4 maja 2021
Autor

Marcin Jendrzejczak

Nakręcanie kontroli i konsumpcjonizmu – szaleńcze pomysły władz finansowych

Zamiast zwalczać bitcoiny, władze finansowe mogą wykorzystać związaną z nimi technologię do zwiększania kontroli i generowania inflacji. To zagrożenia związane z cyfrowymi walutami banków centralnych i możliwością wbudowania w nie funkcji ograniczonego terminu ważności. To, co „jutro” stanie się codziennością w Chinach, „pojutrze” może zostać skopiowane przez inne państwa. 

Prace lub analizy dotyczące powstania cyfrowych walut banku centralnego trwają w wielu krajach. Takowe wprowadziły już na razie dwa państwa: wyspy Bahama i Kambodża. Kolejne w kolejce znajdują się Chiny i ich e-juan. Tamtejszy bank centralny intensywnie dąży do wdrożenia cyfrowego juana. Od 2020 znajduje się on w fazie testów. Mówi się o jego wdrożeniu podczas olimpiady zimowej w 2022 roku. 

W inicjatywie chodzi o wykorzystanie popularnej w niezależnych kryptowalutach (jak bitcoin) technologii blockchain i wprzęgnięcie jej w służbę oficjalnego systemu finansowego. W tym jednak przypadku waluta nie będzie kreowana niezależnie, lecz przez bank centralny. Pamiętajmy więc, by nie mylić kryptowalut i cyfrowego pieniądza banku centralnego. Pomimo technologicznych podobieństw te pierwsze opierają się na niezależności nie tylko od prywatnych instytucji finansowych, lecz również od państw. Dlatego też cieszą się popularnością wśród osób o poglądach radykalnie wolnorynkowych i sceptycznych wobec oficjalnego systemu.

Tymczasem cyfrowy pieniądz banku centralnego wykorzystując zalety technologii blockchain (bezpieczne rejestrowanie transakcji w wielu „miejscach” naraz), powstaje za sprawą instytucji publicznych (bank centralny). Jego kurs jest identyczny z kursem tradycyjnego pieniądza narodowego (stosunek 1:1). Władze Chin prawdopodobnie rozprowadzą e-juan za pośrednictwem banków komercyjnych. Nie dojdzie więc do całkowitego zrezygnowania z ich pośrednictwa, jak w przypadku bitcoina i innych niezależnych kryptowalut.

Choć e-juan może wspomóc niezależność Chin względem innych państw, to trudno spodziewać się, by zwiększył też niezależność Chińczyków względem ich własnego rządu. Ten pozwoli bowiem na anonimowość, ale…tylko do pewnego poziomu. Mu Changchun szef instytutu badawczego Ludowego Banku Chin stwierdził, że tak zwana duże transakcje będą podlegać monitorowaniu i śledzeniu, co posłuży walce z przestępczością – podaje portal cryptoslate.com. 

E-juan a dominacja dolara

Co ciekawe, niektórzy twierdzą, że e-juan wstrząśnie globalnym ładem monetarnym opartym na dominacji dolara. Andy Hecht zauważa na łamach Investing.com, że zyska on opularności za sprawą wykorzystywanej przezeń technologii blockchain sprzyjającej bezpieczeństwu i efektywności transakcji. To zaś może sprzyjać zastąpieniu dolara właśnie przez juana w roli globalnej waluty rezerwowej. Analityk ubolewa, że w obliczu tego ryzyka do podjęcia podobnych kroków nie kwapią się Stany Zjednoczone ani Unia Europejska. Przedstawiciele ich władz ograniczają się do krytyki zdecentralizowanych kryptowalut, zamiast wprząc wykorzystywaną przez nie technologię w służbie państwa. Tymczasem „działania Chin w zakresie walut cyfrowych wysyłają wiadomość do grup u władzy w USA i Europie, która ma daleko idące konsekwencje dla przyszłości świata. Cyfrowy dolar i kryptowaluta euro, które wykorzystują technologię blockchain, nie są już tylko ekstrawagancją – raczej stają się teraz koniecznością” – podkreśla.

Wiadomo jednak, że amerykański bank centralny (Rezerwa Federalna) nie spieszy się z wprowadzaniem kryptowaluty. Najwyraźniej nie czuje się zagrożony. Cóż wydaje się, że juan, nawet cyfrowy, długo jeszcze nie zdetronizuje dolara. Obecnie bowiem około 2/3 światowych swych rezerw finansowych banki centralne utrzymują w dolarze [americanexpress.com]. Na drugim miejscu znajduje się euro (około 20%). Juan to jedynie 2 procent globalnej waluty rezerwowej (choć wg Morgan Stanley odsetek ten w ciągu 10 lat wzrośnie do 5-10%). Ponadto w transakcjach na globalnym rynku wymiany dolar odpowiada za 90% transakcji.

Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy stanowi fakt wyceniania ropy naftowej właśnie w USD, co dzieje się od ponad 50 lat. To prawdopodobnie „zasługa” Henry’ego Kissingera, który w latach 70. XX wieku wynegocjował, że główny producent ropy naftowej – Arabia Saudyjska będzie sprzedawać dolary w USD, a zyski lokować w obligacjach Stanów Zjednoczonych. Rozpoczęte dzięki temu swego rodzaju powiązanie dolara z „czarnym złotem” pozwoliło uchronić amerykańską walutę przed gwałtowną utratą wartości, która nastąpiła wskutek jednostronnego odrzucenia powiązania z prawdziwym złotem w 1971 roku – jak zauważa Cezary Głuch na łamach Independent Trader. 

Dlatego też aby przełamać dominację monetarną USA, Chiny muszą podkopać amerykański monopol na wycenę ropy i innych towarów w dolarze. Pewną próbą okazało się wprowadzenie w 2018 roku na giełdę w Szanghaju po raz pierwszy kontraktu na ropę wycenianego w juanie. Warto też pamiętać, że od 1 października 2016 juan znalazł się w składzie jednostki obrachunkowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego Special Drawning Rights (SDR). Wprowadzenie cyfrowego juana to kolejny – istotny krok zwiększający prestiż chińskiej waluty.

Waluta z datą ważności

Oprócz spodziewanego wzrostu prestiżu i kontroli nad obywatelami cyfrowy juan okaże się doskonałym narzędziem centralnego sterowania gospodarką. 12 kwietnia „Rzeczpospolita” podała za Wall Street Journal, że nowa elektroniczna waluta w Chinach prawdopodobnie otrzyma funkcję daty ważności. Jeśli tak się stanie, to rząd w okresie recesji otrzyma możliwość generowania e-juanów ważnych na przykład rok czy dwa lata. Skłoni do szybkiego wydawania środków. Posłuży to do nakręcania gospodarki w czasach braku koniunktury, a zarazem uniemożliwi długoterminowe oszczędzanie w juanie.

Model ten może zostać przeszczepiony na Zachód, który spogląda coraz chętniej na model Państwa Środka. Świadczy o tym choćby fakt, że to Xi Jinping jako pierwszy wygłosił przemówienie podczas Światowego Forum Ekonomicznego. 

Czy Zachód skopiuje chińskie praktyki?

Na razie nie wszystkie centralne banki zachodnie są entuzjastycznie nastawione do emisji cyfrowej waluty,  niewykluczone jednak, że wkrótce się to zmieni. Szczególnie powiązanie cyfrowej waluty z ograniczoną datą „przydatności do spożycia” może okazać się pokusą nie do odparcia dla rządzących państw ze względu na potencjał wywoływania wysokiej inflacji. Inflacja poprzez obniżenie wartość pieniądza obniża bowiem jednocześnie realną wartość zadłużenia, a to właśnie państwa są obecnie zadłużone na potęgę. Tymczasem mimo ogromnej skali „dodruku” pieniędzy, nie dochodzi do tak wysokiej inflacji, jaka mogłaby nastąpić. Dzieje się tak właśnie z powodu obniżonego tempa krążenia waluty. Nawet jeśli ludzie czy firmy otrzymują kreowany z powietrza pieniądz (choćby w postaci pandemicznych świadczeń pieniężnych), to nie zawsze przeznaczają go na konsumpcję. W trudnych czasach mogą wykorzystać go choćby na spłatę kredytów, co doprowadzi do ponownego zmniejszenia liczby środków w obiegu. Cel nakręcenia gospodarki przez konsumpcję pozostaje wówczas nieosiągnięty. Tak samo stanie się, jeśli ludzie postanowią na przykład przetrzymywać nowo otrzymane środki w formie gotówki. Tymczasem wyposażenie nowych środków w termin ważności sprawi, że oszczędzanie w nich stanie się bezcelowe. Ponadto nawet jeśli banki zostaną zmuszone do przyjmowania spłaty zobowiązań w terminowej walucie, to następnie same będą starać się jak najszybciej puścić nowy pieniądz w obieg, udzielając kolejnych kredytów i sztucznie nakręcając koniunkturę. Gospodarka zacznie wówczas przypominać zabawę w „piłka parzy”, w której przegra ten, kto jako ostatni otrzyma środki i nie zdąży ich wydać przed upływem terminu ważności. Doprowadzi to do nieuniknionego i znaczącego wzrostu poziomu inflacji, z korzyścią dla zadłużonych państw. Rządom pozostanie pilnować, by nie doszło do całkowitego zaufania do państwowej waluty i załamania systemu. Środkiem do tego mogą okazać się regulacje dotyczące niezależnych form płatności. W kwietniu 2021 roku Turcja wprowadziła zakazy związane z płatnościami w kryptowalutach.

Radykalne ograniczenie możliwości oszczędzania to kamień milowy w kierunku pozbawienia ludzi poczucia bezpieczeństwa i podmiotowości płynącego z własności prywatnej. To także proces rzucenia ich w otchłań przymusowego konsumpcjonizmu – gdyż inna postawa (za wyjątkiem może podejmowania związanych z ryzykiem i wymagających specjalistycznej wiedzy inwestycji) przestanie się opłacać. Jednak to, co początkowo stanie się jedynie owocem chłodnej kalkulacji doprowadzi do stopniowego wypaczenia charakteru w kierunku krótkowzroczności, braku planowania i dążenia do natychmiastowego zaspokojenia swoich pragnień. Krótko mówiąc – do demoralizacji.

Szczęśliwie Narodowy Bank Polski nie pracuje aktualnie nad cyfrową złotówką. Trwają analizy, lecz prezes NBP zachowuje spory sceptycyzm. Natomiast rząd podjął już pewne próby dotyczące środków płatniczych o ograniczonej dacie ważności. Na szczęście chodziło tu jedynie o środek ograniczony do konkretnego segmentu, a więc tak zwany Polski Bon Turystyczny. Wprowadzony latem 2020 roku pozostaje ważny do 31 marca 2022 roku. Po tym terminie kupon stanie się nieaktywny. Chodziło o pilną pomoc branży turystycznej dotkniętej skutkami pandemii i lockdownu. Czy padną jakieś nowe, groźniejsze pomysły? Czas pokaże, ale – zwłaszcza w kontekście Nowego Polskiego Ładu trzeba patrzeć władzy na ręce.

Marcin Jendrzejczak

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(3)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie