22 grudnia 2020
Autor

Marcin Austyn

Zobacz inne artykuły

Krokodyle łzy nad karpiem, czyli 5 rzeczy o których musisz wiedzieć w sprawie zwierząt

(źródło: pixabay.com)

Zbliża się czas Wigilii, jak to się już stało nową, „świecką tradycją”, w tym ważnym dla nas czasie wielu z nas napotka – głównie w sposób zapośredniczony medialnie – osoby stawiające na pierwszym miejscu kwestię… zwierząt . Warto nad tym chwilę przystanąć i spojrzeć na ten problem z perspektywy chrześcijańskiej.

 

Obraz stworzenia świata i człowieka, a następnie upadku Adama i Ewy, jest bardzo sugestywny. Dowiadujemy się, że wszystko, co Bóg stworzył, „było dobre”, człowiek zaś stworzony został na Boży obraz i podobieństwo. Wiemy, że Pismo mówi o „panowaniu” człowieka nad światem, drugi obraz stworzenia wskazuje nam kolejny trop: „Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą” (Rdz 2, 7) Następnie zaś czytamy: „«Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc». Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę »istota żywa«. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny” (Rdz 2, 18).

 

Autor natchniony wskazuje nam, że choć zwierzęta są „istotami żywymi”, choć są „dobre”, należą do innego, niższego porządku. Księga Rodzaju pokazuje nam, że grzech Adama i Ewy zmienił także stosunek człowieka względem świata stworzonego, zmianie uległa także i natura: „przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli” (Rdz 3, 17-18). To pierwsze obrazy, w których odnajdujemy najbardziej podstawowe prawdy dotyczące Boga, ludzkiej natury i naszej relacji wobec świata. Z tego też powodu zauważyć warto, że już początkowa narracja Księgi Rodzaju była przedmiotem… kontrowersji. A dokładnie: polemiki z manichejczykami, odrzucającymi dobroć Boga-Stworzyciela i dobroć stworzenia, jak i samego Boga Starego Testamentu. Z tamtej epoki pochodzi wskazówka pozostawiona nam przez św. Augustyna (354-430) w jego niedokończonym komentarzu do Księgi Rodzaju. Augustyn zwracał uwagę na szczegół, który warto odnotować w tym kontekście: człowiek i zwierzęta stworzone zostały tego samego „dnia”, narracja wskazuje nam na związek (człowiek, tak jak i zwierzęta, stworzony został „z prochu ziemi”) i różnice pomiędzy jednym a drugim (człowiek stworzony na „obraz i podobieństwo”; obraz przypominający lustra przeszłości, oddające pewne podobieństwa, ale nie pełny obraz).

 

Święty Efrem Syryjczyk (305-373) komentując narracje o stworzeniu również tłumaczył, że „choć zwierzęta, bydło i ptaki stały się w tym samym momencie, w którym otrzymały życie, w przypadku Adama Bóg uhonorował go na różnorakie sposoby: wpierw jako że Bóg »uczynił go swymi rękoma i tchnął w niego duszę« (Rdz 2, 7). Bóg udzielił mu także władzę nad Rajem i tym, co było poza jego granicami. On otoczył go swą chwałą i dał mu rozum, myśl i świadomość Jego majestatu”. „Panowanie” człowieka nad światem (także i światem zwierząt) wynika z podobieństwa Bogu, na które człowiek został stworzony. Człowiek jest ostatnim, szczytowym „dziełem” narracji stworzenia istot żywych, to człowiekowi powierzone zostało „panowanie”, ale także i troska i odpowiedzialność. „Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał” (Rdz 2, 15).

 

Po tym – niezbyt krótkim, acz potrzebnym – wprowadzeniu przejdźmy do kwestii szczegółowych.

 

1.

Filozofia chrześcijańska tłumaczy nam zasadniczą różnicę oddzielającą człowieka od innych „istot żywych” wskazując na… duszę – „zasadę”, „pierwszą przyczynę” życia, „formę” ciała, określającą porządek, do którego należy dana istota. Czyni tak oczywiście opierając się na tradycji greckiej filozofii, choć – jak widzimy w powyższym wstępie – samo „rozróżnienie porządków” wynika z objawienia i rozumienie tego było rzeczą oczywistą. Ujmując rzecz w dużym skrócie: dusza człowieka jest nieśmiertelna (istnieje także i po odłączeniu się od ciała, w przeciwieństwie do śmiertelnej duszy zwierząt) i racjonalna – umożliwia nam samoświadomość, poznanie, kierowanie naszą wolą.

 

Skoro więc dusza jest „zasadą”, „przyczyną”, wszystko co żyje, rozwija się, posiada pewną duszą – należy przecież do porządku „istot żywych”. Rośliny posiadają więc własną duszę, „wegetatywną”, tak i zwierzęta – „zmysłową”, jak i człowiek – racjonalną, duchową, nieśmiertelną, stworzoną przez Boga samego; to „stopnie”, szczeble porządku istnienia istot żywych. Człowiek jest złączeniem duszy ludzkiej – łączącej dwa pierwsze „stopnie” z czymś typowym wyłącznie dla człowieka – i ciała, poznaje poprzez cielesne zmysły, posiada intelekt, wolną wolę, jest zdolny do poznania Boga, kochania, myśli, sztuki, rozpoznawania prawideł słusznego postępowania itd. Jesteśmy szczególnymi zwierzętami, w istocie bycia człowiekiem leży coś, co nas radykalnie od zwierząt odróżnia, wykracza poza ich „naturę” i stanowi o wyższości człowieka. Zwierzęta posiadają duszę zmysłową, należą więc do porządku wyższego niż rośliny, doświadczają, kierują się instynktem, posiadają pewną „doskonałość” i zróżnicowanie mówiące nam o ich Stworzycielu, niektóre z nich słusznie wydają nam się często „mądrzejsze” od innych, potrafią bowiem reagować w sposób bardziej złożony, „uczyć się” i wchodzić w relacje na swój własny, zwierzęcy sposób (pomyślmy tu dla przykładu o psach…). Nie doświadczają jednak siebie i otaczającej rzeczywistości w sposób taki, jak człowiek, choć mogą cierpieć. Z drugiej zaś strony, człowiek posiada pewne obowiązki dotyczące jego postępowania właśnie względem zwierząt.

 

2.

Widzimy więc, że zwierzęta posiadają pewną własną, typową tylko dla nich „doskonałość”, są istotami żywymi, zajmują swoje własne miejsce na „drabinie stworzenia”, to, co je łączy, mówi nam także o pewnym udziale w dobroci, doskonałości – mówi nam o Stwórcy. Jaki jest więc właściwy stosunek człowieka względem zwierząt? Wróćmy na chwilę do Starego Testamentu. W Księdze Rodzaju czytamy: „Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko” (Rdz 9, 2-3). Wiemy, że w judaizmie istotną rolę posiadało składanie ofiar: bezkrwawych (z płodów rolnych) i krwawych (ze zwierząt). Równocześnie, Stary Testament zawiera nakazy i wskazówki dotyczące tego, w jaki sposób roztropnie i w sposób dobry „korzystać” ze zwierząt i odnosić się do nich w kontekście relacji z bliźnim: „Jeśli zobaczysz zbłąkanego wołu swego brata albo sztukę mniejszego bydła, nie odwrócisz się od nich, lecz zaprowadzisz je z powrotem do swego brata” (Pwt 22, 1) „Nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu” (Pwt 25, 4), „Jeśli napotkasz przed sobą na drodze, na drzewie lub na ziemi gniazdo ptaka z pisklętami lub jajkami wysiadywanymi przez matkę, nie zabierzesz matki z pisklętami. Matkę zostawisz w spokoju, a pisklęta możesz zabrać – aby ci się dobrze powodziło i abyś długo żył” (Pwt 22, 6), „Nie będziesz orał razem wołem i osłem” (Pwt 22, 10), „Prawy uznaje potrzeby swych bydląt, a serce nieprawych okrutne” (Prz 12, 10), „Troszcz się o potrzeby zwierząt, zwracaj uwagę na trzodę” (Prz 27, 23). Stary Testament zawiera także przypomnienie o tym, że tak człowiek, jak i zwierzęta należą do „istot żywych”, podległych władaniu śmierci: „Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt; los ich jest jeden: jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego, i oddech życia ten sam. W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt, bo wszystko jest marnością” (Koh 3, 19).

 

Widzimy, że do Bożego zamysłu – i naszych obowiązków jako ludzi – należy odpowiedni stosunek względem zwierząt. Mamy korzystać z nich, ich pracy, (jak dziś też jesteśmy świadomi i często podkreślamy: także z ich towarzystwa), ale również i z ich mięsa, skóry itd. Zwierzęta nam służą, powinniśmy prezentować względem nich właściwą postawę (bo są „dobre”), posiadamy wobec nich także i obowiązki, musimy troszczyć się o dobrostan zwierząt, za które jesteśmy odpowiedzialni, traktować je z odpowiednim im szacunkiem, nie możemy przysparzać im nieuzasadnionego, zbędnego cierpienia. Tradycja chrześcijańska poświęcała tej kwestii pewną uwagę: z jednej strony ze względu na zło takich uczynków, z drugiej strony także i przez wzgląd na ich szersze skutki. Człowiekowi dopuszczającego się okrucieństwa wobec zwierząt łatwiej dopuszczać się także okrucieństwa względem ludzi…

 

3.

Dochodzimy tu do sedna sprawy. Człowiek może karmić się mięsem zwierząt, musi jednak dbać o wypełnianie obowiązków, jakie względem zwierząt posiada. Musi więc troszczyć się o pewien dobrostan zwierząt rzeźnych, a także i o to, by zadawanie im śmierci wiązało się z jak najmniejszym cierpieniem; powinien mieć także na uwadze to, by pokarm nie był marnotrawiony. Jak odnieść tę perspektywę do obecnej rzeczywistości? W przeszłości zwierzęta, także te rzeźne, były bliską i ważną częścią realiów ludzkiego życia, hodowla i uprawa roli pozostawały zajęciem znacznej części ludzkości, zmieniło się to dopiero w wieku XX, dzięki rozwojowi techniki i nauki. Kwestia ta nastręcza nam trudności: jako nabywcy (codziennie udzielający pewnego poparcia sięgając do naszych portfeli) chcielibyśmy dokonywać świadomych wyborów, nie posiadamy jednak zazwyczaj koniecznych ku temu informacji. Z pewnością nie powinniśmy naszymi zakupami wspierać takich firm, które nie troszczą się o właściwy humanitaryzm ani o minimalizowanie cierpienia zadawanego zwierzętom. Być może zamiast wspierać hodowlę przemysłową moglibyśmy naszymi zakupami wesprzeć małe i średnie rodzinne firmy bądź po prostu tych producentów, którzy dbają o zachowanie odpowiednich standardów. Wydaje się to rzeczą trudną, ale warto – w odpowiedniej chwili – poświęcić temu pewną uwagę. Powinniśmy także dbać o to, by jedzenia… nie marnotrawić. Było to rzeczą jasną dla naszych przodków, ludzi poprzednich epok, tak ze względu na to, że ilość pożywienia była ograniczana, jak i dlatego, że jest ono darem Bożym, za który powinniśmy być wdzięczni i właściwie się z nim obchodzić.

 

4.

Dla nas, jako chrześcijan, rzeczą normalną są posty i praktykowanie wstrzemięźliwości wobec pokarmów mięsnych. Warto się nad tym na chwilę zastanowić. Przez wieki udział mięsa w diecie był mniejszy niż dziś w przypadku społeczeństw krajów rozwiniętych. Mięso było czymś luksusowym, odświętnym, kojarzącym się z uroczystościami bądź z ucztami – przypomnijmy sobie zdanie przypisywane francuskiemu królowi Henrykowi IV: jeśli Bóg da mu długie życie, zadba on o to, by w niedzielę w garnku każdego włościanina znalazła się kura… W przeszłości mięso było pokarmem luksusowym, przez wieki jego udział w diecie był o wiele mniejszy niż dziś, z kolei spożycie ryb postrzegano jako rzecz zwyczajną, codzienną, nieco… plebejską. To z kolei prowadziło w przeszłości do różnych zaskakujących nieco tradycji wskazujących na to, co jest „mięsem” od którego zachowujemy wstrzemięźliwość, a co „mięsem” jednak – w tym sensie – nie jest.

 

Pojawiają się tu dwa aspekty: pierwszy związany jest z pokutą, ascezą i umartwieniem, które to powinniśmy praktykować. Drugi aspekt związany jest już z samym kierowaniem się rozumiem. Ale po kolei: powinniśmy wstrzymywać się od spożywania mięsa w piątki, tak jak to Kościół przez wieki słusznie wymagał od wiernych, choć wiemy, że dziś w różnych krajach – tak jak i w Polsce – wygląda to niestety różnie. Zgodnie ze starą tradycją, dniem pokutnym była także i środa, możemy w ten dzień rezygnować ze spożycia mięsa. Dbając o nasze ascetyczne ćwiczenia słusznie możemy – i gorąco do tego zachęcam – obchodzić Suche Dni – kwartalne dni postu, pokuty, umartwienia i modlitwy. Możemy także zrezygnować ze spożywania mięsa w tradycyjnych okresach pokuty, przygotowania i oczekiwania – Adwentu i Wielkiego Postu (za wyjątkiem niedziel, w niedzielę – jako że świętujemy Zmartwychwstanie, jest to czas radości i odpoczynku, post i umartwienie nie jest rzeczą właściwą). Teraz kwestia kierowania się rozumem. Wszystko ma swoje miejsce i miarę, jak z pewnością dopowiedzieliby lekarze i dietetycy, dotyczy to także naszych pokarmów. Posilając się dbamy o nasze ciało, dostarczamy mu koniecznych składników, troszczymy się o zachowanie zdrowia i sprawności. Nieumiarkowanie posiada swój wymiar duchowy i moralny, do tego ostatniego należy także wykroczenie przeciwko właściwej „miłości siebie”, wykroczenie sprowadzające się do zadawaniu krzywdy samemu sobie, własnemu ciału i zdrowiu. To rzecz, której także należy poświęcić należytą uwagę, być może szczególnie dziś, w czasach coraz powszechniejszych chorób cywilizacyjnych, związanych także z pewnym naddatkiem i nieumiarkowaniem.

 

5.

Jesteśmy chrześcijanami, musimy więc żyć jak chrześcijanie i myśleć jak chrześcijanie. Powinniśmy starać się o to, byśmy byli godni tego miana. Naturalnie, pojawiają się tu dwie trudności: po pierwsze, musimy korzystać ze swej wolnej woli kierując swoim życiem, żyć w Bożej łasce, wzrastać w niej i z nią współpracować, musimy więc odnajdywać w swoim życiu czas na modlitwę, świadome uczestnictwo w liturgii Najświętszej Ofiary, przystępowanie do sakramentów, a także na praktyki, które sprzyjają naszemu życiu wewnętrznemu i pewnej ascezie. Z drugiej strony, żyjemy w świecie. Święty Paweł ostrzega nas wyraźnie: „Nie wprzęgajcie się z niewierzącymi w jedno jarzmo” (2 Kor 6, 14). Zagrożeniem jest nie tylko nasz „dawny człowiek”, duchowe lenistwo i pokusy, z którymi musimy walczyć, jest nim także świat z jego dążeniami i jego fałszywą „mądrością”.

 

Mądrość chrześcijańska jest odrzucana i atakowana jako głupota, przedstawiana jako rzecz szkodliwa. Musimy czuwać, by kierować się wiarą i chrześcijańską moralnością, nie ulegać wpływom sprzecznych z chrześcijaństwem ideologii, a tym bardziej – zaprzęgać się w realizację zadań, które wskazują. Rzeczą słuszną jest troska o dobrostan zwierząt i o minimalizowanie ponoszonych przez nie cierpień. Współcześnie różne ideologie starają się jednak to wypaczyć, zrównując człowieka ze zwierzęciem, a nawet przyznając tym drugim miejsce w pewnym sensie uprzywilejowane. To zazwyczaj ideologie odrzucające chrześcijańską mądrość i sposób rozumienia człowieka, jego miejsce w świecie; ideologie traktujące człowieka jako problem domagający się rozwiązania, postrzegające go jako „złe zwierzę” zadające ból, niszczące środowisko i Ziemię. W ich świetle prawa zwierząt (do życia, wolności, pewnego dobrostanu) są ważniejsze od praw istot ludzkich (weźmy dla przykładu prawo do życia dzieci w łonach matek…), a problemy świata zwierząt są bardziej palące od problemów świata ludzi, w tym i od sprawiedliwości, która regulować powinna kwestie społeczne.

 

Często przedstawiciele takich ideologii korzystają z pewnego sentymentalizmu, w innych przypadkach próbują poruszać szokując. Sposoby, do których uciekają się przedstawiciele tych ideologii, są wszędzie te same, choć towarzyszy im także zróżnicowanie wynikające z „mądrości etapu”. Musimy troszczyć się o środowisko, o naszą planetę, o ludzi i o zwierzęta – ale w sposób wynikający z chrześcijańskiego myślenia, oddający chrześcijańską perspektywę. To bardzo ważne, tym ważniejsze, że odnajdziemy także i takich, którzy przekonują, że zwolennicy pewnych ideologii są dzięki nim „bardziej chrześcijańscy” od samych wyznawców Chrystusa – to wielka manipulacja, pewnego rodzaju szantaż i przytyk mający ułatwić zaprzęgnięcie nas do rzeczy, w których nie tylko nie powinniśmy mieć udziału, ale powinniśmy także odkrywać ich prawdziwy sens, miejsce i zamysł, o którym świadczą. We wszystkim jednak kierować powinniśmy się chrześcijańską mądrością i właściwymi prawidłami. A co z ludźmi, którzy bardziej troszczą się o zwierzęta niż o człowieka, nie mówiąc już o sprawach Bożych? Oni… otrzymali już swoją nagrodę od świata. My zaś powinniśmy kroczyć naszą własną, chrześcijańską drogą, pamiętając o tym, co nas ze zwierzętami łączy, a co od nich dzieli; o tym co należne i konieczne względem zwierząt, a co względem człowieka stworzonego na „Boży obraz i podobieństwo”. Jedno i drugie jest ważne, jedno i drugie powinniśmy zachowywać, dostrzegając istniejące w tym kontekście różnice, a nade wszystko: dbać o to, aby „we wszystkim Bóg był uwielbiony” i by nasze imiona znalazły się w „księdze życia”.

 

msf

Udostępnij
Komentarze(11)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy