5 czerwca 2018
Autor

Redaktor PCH24.pl

Girls On Fire tłumaczy się z kontrowersyjnego utworu. Jak jest naprawdę?

(Teledysk utworu Siła Kobiet (kadr, edytowany). FOT.Szyszka Studio/YouTube)

Zakwalifikowanie do Konkursu Debiutów na Festiwalu w Opolu utworu „Siła kobiet” grupy Girls on Fire wzbudziło liczne emocje i zaowocowało protestem podpisanym w serwisie protestuj.pl już przez blisko 17 tys. osób. Wszystko za sprawą faktu, że oficjalny teledysk do nieformalnego hymnu „czarnych marszów” rodzi porażające skojarzenia u każdego znającego – nawet niezbyt szczegółowo – Pismo Święte. Grupa na swoim Facebooku odniosła się do zarzutów i straszy procesami tych, którzy zinterpretowali i skomentowali ich twórczość oraz teledysk.

 

Grupa Girls on Fire w oświadczeniu zapewnia, że nie jest związana z żadną opcją polityczną. To jednak kiepskie wyjaśnienie w obliczu „czarnych marszów”. Wszak z projektem ustawy „Stop aborcji”, który jesienią roku 2016 wyprowadził na polskie ulice grupę zradykalizowanych aktywistów lewicowych oraz zmanipulowanych ludzi, walczyły w sposób pośredni lub bezpośredni wszystkie większe środowiska polityczne oraz niepolityczne. Wśród przeciwników obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej mającej na celu zwiększenie jakości ochrony życia w Polsce znajdowali się więc politycy formacji liberalnych, lewicowych, komunizujących, a w ostatecznym rozrachunku – podczas II czytania projektu ustawy – także spora część PiSu. Z kolei na „czarnych marszach” pojawiali się nie tylko politycy, ale również aktorzy i celebryci. Dlatego też fakt, że zespół Girls on Fire „nie jest i nigdy nie był związany z żadną opcją polityczną” nie ma większego znaczenia, gdyż z ruchem „czarnego marszu” można było się identyfikować także bez legitymacji partyjnej.

 

„Piosenka Siła kobiet to głos w sprawie, a nie przeciw. To zaproszenie do dyskusji. Teledysk Siły kobiet jest obrazem historii problemów kobiet na przełomie wieków. Rozmaitych problemów – od kwestii związanych z równouprawnieniem, prawami wyborczymi, prostytucją czy operacjami plastycznymi aż po aborcję i antykoncepcję, rytualne obrzezanie kobiet w Afryce, czarne protesty, gwałty, przemoc domową. Jest to ujęcie historyczne, symboliczne i przekrojowe. Nie jest to manifestacja polityczna!” – stwierdzają w oświadczeniu artystki. Tym samym nie wypierają się w swoim tekście faktu, że teledysk do ich utworu dotyka również takiej tematyki jak aborcja i „czarne protesty”. Z kolei fakt, że jest to – jak same piszą – ujęcie symboliczne, jest wręcz zaproszeniem do interpretacji i odczytywania zawartych tam symboli.

 

To właśnie widoczne w teledysku symbole wywołały oburzenie w momencie, gdy za sprawą zakwalifikowania utworu do Konkursu Debiutów na Festiwalu w Opolu treści trafiły do szerszego grona. Jednak i z tego grupa próbuje się tłumaczyć, zaś wszystkich dokonujących niewygodnej dla artystek interpretacji straszy „drogą prawną”.

 

I chociaż w tym samym oświadczeniu przeczytać możemy, że zdaniem grupy Girls on Fire „jest rolą i zadaniem każdego artysty, aby mówić i śpiewać o rzeczach ważnych, aby docierały one do jak najszerszego grona i pobudzały do refleksji”, to owa refleksja – gdy staje się niewygodna – wywołuje wrogą odpowiedź.

 

„Jednocześnie chcemy także zapewnić, że wszystkie skierowane pod naszym adresem pełne nienawiści kłamstwa i pomówienia, a przede wszystkim zupełnie nieprawdziwe informacje, że zespół promuje kulturę śmierci, jawnie popiera zabijanie nienarodzonych dzieci, że nasza twórczość ma satanistyczny podtekst, w szybkim czasie wyjaśnimy z autorami na drodze prawnej” – czytamy w oświadczeniu.

 

Niewykluczone jednak, że oburzenie artystek na pojawiające się zarzuty wynika z ich niezrozumienia. Termin „cywilizacja śmierci” lub „kultura śmierci” wiąże się z nauczaniem św. Jana Pawła II i – szerzej – nauczaniem Kościoła w sprawie poszanowania godności człowieka. W myśl Magisterium każdy człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Pana Boga, ma prawo się urodzić i zasługuje na szacunek. Wszystko, co sprzeciwia się prawu do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, stanowi część cywilizacji śmierci – wrogiej wobec proponowanej przez chrześcijaństwo cywilizacji życia. Dlatego też jest więcej niż uzasadnionym, by hymn proaborcyjnych „czarnych marszów” z jawnie feministycznym teledyskiem zaliczyć do tej grupy.

 

Z kolei „czarne marsze”, jakie wylały się na polskie ulice jesienią roku 2016, miały na sztandarach (w wariancie umiarkowanym) zachowanie aborcyjnego status quo. W oparciu o aktualnie obowiązujące przepisy rocznie morduje się około tysiąca dzieci – głównie z powodu podejrzenia występowania u nich choroby. W wariantach radykalnych uczestnicy „czarnych protestów” domagali się osłabienia prawnej ochrony życia, a więc legalizacji aborcji na życzenia – dowolności uśmiercania dzieci w prenatalnej fazie rozwoju. Tymczasem grupa Girls on Fire nie tylko nie odcięła się od „czarnego protestu” i nie sprzeciwiła się łączeniu twórczości z feministycznymi manifestacjami, ale na swoim Facebooku wsparła Ogólnopolskim Strajku Kobiet z 3 października roku 2016. Artystki opublikowały w tej sprawie grafikę, zaś jej opis stanowi… fragment tekstu piosenki „Siła kobiet”.

 

„Satanistyczne podtekst” widać natomiast w teledysku (opublikowanym na YouTube po „czarnych marszach” – 2 grudnia 2016). Owszem – występują w nim treści związane z historycznymi oraz współczesnymi problemami kobiet, jakimi jak np. gwałty czy przemoc. Jednak to, co można by uznać za poruszanie istotnych kwestii i szlachetną walkę ze zjawiskami negatywnymi, marnieje w obliczu scen odwołujących się do aborcji, „czarnych protestów”, czy właśnie wspomnianego wyżej satanizmu. By dostrzec inspirację osobowym złem nie potrzeba jednak głębokich studiów teologicznych. Wystarczy jedynie znajomość pierwszej księgi Starego Testamentu. W końcowej części teledysku widzimy kobietę stylizowaną na biblijną Ewę oraz podpis „Genesis”. To inna nazwa „Księgi Rodzaju” – tej samej, w której znajdujemy opis kuszenia i grzechu pierwszej kobiety. Z kolei kobieta z teledysku ma wytatuowanego wokół szyi węża. Ten zaś w biblijnym opisie, do którego sięgnęli twórcy teledysku, jest kusicielem. Egzegeza chrześcijańska, znana każdemu wykształconemu w cywilizacji zachodniej, łączy postać węża wprost z szatanem. Dlatego też ten fragment teledysku – w połączeniu z wcześniejszymi scenami, które zaklasyfikować należy jako wrogie wobec cywilizacji życia – w sposób oczywisty odczytać można jako motyw satanistyczny.

 

W obliczu tych faktów – nie interpretacji, a faktów właśnie – straszenie „drogą prawną” wszystkich odczytujących w opisany powyżej sposób utwór „Siła kobiet” oraz stworzony do niego teledysk, brzmi jak kiepski żart. Być może Girls on Fire chce przed opolskim Konkursem Debiutów zwiększyć swoje szanse na zwycięstwo poprzez zaprzeczenie radykalnie feministycznej narracji widocznej w piosence i teledysku. Wybrana ku temu droga prowadzi jednak donikąd. Jeśli bowiem artystki zmieniły zdanie i nie popierają już idei przyświecających „czarnym marszom”, powinny powiedzieć o tym wprost. Jeśli zaś trwają przy swoim, to niech nie zaprzeczają oczywistym faktom.

 

 

Michał Wałach

 

 

Wciąż można podpisać protest przeciwko udziałowi grupy Girls on Fire w Konkursie Debiutów na Festiwalu w Opolu. Aby to zrobić należy kliknąć TUTAJ.

   

  

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie