8 września 2012
Autor

Redaktor PCH24.pl

Zobacz inne artykuły

Jak wcielić w życie prawa reprodukcyjne: Adolf Hitler radzi

(Fot. A. Zachwieja/pro-life.pl)

Historia magistra vitae est. Tak mnie przynajmniej uczono w szkole, tłumacząc, że warto wzbogacać swoją wiedzę o minionych czasach. Wie o tym dobrze ks. Artur Jerzy Katolo, autor wydanej niedawno przez Instytut Globalizacji książki „Eugenika i eutanazja. Doświadczenia hitlerowskie”. Publikacja opisuje podejmowane przez Niemców na terenach Rzeszy i okupowanej Polski eutanazyjne, sterylizacyjne i aborcyjne praktyki, które łączył jeden wspólny cel: żeby nie było ludzi.


Książka spadła mi z nieba w momencie, kiedy obłożona materiałami źródłowymi na temat doświadczeń przeprowadzanych przez niemieckich, nazistowskich lekarzy, przygotowywałam tekst pt. „Josef Mengele: patron aborcjonistów” http://www.pch24.pl/josef-mengele–patron-aborcjonistow,4793,i.html. Ucieszyło mnie sama obecność na rynku nowej, cennej książki o eugenice,  a także fakt, że jej autorem jest ksiądz, znawca bioetyki i teologii moralnej, który jako przedstawiciel hierarchii Kościoła katolickiego walczy z eugeniką za pomocą argumentów i metodologii historycznej. Z uwagi na ten kontekst, istotny jest na przykład fakt, że w swojej pracy uczciwie wspomina, że w akcji sterylizacyjnej wzięły udział zakonnice szpitala „Maria Hilf” w Nowej Rudzie. Na szczęście, takich przykładów było niewiele.

 

Autor przybliża dużo więcej mało znanych faktów. Opisuje zaangażowanie firm farmaceutycznych (Schering- Kahlbaum) w testowanie swoich produktów w obozach koncentracyjnych i doświadczenia ze sztucznym zapłodnieniem prof. Clauberga, który opracował hormonalne preparaty, podobno używane do dziś zarówno do podtrzymywania ciąży, jak i dokonywania tzw. aborcji (co wyczytałam w „Nazi Doctors” Roberta J. Liftona).

 

Zdecydowanym plusem całej książki jest nie tylko szczegółowe opisanie, w jaki sposób odbywały się okrutne praktyki (legalne!), ale przywołanie ofiar z imienia i nazwiska.  Dowiemy się na przykład, że 11-letnia (sic!) Jadwiga Pelzel ze Starego Wielisława (pow. Kłodzko), zmarła 16 czerwca 1936 r. w wyniku chirurgicznej sterylizacji (podobno na zapalenie otrzewnej). W książce można również zapoznać się z formularzami wypełnianymi przez lekarzy-morderców i wyobrazić sobie, co działo się w szpitalach we Wrocławiu (liczne ośrodki ubezpłodniania), Kościanie, Choroszczy czy Chełmie (programy eutanazyjne). Jeśli dorzucić do tego informację (którą ostatnio podzielił się ze mną znajomy) o istnieniu Muzeum Anatomii przy Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, gdzie wciąż znajdują się poniemieckie eksponaty, w tym „dzieci w słojach”, to aż trudno patrzeć na tamtejsze szpitale nie mając w pamięci tych morderczych praktyk.

 

Zagłębiając się w lekturę pomyślałam sobie, że dobrze by było, gdyby przeczytał ją prezydent Komorowski, podobno katolik, a na pewno historyk i kompromitowiec, czyli zwolennik zabójczego kompromisu aborcyjnego, zezwalającego na zabijanie dzieci nienarodzonych w polskich szpitalach publicznych (również we Wrocławiu!). Pomyślałam o tym, bo może jest jakaś szansa, że zda sobie sprawę, jak bardzo nasza śmiertelnie okrutna ustawa przypomina niemieckie prawodawstwo. Jak pisze ks. Katolo, w 1927 r. Reichstag dopuścił wykonywanie „aborcji” w celu ratowania życia matki. Od tego czasu legalne były tzw. aborcje terapeutyczne, z różnych powodów zdrowotnych, bo lekarze mogli łatwo przekonać władzę, że „zabieg” był konieczny (to podaje w „Cultures of Abortion in Weimar Germany” Cornelie Usborne). W 1935 r. rząd III Rzeszy wprowadził możliwość zabicia nienarodzonego dziecka z przyczyn eugenicznych. Obowiązująca obecnie w Polsce ustawa różni się tym, że dodana jest legalność w przypadku tzw. czynu zabronionego, czyli najczęściej gwałtu. Czy to taka duża różnica, skoro oba prawa są z duchu eugeniczne, bo chodzi w nich o eliminowanie konkretnych kategorii ludzi (np. poczętych w wyniku gwałtu, z syndromem Downa, etc), przeznaczonych tym samym do (eks)terminacji?

 

Ks. Katolo dalej pisze, że w 1943 r. Niemcy wprowadzili swobodę „aborcji” na żądanie dla kobiet z tak zwanych „niższych ras” (np. Polek, Czeszek, Rosjanek), jednak jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby Polki żądały ich od Niemców. Wymieniane przez autora przypadki „aborcji” przymusowych, które dotknęły na przykład kobiety w Auschwitz, pokazują prawdziwy cel wprowadzania tego przepisu i bynajmniej nie chodziło o respektowanie tzw. praw reprodukcyjnych Polek. Aborcja jest przecież z zasady nie tylko nieludzka, ale po prostu antyludzka i była w rękach Hitlera narzędziem likwidacji niewygodnych narodów.

 

Choć Niemkom, na których nie ciążyły „skazy eugeniczne” teoretycznie za tzw. aborcję groziła kara śmierci, trudno wyobrazić sobie, że Hitler i niemiecki aparat państwowy byli przeciwni zabijaniu nienarodzonych. A co ważne w kontekście tego państwa: nie mieli z nią żadnych moralnych problemów niemieccy lekarze na usługach władzy i jej aktów prawnych (polscy aborterzy ze szpitali publicznych też powołują się na ustawę aborcyjną, którą utrzymują przy życiu parlamentarzyści). A było ich wielu. Wśród odpowiedzialnych za „aborcje” przymusowe (w Auschwitz?) Katolo wymienia: Greifelta, Creutza, Meyer-Hetlinga, Schwarzenberga, Hofmanna, Hildebrandta, Schwalma i Hübnera. Ciekawe byłoby prześledzić ich powojenne losy. Czy niektórzy, tak jak Josef Mengele w Argentynie, kontynuowali swoje kariery aborterów?

 

Książka pozostawiła mnie z pytaniami bez odpowiedzi i, jak każda dobra publikacja, pobudziła do myślenia. Jak to było z ową karą śmierci za zabicie nienarodzonego dziecka dla Niemek? Czy wiele z nich zostało w ten sposób ukaranych, a może te kwestie nie są udokumentowane? Ile „aborcji” miało miejsce w Niemczech za czasów rządów Hitlera? Co robili po wojnie niemieccy aborterzy? Co naprawdę działo się w bloku X w Auschwitz, w którym działał „specjalista od praw reprodukcyjnych”, prof. Clauberg? Co dokładnie testowały niemieckie firmy farmaceutyczne (Bayer, Schering) w obozach koncentracyjnych? Odpowiedzi na te pytania złożyłyby się na odpowiedź na kolejne, ważniejsze pytanie: jakie zasługi mają niemieccy lekarze dla rozwoju metod aborcyjnych i sztucznego zapłodnienia.

 

Mam nadzieję, że Autor zechce napisać drugą część swojej książki, może pod tytułem: „Aborcja i sztuczne zapłodnienie. Doświadczenia hitlerowskie”, a Instytut Globalizacji Tomasza Teluka ją wydać. Póki co, bardzo dobrze, że taka książka jest na polskim rynku czytelniczym. Warto ją rozpropagować, również wśród posłów-kompromitowców.

 

Natalia Dueholm

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie