10 września 2017
Autor

Redaktor PCH24.pl

Kościół i aborcja. Jak będzie tym razem?

(Fot. Zubrzycki Marian/FORUM )

Zbliża się kolejny spór o aborcję. Reakcję większości środowisk na projekt zakazujący zabijania dzieci łatwo przewidzieć: PiS będzie kluczyć, opozycja będzie przeciw, feministki wyjdą na ulicę. Swoisty znak czasów stanowi jednak targająca nami niepewność co do tego, w jaki sposób zachowa się… Kościół – zarówno jego biskupi, jak i świeccy wierni.


Niepewność ta wynika z zaskakującej postawy niektórych biskupów podczas zeszłorocznego boju o zakaz aborcji. Przypomnijmy – duchowni nie poparli wówczas bardzo dobrego projektu ustawy przygotowanego przez Ordo Iuris, w sposób zupełnie niezrozumiały odcinając się od postulatu karania za aborcję wszystkich zamieszanych w zabicie nienarodzonego dziecka. W wyniku tej postawy części polskich hierarchów do opinii publicznej przedostał się zdumiewający komunikat, według którego biskupi… sprzeciwili się wprowadzeniu ustawy zakazującej dzieciobójstwa. Posłowie PiS wzięli taki stan rzeczy za dobrą monetę i odrzucając obywatelski projekt powoływali się na oficjalne stanowisko KEP.

Wielu zwykłych katolików do dziś nie może pojąć co właściwie stało się jesienią poprzedniego roku. Oto partia na którą głosowali, powołująca się na nauczanie Kościoła i wielokrotnie wcześniej głosująca za zakazem aborcji, odrzuca projekt broniący życia a stanowczego sprzeciwu ze strony hierarchii nie słychać. A gdzie słowa Chrystusa o „wszystkim co uczyniliście tym najmniejszym”, gdzie przykazanie „nie zabijaj”, gdzie nauczanie Jana Pawła II i wszystkich innych papieży? PiS w dodatku odrzuciło projekt w imię tzw. spokoju społecznego, o co zupełnie nie dbało w kwestiach znacznie bardziej błahych niż ochrona ludzkiego życia, tj. w sprawie Trybunału Konstytucyjnego czy ustroju sądów. Wtedy to rządzący nie obawiali się protestów, nie obawiali się też legendarnego już „syndromu wahadła”, według którego gdy do władzy dojdzie lewica wszystko pozmienia. Nie – w sprawach partykularnego zarządzania władzą sądowniczą zmiany mogły być radykalne. W sprawie aborcji takiego zapału zabrakło.

Polscy biskupi przeciwko tej decyzji nie protestowali. A przecież władza, którą posiadają w naszym kraju hierarchowie, nadal jest przecież ogromna. Słowa biskupów są bowiem zawsze uważnie słuchane i szeroko komentowane a ich stanowisko brała pod uwagę każda ekipa rządząca – z postkomunistami z SLD włącznie. Taka jest nadal siła Kościoła nad Wisłą.

Mniejsza już o powód dla którego rok temu część biskupów postąpiła tak a nie inaczej – a oficjalnie chodziło o pogląd, według którego nie należy nawet brać pod uwagę możliwości karania kobiet współwinnych zbrodni aborcji. Dziś jednak ustawy Ordo Iuris nie ma i zapewne nie będzie – jest za to nowy projekt.

Projekt Zatrzymaj aborcję przygotowany przez fundację Życie i Rodzina już nie zakłada karania matek zlecających zabijanie dzieci poczętych, a „jedynie” prawne zakazanie tego barbarzyńskiego procederu. Jest więc łagodniejszy niż poprzedni i jako taki powinien móc liczyć na poparcie biskupów – mówiąc bowiem kolokwialnie, nie ma się w nim do czego przyczepić – zakłada on bowiem zniesienie tzw. przesłanki eugenicznej, bez usuwania z prawa możliwości zabicia dziecka poczętego w wyniku czynu zabronionego, czy „przerywania ciąży” zagrażającej życiu matki.

Co więc zrobią biskupi?

Jest szansa na to, że ich stanowisko będzie jednoznacznie pozytywne. Nowy obywatelski projekt, choć zbiórka podpisów pod nim dopiero się zaczyna, zyskał już w czerwcu wstępne poparcie Konferencji Episkopatu. Co więcej – biskupi polecili tę inicjatywę modlitwie i poparli zbieranie podpisów po nią. Rok temu w wielu diecezjach takiej pomocy ordynariusze odmówili.

Podpisy zapewne zostaną zebrane – w tej dziedzinie polscy katolicy nie zawodzą. Pozostaje więc kwestia tego jak przekonać parlamentarzystów do poparcia „niewygodnego” projektu?

W tej właśnie sprawie głos powinien jak najprędzej i jak najbardziej zdecydowanie głos zabrać Kościół. Zarówno instytucjonalny, a więc hierarchowie, jak Kościół w znaczeniu ludu Bożego.

Przyznajmy sami przed sobą – w ubiegłym roku tylko część z nas zachowała się jak trzeba. Tylko niewielka część katolickich publicystów, wydawców, liderów, działaczy i zwykłych wiernych włączyła się w akcję obywatelską mającą na celu zakazanie dzieciobójstwa. Ordo Iuris i organizacje z nim współpracujące podeszły do sprawy bardzo profesjonalnie, ale zabrakło katolickiego wsparcia – masowego wsparcia wiernego ludu.

Dlaczego?

Otóż dlatego, że część z nas wybrała – za niektórymi biskupami – „święty spokój”. Inna grupa katolików uznała zaś, że projekt nie spełnia wszystkich oczekiwań, więc zaczęła rzucać kłody pod nogi inicjatorom (jakby zupełnie zapominając, że projekt posłowie mogli dowolnie zmienić już w Sejmie). Jeszcze inna część katolików dała sobie wmówić, że dla Polski lepsze jest to co nakazuje Jarosław Kaczyński a nie Jezus Chrystus. Owszem, to mocne słowa, ale nie ma w nich krzty nieprawdy – ówczesny wściekły atak fanatycznych zwolenników PiS (na co dzień nominalnych katolików) na zwolenników zakazu aborcji jest tego najlepszym przykładem.

Tym razem więc organizacje katolickie muszą zaangażować się w sprawę znacznie odważniej. Nawet, jeśli biskup miejsca z jakiegoś powodu nie włączy się osobiście w wywieranie presji na rządzących, katolicy z tej diecezji muszą wziąć na siebie tą odpowiedzialność. Chodzi nie tylko o przekonywanie polityków PiS do tej decyzji, ale także o silne wsparcie dla nich. Jeśli bowiem feministki znów okażą się lepiej zorganizowane niż my, sprawniej wykorzystujące wspierające je machiny medialne do wyprowadzenia ludzi na ulice, przegramy. Jeśli bowiem zwolennicy zabijania dzieci wyjdą na ulicę w liczbie 50 tysięcy, tego samego dnia lub najdalej nazajutrz powinno nas tam być 100 tysięcy!

Najlepiej pod wodzą biskupów.

Dlatego musimy sami zadbać o tłumy wspierające ustawę – tak w internecie jak i na ulicach. Alternatywą jest bowiem podarowanie PiS-owi okazji do kolejnej wymówki – i rzekomego uspokojenia nastrojów.

A biskupi? Cóż, oni też mają w tej sprawie wiele do zrobienia. A narzędzia, jakie daje im Kościół są naprawdę groźne dla tych, którzy sprzeciwiają się Jego nauce. Wyobraźmy sobie bowiem, że nagle prymas Polski, w przededniu głosowania przypomni, że każdy kto winien jest legalizacji aborcji (a więc braku jej zakazu również) automatycznie zaciąga na siebie ekskomunikę! Albo że przewodniczący KEP zapowie – wzorem kardynała Jorge Medina Esteveza z Chile – że polityk głosujący za utrzymaniem w prawie możliwości zabijania nienarodzonych nie dostąpi możliwości przystępowania do Komunii Świętej i nie zostanie pochowany w obrządku katolickim! Czyż to nie byłoby dla polityków motywujące? 

Biskupi są ostatnimi czasy chwaleni za „wtrącanie się do polityki” przez… lewicę. Tak stało się gdy abp. Gądecki podziękował prezydentowi za zawetowanie pisowskich ustaw zmieniających prawo o sądach, tak stało się gdy prymas Polak wypowiedział się o konstytucji, tak też dzieje się, gdy KEP co jakiś czas przypomina o swym pomyśle na utworzenie „korytarzy humanitarnych”. Czas więc, by Kościół „wtrącił się do polityki” także dla dobra nienarodzonych.

To przecież może być ostatnia szansa.

  

 

Krystian Kratiuk

  

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie