8 czerwca 2021

Czy administracja Biden-Harris chce „podpalić” świat aby pokonać Chiny? Black Lives Matter podłożyło ogień

(CARLOS BARRIA / Reuters / Forum)

Czy administracja Biden-Harris chce „podpalić” świat masowymi protestami antyrasistowskimi i aktami wymierzonymi w policję? I czy Waszyngton uważa, że w ten sposób można pokonać Chiny? Niestety, wskazuje na to coraz więcej sygnałów.

W maju, na kilka dni przed rocznicą śmierci czarnoskórego George’a Floyda, sekretarz stanu nie tylko upoważnił, ale nawet zachęcił placówki dyplomatyczne do promocji tzw. sprawiedliwości rasowej za granicą. Antony Blinken zezwolił amerykańskim ambasadom i konsulatom na wywieszanie flag radykalnego ruchu Black Lives Matter; ruchu znanego z wandalizmu i aktów przemocy – nie tylko wobec białych.

Amerykańskie placówki dyplomatyczne były, jak głosi oficjalna nota szefa dyplomacji, „usilnie zachęcane” do wykorzystania – 25 maja i przez cały czerwiec – zasobów Departamentu Stanu „do promocji celów politycznych poprzez wspieranie równości rasowej i społeczności wrażliwych”. Sekretarz zasugerował, że należy używać „terminu Black Lives Matter w wiadomościach, przemówieniach i innych działaniach dyplomatycznych w kontakcie z zagraniczną publicznością w celu promocji równości rasowej i dostępu do wymiaru sprawiedliwości”.

Można powiedzieć, że dążenie do promocji sprawiedliwości i równości rasowej stało się kamieniem węgielnym dyplomacji Blinkena, za co nowy sekretarz stanu jest ostro krytykowany przez swojego poprzednika Mike’a Pompeo. Zeszłoroczne demonstracje przeciwko „niesprawiedliwości rasowej” zostały szybko przeniesione za granicę do dziesiątek innych krajów, koncentrując się na lokalnych wyzwaniach i specyfice walki o tzw. sprawiedliwość społeczną.

W zamierzeniu Departamentu Stanu BLM ma symbolizować nie tylko walkę z rasizmem, ale w innych regionach świata także walkę z „opresją policji”, „białą supremacją, zakazem aborcji, walkę z wszelkimi ograniczeniami „praw” mniejszości seksualnych, walkę o prawa pracownicze, czyste powietrze, powszechny dostęp do opieki zdrowotnej itp. W renomowanych pismach coraz częściej pojawiają się także głosy sugerujące, iż „antyrasizm” może pomóc Ameryce w pokonaniu chińskiej potęgi, siejąc ferment wśród społeczeństwa i rozbijając spójność społeczną. Sekretarz Blinken nie dawno sugerował w mediach, że walka o „prawa człowieka” na świecie znów może pomóc Ameryce stać się „wiarygodną potęgą”, ale tylko wtedy, gdy sama Ameryka zmierzy się z „realiami rasizmu i nienawiści u siebie”. – Nie możemy zamieść naszych niedociągnięć pod dywan ani udawać, że one nie istnieją. Musimy stawić im czoła otwarcie i szczerze, nawet jeśli jest to brzydkie, nawet jeśli jest to bolesne – komentował.

Amerykańska ambasada w Bogocie 25 maja opublikowała na swojej stronie internetowej następujący komunikat: „W rocznicę zabójstwa George’a Floyda potwierdzamy, że tym co wyróżnia Stany Zjednoczone nie jest doskonałość, ale otwarte stawianie czoła naszym wadom i wyzwaniom, by iść naprzód, bronić podstawowych wartości i demonstrować odporność naszej demokracji”. By dać przykład innym, prezydent Joe Biden rozpoczął proces dywersyfikacji szeregów Departamentu Stanu, zdominowanego kadrowo przez białych mężczyzn. W kwietniu mianował weterankę dyplomacji Ginę Abercrombie-Winstanley na szefa ds. różnorodności i integracji.

Gdy w czerwcu ubiegłego roku przez Amerykę przetaczały się protesty w związku ze śmiercią Floyda, ambasador byłego prezydenta Donalda Trumpa w Korei Południowej Harry Harris zawiesił sztandar Black Lives Matter i „tęczową flagę”, symbol „ruchu LGBT Pride”. Wkrótce interweniował ówczesny sekretarz stanu Mike Pompeo, nakazując natychmiastowe zdjęcie sztandarów. Teraz wszystkie placówki są zachęcane do ostentacyjnych działań i prowokacyjnych wpisów, podsycających wojnę kulturową. Wojna ta ma pomóc w przebudowaniu porządku światowego i obaleniu „autokratycznych reżimów”.

Walka dwóch ponadnarodowych koalicji

Zoltán I. Búzás w pracy: „Racism and Antiracism in the Liberal International Order”, która ukazała się 29 grudnia 2020 r. nakładem wydawnictwa Cambridge University Press, podkreśla, że chociaż mamy „formalną równość rasową”, będącą kluczowym aspektem obecnego liberalnego porządku międzynarodowego (LIO), to jednak w praktyce trudno o niej mówić. W kontekście zaś odradzającego się „nacjonalizmu rasowego” i „istotnej nierówności rasowej” kluczowa staje się walka dwóch ponadnarodowych koalicji: transformacyjnej koalicji faworyzującej „reżim różnorodności rasowej (RDR)” i tradycyjnej, broniącej nierówności rasowej. Stawka tej rywalizacji jest wysoka, bo zadecyduje o tym, czy „będziemy żyć w bardziej rasistowskim, czy bardziej antyrasistowskim świecie”. Dodaje, że kluczowa jest walka z „rasizmem systemowym” i „suwerennością” państw „chroniących krajowy rasizm przed zagraniczną ingerencją”.

Autor przypomina, że na konferencji w San Francisco w 1945 r. wielu uczestników przypisywało wybuch II wojny światowej rasizmowi i uznało włączenie równości rasowej do Karty Narodów Zjednoczonych za kwestię kluczową dla pokoju w nowym porządku międzynarodowym. Kolejne zaś inicjatywy na forum międzynarodowym formalnie wzmocniły równość rasową np. Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych wydało ponad 220 rezolucji związanych z równością rasową. Pierwszym prawnie wiążącym traktatem dotyczącym praw człowieka, który wszedł w życie była Międzynarodowa konwencja w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej (1969). „Formalna równość rasowa” jest też zapisana w wielu międzynarodowych prawach, normach, instytucjach i praktykach.

A jednak – wg uczonego – „materialna równość rasowa” jest trudna do uchwycenia, a ponadto jest wąsko interpretowana (jako równość szans, a nie rezultatów), przez co ograniczona jest zdolność do kwestionowania „rasizmu systemowego”. Ponadto kraje oparły się kluczowym przepisom dotyczącym równości rasowej, stosując „doktrynę jurysdykcji krajowej”, ograniczającej możliwość ingerencji organizacji międzynarodowych w system normatywny poszczególnych państw. Ma to sprzyjać odradzaniu się „nacjonalizmu rasowego”, gdzie o przynależności do narodu decydują takie naturalne atrybuty, jak wspólne pochodzenie krwi. To z kolei ma być przyczyną dyskryminacji cudzoziemców i obywateli „niewłaściwej” rasy lub pochodzenia etnicznego.

Autor łączy „nierówność rasową” z „niesprawiedliwością społeczną”, a obecną walkę z rasizmem uważa za kontynuację wysiłków dekolonizacyjnych wymierzoną w białych nacjonalistów i tradycjonalistycznych sojuszników. Jej celem jest pozbycie się „zakorzenionego rasizmu” poprzez zwalczanie „białego nacjonalizmu i białej supremacji”. Nie uznaje jednak tego za walkę cywilizacji. Podkreśla, że to nie jest zderzenie „Zachód kontra reszta” w rozumieniu Huntingtona, ponieważ ponadnarodowa koalicja antyrasistowska ma przekraczać „cywilizacyjne” granice. Ponadto, podczas gdy Huntington traktuje cywilizacje jako względnie niezmienne, autor uznaje rasę za „zmienny konstrukt społeczny”. Postuluje więc zdecydowaną walkę z „niepokojem etnokulturowym”, który napędza „biały protekcjonizm od Zachodu po Rosję i Europę Wschodnią”. Jednocześnie wskazuje na „nieliberalizm” Komunistycznej Partii Chin, która wskutek „rasistowskiego podejścia” narusza prawa człowieka. Pisze, że „rasowe aspekty chińskiej wizji są szczególnie niepokojące”, Dodaje, że chińska konstytucja mówi o „państwie wielonarodowym”, ale jest w niej obecny „nacjonalizm rasowy”, ponieważ uprzywilejowuje „naród rasowy” Han kosztem mniejszości np. ujgurskiej. Ponad milion Ujgurów jest internowanych w „obozach reedukacyjnych”, co określa się mianem „apartheidu z chińskimi cechami”.

Autor twierdzi, że „znaczący postęp rasowy zwykle ma miejsce w następstwie tragicznych wydarzeń, takich jak wielkie wojny”. Czy obecna sytuacja wystarczy, aby przyspieszyć postęp? – pyta. I odpowiada: „Jest możliwe, że siły transformacyjne wykorzystają globalne protesty Black Lives Matter i nierówności rasowe, ujawnione oraz wzmocnione przez pandemię, aby ożywić nowe ruchy na rzecz praw obywatelskich i zdobyć władzę polityczną”.

Komisja Europejska wraz z Bidenem wypowiada wojnę „systemowemu rasizmowi”

Na walkę z „systemowym rasizmem” nacisk położyła także Komisja Europejska. Jej szefowa, Ursula von der Leyen, podkreśliła 19 marca, że „rasizm jest wokół nas, w naszych społeczeństwach. Nie zawsze trafia na nagłówki gazet. Ale jest”. – Jest w rasistowskich obelgach przeciwko czarnym piłkarzom. Przejawia się w dyskryminacji osób pochodzenia romskiego. Jest w teoriach spiskowych wymierzonych przeciwko Żydom. To przemoc i nieufność wobec migrantów i uchodźców – dodała. – Rasizm jest na naszych ulicach, w naszych miejscach pracy, a czasami nawet w naszych instytucjach. Czasami jest w nas, w sposobie myślenia, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy – kontynuowała von der Leyen.

W traktatach założycielskich naszej Unii złożyliśmy sobie nawzajem obietnicę. Obiecaliśmy walkę z dyskryminacją w Europie. I walkę o prawdziwą równość między wszystkimi, którzy dzielą ten wspólny dom. Wierzę w tę obietnicę. Z tego powodu w ubiegłym roku Komisja przyjęła pierwszy w historii Plan działania UE na rzecz zwalczania rasizmu. Zainspirowało nas wielu Europejczyków, którzy wyszli na ulice, krzycząc, że „Czarne życie ma znaczenie”. Także tutaj w Europie Black Lives Matter było wezwaniem do działania. Sprawiło, że spojrzeliśmy w lustro i zastanowiliśmy się, kim jesteśmy i kim chcemy być jako społeczność wolnych ludzi. Wtedy zdecydowaliśmy się przedstawić Plan działania UE na rzecz walki z rasizmem – podkreśliła szefowa Komisji Europejskiej.

Komisja przenosi tę kwestię na „wyższy poziom, mobilizując wszystkie dostępne narzędzia”. W ruch mają iść „przepisy, fundusze europejskie, współpraca policyjna, polityka edukacyjna, działania zewnętrzne i wiele więcej”. W marcu zorganizowano pierwszy w historii Europejski Szczyt Antyrasistowski w przededniu Międzynarodowego Dnia Walki z Dyskryminacją Rasową. Niedawno powołano nowego koordynatora ds. walki z rasizmem – Michaelę Moua. KE zleciła przegląd służby cywilnej. Bruksela planuje także wprowadzić istotne zmiany w prawie karnym. Jeszcze w tym roku ma się pojawić nagroda dla „europejskiej stolicy różnorodności i integracji”.

Propagowanie haseł BLM i plan zwalczania rasizmu na lata 2020–2025 zakłada współpracę z administracją Bidena i eliminację nie tylko „uprzedzeń” opartych na stereotypach. „Oprócz religii lub przekonań rasizm można również łączyć z dyskryminacją i nienawiścią z innych powodów, w tym płci, orientacji seksualnej, wieku i niepełnosprawności, ale także działania przeciwko imigrantom” – czytamy w unijnym Planie zwalczania rasizmu. Dodano w nim, że „należy to uwzględnić poprzez »skorelowane podejście«”, by „zbudować prawdziwą unię równości”.

„Przywrócić duszę Ameryki”

7 listopada 2020 roku prezydent-elekt Joe Biden, nawiązując do teorii głoszonych przez czarnoskórego protestanta Martina Luthera Kinga ogłosił, że jego administracja „przywróci duszę Ameryki”. Oświadczył, że wyborcy dali mu mandat „do osiągnięcia sprawiedliwości rasowej i wykorzenienia systemowego rasizmu” i że planuje wykorzystać „przywrócone moralne przywództwo narodu do stworzenia międzynarodowego konsensusu wokół wartości amerykańskich, wezwać inne narody i instytucje międzyrządowe do przyjęcie antyrasistowskich programów”.

Prof. H. Timothy Lovelace Jr. zastanawia się, w jaki sposób Stany Zjednoczone mogą na nowo skalibrować międzynarodowy porządek prawny i zająć się „systemowym rasizmem”? Przypomina, że ponad pół wieku temu Southern Christian Leadership Conference (SCLC) przyjęła motto „Przywrócić duszę Ameryki”. Jej przywódcą był dr Martin Luther King Jr., a organizacja rozkwitła dzięki trudom m.in. czarnej kobiety i czarnoskórego homoseksualisty, odpowiednio Elli Baker i Bayarda Rustina. King sugerował, że Stany Zjednoczone byłyby skuteczniejsze w promocji demokracji za granicą, gdyby praktykowały równość rasową w kraju.

Biden nawiązał do spuścizny SCLC. Przekonywał, że rasistowskie ataki w Charlottesville w Wirginii w 2017 r. zmusiły go do kandydowania na prezydenta, a sama kampania miała być „bitwą o duszę narodu”. 46. prezydent USA zapowiedział zdecydowaną walkę z „rasizmem systemowym” w oparciu o wizję praw człowieka Kinga. Walka ta zakłada także kwestionowanie działań policji. Ekipa Bidena chce wykorzystać Radę Praw Człowieka ONZ i system sankcji oraz szeroko pojmowany ruch BLM do wzniecania buntów w krajach autorytarnych, by zająć się problemem wszelkiej dyskryminacji, ksenofobii, antysemityzmu, „islamofobii” „homofobii” itp.

Timothy Lovelace Jr. w opracowaniu pt. „To Restore the Soul of America: How Domestic Anti-Racism Might Fuel Global Anti-Racism”, które ukazało się 22 stycznia br. sugeruje, że „historycznie rzecz biorąc, okna polityczne dla reform rasowych były krótkotrwałe w Stanach Zjednoczonych”. Zawsze po „momentach postępu rasowego” następowała „rasistowska reakcja”. I tak po wyborze np. Baracka Obamy rozkwitł „trumpizm”. Wzywa więc, by działać szybko i globalnie, bo powtarza za Kingiem, że „niesprawiedliwość jest wszędzie” i „wszędzie zagraża sprawiedliwości”.

Gideon Rachman w artykule „Financial Times” z 5 kwietnia br. podkreśla, że rasa to nie tylko kwestia wewnętrzna. W czasie, gdy zmienia się globalny układ sił, spory o równość rasową stają się częścią walki geopolitycznej. Walka z rasizmem ma pomóc zmienić globalny układ sił, uderzając w Chiny. Są one jednym z pięciu uprzywilejowanych krajów, zasiadających w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i nie chcą zgodzić się na reformę, by włączyć w skład Rady np. Japonię i Indie. Waszyngton krytykuje Pekin za „rasistowskie” traktowanie Ujgurów oraz innych mniejszości w Sinciangu, rząd chiński także uderza w podobne tony rasizmu i kolonializmu, przypominając o historycznym znęcaniu się nad ludnością tubylczą w Ameryce i Australii oraz kolonialną przeszłość mocarstw europejskich.

Zhao Lijian, rzecznik chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych, napisał niedawno na Twitterze, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy „nie mają kwalifikacji do pouczania Chin w sytuacji, gdy z powodu Covid-19 życie straciło tak wiele osób, a obywatele tacy jak George Floyd nie mogą nawet oddychać”. Prochiński „Global Times” oskarżył ostatnio kraję współpracujące w zakresie wymiany danych wywiadowczych (porozumienie „Five Eyes”: USA, Wielką Brytanię, Australię, Kanadę i Nową Zelandie), że tworzą „oś białej supremacji”. Dodano, że rząd chiński dąży do budowania sojuszy w Afryce, argumentując, że Chiny i narody afrykańskie łączy wspólna walka z kolonializmem.

Amerykanie zarzucają Chinom, iż sposób traktowania Ujgurów jest zakorzeniony w formie „nacjonalizmu etnicznego”, który dąży do narzucenia większości kultury Han w całych Chinach i poza granicami. Szefowa think tanku New America, Anne-Marie Slaughter wskazuje, że z pewnością Zachód ostatecznie uzna, iż jego różnorodność rasowa jest źródłem siły w sprawach międzynarodowych, a antyrasizm powinien być bardziej systematycznie włączany do tworzenia polityki zagranicznej i zamiast skupiać się na rywalizacji między mocarstwami, powinno się koncentrować na kwestiach globalnej równości.

„Gdyby Ameryka była kiedykolwiek naprawdę postrzegana jako światowy mistrz równości rasowej, mogłaby nawet odnieść korzyści w międzynarodowej walce o serca i umysły Chińczyków” – czytamy. Slaughter wzywa do kontrastowania „wielokulturowej Ameryki” z „etnocentrycznymi Chinami”. Zmieniająca się demografia i nowa koncentracja bogactwa rzeczywiście stanowią wyzwanie dla struktur władzy, które kiedyś wydawały się mocno osadzone, zaś globalny spór o tzw. sprawiedliwość rasową prawdopodobnie tylko się zintensyfikuje.

Starcie z Chinami

W maju br. podczas oenzetowskich obchodów Międzynarodowego Dnia Walki z Rasizmem doszło do ostrej wymiany zdań między ambasador USA Lindą Thomas Greenfield a chińskim odpowiednikiem Dai Bingiem. Potomkini niewolników oskarżyła Pekin o stosowanie „rasistowskiej”, „ludobójczej” polityki wobec Ujgurów. Chociaż przyznała, że „niewolnictwo jest grzechem pierworodnym Ameryki”, to jednak istnieje ono w każdym zakątku globu, podobnie, jak rasizm. Przywołała „rasistowską politykę” Birmy, wymierzoną w muzułmanów Rohingja „prześladowanych, maltretowanych i zabijanych w oszałamiającej liczbie”, jak również politykę Chin, gdzie „rząd dopuścił się ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości na Ujgurach i członkach innych mniejszości etnicznych oraz religijnych w Sinciangu”.

Zastępca ambasadora Chin przy ONZ, Dai Bing, którego nie było na pierwotnej liście mówców, zabrał głos pod koniec debaty i oskarżył Stany Zjednoczone o ingerowanie w wewnętrzne sprawy Chin. Dai odnosząc się do afroamerykańskiego pochodzenia ambasador USA zaznaczył, że wysłanniczka Waszyngtonu „w bezprecedensowy sposób przyznała się do nikczemnych naruszeń praw człowieka w swoim kraju, ale to nie daje jej prawa do instruowania innych, co mają robić”. Dai poradził Ameryce, by „porzuciła ideologiczne uprzedzenia” i „zaprzestała wykorzystywania praw człowieka do celów politycznych oraz prowokowania politycznych konfrontacji i zakłócania międzynarodowej współpracy”. Ambasador USA wezwała Radę Praw Człowieka do walki z szeroko pojmowanym rasizmem i nienawiścią.

Według Elizabeth Economy ze Stanford University, która w majowo-czerwcowym wydaniu magazynu „Foreign Affairs” pisze o Chinach, antyrasizm może zniszczyć spójność społeczną Państwa Środka. Wykładowczyni Instytutu Hoovera na Stanfordzie twierdzi, że postępuje fragmentacja chińskiej społeczności i marzenie prezydenta Xi Jinpinga dotyczące „odmłodzenia narodu chińskiego” może okazać się jego „koszmarem”. Pisze, że „blask wczesnego ożywienia gospodarczego w Chinach (…) słabnie”, a prezydent niepotrzebnie „rozwija narrację o chińskiej wyjątkowości i wyższości”. »Wschód rośnie, a Zachód maleje« – trąbił w przemówieniu w zeszłym roku. Wyżsi chińscy urzędnicy i analitycy przyjęli i wzmocnili przesłanie Xi, wskazując na względny spadek udziału Europy i Japonii w światowej gospodarce oraz podkreślając rasową i polityczną polaryzację Stanów Zjednoczonych. To jest wielki trend w historii (…) Globalna równowaga sił i światowy porządek będą nadal przechylać się na korzyść Chin, a ich rozwój stanie się nie do powstrzymania” –  opisuje Economy.

Autorka dodaje, że „za taką triumfalną retoryką kryje się niewygodna prawda: społeczeństwo Chin pęka (…) Szerzy się dyskryminacja ze względu na płeć i pochodzenie etniczne, wzmacniana przez coraz bardziej nacjonalistyczną i pełną nienawiści retorykę w sieci. Klasa kreatywna kłóci się z biurokratami. I nadal istnieją poważne nierówności między obszarami wiejskimi a miejskimi. Te podziały uniemożliwiają pełne uczestnictwo ważnych sektorów społeczeństwa w życiu intelektualnym i politycznym Chin, a jeśli nie zostaną uwzględnione, mogą osłabić witalność gospodarczą kraju”. Dodaje, że chociaż prezydent Xi próbuje wzmocnić rodzime innowację i krajową konsumpcję, jego sukces zależy od intelektualnego i ekonomicznego wsparcia elektoratu, którego pozbawia praw wyborczych.

Economy uderza przede wszystkim w „praktyki rasistowskie” rządu chińskiego wymierzone w społeczności autonomiczne w Sinciangu, w Tybeci, a w mniejszym stopniu w Mongolii Wewnętrznej i Hongkongu. Przypomina, że Pekinowi coraz trudniej zachować stabilność polityczną i odbywa się to dużym nakładem. „W 2019 roku Chiny wydały 216 miliardów dolarów na krajowe bezpieczeństwo publiczne (…) To  ponad trzykrotnie więcej, niż rząd wydał dekadę wcześniej i około 26 milionów dolarów więcej niż przeznaczono na Armię Ludowo-Wyzwoleńczą”.

Profesor pisze o różnych formach dyskryminacji rasowej Ujgurów i mniejszości tureckich, które mają zakaz wstępu do hoteli lub niektórych miejsc pracy poza regionem. Najbardziej jednak – jej zdaniem – są uciskane feministki. Dodaje, że o ile Xi nie podejmie szybkich kroków, aby uleczyć pęknięcia, jego marzenie o wielkim odmłodzeniu narodu chińskiego pozostanie marzeniem albo – gorzej – może stać się „koszmarem”. Rząd chiński jest zaniepokojony sianiem fermentu i zachęcaniem kobiet, by nie wychodziły za mąż i nie rodziły dzieci teraz, gdy kraj zaczyna odczuwać skutki tzw. polityki jednego dziecka. Pekin krytykuje feministki za działanie na szkodę państwa.

Prezydent ma –zdaniem Economy – także problemy z „klasą kreatywną”, czyli naukowcami i przedsiębiorcami, którzy nie mogą zrealizować swoich pomysłów, gdyż zdaniem partii, naruszałoby to jej interesy. Xi wezwał uniwersytety, aby były „bastionami kierownictwa partii”, a Ministerstwo Edukacji jasno dało do zrozumienia, że „ideologiczne i polityczne wyniki” są najważniejszymi elementami oceny wydziałów uniwersyteckich. Ekonomista Chen Wenling argumentował, że jeśli Chiny mają stać się światową potęgą ideologiczną i intelektualną, potrzebują większej „tolerancji, elastyczności i wolności dla chińskich naukowców”. Jia Qingguo, profesor Uniwersytetu w Pekinie (i członek wyższego organu doradczego KPCh), zaproponował zniesienie niektórych biurokratycznych ograniczeń w kontaktach chińskich uczonych z zagranicznymi środowiskami naukowymi. Politykę przekazywania tylko „dobrych wiadomości – w czasie, w którym w Chinach pandemia znajdowała się u szczytu – skrytykował Zhao Shilin, były członek Komitetu Centralnego KPCh. Ostrzegał przed niszczeniem indywidualnej inicjatywy, elastyczności i odpowiedzialności.

Po tym, gdy Xi rozporawił się z sektorem gier wideo, przeciwko partyjnej polityce wystąpił sektor technologiczny. Chiński przywódca obawia się, że liderzy technologiczni w kraju chcą stać się niezależnymi źródłami wpływów politycznych. Stąd też odpowiedź władzy na krytykę sprowadziła się do działań wrogich względem firm. Pod koniec 2020 roku założyciel Alibaba, Jack Ma, skrytykował chińską biurokrację za jej daremne wysiłki w celu uregulowania złożonych problemów i tłumienia innowacji. Wkrótce debiut giełdowy jego firmy fintechowej: Ant Financial został wstrzymany. Osobiście interweniował sam prezydent. W maju tego roku władza komunistyczna zdecydowała o usunięciu uniwersyteckiego programu szkoleń biznesowych Ma dla przedsiębiorców.

Kiedy Wang Xing, dyrektor generalny dostarczającej żywność firmy Meituan, podzielił się wierszem z dynastii Tang, wskazującym na głupotę pierwszego cesarza Chin, usiłującego zabezpieczyć swoją władzę przez palenie książek i tłumienie wolności słowa intelektualistów (Xi postrzegał to jako zawoalowaną krytykę jego osoby), akcje Meituan gwałtownie spadły. Czołowi przedsiębiorcy technologiczni w kraju: Ma, Zhang Yiming z ByteDance, Huang Zheng z Pinduoduo, Kucyk Ma z Tencent albo wycofali się z kierowania firmami, które założyli, albo usunęli się z centrum uwagi mediów.

Amerykanie chcą wykorzystać pęknięcia i nierównowagi w społeczeństwie do osłabiania spójności społecznej i poparcia dla partii. W lutym Xi Jinping ogłosił zwycięstwo w eliminacji absolutnego ubóstwa (życie za mniej niż 28 dolarów miesięcznie). „Jednak nie tak dawno – pisze Economy – premier Li Keqiang zszokował chińskich obywateli ujawniając, że w kraju tym ponad 600 milionów ludzi (40 procent populacji) – żyje za 140 dolarów miesięcznie lub mniej. Niezależnie od twierdzeń Xi, Pekin nie był w stanie poradzić sobie z utrzymującymi się nierównościami, które charakteryzują krajobraz społeczno-gospodarczy kraju. Chiny w rzeczywistości składają się z dwóch części. Najbogatszy 1 procent osób w Chinach ma większy udział w majątku niż 50 procent obywateli, a raport Chińskiego Banku Centralnego z 2019 roku ujawnił, że spośród 30 tys. ankietowanych rodzin miejskich 20 procent posiadało 63 procent wszystkich aktywów, a 20 procent najbiedniejszych posiadało zaledwie 2,6 procent aktywów (…) W rezultacie współczynnik Giniego w Chinach (miara nierówności w zakresie od zera do jednego) osiągnął poziom 0,47 (…), który według samych chińskich urzędników jest destabilizujący”. Zdaniem Economy, wskazywanie na chiński rasizm polityczny i gospodarczy, praktykowany względem niektórych sektorów społeczeństwa – a zwłaszcza sankcje amerykańskie, kanadyjskie, brytyjskie i krajów UE wobec osób odpowiedzialnych za taką politykę – już zaowocowały przenoszeniem przez koncerny działalności do innych azjatyckich lokalizacji, takich jak Singapur.

Agnieszka Stelmach

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(19)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy