25 lutego 2020
Autor

Marcin Austyn, Marcin Jendrzejczak

Zobacz inne artykuły

Epidemia… Czas na nawrócenie!

(Fotograf: Jarek Praszkiewicz Archiwum: Forum; Fotograf: Wojciech Grabowski Archiwum: Forum)

Cierpienie człowieka, wielkie tragedie, wojny, zarazy i epidemie dziesiątkujące ludzkość… Co je łączy? Wszystkie bywają postrzegane jako „kara za grzechy”. Niewątpliwie są one szansą na zmianę swojego postępowania – na nawrócenie. Wybór tej drogi może ocalić duszę przed wiecznym cierpieniem, a – jak pokazuje historia – przynieść może także ratunek ciału.

 

W historii znane są przykłady, kiedy to za epidemią, jaka dotykała ludzkość, szło zwiększenie pobożności. Realna groźba utraty zdrowia, a nawet życia kierowała oczy ku sprawom ważniejszym – ku wieczności, a święci patronowie zaczynali być mocniej indagowani licznymi prośbami o wstawiennictwo u Boga w modlitwach o ocalenie czy uzdrowienie. Takie postępowanie odczytywane jest zwykle przez pryzmat sytuacji rozpaczy i braku nadziei na ratunek ze strony ludzi. Wówczas pozostaje już tylko „interwencja niebios”… Tu jednak nie o ocalenie ciała chodzi, a nade wszystko duszy.

 

Sięgnijmy do roku 1347. Do Europy właśnie dotarła epidemia „Czarnej Śmierci”, która w ciągu pięciu lat zabrała z tego świata co trzeciego Europejczyka. Skuteczny lek na dżumę – lub choćby jej powstrzymanie, nie był znany. Sięgano po najróżniejsze metody. A kiedy zagrożenie narastało… wzrastała pobożność. Prosty lud odczytywał nadejście śmiertelnej zarazy jako karę Bożą zesłaną za grzechy. I niosło to za sobą duchowe konsekwencje. Ludzie zwracali się częściej w kierunku Boga i świętych. Popularne były pigułki św. Rocha czy ziele św. Jana. Wierni przystępowali do spowiedzi, chcąc przed śmiercią pojednać się z Bogiem, a liczba Mszy św. w intencji zmarłych rosła. Rósł też ruch pielgrzymkowy…

 

„Wiara czyni cuda”

Niezwykłe wydarzenie związane w tym kontekście opisuje portal przymierzezmaryja.pl, odwołując się do paryskich wydarzeń z 1830 roku. Maryja ukazała się wówczas świętej Katarzynie Labouré, młodej zakonnicy i nauczyła ją nabożeństwa do Cudownego Medalika.

Przenajświętsza Dziewica powiedziała: „Postaraj się o wybicie medalika na ten wzór! Wszystkie osoby, które będą go nosić na szyi, otrzymają wielkie łaski. Łaski będą obfite dla tych, którzy nosić go będą z ufnością”. Ta wspaniała obietnica rzeczywiście spełniała się od tamtego momentu. Kiedy przygotowywano się do wybicia pierwszych medalików, w Paryżu wybuchła straszliwa epidemia cholery. Zaraza zaczęła pustoszyć Francję 26 marca 1832 i trwała aż do połowy tego roku. Już 1 kwietnia zmarło 79 osób, 2 kwietnia – 168; dnia następnego – 216. Liczba ofiar wzrastała w zastraszającym tempie, aby dziewiątego dnia epidemii osiągnąć 861 osób. Według danych oficjalnych zmarło wówczas w sumie 18.400 osób, tym niemniej uważa się, że dane te zostały zaniżone, aby uniknąć paniki, która mogłaby wybuchnąć wśród ludności.

 

Dnia 30 czerwca zakonnice z klasztoru Córek Miłosierdzia rozpoczęły rozdawanie 1500 medalików wśród osób dotkniętych epidemią. W bardzo krótkim czasie epidemia ustąpiła.

 

Później zaczęły się cudowne wydarzenia, które sprawiły, że w ciągu niewielu lat Cudowny Medalik stał się znany na całym świecie. Arcybiskup Paryża, który wyraził zgodę na wybicie medalika i wkrótce potem otrzymał kilka pierwszych egzemplarzy, natychmiast został obdarzony za pośrednictwem medalika nadzwyczajną łaską i stał się gorącym orędownikiem nowego nabożeństwa. Również Papież Grzegorz XVI otrzymał partię medalików i zaczął je rozdawać odwiedzającym go osobom. W roku 1836 wybito już i rozdano ponad 15 milionów medalików na całym świecie. W roku 1842 liczba medalików osiągnęła 100 milionów. Z najbardziej odległych krajów nadchodziły informacje o nadzwyczajnych łaskach uzyskanych dzięki medalikowi: uzdrowieniach, nawróceniach, obronie przed grożącymi niebezpieczeństwami, etc. W roku 1876, w którym zmarła święta Katarzyna Labouré, już ponad miliard medalików rozsiewało łaski na całym świecie.

 

Kult i kultura

Jak dostrzegł portal kurierhistoryczny.pl w materiale „Życia w czasach zarazy”, epidemie miały znaczący wpływ na religijność i kulturę. Ma to związek z rozwojem kultu świętych, jak np. św. Błażeja, św. Rocha, św. Rozalii, św. Sebastiana, którzy stali się orędownikami osób dotkniętych chorobami. Wzrost „zainteresowania” świętymi powodował rozbudowę kościołów i kaplic w miejscach kultu…

 

Rok 680. Wielka zaraza dotknęła Pawię. Wówczas jednemu z mieszkańców ukazał się św. Sebastian, który zalecił modlitwę i obiecał koniec epidemii. Słowa dotrzymał. Tak święty dołączył do grona „antepidemicznych” orędowników, zyskując największą popularność właśnie w czasie epidemii „Czarnej Śmierci”.

 

XII wiek. W okolicach Palermo w książęcej rodzinie na świat przychodzi św. Rozalia. Dziewczyna jako dziecko złożyła śluby czystości i by w nich wytrwać opuściła dom i prowadziła życie pustelnicze. Zmarła w wieku 35 lat. Kiedy w 1624 roku znaleziono jej szczątki, przeniesiono je do katedry w Palermo. W tym samym czasie w mieście ustała zaraza.

 

XIII wiek, Montpellier. Posługujący w szpitalu św. Roch zaraża się dżumą. Wygnany z miasta, chroni się w lesie oczekując śmierci. Cudownie uzdrowiony wraca do rodzinnego miasta, gdzie jest aresztowany. Przez pięć lat umartwiając się święty modli się za grzeszną ludzkość, a gdy w chwili śmierci widzi anioła, prosi, by zadżumieni mogli zwracać się do niego o pomoc. Św. Roch zmarł, w roku 1327, a jego kult szybko rozprzestrzeniał się po Europie.

 

Spójrzmy też na historię powstania sanktuarium w Licheniu, którą zapoczątkowały objawienia maryjne (1850-52), z początku odrzucane. Do modlitwy skłoniła lud epidemia cholery (1852). To wówczas, za wstawiennictwem Matki Bożej, doszło do licznych uzdrowień i nawróceń.

 

Również z epidemią wiązać trzeba powstanie najsłynniejszego w Polsce miejsca pielgrzymkowego prawosławnych na Górze Grabarce. To właśnie zaniesienie na Grabarkę krzyża przez wszystkich zdrowych okolicznych mieszkańców miało dać ocalenie przed epidemią cholery.

 

Kościół – opoka potrzebujących

Jak zauważa Thomas Woods w książce „Jak Kościół katolicki zbudował zachodnią cywilizację” „Kościół na początku swojego istnienia zajmował się pomocą dla wdów i sierot, a także ludzi chorych, zwłaszcza w czasie epidemii. W okresie zarazy, która wybuchła w Kartaginie i Aleksandrii, chrześcijanie zdobyli szacunek i uznanie za odwagę, z jaką pocieszali umierających i grzebali zwłoki zmarłych. Był to czas, kiedy poganie porzucali nawet swoich przyjaciół i zostawiali ich na pastwę losu”. Postawa ta spotkała się ze sprzeciwem świętego Cypriana, który wzywał, by grzebać zmarłych i opiekować się chorymi. Nawiązując do słów Chrystusa wzywał, by czynić dobro także wcześniejszym prześladowcom.

 

Z kolei podczas zarazy w Aleksandrii biskup Dionizy zwracał uwagę, że poganie porzucali nawet najbliższych przyjaciół  na pastwę zarazy. Tymczasem chrześcijanie wspierali się nawzajem i ryzykowali własne zdrowie dla dobra bliźnich. Z kolei święty Efrem, gdy zaraza zapanowała w jego rodzinnym mieście Edessie zakładał szpitale oraz zajmował się opieką nad chorymi, tworzył szpitale i grzebał zmarłych. Chrześcijanie wsławili się także w trosce o osoby każdego wyznania także podczas zarazy w Aleksandrii.

 

Święty Karol Boromeusz uznawany za autora pierwszego Katechizmu towarzyszył mieszkańcom Mediolanu podczas głodu i blagi lat 1576-1577. Wydawał wytyczne dotyczące postępowania z chorobą, organizował szpitale polowe i hojnie obdarowywał głodnych. Nie wahał się też osobiście odwiedzać biednych i chorych. Patronem do którego zanoszono modły w czasach zarazy jest święty Sebastian. [circulatingnow.nlm.nih.gov]

 

Koronawirus – czas na wnioski!

Obecnie jesteśmy świadkami rozprzestrzeniania się po świecie niebezpiecznego wirusa. Doskonałe globalne skomunikowanie powoduje, że choroba z łatwością pokonuje granice. Słyszymy o kolejnych chorych i ofiarach śmiertelnych. Patrząc na problem warto odejść od epidemiologii i – szczególnie na progu Wielkiego Postu – zastanowić się, jakie idąca z chińskiego Wuhan epidemia może mieć znaczenie dla nas. Nieuchwytny wirus przywołuje ma myśl średniowieczną maksymę: „memento mori”. Każe ona przystanąć i zastanowić się nad stanem swojego duchowego życia.

 

Czy epidemię można odczytywać – jak dawniej to czyniono – jako karę za nasze grzechy? Niewątpliwie już samo sprzeciwienie się Bogu odsuwa nas od Jego Majestatu, co stanowi karę samą w sobie. Jednak na utrapienia będące czy to konsekwencją naszego grzechu czy też Bożą ingerencją trzeba spojrzeć jako na wołanie o nawrócenie, jako wyraz Bożego Miłosierdzia wzywającego nas do duchowego odwrotu z drogi ku przepaści.

 

 

Marcin Austyn, Marcin Jendrzejczak

 

 

Polecamy również nasz e-tygodnik. Aby go pobrać wystarczy kliknąć TUTAJ.

 

  

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie