6 maja 2013
Autor

Redaktor PCH24.pl

Zobacz inne artykuły

Długi łykend

(Fot. Krystian Maj/Forum)

Długi łykend minął bardzo burzliwie. 80 procent Polaków odpaliło grilla, czekoladowy orzeł rozłożył skrzydła, a premier Tusk biegał po ulicach Warszawy. Atrakcji więc moc – dla każdego coś dobrego.

 

Długi łykend jest po prostu długim łykendem. Dla tych, którzy każdego wolnego dnia urywają się z czeluści zimnych marmurów nowoczesnych budynków korpo do Zakopca lub nad morze, coś takiego jak Święto Matki Bożej Królowej Polski czy Dzień Flagi mówią niewiele lub zgoła nic. Duże miasto, wykształcenie i ułuda społecznej pozycji (hurra, jestem w korpo!) powoduje zadziwiającą niechęć do uświadamiania bądź choćby przypominania sobie, że jednak coś więcej za łykendem się kryje.

 

Bo jeśli klasyczny łykendowicz wie, że coś się kryje za majowym wolnym w środku tygodnia to na pewno to coś, co uchwalono 3 maja, a o czym skwapliwie przypomną w telewizji. Było nie było, jest kilka luźnych wieczorów by upiec kiełbasę i walnąć piwko.

 

Naprawdę nie w tym rzecz, by kogoś obrażać. Ale do kogoś muszą być skierowane te wszystkie wypociny i dziwaczne twory łykendowe całego szeregu mass mediów i politycznych macherów. Skoro jeden z portali dla „młodych, wykształconych, z wielkich miast…” publikuje badania na temat tego, ilu Polaków zje kiełbasę z grilla w długi łykend (ciekawskim podpowiem, że ponoć 80 procent) to można się złapać za głowę. Po coś się to publikuje i ktoś to musi czytać. Ktoś kto regularnie i z pasją ów portal odwiedza. Szkoda, że w badaniu nie znalazła się informacja, jaki odsetek Polaków zje kiełbasę z musztardą, a jaki z keczupem. Portal przegapił idealną okazję na wylansowanie trendu.

 

Kolejna łykendowa bzdura to akcja „Orzeł może”. Wpadły na nią „Gazeta Wyborcza” i Program Trzeci Polskiego Radia. To pierwsze medium słynie z wielu genialnych pomysłów, jak na przykład rozdawanie gwizdków warszawiakom 11 listopada, by wygwizdali faszyzm na ulicach (faszyzm jest przecież wszędzie i na każdej ulicy, a zwłaszcza w polskie Święto Niepodległości), zaś to drugie podjęło się akcji w ramach realizowania apolityczności swojej szefowej – Magdaleny Jethon. Wcześniej bowiem za „polityczność” ze stołka szefa stacji spadli Krzysztof Skowroński i Jacek Sobala. A „Orzeł może” jest przecież apolityczny, jakże mogłoby być inaczej.

 

Że patronat nad imprezą objął prezydent Bronisław Komorowski, który skorzystał z okazji do lansu przemawiając i prezentując imponujący zegarek z białym orłem? Że na akcję państwowe Narodowe Centrum Kultury przeznaczyło 100 tys. zł? Nie, w tym wszystkim nie ma nic politycznego. Komorowski jest przecież prezydentem wszystkich i bezwzględnie wszystkich Polaków, a państwowe wcale nie oznacza, że platformersko-peeselowskie.

 

Poza tym, podczas akcji „Orzeł może” było mnóstwo radości i dumy z Polski. A wspomniany już człowiek kultury Magdalena Jethon postawiła nam za wzór Bhutan – kraj gdzie szczęście jest ważniejsze niż PKB. Czy było to przypadkowe, czy też pani Jethon wyrwało się o dwa słowa za dużo? Bo prognozy Komisji Europejskiej dla polskiego PKB na rok 2013 są mniej optymistyczne niż zakładał minister finansów Jacek Rostowski.

 

Ale co tam! Bądźmy szczęśliwi. Szczególnie, że 100 tysięcy z państwowej kasy z pewnością wspomogło budowę wielkiego, czekoladowego Orła. Ktoś go musiał zjeść, a więc kolejna „zupka” gratis. Kuroniówka to, michnikówka czy jethonówka – mało istotne. Całość była doprawdy wspaniałą inwestycją. Taką typowo łykendową.

 

Na koniec jeszcze pojawił się łykendowy premier Tusk, który 3 maja wybrał się pobiegać po ulicach Warszawy. Oczywiście, nie o sport poszło, ale o tzw. matki pierwszego kwartału (te, których miał nie obejmować roczny superurlop macierzyński). Jak bowiem podała premierowa kancelaria, to właśnie te mamusie zaprosiły premiera na bieganie. A Tusk, przemoknięty, w podkoszulku, dostał szansę by powiedzieć kilka okrągłych komunałów. Skoro spadł deszcz i pojawił się problem z łykendowym grillem, to przynajmniej łykendowy premier w telewizji coś powiedział do swoich obywateli – ku pokrzepieniu serc.

 

A tak przy okazji, skoro już grille ostygły i łykend dobiegł końca. 2 maja, w samym środku długiego łykendu dostaliśmy rdzawym nożem w plecy. Oto Komisja Europejska nakazała nam wpłacić blisko 80 milionów euro kary za błędy proceduralne przy wykorzystywaniu funduszy w ramach Wspólnej Polityki Rolnej. Coś słabo się to przebiło do publicznej debaty. I słusznie, można by się jeszcze kiełbasą udławić. Łykendową, oczywiście.

 

Krzysztof Gędłek

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie