11 stycznia 2021
Autor

Marcin Austyn

Zobacz inne artykuły

Kościół musi walczyć. Do szabel, bracia!

Od słodko-kiczowatego „katolicyzmu” robi się mdło. Podobnie jak od pseudomiłości bliźniego, która ma polegać na niestawianiu przeszkód grzechowi. A przy tym pokutuje wizja katolika jako człowieka we wszystkim ustępującego, nawet gdy ktoś poniewiera rzeczy najświętsze. Więcej nawet, katolików zaczęto postrzegać jako takie… – sit venia verbo – tusze wołowe. Zgoła inaczej rzecz się miała w ciągu minionych wieków. Trzeba nam sobie to przypomnieć!

 

Pan Jezus w Kazaniu na Górze mówi: Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi (Mt 5, 39). Bywa to często opacznie rozumiane: jak gdybyśmy nie mieli prawa do obrony, lecz mieli zawsze i każdemu dawać się bić, niszczyć, krzywdzić, poniewierać, upokarzać…

 

To nieprawda! W ten sposób tylko tego, który grzeszy przeciwko tobie, jeszcze bardziej rozzuchwalasz i utwierdzasz w złu. Masz przecież prawo do obrony własnej. Kiedy ktoś cię atakuje, masz prawo się bronić. Jeśli zaś chodzi o to, co powinno dla ciebie stanowić największą świętość, czyli o Najświętszy Sakrament, następnie o miejsca i przedmioty kultu Bożego, a także o twoją rodzinę, naród czy ojczyznę – czyli to wszystko, co Pan Bóg tobie powierzył jako twoje własne i zarazem szczególne zadanie miłości – tego masz nie tylko prawo, ale i obowiązek bronić. Nie możesz pozwolić, żeby ktoś nasze świętości profanował lub niszczył twoją rodzinę czy twój naród.

 

Jak zatem rozumieć nadstawianie drugiego policzka? Na pewno nie jako zachętę do bierności i ślepego poddaństwa wobec zła.

 

Chciejmy zauważyć, że sam Pan Jezus, spoliczkowany przez jednego ze sług u Annasza – nie nadstawia (w dosłownym rozumieniu) drugiego policzka ani nie zachowuje biernej postawy, lecz mówi: Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz? (J 18, 23). Zatem nasz Boski Mistrz i Nauczyciel nie godzi się na niesprawiedliwe i złe traktowanie, lecz w dostępny sposób dochodzi swoich praw. Toteż i my nie powinniśmy ulegać złu, zasłaniając drugi policzek tchórzliwym oportunizmem i w ten sposób upodabniając się do tego, czemu winniśmy się stanowczo opierać, lecz być gotowymi na kolejne ciosy (nadstawianie drugiego policzka), przy czym ani na krok nie ustępować w sprawiedliwej i szlachetnej walce.

 

Przykład właściwej postawy nadstawiania drugiego policzka, czyli gotowości przyjęcia kolejnych ciosów w walce o zbawienną prawdę pozostawił nam święty Mikołaj, uderzając w twarz herezjarchę Ariusza. Dokonał również w ten sposób aktu czystej, bo bezinteresownej i odważnej miłości bliźniego.

 

Przeciw złu w sobie i świecie

Godzi się tutaj zauważyć, iż walka, do której zostaliśmy powołani, jest dwuwymiarowa. Fundamentalne znaczenie ma walka wewnętrzna, duchowa, czyli walka z naszymi słabościami. Ta dokonuje się w odniesieniu do Boga na drodze modlitwy oraz umartwiania, rozumianego jako świadome i dobrowolne uśmiercanie złych skłonności za pomocą rozmaitych ofiar i wyrzeczeń. Na tym jednak nie wolno poprzestawać. Uzbrojeni mocą Bożą wskutek naszych duchowych zmagań winniśmy podejmować zewnętrzną walkę z otaczającym nas złem. Zawsze z zachowaniem tej hierarchii i w tej kolejności.

 

Zgoła inaczej widzi to współczesny świat, który nam, katolikom, wyznacza na ogół rolę jakby zwierzyny łownej lub hodowlanej, do której można bezkarnie strzelać bądź sidlić ją i hodować zgodnie z własnym upodobaniem. Natomiast katolik winien pozostawać biernym, niemym oraz (w potocznym rozumieniu tego słowa) bezgranicznie spolegliwym.

 

W powyższym rozumieniu katolik powinien każdemu ustępować, ze wszystkim się godzić, na wszystko pozwalać. W tę jakże chorą fantasmagorię doskonale wpisuje się rozpanoszone w świecie fałszywe rozumienie miłosierdzia – jak gdyby miało ono polegać na schodzeniu grzesznikowi z drogi, którą ten zmierza wprost do piekła. Podobnie pokutuje dzisiaj beznadziejnie głupie i kiczowate wyobrażenie miłości bliźniego, które nie dopuszcza słowa krytyki lub sprzeciwu czy jakiegokolwiek zadrażniania, lecz domaga się przytakiwania na wszystko, ugłaskiwania i zagłaskiwania, takiego ciągłego cia-cia, cia-cia, powodującego, że się aż na mdłości zbiera.

 

Obmierzła herezja pacyfizmu

A co na to Pan Jezus? Uczonych w Piśmie i faryzeuszy wyzywa od grobów pobielanych (Mt 23, 27), co było odbierane jako najcięższego kalibru obelga. A tych, którzy nie chcieli uszanować Domu Ojca, biczem z postronków wypędza ze świątyni.

 

W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę wszystkich, którzy z lubością stwierdzają, że ksiądz powinien służyć (a w domyśle: spełniać wszelkie zachcianki, świadcząc bez szemrania usługi na życzenie), iż Pan Jezus – powodowany miłością Boską, czyli doskonałą – świątynnym przekupniom służy właśnie za pomocą bicza. Swoją drogą, ciekawe jaką prasę zyskałby dzisiaj proboszcz, który pod tym względem spróbowałby swojego Boskiego Mistrza jak najwierniej naśladować…?

 

Wreszcie zauważmy, jakie spustoszenie współcześnie w sercach i umysłach wielu katolików czyni herezja pacyfizmu, zgodnie z którą pokój należy zachowywać za wszelką cenę. Nie ma to nic wspólnego z pokojem Chrystusowym. Przecież – jak czytamy w dwunastym rozdziale Ewangelii według świętego Łukasza – Pan Jezus mówi: Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam (Łk 12, 51).

 

Zatem potoczne rozumienie pokoju najwyraźniej kłóci się z pojęciem tego pokoju, który daje nam Chrystus. Wbrew rozpowszechnionym fałszywym opiniom nasz Zbawiciel bynajmniej nie wzywa nas do pacyfizmu. Wprawdzie Pan Jezus kazał Piotrowi schować miecz do pochwy, żeby walka nie stanęła na przeszkodzie Jego zbawczej misji, ale kiedy indziej najwyraźniej zapowiada czas walki. W rozdziale dwudziestym drugim Ewangelii według świętego Łukasza wyraźnie przecież nakazuje kupić miecz.

 

W rozważaniach i dyskusjach na temat walki zbrojnej nigdy nie zapominajmy, że pierwsza wojna rozegrała się w Niebie. Jak wyglądało takie starcie zbrojne duchów niebieskich i zarazem inteligencji wyższego rzędu, trudno nam sobie wyobrazić. Na pewno nie okładano się metalowymi mieczami ani nie strzelano do siebie z dział czy z karabinów. Niemniej była to najprawdziwsza wojna.

 

W odpowiedzi na bunt Lucyfera, który pociągnął za sobą trzecią część aniołów, wierni Bogu aniołowie pod wodzą świętego Michała Archanioła podjęli walkę ze zbuntowanymi duchami i zwyciężyli. Znamienny jest fakt, iż tylko ci aniołowie, którzy przystąpili do wojny (oczywiście po właściwej stronie) zostali usprawiedliwieni, zyskując wieczysty „niebiański indygenat”. Natomiast wszelka letniość, obojętność czy tak zwana neutralność w tej materii jest obrzydliwością w oczach Bożych.

 

Toteż nic dziwnego, że i ten Kościół ziemski, zmierzający do Nieba, postrzegał siebie i był przez innych postrzegany w ciągu wieków nie jako jakieś – za przeproszeniem! – lelum-polelum, cimci-rymci, lecz jako Kościół walczący (Ecclesia militans).

 

Duma i wstyd

Szczególnie piękną kartą w dziejach Kościoła i Europy zapisały się zbrojne pielgrzymki, inaczej zwane krucjatami. W znacznej mierze ukształtowały one naszą cywilizację i kulturę, ponieważ to one, zrodziwszy stan rycerski, tchnęły w Europę rycerskiego ducha i dały jej etos rycerski. Godzi się w tym miejscu przypomnieć, że święty Bernard z Clairvaux, jeden ze współtwórców europejskiej kultury, nie tylko zachęcał rycerzy do wzięcia udziału w krucjacie, lecz wręcz nakazywał czyn zbrojny w obronie wiary. Bądźmy zatem dumni z tamtych pielgrzymek zbrojnych!

 

A jeżeli w związku z nimi winniśmy się czegoś wstydzić, to tylko dwóch rzeczy. Mianowicie, że tak późno, dopiero na apel papieża Urbana II, Europa ruszyła w sukurs braciom prześladowanym w zagarniętym i okupowanym przez muzułmanów świętym gnieździe chrześcijaństwa oraz że nie zdołaliśmy utrzymać Królestwa Jerozolimskiego.

 

Natomiast obecne milczenie Europy wobec bestialskich i masowych mordów dokonywanych na naszych braciach w wierze przy jednoczesnym zachłystywaniu się sprowadzaniem do Europy muzułmanów, to dopiero wstyd nad wstydy!

 

Wyznawcy Chrystusa są najbardziej prześladowanymi spośród wszystkich ludzi. Toteż i teraz, jak za dawnych czasów, powinny od nas wyruszać ekspedycje zbrojne w obronie prześladowanych braci. Niestety, bierność współczesnej Europy i całego świata Zachodu woła o pomstę do Nieba!

 

A jak powinniśmy się zachowywać i co robić my, Polacy, potomkowie rycerstwa przedmurza chrześcijaństwa, dla których ukochaną hetmanką i królową jest Maryja? Otóż, za przykładem naszych ojców, którzy z Jej ryngrafem na piersi, pod Jej sztandarami i z Bogurodzicą na ustach ruszali w bój, powinniśmy, pielęgnując szczególne nabożeństwo do Niej i polecając się Jej pieczy, wszystkimi godziwymi sposobami podejmować walkę w obronie starego, dobrego, Bożego świata – naszego świata.

 

Zatem, jako żem z krwi i kości Sarmata, niech mi wolno będzie zakończyć staropolskim wezwaniem:

– Do szabel, bracia, do szabel!

 

Ks. Roman Adam Kneblewski

 

Chcesz nadal otrzymywać wyjątkowy, niedostępny w komercyjnej sprzedaży, dwumiesięcznik Polonia Christiana?

Kliknij tutaj, dołącz do Klubu Przyjaciół PCh24.pl i odbieraj czasopismo bez żadnych problemów!

Udostępnij
Komentarze(20)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy