania wprowadzających w błąd… treści generowanych przez sztuczną inteligencję;
• opracowały i zastosowały środki zapobiegawcze, które prewencyjnie budują odporność na możliwe i oczekiwane narracje dezinformacyjne
oraz
• podjęły dodatkowe kroki w celu powstrzymania dezinformacji z uwzględnieniem kategorii gender.
Tego typu wytyczne pozwalają władzy na uciszanie przeciwników i utrzymywanie kontroli politycznej.
(Nie)dobrowolne regulacje
Amerykanie podkreślają, że „Dobrowolny i oparty na konsensusie europejski system regulacyjny dotyczący cenzury nie jest ani dobrowolny, ani oparty na konsensusie.
Z internetowej korespondencji koncernów Big Tech oraz dokumentacji unijnej wynika, że platformy „[nie] miały tak naprawdę wyboru” w kwestii tego, czy przystąpić do tych „dobrowolnych inicjatyw”. Pracownicy Google’a skarżyli się, że udział w spotkaniach Podgrupy ds. Kodeksu postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji był w zasadzie obowiązkowy, a cały proces kontrolowała KE.
Zdaniem twórców raportu, już sama presja Komisji Europejskiej na główne platformy mediów społecznościowych, by zmieniły globalne zasady moderacji treści „bezpośrednio naruszała amerykańskie prawo do wolności słowa online w Stanach Zjednoczonych” (s. 7).
Raport wskazuje, że większość głównych platform mediów społecznościowych oraz służących do udostępniania wideo ma siedzibę w Stanach Zjednoczonych, a ponadto posiada „jeden, globalny zestaw zasad regulujących, jakie treści mogą, a jakich nie mogą publikować użytkownicy na stronie” (s. 7).
Są to „zasady”, które niejako „wyznaczają granice dozwolonego dyskursu na współczesnej agorze, czyniąc je kluczowym punktem nacisku dla regulatorów dążących do kontroli narracji, aby wzmocnić swoją władzę polityczną” (s. 7).
Kongresmeni zaznaczają, że zasady moderowania treści na platformach „mają – i w zasadzie muszą mieć – zasięg globalny”, a próby ich cenzurowania w poszczególnych krajach według innych zasad „stanowią poważne zagrożenie dla prywatności, wymagając od platform znajomości i przechowywania danych o konkretnej lokalizacji każdego użytkownika za każdym razem, gdy się loguje” (s. 7).
Próby moderowania treści w poszczególnych krajach, obszarach geograficznych są nie tylko niepożądane, ale także nieskuteczne – w sytuacji swobodnego korzystania z wirtualnych sieci prywatnych (VPN), które pozwalają na ochronę danych osobowych. Są także kosztowne.
Działania organów europejskich wymuszające moderację treści według określonych zasad w Europie wpływają więc także na to, do czego mają dostęp Amerykanie i inne społeczności na całym świecie. I to właśnie stanowi „bezpośrednie zagrożenie dla wolności słowa w USA” (s. 7).
Niezwykła cenzura covidowa
Raport dokumentuje i potwierdza to, o czym obywatele wiedzą od dawna – że „podczas pandemii COVID-19 wysocy rangą urzędnicy Komisji Europejskiej naciskali na platformy, aby zmieniły zasady moderacji treści, by globalnie cenzurować treści kwestionujące utarte narracje na temat wirusa i szczepionek” (s. 7).
KE za sprawą Ursuli von der Leyen i wiceprzewodniczącej Very Jourovej stale ingerowała, domagając się od platform aktualizowania warunków korzystania z ich usług, by cenzurować narracje jeszcze przed wprowadzeniem szczepionek przeciwko COVID-19. Wykorzystywano w tym celu spotkania Podgrupy ds. reagowania kryzysowego oraz ds. Kodeksu postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji.
Po podpisaniu rozporządzenia DSA w październiku 2022 r. „Komisja Europejska ostrzegła platformy o tym, że muszą zmienić swoje globalne zasady moderacji treści, aby dostosować się do DSA, w przeciwnym razie ryzykują grzywny w wysokości do sześciu procent globalnych przychodów i ewentualny zakaz wstępu na rynek europejski” (s. 10).
Kampania nacisków odniosła sukces. Platformy „zmieniły swoje zasady moderacji treści i cenzurowały wypowiedzi na całym świecie w bezpośredniej odpowiedzi na DSA i naciski Komisji Europejskiej. Na przykład w 2023 roku TikTok rozpoczął edycję swoich globalnych Wytycznych dla społeczności, mając na celu osiągnięcie zgodności z Aktem o usługach cyfrowych (s. 10). Nowe zasady weszły w życie w 2024 roku. Zgodnie z nimi TikTok usuwa: „marginalizujące wypowiedzi”, w tym „zakodowane stwierdzenia”, które „normalizują nierówne traktowanie”, „misinformację podważającą zaufanie publiczne”, „prezentacje medialne wyrwane z kontekstu” oraz „przeinaczające wiarygodne informacje” (s. 10).
„Standardy te są z natury subiektywne i łatwo je wykorzystać przeciwko opozycji politycznej wobec Komisji Europejskiej. W rzeczywistości te wewnętrzne dokumenty pokazują, iż TikTok systematycznie cenzurował prawdziwe informacje na całym świecie, aby spełnić żądania cenzury KE wynikające z rozporządzenia DSA. Dokument opisujący te zmiany potwierdził, że zgodnie z doradztwem zespołu prawnego, aktualizacje były głównie związane z przestrzeganiem Aktu o usługach cyfrowych (DSA)” – czytamy w raporcie Komisji Sądownictwa (s. 10).
TikTok zmienił znaczną część rozbudowanych systemów moderacji treści, by spełnić żądania KE. Ta zaś nie zrezygnowała z nacisków na globalną moderację. W maju 2025 roku „wyraźnie poinformowała platformy podczas zamkniętych warsztatów poświęconych DSA, że ciągły przegląd [globalnych] wytycznych dla społeczności jest najlepszą praktyką w zakresie zgodności z DSA”. Te praktyki obejmują „ciągłe” zmiany w globalnych zasadach moderacji treści, zwłaszcza amerykańskich (s.12) – podkreśla raport.
Bruksela jeszcze w listopadzie 2021 r. domagała się „zwalczania dezinformacji na temat inaugurowanej w USA kampanii szczepień przeciwko COVID-19 dla dzieci”.
Rok później organy regulacyjne KE wywarły presję na platformy, by usunęły amerykański film dokumentalny o szczepionkach. Bruksela żądała, by YouTube, Twitter i TikTok „sprawdziły… wewnętrznie i odpowiedziały na piśmie, dlaczego film nie został ocenzurowany. YouTube niezwłocznie odpowiedział oświadczając, że usunął przedmiotowy film po tym, jak Komisja poruszyła tę kwestię. Mówiąc wprost, KE traktowała amerykańskie debaty na temat szczepień jako należące do zakresu jej uprawnień regulacyjnych. Organy regulacyjne Unii Europejskiej wezwały TikToka do cenzurowania amerykańskich twierdzeń dotyczących szczepionek przeciw COVID-19 dla dzieci. Skupienie KE na wypowiedziach Amerykanów nie ograniczało się wyłącznie do treści związanych z COVID-19. Osoby nominowane politycznie na najwyższe stanowiska w KE wywierały presję na TikToka, aby agresywniej cenzurował treści amerykańskie przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 r.” – czytamy w raporcie (s. 12-13).
W opracowaniu znajdziemy m.in. zapis wymiany e-maili między przedstawicielami KE a platformami na temat konkretnych publikacji.
Amerykańska komisja napiętnowała w szczególności działania byłego komisarza UE ds. rynku wewnętrznego z Francji Thierry’ego Bretona. Ten w sierpniu 2024 napisał list do właściciela X, Elona Muska, grożąc mu – w oparciu o rozporządzenie DSA – odwetem za przeprowadzenie wywiadu na żywo z kandydatem na prezydenta Donaldem Trumpem. Breton – swoją drogą, jeden z głównych architektów DSA – napisał, że „Komisja Europejska „[nie] zawaha się w pełni wykorzystać [swojego] zestawu narzędzi”, aby uciszyć kluczowe amerykańskie wypowiedzi polityczne” (s. 14).
W odpowiedzi na to zareagował szef Komisji Sądownictwa, Jim Jordan. Wysłał on dwa listy do Bretona, wskazując, że narusza on wolność słowa Amerykanów i ingeruje w wybory prezydenckie w USA.
Wkrótce potem komisarz zrezygnował ze stanowiska. Szefostwo KE bagatelizowało jego groźby. Twierdzono, że list nie został zatwierdzony i zasugerowano, że interwencja komisarza była wyłącznie jego samowolną inicjatywą.
„Jednak – zauważają twórcy raportu – na miesiące przed wysłaniem listu przez komisarza Bretona, inni wysocy rangą urzędnicy Komisji Europejskiej również naciskali na dyrektorów dużych firm technologicznych, aby uzyskać więcej informacji na temat tego, jak platformy planują moderować przemówienia wyborcze przed wyborami prezydenckimi w USA w 2024 r.” (s. 14-15).
W maju 2024 r. wiceprzewodnicząca KE Vera Jurova udała się do Kalifornii, by spotkać się z przedstawicielami Big Techów, w tym z prezesem TikToka, Shou Chew i dyrektorem ds. zaufania oraz bezpieczeństwa tej platformy, omawiając z nimi „przygotowania do wyborów” w UE i USA.
KE bezprawnie regularnie ingeruje w głosowania
Amerykańska Komisja Sądownictwa, na czele której stoi Jim Jordan, nie ma wątpliwości, iż „KE regularnie ingeruje w wybory krajowe w państwach członkowskich UE” (s. 16).
Potwierdziła to, na co już wcześniej wielokrotnie zwracałam uwagę w swoich publikacjach, a mianowicie, że KE ingeruje w krajowe wybory w oparciu o DSA, kontrolując narracje polityczne.
W 2024 r. Bruksela wydała Wytyczne Wyborcze DSA, zobowiązujące platformy do podjęcia „dodatkowych działań cenzuralnych przed ważnymi wyborami europejskimi, takich jak:
• aktualizacja i udoskonalenie polityk, praktyk i algorytmów w celu dostosowania się do wymogów cenzury UE;
• przestrzeganie najlepszych praktyk określonych w Kodeksie postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji, Kodeksie postępowania w zakresie zwalczania mowy nienawiści i dokumentach EUIF;
• ustanowienie środków w celu zmniejszenia znaczenia dezinformacji;
• dostosowanie swoich warunków, aby znacząco zmniejszyć zasięg i wpływ generatywnych treści AI, które przedstawiają dezinformację lub misinformację;
• etykietowanie postów uznanych za dezinformację przez zatwierdzonych przez rząd lewicowych weryfikatorów faktów;
• opracowywanie i stosowanie środków zapobiegawczych, które prewencyjnie budują odporność na możliwe i spodziewane narracje dezinformacyjne oraz
• podejmowanie dodatkowych kroków w celu powstrzymania dezinformacji z uwzględnieniem gender [gendered disinformation – przyp. AS]” (s. 16).
Wytyczne Wyborcze DSA określa się jako „dobrowolne najlepsze praktyki”, ale KE „za zamkniętymi drzwiami jasno dała do zrozumienia, że Wytyczne Wyborcze są obowiązkowe” (s. 16). Prabhat Agarwal, szef działu egzekwowania Aktu o usługach cyfrowych poinformował platformy, że stanowią one „minimalny próg zgodności z DSA” oraz w razie braku ich stosowania, KE będzie musiała implementować „alternatywne środki, które są równe lub lepsze” od DSA (s. 16).
Autorzy raportu przypomnieli to, co ustalili i opisali we wcześniejszych raportach śródokresowych na temat cenzury w sieci – że podobne taktyki stosowano w USA. W przypadku opisywania historii rodziny Bidenów w tygodniach poprzedzających wybory celowo wprowadzono opinię publiczną w błąd twierdząc, że prawdziwa historia o korupcji familii kandydata – opisywana przed wyborami w 2020 roku – jest „dezinformacją”.
Od czasu wejścia w życie DSA w 2023 roku KE interweniowała, ingerując w wybory krajowe na Słowacji, w Polsce, Holandii, Francji, Mołdawii, Rumunii i Irlandii, domagając się od platform internetowych, by „działały na niekorzyść partii politycznych o poglądach konserwatywnych lub populistycznych”. (s. 17). Szczególne działania cenzuralne wszczęto przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku.
„Komisja Europejska systematycznie zwoływała spotkania organów regulacyjnych szczebla krajowego, lewicowych organizacji pozarządowych i platform przed wyborami, aby omówić, które opinie polityczne powinny podlegać cenzurze” (s. 17-18).
„Komisja Europejska pomogła również w zorganizowaniu systemów szybkiego reagowania, w których zatwierdzone przez rząd strony trzecie miały prawo składać priorytetowe wnioski domagając się cenzury, [wnioski] prawie wyłącznie dotyczyły opozycji wobec partii rządzącej. TikTok poinformował KE, że ocenzurował przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku ponad 45 000 rzekomych dezinformacji, w tym jednoznaczne wypowiedzi polityczne na tematy takie, jak: migracja, zmiany klimatu, bezpieczeństwo i obrona oraz prawa osób LGBTQ” – czytamy.
Wybory na Słowacji w 2023 roku są jednym z kluczowych przykładów ukazujących działania europejskiej cenzury. Wewnętrzne wytyczne TikToka dotyczące moderacji treści pokazują, że pod presją unijnych organów platforma ocenzurowała następujące przejawy „mowy nienawiści”:
• istnieją tylko dwie płcie;
• dzieci nie mogą być trans;
• musimy powstrzymać seksualizację młodzieży/dzieci;
• uważam, że ideologia LGBTI, ideologia gender, ideologia transseksualna stanowią duże zagrożenie dla Słowacji, podobnie jak korupcja
oraz
• celowe wprowadzanie w błąd co do gender”. Chodzi o stosowanie względem danej osoby zaimków zgodnych z podziałem na dwie płcie biologiczne, zamiast określania danej osoby tak, jak ona chce (s. 18).
KE uznała, iż powyższe wypowiedzi są wyrazem „mowy nienawiści”, zaś Tik Tok pod naciskiem Brukseli cenzurował takie twierdzenia przed wyborami parlamentarnymi na Słowacji.
W opinii kongresmenów, „Komisja Europejska podjęła najbardziej agresywne działania cenzuralne podczas wyborów prezydenckich w Rumunii w 2024 roku” (s. 18). O tym także szeroko pisałam na łamach portalu PCh24.pl, odnosząc się do zdarzeń związanych z bezpodstawnym unieważnieniem przez rumuński Sąd Konstytucyjny w grudniu 2024 r. I tury wyborów prezydenckich, wygranej przez niezależnego kandydata Calina Georgescu. Głosowanie anulowano na podstawie twierdzeń służb, iż Rosja potajemnie wspierała zwycięzcę poprzez finansowanie skoordynowanej kampanii na TikToku.
„Wewnętrzne dokumenty TikToka przedstawione Komisji zdają się podważać tę narrację. We wnioskach złożonych do Komisji Europejskiej, która wykorzystała niepotwierdzone oskarżenie o rosyjską ingerencję do zbadania praktyk moderowania treści TikToka, TikTok oświadczył, że nie znalazł ani nie przedstawiono mu żadnych dowodów na istnienie skoordynowanej sieci 25 000 kont powiązanych z kampanią pana Georgescu – kluczowy zarzut wysunięty przez służby wywiadowcze” – czytamy (s. 18).
Z dokumentów rumuńskiego urzędu skarbowego wynika, że kampania była finansowana przez inną krajową partię polityczną. Wyników wyborów jednak nigdy nie uznano i w maju 2025 roku do II tury nie dopuszczono już Georgescu. Elekcję zaś wygrał „kandydat preferowany przez establishment”. Eurokraci z KE pozostali bezkarni.
Planowane działania cenzorskie KE
Amerykanie podkreślają, że po dekadzie cenzurowania treści Komisja Europejska bynajmniej nie myśli rezygnować z tej polityki, sprzeciwiając się „historycznemu zobowiązaniu do przestrzegania wolności słowa”.
Bruksela zaatakowała m.in. platformę Elona Muska, nakładając w grudniu 2025 roku, na podstawie DSA pierwszą grzywnę w wysokości 120 mln euro i kreując przy tym absurdalne oskarżenia dotyczące naruszenia przepisów unijnych.
Raport szczegółowo omawiając zarzuty kierowane przez KE pod adresem platformy Elona Muska nie tylko uznał je za bezpodstawne. Wskazał również, że grzywna za odmowę dostępu do danych dla badaczy europejskich w oparciu o DSA stanowi „właśnie ten rodzaj mrożącego krew w żyłach, eksterytorialnego stosowania zagranicznego prawa cenzury, przed którym Komisja Sądownictwa ostrzegała od ponad roku. Stanowi to niebezpieczny precedens: na mocy DSA KE rości sobie prawo do regulowania moderacji treści poza swoimi granicami” – napisali autorzy raportu (s. 131).
Co ciekawe, KE miała pretensje do Muska o to, że X egzekwowało wymóg artykułu 40 DSA, zgodnie z którym naukowcy, którzy chcą mieć dostęp do algorytmów platform, mają być „niezależni od interesów handlowych”. Musk wymagał od potencjalnych badaczy dostarczenia „informacji o członkach zarządu organizacji, członkostwie, udziałowcach, beneficjentach grantów” oraz „pośrednim finansowaniu” w celu ustalenia, czy dana organizacja, z którą związany jest badacz, nie jest powiązana z korporacją mogącą czerpać korzyści z tych badań. Komisja uznała, że platforma Muska naruszyła DSA, ponieważ domagała się i gromadziła takie dane.
Przy okazji sprawy X wyszło także na jaw, że KE za „ryzyko systemowe” uznaje każdą „dezinformację”, a „dezinformacją” jest wszystko to, co urzędnicy KE uznają za fałszywe.
Jak podkreślili kongresmeni, sprawa kary nałożonej na X w grudniu 2025 roku „dostarcza ważnych spostrzeżeń na temat interpretacji DSA przez Komisję Europejską. Pod wieloma względami jest to zgodne z podejściem regulacyjnym KE z ostatnich lat: zakłada, że obywatele UE są głupi, niezdolni do rozróżnienia i podejmowania swobodnych decyzji co do tego, co jest prawdą, a co nie. Karze innowacje, wyjaśniając nawet, że nakłada grzywnę na firmę X, ponieważ próbowała ona obsługiwać platformę inaczej niż poprzednie kierownictwo Twittera lub innych mediów społecznościowych. I być może najbardziej niepokojące jest to, iż UE dąży do egzekwowania DSA poza swoimi granicami – co stanowi poważne zagrożenie dla wolności słowa w Stanach Zjednoczonych” (s. 134).
Podkreślono także, iż KE pod kierownictwem Ursuli von der Leyen kontynuuje swoje działania cenzorskie. Co więcej, przewodnicząca i jej sojusznicy zaproponowali dodatkowe przepisy cenzuralne i inicjatywy wprowadzające surowsze wymogi dotyczące usuwania rzekomych „dezinformacji” i „mowy nienawiści”. Mimo że oberkomisarz zobowiązała się do „uproszczenia” rozdętego systemu regulacji w Europie, to jednak odmówiła tego w odniesieniu do wypowiedzi w sieci.
Obecnie forsuje natomiast Tarczę Demokracji, która rozszerza uprawnienia KE w zakresie cenzury i zmierza do zakończenia anonimowości w mediach społecznościowych oraz uciszenia przeciwników politycznych. Jej ramy przedstawiono w listopadzie 2025 r.
Do 2027 roku KE ma opracować protokół DSA dotyczący incydentów i sytuacji kryzysowych na wzór Wytycznych Wyborczych DSA. Ten protokół cenzury miałby zapewnić szybką reakcję w przypadku wydarzeń na duża skalę i transnarodowych. Chodzi o kontrolę narracji w sieci, gdy władze UE uznają, że ją tracą, jak np. w czasie kryzysu migracyjnego.
Ponadto ma być rozszerzony Kodeks postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji. KE promuje także „portfel tożsamości cyfrowej UE”, by zobowiązać platformy do weryfikacji tożsamości użytkowników, ułatwiając ich ściganie za niekorzystne dla władzy posty.
Plan przewiduje również utworzenie dwóch nowych unijnych centrów cenzury: Europejskiego Centrum Odporności Demokratycznej, a także Europejskiej Sieci Weryfikatorów Faktów. Centrum miałoby wspierać rząd w reakcji na domniemane kampanie dezinformacyjne (szybsza skoordynowana transgraniczna cenzura), a Europejska Sieć Weryfikatorów Faktów będzie kolejnym forum koordynacyjnym dla lewicowych organizacji cenzorskich.
Sieć ma stworzyć repozytorium weryfikacji faktów, czyli bazę danych wypowiedzi, które są sprzeczne z linią partyjną KE, a które platformy miałyby natychmiast usuwać.
Ponadto Komisja Europejska chce jednolitej definicji „mowy nienawiści” w całej UE – zgodnie ze „Strategią na rzecz równości osób LGBTIQ+” – i jej kryminalizacji. Eurokraci zamierzają pominąć proces demokratyczny i rozpocząć proces „harmonizacji” przepisów bez głosowania parlamentów krajowych. „Mowa nienawiści” nie będzie dodana do listy „przestępstw UE” na mocy traktatu regulującego jej funkcjonowanie, lecz – jak przekonuje Bruksela – w drodze rozporządzenia. KE wskazuje, że nie jest konieczna aprobata parlamentów krajowych w tej kwestii, ponieważ „mowa nienawiści” jest już przestępstwem na mocy traktatów unijnych, gdyż mieści się w ramach istniejących przestępstw, takich jak „terroryzm” i „przestępczość cyfrowa”.
Raport stwierdza, że „Komisja Europejska dąży do rozszerzenia swoich środków cenzury na inne kraje. Pod wieloma względami Komisja przewodzi globalnym wysiłkom na rzecz wprowadzania surowych przepisów dotyczących cenzury cyfrowej”. W Australii, Korei Południowej i innych krajach na całym świecie pojawiły się projekty ustaw naśladujące europejskie rozwiązania, które cenzurujący zagraniczni urzędnicy przenieśli na amerykańskie uniwersytety, aby zaplanować globalny system cenzury. Być może najbardziej znaczącą zagraniczną próbą naśladowania Aktu o usługach cyfrowych jest brytyjska Ustawa o bezpieczeństwie w sieci (Online Safety Act, OSA). Uchwalona w 2023 r., zaledwie rok po DSA, ustawa toruje drogę Ofcomowi – właściwemu brytyjskiemu organowi regulacyjnemu – do sformatowania sposobu, w jaki platformy mediów społecznościowych powinny radzić sobie z dezinformacją i misinformacją. Nadzór Komisji Sądownictwa wykazał już wcześniej, że brytyjskie urzędy dążyły do cenzurowania uzasadnionych wypowiedzi politycznych krytykujących rząd, w tym narracji o równoległym systemie sprawiedliwości w Wielkiej Brytanii, podczas masowych zamieszek w sierpniu 2024 roku. Tamtejsi biurokraci wykorzystali również OSA do grożenia amerykańskim platformom odwetem regulacyjnym, jeśli nie zaimplementują [brytyjskich] standardów dotyczących takich tematów, jak mowa nienawiści w swoich politykach moderowania treści. Teraz premier Keir Starmer, podobnie jak europejscy regulatorzy, grozi wyłączeniem X z sieci w Wielkiej Brytanii, korzystając z OSA.
Globalna kampania naśladownictwa nie ograniczyła się tylko do Europy. W Brazylii proponowany projekt ustawy o fałszywych wiadomościach wyraźnie czerpał inspirację z DSA, z dwudziestoma pięcioma powołaniami się na prawo europejskie. Chociaż projekt ustawy o fałszywych wiadomościach nie został jeszcze przyjęty, brazylijski Sąd Najwyższy prowadził agresywną, wieloletnią kampanię cenzury Internetu, wydając globalne nakazy usuwania treści. Zakazał nawet działania platformy X przez wiele miesięcy w 2024 roku. W Indiach analitycy również porównali proponowaną ustawę Digital India Act, która poddałaby platformy nowym przepisom, kładącym duży nacisk na weryfikację faktów w celu zapobiegania dezinformacji. Poza Brazylią i Indiami, cechy charakterystyczne DSA można znaleźć w nowych przepisach cyfrowych Australii, Malezji i Korei Południowej. Korea Południowa i Brazylia również starają się naśladować siostrzane przepisy DSA dotyczące konkurencji, regulację o rynkach cyfrowych, która nakłada na firmy technologiczne ze Stanów Zjednoczonych uciążliwe wymogi, niszczące innowacje.
Globalni cenzorzy zaplanowali spotkanie, aby wymienić się spostrzeżeniami. 24 września 2025 roku na Uniwersytecie Stanforda odbył się okrągły stół, zatytułowany „Przestrzeganie przepisów i egzekwowanie zgodności z warunkami w szybko ewoluującym krajobrazie”. W przedsięwzięciu uczestniczyli zagraniczni urzędnicy, którzy stworzyli rozwijający się globalny system cenzury i bezpośrednio atakowali wolność słowa w wydaniu USA. Głównym mówcą na tym wydarzeniu była Julie Inman-Grant, australijska komisarz ds. bezpieczeństwa elektronicznego. Wyraźnie argumentowała, że rządy mają prawo nakładać i egzekwować postanowienia dotyczące usuwania treści w skali całego globu. Wśród innych uczestników i panelistów znaleźli się urzędnicy z podmiotów o najgorszych wynikach w zakresie cenzury eksterytorialnej, w tym z Wielkiej Brytanii, UE i Brazylii. Te międzynarodowe fora koordynacyjne, na których globalni cenzorzy wymieniają się pomysłami legislacyjnymi i najlepszymi praktykami cenzury, stanowią poważne zagrożenie dla amerykańskiej wolności słowa” (s. 137-139) – czytamy.
Komisja Sądownictwa USA zaznaczyła we wnioskach, że będzie kontynuować dochodzenie w sprawie zagranicznych przepisów, regulacji i zarządzeń sądowych dotyczących cenzury ze względu na ryzyko, jakie stanowią one dla amerykańskiej wolności słowa. Dodała także, że przepisy DSA naruszają suwerenność Stanów Zjednoczonych i bezpośrednio szkodzą amerykańskiej wolności słowa. Dlatego Komisja zaproponuje konkretne rozwiązania legislacyjne, które miałyby ochronić Amerykę przed „egzystencjalnym zagrożeniem dla podstawowego prawa amerykańskiego: prawa do wolności słowa” (s. 139).
Raport zawiera szereg załączników obejmujących tysiące stron dokumentów jawnych i niejawnych. Można z nimi zapoznać się na stronie: https://judiciary.house.gov/media/press-releases/new-report-exposes-european-commission-decade-long-campaign-censor-american.
Agnieszka Stelmach








