15 maja 2020
Autor

Marcin Austyn

Zobacz inne artykuły

Eutanazja – cicha pandemia

(źródło: pixabay.com)

Koronawirus zbiera śmiertelne żniwo głównie wśród osób starszych. Naturalnym jest więc otoczenie ich szczególną ochroną. Niestety, w tym samym czasie nie słychać głosów sprzeciwu wobec eutanazji czy wspomaganego zabójstwa seniorów. Doświadczenie zaś pokazuje, że społeczeństwa legalizujące eutanazję czy wspomagane samobójstwo staczają się po równi pochyłej w kolejne przepaści niemoralności. Celnie tego rodzaju praktyki Benedykt XVI określił mianem znaków Antychrysta.

 

Według belgijskiej komisji do spraw eutanazji w 2019 roku wskutek tej praktyki zginęło 2655 Belgów. Oznacza to skok aż o 12,5 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Dante te pokazują również znaczący wzrost w liczbie Belgów zabijanych wskutek eutanazji, odkąd w 2002 roku wprowadzono pozwalające na ten proceder prawa. Dla porównania w 2010 roku wskutek eutanazji zginęło 954 Belgów – podaje Life Site News. Według Johna Deighana, cytowanego przez portal, mamy tu do czynienia z klasycznym przykładem tak zwanej równi pochyłej.

 

Podobnie wygląda sprawa w przypadku Holandii. Kraj ten rozpoczął swoją drogą ku upadkowi od odstąpienia od karania lekarzy – popełniających dobrowolną eutanazję na pacjentach. Stało się to jeszcze w latach 80. XX stulecia. To przyczyniło się do zwiększenia liczby jej… niedobrowolnych przypadków. Już bowiem do lat 90. XX wieku, ponad 50 procent aktów eutanazji okazywało się niedobrowolnych! Świadczą o tym dane raportu Remmelink z 1991 roku. Ostateczna legalizacja eutanazji nastąpiła w 2001 roku. To zrodziło zatrute owoce w postaci dalszego zwiększania liczby wykonywanych eutanazji. Ta – trzy lata później – objęła także i dzieci. Tak właśnie lekarze w Holandii otrzymali prawo do zabijania dzieci poniżej 12 lat. Wystarczyło, że uznali ich cierpienie za niemożliwe do zniesienia lub niewyleczalne. Niebawem okazało się, że około 21 proc. przypadków eutanazji dzieci w Holandii dokonało się bez prośby lub bez zgody rodziców. Jak zauważył bioetyk Wesley Smith na łamach Weekly Standard, Holendrom wystarczyło jedynie 30 lat, by dojść do praktyk charakterystycznych dla Niemców z czasów Adolfa Hitlera.

 

Dlaczego eutanazja to zło?

Nade wszystko eutanazja pozostaje w jawnej sprzeczności z nauką Kościoła katolickiego. Jak czytamy w Katechizmie [par. 2277] „eutanazja bezpośrednia, niezależnie od motywów i środków, polega na położeniu kresu życiu osób upośledzonych, chorych lub umierających. Jest ona moralnie niedopuszczalna. W ten sposób działanie lub zaniechanie działania, które samo w sobie lub w zamierzeniu zadaje śmierć, by zlikwidować ból, stanowi zabójstwo głęboko sprzeczne z godnością osoby ludzkiej i z poszanowaniem Boga żywego, jej Stwórcy. Błąd w ocenie, w który można popaść w dobrej wierze, nie zmienia natury tego zbrodniczego czynu, który zawsze należy potępić i wykluczyć”.

 

Z kolei Daniel P. Sulmasy, John M. Travaline, Louise A. Mitchell i E. Wesley Ely na łamach „The Linacre Quarterly” [ncbi.nlm.nih.gov] zwracają uwagę na ważne społeczne powody wskazujące na konieczność zakazu eutanazji. Jednym z nich jest wpływ legalizacji eutanazji i jej wykonywania w majestacie prawa na społeczeństwo. „Istoty ludzkie są zawsze i w istotny sposób częścią wspólnoty osób i […] gdy jedna osoba zabija się lub pozwala komu innemu to uczynić, to wartość życia ulega pomniejszeniu […]” – piszą.

 

Co więcej, jak zauważają autorzy, współczesna opieka paliatywna jest w stanie złagodzić ból. Ten zresztą, wbrew dość powszechnej opinii, nie stanowi głównej przyczyny eutanazji czy wspomaganego samobójstwa. Przeciwnie. Raport z 2014 „Death With Dignity Act Annual Report” sporządzony przez władze amerykańskiego stanu Oregon pokazuje, że jest on dopiero na 6. w 7. miejscowym eutanazyjnym rankingu. Ważniejszym powodem do targnięcia się na własne życie okazuje się utrata autonomii, zdolności do przyjemnego spędzania czasu i utraty godności.

 

Mało kto dziś pamięta, że eutanazja czy wspomagane przez lekarzy samobójstwo, sprzeciwiają się przysiędze Hipokratesa i zaufaniu pacjenta do lekarza i na odwrót. Tymczasem eutanazja uderza w etykę zawodową i integralność lekarza. Nie ma ona bowiem nic wspólnego z pomocą choremu. „Gdy pacjent prosi lekarza o pomoc w zabiciu go, to nie tylko pokazuje brak szacunku dla integralności lekarza, lecz tworzy sprzeczność. Proszenie lekarza o uczestnictwo we wspomaganym samobójstwie podminowuje etykę i integralność lekarza, którego szlachetna profesja definiowana jest jako oparta na współczuciu służba pacjentowi potrzebującemu, zranionemu, choremu, samotnemu, wyobcowanemu, przestraszonemu […]” – zauważają autorzy na łamach „The Linacre Quarterly”.

 

Są wprawdzie środowiska wskazujące, że eutanazja wynika ona z prawa do samostanowienia człowieka. Jednak argument ten jest mocno wątpliwy. W przypadku eutanazji trudno bowiem mówić o w pełni świadomej i dobrowolnej decyzji. Bardzo często jest ona tragicznym wynikiem rozpaczy czy lęków, w czasie, gdy możliwości stanowienia o sobie są mocno ograniczone. W tym kontekście warto przytoczyć dane z amerykańskich stanów Waszyngton i Oregon. W tym pierwszym, aż 51 procent osób zabitych wskutek wspomaganego samobójstwa twierdziło, że byli ciężarem dla rodziny, przyjaciół i opiekunów i to przyczyniło się podjęcia przez nich decyzji o eutanazji. W tym drugim zaś stanie, aż 54,2 proc. wyraziło taką opinię – podaje Life Site News.

 

Eutanazja zatem – wbrew narracji jej zwolenników – nie jest żadną formą pomocy pacjentowi. Jest formą eugeniki.

 

Marcin Jendrzejczak

 

Polecamy także nasz e-tygodnik.

Aby go pobrać wystarczy kliknąć TUTAJ.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie