26 października 2019
Autor

Jerzy Wolak z Rzymu: amazoński kit nie sklei popękanego Kościoła

(Msza święta rozpoczynająca synod amazoński (Bazylika św. Piotra, Watykan, 6 października 2019). Fot: REMO CASILLI / Archiwum: Reuters / FORUM )

W (dez)informacyjnej retoryce synodu panamazońskiego wydaje się leżeć metoda, która – choć posuwa się wręcz do obrażania inteligencji (i wiary) należycie uformowanego katolika – ostatecznie może się okazać nader skuteczna.

 

Obserwując uważnie synody papieża Franciszka można dostrzec, że wytyczona przezeń droga synodalności z wolna krzepnie, a sekwencja kolejnych zgromadzeń biskupich układa się w coraz wyraźniejszy wzór. Oto z synodu na synod podejmowana tematyka coraz bardziej odrywa się od realnych problemów Owczarni Chrystusowej przy równoczesnym narastaniu stopnia ideologizacji synodalnych postulatów, a w dokumencie końcowym niespodziewanie – niby diabełek z pudełka – wyskakują punkty zupełnie nieobecne na sali obrad. A przy tym szermierze nowego paradygmatu Kościoła nie zaniedbują wyciągania wniosków z kolejnych spotkań na watykańskim szczeblu i z synodu na synod coraz bardziej tę technikę wydoskonalają.

 

Przejawia się to na przykład w doborze uczestników. Wyraźnie rzuca się w oczy, iż w kolejnych odsłonach synodalnej reformy Kościoła udział bierze coraz ściślej wyselekcjonowane grono delegatów, ograniczające się do jej żywiołowych entuzjastów – w dodatku z roku na rok coraz niższej rangi.

 

Jednocześnie odczuwa się narastające utajnienie synodalnych poczynań, co w nader widoczny sposób odsłaniają konferencje prasowe w Sala Stampa della Santa Sede – w temacie Amazonii jak jeszcze nigdy dotąd pełne gładkiego pustosłowia. Czyż więc można się dziwić podejrzeniom, że chodzi o sprytne ukrycie w informacyjnym (dezinformacyjnym?) szumie jakichś niejawnych celów (acz nie można wykluczyć powodu zupełnie prozaicznego – a mianowicie, iż drugoligowi czy wręcz trzecioligowi zawodnicy wydelegowani do tej trudnej skądinąd gry, choć starają się jak mogą, po prostu nie mają nic mądrego do powiedzenia).

 

Prawda zawsze jest najprostsza

 

W obliczu powyższej sytuacji tradycyjny, trzeźwo myślący katolik czuje się jak andersenowskie dziecko oglądające paradę cesarza odzianego w nowe szaty, których – wedle zapewnień przedstawicieli nowego paradygmatu krawiectwa – nie byli w stanie dostrzec ludzie mało inteligentni i nie nadający się na wysokie stanowiska. Owszem, dziś trzeba wręcz odżegnywać się od chęci zajęcia wysokiego stanowiska w Nowym Wspaniałym Świecie, by móc dostrzec jego ewidentne absurdy. Ewidentne jednakowoż wyłącznie dla tych, których oczy nie są „jakoby na uwięzi” (Łk 24, 16).

 

O cóż na przykład chodzi – zapyta prosty, trzeźwo myślący katolik – w kwestii tych dzikich plemion zamieszkujących amazoński interior? Jeżeli faktycznie nie słyszeli o Jezusie, to trzeba im koniecznie o Jezusie powiedzieć. Koniec, kropka. Po co dla niewielkiej garstki (niezależni eksperci twierdzą, że prawdziwych pogan wciąż kultywujących prymitywny styl życia pozostaje nie więcej niż dwieście tysięcy) tworzyć specjalnych amazoński Kościół – który dodatkowo ma się stać wzorem dla całego Kościoła powszechnego?

 

Jeżeli pragnie się uczynić ich gorliwymi wyznawcami Chrystusa Pana, to trzeba ich bezwzględnie oderwać od ich pogańskiej przeszłości, bo „ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego” (Łk 9, 62). Jeżeli pragnie się uczynić ich prawdziwymi chrześcijanami, to trzeba bezwzględnie skłonić ich, aby sami dobrowolnie, bez najmniejszego żalu rzucili swe dawne bałwany w nurt Amazonki, na żer piraniom (choć te jako stworzenia Boże działające według planu Stwórcy nawet ich nie tkną). Bezwzględnie trzeba im uświadomić, że Pan – jak to wyznał Mojżeszowi u początków historii zbawienia (Wj 20, 1-6) – jest Bogiem zazdrosnym, który nie pozwala mieć cudzych bożków obok siebie.

 

Ignorancja czy arogancja?

 

Czy tego nie wiedzą hierarchowie zrzeszeni w CELAM, czyli Radzie Biskupów Ameryki Łacińskiej? Z rozmów z niezależnymi ekspertami wynika, że to możliwe, gdyż – jak zapewniają – poziom intelektualny południowoamerykańskiego duchowieństwa jest zastraszająco niski (a przy tym wielu jego przedstawicieli nieporównanie lepiej niż doktrynę Kościoła zna doktrynę Marksa).

 

Cóż bowiem innego niż właśnie to każe im wikłać się w trącącą na odległość komuną retorykę traktującą o kolonializmie, konkwistadorach i tym podobnych czerwonych fetyszach? Że też podobne słowa w ogóle przechodzą im przez usta w obliczu pięciu wieków wspaniałej historii misjonarstwa, które stworzyło w pełni katolicki kontynent. A niedobitki pogaństwa, które do dnia dzisiejszego kryją się w amazońskich ostępach trwają wyłącznie dlatego, że w momencie zaistnienia wreszcie technicznych możliwości dotarcia do najdzikszej tropikalnej głuszy ze słowem Bożym depozytariusze owego słowa sprzeniewierzyli się powierzonej im przez Chrystusa misji udania się na cały świat, aby nauczać wszystkie narody, „udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28, 19), i zamiast tego zaczęli wlewać w katolickie serca i umysły lewacką truciznę, a do katolickiej nauki, ba, nawet do liturgii importować pogańskie gusła. Czemu to ma służyć? Cui bono?

 

Nie od dziś mnożą się pytania. Nie od dziś rośnie coraz bardziej uzasadnione podejrzenie, że ktoś nas tu ordynarnie robi w konia.

 

Dlaczego w ogóle Amazonia? – zapyta szczerze (niemedialnie) zatroskany katolik. Ponieważ to doskonały poligon doświadczalny dla przetestowania wszystkich destrukcyjnych postulatów modernistycznej i postmodernistycznej sitwy działającej u szczytu kościelnej piramidy władzy. Zniesienie celibatu kapłańskiego i diakonia (czyli pierwszy stopień kapłaństwa) kobiet to przecież program dla Europy – program, ku któremu aż przebierają nogami zwłaszcza członkowie episkopatów niemieckojęzycznych. Niech więc tylko zaistnieje w amazońskiej pipidówce, a natychmiast – powołując się na odniesiony tam rzekomo spektakularny sukces – zacznie się instalowanie go od diecezji Porto do diecezji przemyskiej, od prałatury terytorialnej Tromsø po archidiecezję maltańską. I na tym zasadniczo polega cały ten amazoński pic na wodę, fotomontaż.

 

 

Jerzy Wolak, Rzym

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie