14 października 2013
Autor

Redaktor PCH24.pl

Zobacz inne artykuły

Dżuma czy cholera? Wybór warszawiaków

(Piotr Guział, inicjator warszawskiego referendum. Fot. K. Maj/Forum)

Warszawskie referendum już za nami. Zamieszanie wokół tego wydarzenia pokazało rzeczywisty stosunek PO do społeczeństwa obywatelskiego. Wprowadziło także do debaty publicznej nazwisko Piotra Guziała, antyklerykała i sympatyka ruchów LGBT.

 

Od wielu długich tygodni, a nawet miesięcy toczyła się zacięta dyskusja między zwolennikami odwołania z fotelu prezydenta Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz a jej obrońcami głównie związanymi z Platformą Obywatelską. Przyszedł kres tej polemiki. Referendum już za nami.

 

Zaczęło się późną wiosną br. Grupa „niezależnych” działaczy warszawskiego samorządu postanowiła wyrazić swój sprzeciw dla polityki obecnej Prezydent, która raz za razem nakładała na mieszkańców nowe obciążenia finansowe, począwszy od kosztów i zamieszania wokół ustawy śmieciowej, podwyższenia czynszów, a na wzroście cen biletów komunikacji miejskiej zakończywszy. Jednym z liderów nowej formacji politycznej stał się Piotr Guział – burmistrz Dzielnicy Ursynów, jawnie popierający związki homoseksualne, były członek Partii Demokratycznej, Socjaldemokracji Polskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Człowiek, który w Warszawie znany był jedynie z corocznego wywieszania tęczowej flagi przed Urzędem Dzielnicy Ursynów, jako znaku wsparcia dla manifestacji homoseksualnych, z dnia na dzień stał się głównym oponentem Hanny Gronkiewicz-Waltz i nieformalnym liderem ruchu opozycyjnego, w który wpisały się również częściowo środowiska patriotyczne i konserwatywne.

 

Ten niezwykle sprawny polityk, potrafił zgromadzić wokół siebie ludzi z różnych części i frontów ideowych Warszawy: m.in. Józefa Melaka z Rembertowa, Macieja Białeckiego ze Stowarzyszenia Obywatele dla Warszawy, Jerzego Smoczyńskiego z Porozumienia Wyborczego Gospodarność, a także Piotra Zygarskiego z Wawra oraz Jerzego Kowaliszyna ze Wspólnoty Dzielnicy Włochy. Referendum ws. odwołania byłej prezes NBP z urzędu Prezydenta Warszawy było jego pomysłem, który z początku budził zdziwienie, niedowierzanie, aż w końcu ogrom entuzjazmu wśród przeciętnych mieszkańców Stolicy. Przy Guziale swoje chcieli ugrać też m.in. Paweł Poncyliusz, Przemysław Wipler, Artur Górski oraz Czesław Bielecki, których bardziej można kojarzyć z obozem PiSu niż z lewicowymi demonstracjami, szkolnymi warsztatami z tolerancji oraz paradami homoseksualistów. Wygląda na to, że szybko polegli w pojedynku z energicznym burmistrzem z Ursynowa, gdyż z czasem ich twarze przestały gościć na łamach gazet oraz na ekranach telewizorów. Pozostał Guział, który stał się jedynym liderem „frontu opozycji”. W przypadku odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz i rozpisania nowych wyborów, mógłby więc stać się faworytem do objęcia schedy po popularnej „Bufetowej”.

 

Myślę, że każdy mieszkaniec Stolicy zanim podjął decyzje o pójściu na referendum zastanawiał się i starał odpowiedzieć sobie na pytanie „co po Hannie Gronkiewicz-Waltz?”. Scenariusze były różne, począwszy od nie tak dawnych deklaracji padających ze strony rządowej, jakoby HGW po przegranym referendum miałaby zostać Komisarzem Warszawy, przez niepowodzenie idei referendum i brak wystarczającej frekwencji; zwycięstwo opozycjonistów i przyspieszone wybory, w których startuje Piotr Guział; aż po pomysł startu we wcześniejszych wyborach obecnej prezydent, w których miałaby zwyciężyć i tym samym przypieczętować swoją silną pozycję w Warszawie. (Niektóre sondażownie uważały, że HGW miała szansę ponownie wygrać w wyborach – sondaż TNS Polska dla „Wiadomości” TVP). Dziś już wiemy, że przyspieszonych wyborów w Warszawie nie będzie. Hanna Gronkiewicz-Waltz rzutem na taśmę uratowała swą posadę. A w zasadzie ocaliło ją 2,3 proc. uprawnionych do głosowania, którzy w niedzielę pozostali w domach i zlekceważyli „dar demokracji”, jakim są referenda. Jak wynika z danych pochodzących z 84 proc. lokali wyborczych, w referendum wzięło udział 26,8 proc. mieszkańców. Aby głosowanie było ważne, udział w nim powinno wziąć 29,1 proc. warszawiaków.

 

Przyglądając się warszawskiej scenie politycznej i oceniając ją na chłodno, można stwierdzić, że wybór między Hanną Gronkiewicz-Waltz, a Piotrem Guziałem – oczywistym kandydatem do fotelu prezydenta miasta był przysłowiowym wyborem między dżumą a cholerą. Każdy warszawiak powinien być świadomy przyczyn obecnego chaosu w mieście, drożyzny, ciągłych korków i chwytów marketingowych (jak te z otwarciem budowy nowej linii metra, na której przez prawie rok nie kiwnięto nawet palcem oraz dopuszczeniem do ruchu nie do końca sprawnego nowego składu podziemnej kolei), itd., ale także powinien pamiętać o tęczowych, homoseksualnych paradach z udziałem lidera Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej – Piotra Guziała, który do tego stopnia stał się politycznym hipokrytą, że aby zdobyć elektorat konserwatywny i patriotyczny, obiecał wybudowanie pomnika Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, który miałby stanąć w jednym z najważniejszych miejsc Stolicy. Kreujący się na niezależnego państwowca i samorządowca Guział, pozostał przecież tym samym radykalnym antyklerykałem jakim był do niedawna, a jego deklaracja, iż „w przyszłym roku prezydent Warszawy będzie maszerował na czele parady homoseksualistów”, mogła naprawdę się ziścić.

 

„Niezłomne miasto” i jego mieszkańcy postanowili utrzymać status quo i pozostawić dotychczasową Prezydent na swoim stanowisku, chociaż mimo wszystko wydaje się, że Gronkiewicz-Waltz zawdzięcza swoje „zwycięstwo” jedynie bezczynności bardzo dużej części warszawiaków, którzy najzwyczajniej zrezygnowali z udziału w referendum.Przyczyn tej sytuacji można upatrywać wiele, choć na pewno najbardziej znaczące były apele Premiera Tuska oraz całego aparatu władzy, zachęcające do zlekceważenia referendum i pozostania w domach. Zaangażowanie Platformy Obywatelskiej w przedreferendalne spekulacje pokazało jak ważne było dla nich utrzymanie władzy w Stolicy oraz jak obawiali się kolejnego „prztyczka w nos” ze strony wyborców. Obecna Prezydent otrzymała nową, drugą szansę, której jeśli nie wykorzysta, w przyszłym roku z pewnością przegra z kretesem i odejdzie w niesławie.

 

Paweł Ozdoba

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie