Komu zawierzę życie? O tym nie zdecyduje ani psychoterapia, ani psychiatria

Współczesny człowiek coraz częściej korzysta z pomocy psychologicznej, ucząc się rozumieć swoje emocje, lęki i zranienia. Jednocześnie coraz rzadziej zatrzymuje się nad tym, co kryje się głębiej — nad duchowym wymiarem życia i źródłem niepokoju, którego nie da się wyjaśnić wyłącznie psychologią. Bo zrozumienie siebie nie zawsze oznacza odnalezienie sensu.
Psychologia stała się językiem naszych czasów
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu o kryzysach psychicznych mówiło się niewiele. Cierpienie przeżywano w ciszy, powierzano je rodzinie, przyjaciołom albo Bogu. Dziś coraz częściej pierwszym miejscem, do którego kierujemy swoje kroki, jest gabinet psychologa lub psychoterapeuty. I to dobrze.
Przestaliśmy udawać, że depresję można pokonać „silną wolą”, a traumę przeczekać. Coraz odważniej mówimy o lękach, zaburzeniach, bezsenności czy wypaleniu. Korzystamy z osiągnięć nauki, która pomaga zrozumieć mechanizmy ludzkiej psychiki.
Ale pojawia się pytanie: czy psychologia jest jedynym językiem, którym możemy opisać człowieka? Bo przecież cierpimy nie tylko wtedy, gdy nasza psychika jest przeciążona. Czasem boli coś, czego nie opisuje żadna klasyfikacja zaburzeń. Pytanie o sens. Poczucie pustki. Tęsknota. Lęk przed śmiercią. Pragnienie, by życie znaczyło więcej niż tylko kolejne osiągnięcia i dobrze wypełnione zadania.
Nie każde ludzkie cierpienie jest chorobą. Nie każda rana wymaga jedynie usunięcia bólu. Czasem cierpienie jest także miejscem, w którym zaczynamy zadawać pytania, od których wcześniej uciekaliśmy.
Dwie skrajności
Jeszcze do niedawna wielu wierzących słyszało prostą receptę: „Więcej się módl”. Jakby każda nerwica była skutkiem zbyt małej wiary. Dzisiaj coraz częściej popadamy w drugą skrajność. Każdy ból próbujemy nazwać psychologicznie. Każde cierpienie przepracować. Każdą pustkę wypełnić kolejną wizytą. Jakby człowiek był jedynie zbiorem emocji, wspomnień i mechanizmów psychicznych. Obie odpowiedzi są zbyt proste.
Bo modlitwa nie zastąpi terapii tam, gdzie potrzebna jest pomoc psychiatry czy psychoterapeuty. Ale terapia również nie zastąpi Boga tam, gdzie człowiek tęskni za czymś, czego żadna metoda terapeutyczna nie jest w stanie mu dać.
Co ciekawe, obie skrajności bywają wygodne. Pierwsza pozwala uniknąć zmierzenia się z chorobą i przyjęcia profesjonalnej pomocy. Druga nie wymaga zadawania pytań o grzech, przebaczenie, nawrócenie czy odpowiedzialność przed Bogiem.
Psychologia nie pyta o zbawienie. I nie powinna. To nie należy do jej kompetencji.
Człowiek jest kimś więcej niż swoją psychiką
Psychoterapia pomaga zrozumieć mechanizmy naszych reakcji. Uczy rozpoznawać emocje. Pomaga wyjść z depresji, skutków traumy czy zaburzeń lękowych. To ogromne dobro. Nie powinniśmy się go bać. Ale człowiek nie jest tylko psychiką. Nie jest sumą doświadczeń z dzieciństwa. Nie jest zbiorem hormonów. Nie jest wyłącznie swoim temperamentem. Jest również istotą duchową. Ma sumienie. Ma wolność. Ma zdolność kochania. Ma pragnienie nieskończoności. Jest kimś, kto nie tylko pyta: „dlaczego tak się czuję?”, ale również: „kim jestem?”, „jak powinienem żyć?”, „co jest naprawdę dobre?”.
Psychologia może wyjaśnić, dlaczego odczuwam lęk. Nie odpowie jednak, czy dobro istnieje naprawdę. Czy przebaczenie ma sens. Czy śmierć jest końcem. Czy człowiek posiada duszę. Czy istnieje Bóg. To nie są pytania psychologiczne. To pytania filozoficzne, religijne i egzystencjalne. I właśnie dlatego nie należy oczekiwać od terapii odpowiedzi, których sama z definicji nie daje.
Nie każda pustka jest zaburzeniem
Coraz częściej idziemy na terapię nie dlatego, że cierpimy na chorobę psychiczną. Po prostu czegoś nam brakuje. Mamy rodzinę. Pracę. Stabilizację. Osiągnęliśmy cele, które jeszcze kilka lat wcześniej wydawały się spełnieniem marzeń.
A jednak wieczorem wracamy do domu i zamiast wdzięczności pojawia się dziwny niepokój. Ktoś właśnie dostał wymarzony awans. Ktoś inny wybudował dom. Jeszcze ktoś spełnił marzenie o podróżach. Przez chwilę pojawia się satysfakcja.
A potem wszystko wraca do punktu wyjścia. Znowu trzeba znaleźć kolejny cel. Kolejne osiągnięcie. Kolejny sukces. Jakby szczęście ciągle przesuwało się o kilka kroków dalej.
Dlaczego?
Bo może przez całe życie budowaliśmy wszystko wokół jednego słowa: ja. Moje bezpieczeństwo. Moja satysfakcja. Mój rozwój. Moje szczęście.
A przecież człowiek nie został stworzony po to, żeby nieustannie krążyć wokół samego siebie.
Święty Augustyn napisał:
„Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie.”
Może więc nie każda pustka jest objawem choroby. Może niektóre są tęsknotą za Bogiem.
Są pytania, na które terapia nie odpowie
Psychoterapia może pomóc mi zrozumieć moje emocje. Może pokazać, dlaczego boję się odrzucenia. Dlaczego trudno mi zaufać. Dlaczego wciąż wchodzę w toksyczne relacje.
Ale nie odpowie:
Dlaczego cierpienie w ogóle istnieje? Czy przebaczenie ma sens? Dlaczego warto być wiernym, skoro łatwiej odejść? Po co kochać, skoro miłość boli? Po co żyć?
Na pewnym etapie każda droga prowadzi człowieka do miejsca, w którym nie wystarczy już wiedzieć, jak funkcjonuje. Trzeba jeszcze odpowiedzieć sobie, dla kogo i dla czego chce żyć.
Uważaj, komu oddajesz swoje serce
Terapeuta nie jest tylko specjalistą od emocji. Towarzyszy człowiekowi wtedy, gdy ten podejmuje najważniejsze decyzje swojego życia. Dlatego nie jest obojętne, jak rozumie człowieka. Jego wolność. Małżeństwo. Rodzinę. Wierność. Cierpienie.
Wyobraźmy sobie kobietę przeżywającą kryzys małżeński. Jeden terapeuta zapyta:
„Czy próbowaliście jeszcze odbudować waszą relację?”
Inny powie:
„Najważniejsze jest pani szczęście.”
Obie wypowiedzi wynikają nie tylko z wiedzy psychologicznej. Wynikają także z określonej wizji człowieka. Dlatego wybór terapeuty nie jest obojętny. Zwłaszcza dla człowieka wierzącego.
Czy szczęście zawsze oznacza komfort?
Współczesna kultura bardzo często utożsamia zdrowie z dobrym samopoczuciem. Jeżeli coś mnie boli — trzeba to usunąć. Jeżeli jakaś relacja mnie kosztuje — może warto z niej zrezygnować. Jeżeli cierpię — znaczy, że coś poszło nie tak. Chrześcijaństwo patrzy na człowieka inaczej. Nie zachęca do cierpienia. Ale też nie obiecuje życia bez niego. Chrystus nie powiedział:
„Pójdź za Mną, a już nigdy nie będziesz cierpiał”.
Powiedział:
„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje”. (Mt 16,24)
To bardzo trudna prawda. Bo pokazuje, że nie każde cierpienie jest porażką. Niektóre doświadczenia bardziej kształtują człowieka niż lata spokojnego i wygodnego życia.
Łaska buduje na naturze
Kościół nigdy nie uczył, że wiara zwalnia z troski o zdrowie. Przeciwnie. Bóg działa również przez lekarzy. Przez psychiatrów. Przez psychologów. Przez terapeutów. Święty Tomasz z Akwinu pisał:
„Łaska nie niszczy natury, lecz ją udoskonala”.
Czasami pierwszym krokiem jest terapia. Bo trudno usłyszeć delikatny głos Boga, kiedy człowiek od miesięcy żyje w nieustannym lęku, bezsenności czy depresji. Ale równie trudno odnaleźć pokój, jeśli po uporządkowaniu emocji nadal nie wiemy, po co żyjemy.
Człowiek potrzebuje uzdrowienia całego siebie
Psychoterapia pomaga uporządkować emocje. Psychiatria leczy chorobę. Ale żadna z nich nie odpowie za mnie na pytanie, komu zawierzę swoje życie. Wiara nie jest konkurencją dla psychologii. Ona zaczyna się tam, gdzie kończą się jej kompetencje. Bo nawet człowiek zdrowy psychicznie może być głęboko nieszczęśliwy. Może mieć wszystko. I nadal czuć, że nie ma nic. Chrystus nie przyszedł po to, by zabrać człowiekowi wszystkie trudne emocje. Nie obiecał życia wolnego od cierpienia. Przyszedł, by nadać sens również temu, czego nie da się usunąć.
Psychoterapia może pomóc nam lepiej żyć. Ale nie odpowie, po co żyć. Może uporządkować nasze wnętrze. Nie zapełni jednak miejsca, które od początku było przeznaczone dla Boga. Bo są w człowieku pytania, na które nie odpowiada żadna metoda terapeutyczna.
Odpowiada na nie dopiero Miłość.
Anna Dubaniowska






