Dieta planetarna: WEF i wielkie koncerny piszą menu dla polskich dzieci

Motola_1024x1024.jpg
Autor:
Roman Motoła
dieta-planetarna-AdobeStock_283106224.jpg
Fot. stock.adobe.com

Bez poważnej debaty, bez konsultacji społecznych, wbrew zasadniczym zastrzeżeniom zgłaszanym pod adresem tak zwanej diety planetarnej, stała się ona wraz z początkiem roku szkolnego obowiązkowym wyznacznikiem obiadowego menu w polskich placówkach oświatowych. Niezależni naukowcy od początku ostrzegają: taki zestaw posiłków skutkuje rażącym niedoborem istotnych składników żywieniowych w organizmach naszych dzieci.

Kiedy rząd Donalda Tuska chce wprowadzać jakieś szczególnie szkodliwe czy niepopularne, rewolucyjne pomysły, robi to zazwyczaj za pomocą rozporządzeń. Tak było również w tym przypadku. Dokument z 16 lutego br., wchodzący w życie wraz z pierwszym dniem rozpoczętego właśnie roku szkolnego, czyni pokaźny krok do marginalizacji pozycji mięsa na rzecz produktów roślinnych. Jak podkreślają nawet zwolennicy, jest jednak dopiero krokiem na rzecz systemowego modyfikowania zwyczajów żywieniowych Polaków. W dodatku, dotyczy najmłodszego pokolenia, które dopiero buduje swoje organizmy i odpowiednia dieta jest dla niego jeszcze bardziej istotna niż w przypadku dorosłych.

 

Wszyscy kiedyś będziemy wege…

Dieta planetarna, w pierwszej wersji nazwana EAT-Lancet, rozpoczęła swą szumną publiczną karierę w styczniu 2019. Została opracowana w ciągu 3 lat przez międzynarodową (przedstawiciele 16 krajów), 37-osobową komisję, która postawiła ludzkości cel ograniczenia spożycia mięsa o… 90 procent.

Zróbmy to razem!

Autorzy raportu określili, że dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka na optymalną dawkę 2 500 kilokalorii, ma zostać zapewnione przede wszystkim dzięki spożyciu ryżu, pszenicy, kukurydzy „i innych” (łącznie 811 kcal), ziemniaków i manioku (razem 39 kcal),  warzyw (78 kcal), owoców (126 kcal), produktów mlecznych (153 kcal). Organizm ludzki miałby pozyskiwać głównie białko roślinne (fasola, soczewica, soja, orzechy).

Według autorów diety planetarnej, przeciętny dorosły mężczyzna powinien w ciągu dnia jeść maksymalnie po… 14 gram: wołowiny i jagnięciny (liczonych łącznie) oraz szynki, a także nie więcej niż po 30 gram drobiu i ryb.

Raport preferuje za to używanie olejów z wysoką zawartością nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz oleju palmowego.

To dieta wysokowęglowodanowa. Makroskładniki tego rodzaju mają dostarczyć dorosłemu mężczyźnie ponad połowę kalorii. Tłuszcze – 35 procent, zaś białko – 14 proc.

Nowy model wzięła pod lupę dr Zoë Harcombe, brytyjska teoretyk żywienia zajmująca się analizą rekomendacji formułowanych przez instytucje publiczne. Sprawdziła parametry biochemiczne i odżywcze. Wnioski mówią, że dieta planetarna funduje drastyczny niedostatek składników odżywczych dla naszych organizmów. Jej uniwersalny model jest zaś potencjalnie groźny dla zdrowia.

10 dni po publikacji pierwszej wersji założeń diety dr Harcombe wysłała do firmującego ją pisma „Lancet” wykaz niedoborów żywieniowych zawierających się w diecie. W marcu 2019 nadeszła z prestiżowego magazynu odmowna odpowiedź na propozycję publikacji.

Za to równo 6 lat później ukazała się zmodyfikowana edycja diety planetarnej. „Obecnie nosi ona nazwę Planetary Health Diet – w skrócie PHD (…). W 76-stronicowym raporcie słowo PHD pojawia się 164 razy, a planetary – kolejne 153 razy. Nie wiem, od czego zacząć, opisując arogancję i pychę tak wielu autorów, którzy uważają, że mogą mówić światu, co ma jeść i dlaczego” – stwierdziła Brytyjka w komentarzu do aktualizacji.

 

Odżywić, lecz nie za bardzo

Harcombe wyszczególniła też dietetyczne braki w nowym schemacie żywieniowym. Wskazała na szereg uchybień.

Obydwie wersje – z 2019 i 2025 roku – nie uwzględniały w rekomendowanych posiłkach witaminy A, wspomagającej nasz wzrok. Najwyraźniej autorzy założyli, że każdy organizm jest zdolny by przekształcić karoten (roślinna postać witaminy) w retinol, czyli zawartą w wit. A substancję pożyteczną dla organizmu. Jednak w rzeczywistości tak nie jest. Proces ten nawet jeśli u danej osoby zachodzi, to następuje w jego trakcie znaczna utrata walorów odżywczych – wyjaśnia dr Harcombe. Najlepszym źródłem witaminy A pozostają produkty pochodzenia zwierzęcego, a w szczególności wątróbka.

W swojej ocenie pierwszej odsłony diety planetarnej autorka pisała o nieznacznym niedoborze witaminy B12, której brak powoduje zaburzenia i choroby psychiatryczne, w tym szalejącą dziś depresję. Dr Harcombe uwzględniła jednak w tej pierwotnej recenzji maksymalne przyjęte przez twórców diety spożycie żywności pochodzenia zwierzęcego. Tak naprawdę dopuszczają oni czy wręcz zalecają zupełną rezygnację z nich i uzupełnianie niedoborów dzięki fermentowanym produktom sojowym.

Tymczasem sami ojcowie diety przyznali: „Spożycie witaminy B12 prawdopodobnie będzie niskie, jeśli spożycie wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego znajduje się w dolnym zakresie widełek PHD (np. w dietach wegańskich i wegetariańskich) i nie są spożywane żadne produkty uzupełniające; należy to wziąć pod uwagę, ponieważ niedobory mogą prowadzić do trwałych uszkodzeń neurologicznych”.

„Planetarny” schemat w ogóle nie uwzględnia obecności w proponowanych składnikach witamin D oraz K, jak również sodu.

Według wyliczeń dr Harcombe, pierwsza wersja diety zapewnia jedynie 55 procent potrzebnego organizmowi poziomu wapnia. Wprawdzie autorzy utrzymują, że będzie go nawet nadmiar, jednak uzyskali ten efekt poprzez zaniżenie normy w stosunku do poziomu określonego dla Stanów Zjednoczonych przez urzędy państwowe.

Dieta planetarna proponuje kobietom zaledwie połowę potrzebnego im żelaza.

„[Rekomendowane przez EAT] 28 gramów ryb nie jest w stanie dostarczyć niezbędnych EPA i DHA (form, w których organizm potrzebuje kwasów omega-3), a 350 kalorii ubogich w składniki odżywcze, a pochodzących z tłuszczów wysokonienasyconych, prowadziłoby do niezdrowego stosunku kwasów omega-6 do omega-3. Ryby są najlepszym źródłem kwasów omega-3, a 28 gramów ryb w diecie EAT dostarcza 284 mg kwasów tłuszczowych omega-3, w porównaniu z zalecaną dzienną wartością spożycia wynoszącą 1,6 g dla dorosłych mężczyzn” – wyliczyła Harcombe.

Jak zauważyła badaczka, dieta EAT-Lancet zaleca spożywanie większej ilości kalorii z dodanego cukru (120) niż z wołowiny, jagnięciny, wieprzowiny, kurczaka, innego drobiu i jaj razem wziętych (111). 

Autorzy diety bagatelizują też niedobór cynku w swojej diecie. Zakładają, że cała zawartość tego pierwiastka może zostać przyswojona przez organizm w przypadku konsumpcji roślin strączkowych, orzechów i produktów pełnoziarnistych. W rzeczywistości zaś wchłanianie jest tu blokowane przez fityniany. Również więc cynk najlepiej czerpać z czerwonego mięsa, drobiu, nabiału i ryb.

Tak zwana aktualizacja diety w 2025 roku nie skorygowała powyżej opisanych niedoborów.

„Dieta planetarna nie spełnia kilku ludzkich wymagań biologicznych” – napisali Jean Pierre Spinosa, Derek C. Lee, Tomas Duraj i Thomas N. Seyfried, autorzy pracy pt. „Dieta planetarna: utopia żywieniowa w konflikcie z ewolucją człowieka”, opublikowanej jesienią 2025 r. przez Narodowe Instytuty Zdrowia USA (NIH).

Jak wyliczyli naukowcy, model planetarny „ (…) nie uwzględnia bogatych w składniki odżywcze produktów pochodzenia zwierzęcego, bogatych w DHA [kwas dokozaheksaenowy, niezbędny dla człowieka wielonienasycony kwas tłuszczowy z grupy omega-3 – dop. PCh24.pl], witaminę B12 i biodostępne żelazo; sprzyja przewlekłemu obciążeniu glikemicznemu i sygnalizacji insuliny; ignoruje międzyosobniczą zmienność genetyczną i epigenetyczną”.

 

Rewolucja, ale ostrożna

Twórcy nowych wytycznych dla stołówek w polskich szkołach nie poszli od razu „na całość”. Wkroczyliśmy za to właśnie w etap oswajania z dietą planetarną i ograniczenie zamiast całkowitego odstawienia mięsa. Są też pozytywne akcenty – nacisk na świeże i lokalne produkty oraz deklaracja walki z artykułami wysokoprzetworzonymi. Ponadto mamy gwarancję wyboru dla wegetarian i nacisk na zapewnienie uczniom rzekomej alternatywy dla mięsa w postaci dań opartych na roślinach.

Uwagę zwraca jednak, przykładowo, punkt 2.3. Został on sformułowany w taki sposób, że lewicowo zideologizowany szef szkolnej kuchni może na przykład wyeliminować mięso, ryby i jaja (poza wymienionymi w rozporządzeniu dwoma dniami „mięsnymi”), gdyż ministerstwo ustawia je jako opcję, na równi z całą gamą innych produktów. Czytamy tam bowiem:

„Środki spożywcze, o których mowa w ust. 1, dobiera się w taki sposób, aby:

1) posiłki (śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja) komponować z wykorzystaniem produktów z następujących grup środków spożywczych: produkty zbożowe lub ziemniaki, warzywa lub owoce, mleko lub produkty mleczne lub napoje roślinne lub roślinne alternatywy produktów mlecznych, mięso lub ryby, lub jaja, lub orzechy, lub nasiona roślin strączkowych, inne nasiona, w szczególności: maku, słonecznika, sezamu, siemienia lnianego, dyni, lub tłuszcze”.

Niby więc nikt nie zakazuje mięsa całkowicie, jednak została otwarta droga do niemal dowolnego w gruncie rzeczy komponowania wegetariańskiego menu przez większość szkolnego tygodnia.

 

Od Oslo do stołówki w polskiej szkole

Zajmujący się między innymi kwestiami żywieniowymi bloger Krzysztof Strobel zauważył, że przepisy dotyczące posiłków w szkołach zostały wprowadzone „rozporządzeniem Ministra Zdrowia bez głosowania w Sejmie, bez wymogu ze strony Unii Europejskiej i – uwaga – bez wcześniejszego zbadania skutków diety planetarnej na polskich dzieciach”.

Twórca internetowy (m.in. kanału You Tube i bloga na platformie Substack) zadał resortowi zdrowia 8 pytań dotyczących diety planetarnej w placówkach oświatowych, czyli dotyczącej niemal 7 milionów dzieci. Na jedną z kluczowych kwestii otrzymał następującą odpowiedź:

„W tym miejscu uprzejmie wyjaśniam, że Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego nie prowadził badań dotyczących skutków zdrowotnych stosowania diety planetarnej u dzieci i młodzieży w populacji polskiej”.

Krzysztof Strobel drążył temat organizacji i firm stojących za EAT-Lancet. Tak wyjaśnił mechanizm jej działania: – Nie gotuje obiadów, ale tworzy ramę. Łączy naukę polityków, biznes, żeby ta rama została później wprowadzona przez rządy, instytucje i rynek. A raport EAT Lancet mówi wprost, że zmian, które oni chcą wprowadzić, nie można pozostawić indywidualnemu wyborowi konsumenta. Potrzebne są twarde działania państwa. Też to jest na ich stronie i to jest taki pierwszy element schematu. Czyli EAT Lancet tworzy nam doktrynę, a wiadomo, że jeżeli jest doktryna, to muszą się pojawić pieniądze i biznes – powiedział bloger.

Kto więc stoi za dietą planetarną? Otóż obok Fundacji Rockefellera i IKEA w gronie sponsorów tego globalnego przedsięwzięcia znalazła się także między innymi Fundacja Novo Nordisk, czyli duńskiej firmy sprzedającej głośny preparat Ozempic. Tak – w dalekim, zacienionym tle pochodzenia zaleceń żywieniowych dla polskich uczniów stoi… producent leku na otyłość.

To jednak nie koniec. EAT-Lancet cieszy się również wsparciem Światowej Rady Biznesu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju, a konkretnie m.in. koncernów: Danone, Nestle, PepsiCo, Unilever, Bayer czy Cargill. To handlowcy i producenci masowych produktów spożywczych – w tym roślinnych „zamienników” mięsa – a także nasion czy nawozów. 

Z kolei na przykład Good Food Institute i berlińska Fundacja Pro-Veg dbają o lobbing i działanie na rzecz propagowania modelu planetarnego oraz wprowadzenie go na agendę polityczną, by za pewien czas ujrzał światło dzienne – przykładowo – w rozporządzeniu Ministerstwa Zdrowia RP.

- Od Oslo [siedziba EAT-Lancet, organizacji partnerskiej Światowego Forum Ekonomicznego WEF – dop. PCh24.pl] do polskiej stołówki prowadzi więc bardzo prosty łańcuch. Czyli najpierw pojawia się doktryna, później pojawiają się pieniądze, pojawia się biznes, organizacje wpływu, polskie prawo i szkolny talerz. Dodam, że Twoje dziecko również przy tym talerzu – zaznaczył bloger.

 

Roman Motoła

 

 

 

Motola_1024x1024.jpg
Autor:
Roman Motoła
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: