9 lutego 2013
Autor

Redaktor PCH24.pl

Ginęli, gdyż byli Polakami

(Zwłoki pomordowanych mieszkańcow wsi Lipniki w powiecie Kostopolskim na Wołyniu, 26 marca 1943 roku bandy UPA zamordowały 182 osoby. Fot. z wystawy "Wolyń - czas zagłady 1943-1945" w Muzeum Niepodleglości w Warszawie. Repr. M. Skorupski/Forum)

Liczba zabitych znanych z nazwiska wzrosła, obecnie wynosi 22 113 osób. Ogólna suma, w której zawarte są ofiary znane z nazwiska, ofiary ustalone, ale bezimienne oraz szacunki pozostaje bez zmian, tj. 60 tysięcy. To są dane dotyczące tylko Wołynia, bo na pozostałych terenach popełnienia zbrodni ludobójstwa przez OUN-UPA zginęło co najmniej drugie tyle Polaków – mówi Ewa Siemaszko w rozmowie z PCh24.pl.

 

 

  

 

Jak układały się sąsiedzkie relacje polsko-ukraińskie we wioskach i miasteczkach Wołynia w dwudziestoleciu międzywojennym? Czy wybuch wojny zmienił te stosunki?

 

– Z dostępnych świadectw żyjących w okresie międzywojnia Polaków, a jest ich już tysiące, wynika, że współżycie między naszymi rodakami, zwłaszcza żyjącymi na Wołyniu od pokoleń, a Ukraińcami było bardzo dobre. Wyrażało się to zarówno w utrzymywaniu kontaktów na płaszczyźnie gospodarczej, jak i towarzyskiej. Wzajemnie pomagano sobie w codziennych sprawach bytowych, odbywały się wspólne zabawy, zapraszano się na uroczystości rodzinne i święta, które u katolików Polaków i prawosławnych Ukraińców wypadały w różnych terminach, nie wykonywano w tym czasie ciężkich prac polowych, wśród uczniów i młodych ludzi zawiązywały się przyjaźnie. To były przeważające zachowania. Oczywiście, bywały między pojedynczymi ludźmi niesnaski niemające charakteru narodowościowych animozji, jak w każdej społeczności. Przejawy niechęci, ledwo skrywanej wrogości do polskości i państwa polskiego też się zdarzały, ale rzadko i ze strony nielicznych Ukraińców, przynajmniej w drugiej połowie lat 30. Natomiast nieprzychylny stosunek mieli Ukraińcy do osadników wojskowych – moim zdaniem, podłożem była zawiść, że otrzymali ziemię od państwa polskiego bezpłatnie za zasługi dla odzyskania niepodległości.

 

Duża część ludności ukraińskiej wielkie nadzieje wiązała z hitlerowskimi Niemcami.

 

Istotnie, było to efektem propagandy działaczy nacjonalistycznych, zwłaszcza na początku okupacji niemieckiej w 1941 r., Zapowiadali oni stworzenie państwa ukraińskiego z pomocą Niemiec. Początkowo całe społeczeństwo ukraińskie odnosiło się do Niemców pozytywnie. Część Ukraińców wprost z nimi kolaborowała. W trakcie okupacji nastroje zmieniały się, ubywało zwolenników Niemiec od końca 1942 r. z powodu przymusowych kontyngentów, zabierania na roboty do Rzeszy, pacyfikacji wsi i niezaistnienia państwa ukraińskiego.

 

9 lutego 1943 roku sotnia Ukraińskiej Powstańczej Armii wymordowała polskich mieszkańców miejscowości Parośla Pierwsza. Historycy podają, że było to od 149 do 173 osób. Jak doszło do tej zbrodni?

 

Mordy zaczęły się właściwie już w drugiej połowie 1942 r., lecz były to napady jednostkowe, rozsiane po całym Wołyniu. Przeważnie ofiarami były pojedyncze osoby i rodziny, często odgrywające jakąś istotną rolę w społeczeństwie. Tak też działo się w styczniu 1943 r. Z jednej strony chodziło o  eliminację ludzi, którzy mogliby być przydatni w organizowaniu obrony, a z drugiej strony o sprawdzenie, jak Polacy zareagują na napady, czy są przygotowani do konfrontacji.

 

W Parośli zbrodni dokonano podstępnie. Banderowcy, czyli członkowie UPA utworzonej przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów Stepana Bandery, udawali partyzantów sowieckich, którzy na północnowschodnim Wołyniu prowadzili akcje dywersyjne przeciw Niemcom. Najpierw kazali się gościć w poszczególnych domach, a potem przekonali domowników, by dali się powiązać, by mogli przed Niemcami tłumaczyć się, że nie brali udziału w dywersji (niedaleko była linia kolejowa), bo byli sterroryzowani. Tak obezwładnionych ludzi banderowcy porąbali toporami.

 

W monumentalnym dziele „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945”, wydanym w 2000 r., napisanym przez Pani ojca Władysława Siemaszko i przez Panią, podajecie liczbę ok. 60 tysięcy wymordowanych Polaków. Wtedy, gdy ukazała się ta książka, zidentyfikowaliście 19 379 ofiar. Czy od tego czasu udało się ustalić kolejne nazwiska?

 

Tak, liczba zabitych znanych z nazwiska wzrosła, obecnie wynosi 22 113 osób. Ogólna suma, w której zawarte są ofiary znane z nazwiska, ofiary ustalone, ale bezimienne oraz szacunki pozostaje bez zmian, tj. 60 tysięcy. To są dane dotyczące tylko Wołynia, bo na pozostałych terenach popełnienia zbrodni ludobójstwa przez OUN-UPA zginęło co najmniej drugie tyle Polaków.

 

We wspomnianej książce podajecie Państwo opisy mordów dokonanych w latach 1939-1945 przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia w ponad 1 700 miastach, miasteczkach, wsiach, koloniach, futorach, osadach i majątkach ziemskich. Które z tych zbrodni wywarły na Pani największe wrażenie?

 

Ustalonych miejsc zbrodni również przybyło, jak i zidentyfikowanych ofiar. Jest ich co najmniej 1 865, i to są miejsca posiadające nazwy urzędowe. Natomiast mordowano także na drogach poza miejscowościami, w odludnych miejscach, w lasach, na bagnach, na polach, topiono w rzekach, a te wszystkie miejsca nie mają nazw, więc nie są ujęte we wspomnianej liczbie. Nie potrafię powiedzieć, która zbrodnia wywarła największe wrażenie. Wszystkie są potworne i w tej potworności podobne do siebie. W wyobraźni nawet zlewają się w gigantyczną makabrę. Jeśli nawet podczas poznawania tych faktów coś mną szczególnie wstrząsnęło, to w odruchu samozachowawczym odsuwałam to z myśli. W miarę możliwości staram się tego zła nie rozpamiętywać…

 

Mordów dokonywano także w kościołach. 11 lipca, gdy odbywał się skoordynowany atak Ukraińców na 99 miejscowości, w Porycku w czasie Mszy św. wymordowano około stu Polaków. Podobne ataki na świątynie przeprowadzano w innych miejscowościach. Czy znamy liczbę pomordowanych polskich księży?

 

11 lipca 1943 r. zamordowanych zostało trzech księży: w Porycku, Chrynowie i Zabłoćcach. W innych datach i okolicznościach z rąk nacjonalistów ukraińskich zginęło (i to przeważnie w męczarniach) 11 księży i 3 zakonników.

 

Dlaczego nacjonaliści ukraińscy z taką nienawiścią odnosili się do Kościoła rzymskokatolickiego?

 

Kościół rzymskokatolicki podtrzymywał polskość wśród wiernych, ale nie sądzę, by była to jedyna przyczyna. Przede wszystkim ideologia integralnego nacjonalizmu ukraińskiego odrzucała etykę chrześcijańską, wręcz ją zwalczała, sama zawierała zresztą pierwiastki pogaństwa. Była to ideologia nienawiści, która jest chyba najbardziej zaraźliwą chorobą duszy. A zatem to naturalne, że nienawiść kierowano przeciw Kościołowi, przeciwnikowi nienawiści.

 

Jaka była postawa wobec tych zbrodni hierarchii Kościoła prawosławnego i grekokatolickiego?

 

Zróżnicowana. Część duchowieństwa obu obrządków była zaangażowana w popieranie zbrodni, nawoływanie do niej, jej rozgrzeszanie, wręcz święcenie narzędzi zbrodni. Nierzadko zajmowano postawę pozornie neutralną, co faktycznie było cichą akceptacją. Ale byli też duchowni, którzy nawoływali do opamiętania się, potępiali zbrodnie i za to stracili życie. Część została zmuszona do święcenia narzędzi zbrodni, odprawiania modłów za zbrodniarzy itp.

 

Czytała Pani opisy życia tysięcy Polaków i zadawanej im straszliwej śmierci. Czy wśród nich – według Pani – są osoby, które swoim życiem i męczeństwem zasługują na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego?

 

Postacią zasługującą w moim przekonaniu na beatyfikację był zamęczony o. Ludwik Wrodarczyk z parafii Okopy na Wołyniu, starania o to trwają już wiele lat. Oprócz okoliczności śmierci rozpatrywane jest też życie w wierze, którego wyjątkowość przyczyniła się do męczeńskiej śmierci.

 

Wiele osób w ostatnich chwilach swego życia dawało piękne świadectwa wiary i przywiązania do Kościoła rzymskokatolickiego, odchodzili oni do Pana z żarliwą modlitwą i nabożną pieśnią, z przekonaniem, że przechodzą do pozaziemskiego świata, w którym jest też życie. Obawiam się, że to niewystarczające, by uznać ich śmierć za poświęcenie życia za wiarę. Byli mordowani dlatego, że byli Polakami. Można być męczennikiem, ale z różnych, niemających nic wspólnego z religią powodów.

 

Czy rzeź wołyńska wpływa na obecne relacje polsko-ukraińskie?

 

Niewątpliwie nie jest to obojętne, bowiem na Ukrainie zbrodnie te nie zostały potępione, a skrajny nacjonalizm wciąż się rozprzestrzenia. Od czasu do czasu publicznie artykułowane są antypolskie i antysemickie poglądy, nawet pretensje terytorialne wobec naszego państwa. Zbrodniarzom stawia się pomniki i forsuje ich gloryfikację. Takie zjawiska nie pozwalają generalnie na zaufanie do ukraińskich sąsiadów, choć w indywidualnych kontaktach nie musi to być problemem. Chodzi o to, że z tolerowanego czy akceptowanego małego zła, z czasem wyrasta wielkie zło, a więc pewien niepokój jest całkowicie uzasadniony.

 

Dziękuję bardzo za rozmowę.

 

Rozmawiał Kajetan Rajski

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie