29 października 2018
Autor

Redaktor PCH24.pl

Macron coraz śmieszniejszy. Chce dzielić kraje V4, a traci poparcie we własnym kraju

(Emmanuel Macron. FOT.REUTERS/Philippe Wojazer/FORUM)

Prezydent Francji prowadzi przed przyszłorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego wyjątkowo paskudną politykę. W ostatnich dniach starał się rozbijać jedność Grupy Wyszehradzkiej – kolejny raz oskarżał Polskę o łamanie praworządności i atakował premiera Węgier Viktora Orbana o flirtowanie z Rosją. Po tym wszystkim świat obiegło zdjęcie Emmanuela Macrona wraz z niemiecką kanclerz Angelą Merkel trzymających się za ręce z prezydentem Rosji Władimirem Putinem oraz prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem.

 

Niedawno prezydent Emmanuel Macron odbył wizyty w Czechach i na Słowacji. Oficjalnie miało to związek z 100. rocznicą ogłoszenia niepodległości Czechosłowacji 28 października 1918 roku, którą Francja uznała jako jedno z pierwszych państw. Francuski prezydent, który w polityce wewnętrznej boryka się z problemami, rekompensuje sobie swoje porażki aktywnością międzynarodową – w ciągu 18 miesięcy odwiedził 20 krajów. Sami Francuzi widzą jednak w odwiedzinach Pragi i Bratysławy drugie dno.

 

Macron z jednej strony chce aktywnością zagraniczną rekompensować swoje porażki w polityce wewnętrznej, z drugiej zaś pragnie zasiać – w obliczu zbliżających się wyborów do PE – podział Europy na obóz „nacjonalistów i populistów” oraz „Europę Postępu”, której to on sam miałby być przywódcą.

 

Paryż obawia się zmian w Komisji Europejskiej. Atakowane przez niego kraje – Włochy, Węgry i Polska – powołają przecież swoich nowych europejskich komisarzy, co może oznaczać poważne zmiany wewnątrz tego eurokratycznego ciała. Tymczasem Emmanuel Macron chce stanąć na czele obozu jeszcze silniejszej integracji jako zwolennik obrony „postępu”.

 

Ten ogląd sytuacji wydaje się jednak błędny bowiem ani PiS, ani Fidesz nie są partiami nacjonalistycznymi. Trudno też nazwać je formacjami eurosceptycznymi. Polskę i Węgry różni z Macronem raczej tylko koncepcja funkcjonowania UE. Nerwowe ataki prezydenta Francji obliczone są więc w dużej mierze na „rynek wewnętrzny”. Ostatnia wizyta szefowej Zgromadzenia Narodowego Marine Le Pen w Rzymie i jej spotkanie z wicepremierem Matteo Salvinim pokazały, że w obydwu krajach opozycja wobec dotychczasowej polityki unijnej rośnie. O ile jednak strategia Macrona w postaci prezentowania alternatywy „albo moja wizja Europy albo chaos” działała w samej Francji przeciwko Marine Le Pen, to już na forum całej UE wydaje się dość ryzykowna. W rzeczywistości to bowiem francuski prezydent w imię krajowego interesu politycznego jest odpowiedzialny za dzielenie Europy i osłabianie Unii.

 

Podczas wizyt u naszych południowych sąsiadów Macron kolejny raz zaatakował Węgry, Polskę i Włochy. Francuskie media pisały, że te wizyty miały przywrócić obecność Francji w regionie, w którym straciła ona swoje „zdolności kredytowe”. Dawano do zrozumienia, że „nie można się gniewać na wszystkie kraje Europy Wschodniej”, jednak „węgierski premier Viktor Orban i polski PiS pozostają niedostępne, bo Emmanuel Macron nigdy nie traci okazji, by krytykować ich populistyczny dryf i łamanie praw człowieka”. W grupie wyszehradzkiej pozostają Słowacja i Czechy, które – wedle Paryża – „różnią się” od pozostałych. Mają to być kraje „rządzone znacznie mniej kontrowersyjnie, niż ich sąsiedzi”. Macron znalazł sobie „słabe ogniwa” grupy wyszehradzkiej i nie traci nadziei na rozbicie jedności V4. Francuski prezydent komplementował więc na wszystkie strony demokracje Czechów i Słowaków, jednocześnie nie szczędził przytyków Orbanowi oraz Polsce.

 

Francuskie media pisały wprost, że wizyta prezydenta w Bratysławie i Pradze ma przełamać wspólny blok krajów V4 przeciw „kwotom imigrant”. Macron chciał też pokazać, że nie istnieje podział na wschód i zachód, ale na populistów i obóz postępu. W stosunku do Polski i Węgier użył jednak mocnej retoryki, twierdząc nawet, że rządy tych krajów „oszukują swoje społeczeństwa”. Macron oburzył się m.in. na to, że niektórzy politycy polscy i węgierscy ośmielają się porównywać Brukselę do Moskwy z czasów sowieckich. Wypomniał tym krajom fundusze strukturalne i stwierdził, że dzięki nim np. politycy Fideszu zrobili kariery. Oskarżył też oba kraje o wywoływanie duchów nacjonalizmu, który budzi się w całej Europie i doprowadził do tego, że francuskiFront Narodowy wygrał poprzednie eurowybory.

 

Zdaniem Macrona nacjonaliści rosną w siłę, gdyż spotykali się dotąd tylko z potępieniem moralnym, tymczasem trzeba podjąć wojnę ideologiczną. Na spotkaniu zorganizowanym przez think tank Globsec Emmanuel Macron wyjaśniał, że „demagodzy” nie mają programu dotyczącego migrantów, ochrony środowiska, czy wspólnej obrony europejskiej.

 

Z kolei w wywiadzie udzielonym kilku gazetom z naszej części Europy Macron łagodził nieco swoje stanowisko. Zapewniał nawet, że ma „dobre stosunki z Viktorem Orbanem i że osobiście go szanuje”. Dyplomatycznie stwierdził, że wykorzystanie słynnego art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej przeciwko Budapesztowi „nie miało na celu nakładania sankcji na kraj”, ale „dialog i ostrzeżenie”. Odrzucając ideę dwóch antagonistycznych bloków między Wschodem a Zachodem, francuski prezydent opowiedział się jednak za Europą „dwóch prędkości”, czyli „zróżnicowanym podejściem wobec partnerów, z których każdy będzie rozwijał się we własnym tempie, w zależności od problemów”. O tym, że nie jest zamknięty na dialog ma też świadczyć potwierdzenie przez Macrona jego przyszłych wizyt w Polsce i na Węgrzech. Trzeba tu jednak przypomnieć, że ich dat jeszcze nie ustalono.

 

W skuteczność dyplomatycznych umizgów Macrona w Pradze i Bratysławie nie wierzą jednak nawet nad Sekwaną. Eurodeputowany centroprawicowych Republikanów Arnaud Danjean komentował te podróże mówiąc, że „to dość zabawne zobaczyć samozwańczego lidera europejskich postępowców, wielkiego pogromcę populistów, który flirtuje z rządami Czech i Słowacji”. Danjean nie wierzy w skuteczność takich działań i przypomina, że cała Grupa Wyszehradzka (Węgry, Polska, Czechy i Słowacja) ma wspólne, twarde stanowisko wobec nielegalnej migracji i wyraża sprzeciw wobec kwotowym przydziałom migrantów w krajach UE”. Zdaniem francuskiego europosła „błędem jest mówienie o rozłamie pomiędzy krajami Europy Wschodniej i Zachodniej, bowiem po obydwu stronach mamy proeuropejskich polityków”, z tym, że występuje różnica wizji.

 

Centroprawicowa opozycja skrytykowała Macrona za politykę rozbijania V4. Ich zdaniem polityka stygmatyzacji Polski i Węgier oraz próby wyciągania z V4 różnymi obietnicami i awansami Czech i Słowacji raczej się nie sprawdzi. Wpisuje się to po prostu w kampanię Macrona do PE, która ma być pojedynkiem obozu „postępu” Macrona i „nacjonalistycznych populistów” Orbana. Tymczasem – jak przypomina francuska opozycja – węgierski Fidesz jest w PE członkiem Europejskiej Partii Ludowej (EPP), podobnie jak francuscy Republikanie Laurenta Wauquieza. Strategia skrajnej i dość fałszywej polaryzacji pomiędzy samozwańczymi „reformatorami” i rzekomymi „populistycznymi eurosceptykami” jest więc obarczona dodatkowym ryzykiem. Do worka tzw. populizmu zostaną wrzuceni razem z narodowcami Le Pen, także politycy centroprawicy? Masowa emigracja dostarcza tymczasem paliwa prawdziwym populistom – i to nie tylko na Wschodzie, ale i na Zachodzie – uważa Danjean. I trudno nie zauważyć, że rzeczywiście siły eurosceptyczne są obecnie znacznie silniejsze np. w samej Francji, niż w krajach Europy Środkowej. Paradoksalnie, Macron i jego strategia mogą okazać się dla UE większym zagrożeniem, niż rzekomo populistyczne stanowisko V4.

 

Trudno także nie zauważyć arogancji Emmanuela Macrona, która dotyka tylko mniejsze i słabsze kraje UE. W Stambule po konferencji na temat problemu Syrii prezydent Francji dość pokornie stanął w jednym szeregu trzymając się za rączki z Putinem, Erdoganem i Merkel. Chociaż szefowie Niemiec i Francji miny na wspólnej fotografii mają nieszczególne, to odmówić fotografii ze wschodnimi przywódcami nie potrafili. Prawdopodobnie za swoją arogancję zapłacą jednak w wyborach do PE konkretną cenę. CDU Merkel osiągnęła właśnie katastrofalny wynik w Hesji, a popularność Macrona w społeczeństwie spadła do 29 proc. Coraz bardziej nagi król Macron chciałby jednak nadal majestatycznie pouczać innych.

 

 

Bogdan Dobosz

 

 

Polecamy również:

Gasnący kult Jowisza

 

 

 

Zobacz także:

 

Bogdan Dobosz „Emiraty Francuskie”

 

Emiraty Francuskie

Czy Francja stała się już republiką islamską?

 

 

  

   

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie