18 czerwca 2020
Autor

Redaktor PCH24.pl

Nowy porządek świata – czyli stechnicyzowany świat postpandemii

(fot. pixabay)

Nowy porządek świata, nowa normalność. Te terminy coraz częściej funkcjonują w obiegu i  stanowią paliwo dla zwolenników teorii spiskowych. Bez względu jednak na to, co sądzimy o słuszności niektórych z nich, jedno wydaje się pewne – nowa rzeczywistość oznacza więcej inwigilacji – od kontrowersyjnych aplikacji mobilnych po dyskryminację użytkowników gotówki.

 

Wizja powstania w Polsce społeczeństwa bezgotówkowego nie jest bynajmniej niemożliwością. Wszak jak podaje Centrum Rozliczeń Elektronicznych [pep.pl] „tymczasem w naszym kraju transakcje bezgotówkowe, w szczególnie płatności telefonami, z roku na rok zwiększają swój udział w rynku (średnio o 10 proc.). Jest to bardzo szybkie tempo wzrostu, pozwalające na stwierdzenie, że obrót gotówkowy może zostać wyparty w ciągu kilku następnych lat. Fikcja? Absolutnie nie! W niektórych krajach skandynawskich obrót gotówkowy stanowi tylko kilka procent transakcji, a w Danii od 2016 roku Narodowy Bank nie drukuje pieniędzy”.

 

W czerwcu w Polsce operator bankomatów Planet Cash ograniczył limit pojedynczej wypłaty gotówki do 1000 złotych. Nie dotyczy on jednak klientów kilku banków oraz użytkowników Blika i kart wydanych za granicą. Mimo wszystko ograniczenie jawi się jako znaczące. 16 marca podobne zasady wprowadził Euronet Polska. Obie firmy uzasadniają tę decyzję pandemią koronawirusa i związanymi z nią ograniczeniami (choć nie bez znaczenia jest także obowiązujący system opłat).

Oliwy do ognia dodały artykuły dotyczące rzekomego ostrzeżenia WHO przed używaniem gotówki. Następnie jednak rzeczniczka WHO Fadela Chaib stwierdziła, że nie chodzi tu o nawoływanie do zakończenia używania gotówki, lecz jedynie o zachętę do podstawowych zasad higieny (np. mycie rąk po dotykaniu banknotów) [marketwatch.com].

 

Pamiętajmy, że im więcej obrotu bezgotówkowego, tym większa inwigilacja. Żadna płatność nie pozostaje tajna – wszystkie są rejestrowane. Z jednej strony to dobrze – popełnianie przestępstw, pranie pieniędzy stają się trudniejsze. Z drugiej jednak powstają nowe rodzaje ryzyka. Jednym z nich jest po prostu utrata prywatności. Ale nie tylko o nią chodzi. Płatności wyłącznie bezgotówkowe wiążą się z groźbą odebrania dostępu do konta choćby przeciwnikom politycznym. Do tego dochodzi możliwość awarii prowadzącej do załamania całego systemu i związanych z tym strat gospodarczych oraz psychicznych. Zwolennicy technicyzacji społeczeństw zdają się jednak nie zauważać minusów związanych z technologiami, takich jak choćby awaryjność. 

 

Inna praca – inna konsumpcja

Jak zauważają Hessie Jones (we współpracy z Karen Bennet) na łamach Forbes, zmiany nie ominą także miejsc pracy. OpenText, Facebook, Google, Shopify oraz Twitter przygotowują się do ustanowienia pracy zdalnej na długi okres, a nawet na stałe. W ślad za nimi idą liczne mniejsze i większe firmy. Praca zdalna może jednak doprowadzić do zwiększenia zdalnej kontroli. Pracodawca w obawie przed nadużyciem zaufania może wdrażać najnowsze techniki inwigilacji.

 

Jak zauważa publicystka tam, gdzie pozostanie praca w biurze „elastyczne menu dnia pracy może obejmować polityki dystansu społecznego, pracy zdalnej, pracę na dwie zmiany po 12 godzin, wszechobecność środków dezynfekujących, jednorazowe maski, rygorystyczne standardy miejsc pracy i aplikacje z czujnikami na komórkach służące zapewnieniu bezpieczeństwa pracowników”. 

Zdaniem autorki „Forbesa” przeobrażeniu ulegają także zwyczaje zakupowe. Pandemia zmniejszyła konsumpcję i nakierowała ją na podstawowe dobra. Zmiany mogą objąć także kwestie transportu i przyczynić się do zmniejszenia transportu publicznego i wzrostu liczby prywatnych przewozów. 

 

Ku dehumanizacji

Uzasadniona jest obawa, że ten przesyt techniki doprowadzi do dehumanizacji i skupienia się na materialnych aspektach rzeczywistości. Zdrowie podniesione do rangi bożka staje się obiektem pomiarów ze strony nie tylko medyków, ale i najróżniejszych wereables, aplikacji et cetera. Chodzi szczególnie o te związane z walką z koronawirusem – śledzenie użytkowników, kontrola podejrzanych o zakażenie, przesyłanie danych – to z jednej strony mniej ryzyka chorób. Z drugiej – więcej inwigilacji. 

 

Aplikacje te stanowią z jednej strony wspaniały dowód ludzkiego geniuszu. Z drugiej jednak strony – czy w tej stechnicyzowanej rzeczywistości nie utracimy tego, co ludzkie? Człowieka nie da się całkowicie sprowadzić do pomiarów, danych, liczb. Ten humanistyczny i duchowy zarazem pierwiastek wymyka się najnowszym nawet technologiom.

 

Do tego wszechobecne wezwania do zachowania dystansu społecznego, nawet jeśli medycznie uzasadnione, stanowią wyzwanie dla człowieka jako istoty społecznej. Kontakt z drugą osobą to ryzyko. Każdy człowiek to potencjalny wirus. Zostań w domu. Nie kwestionuję tu medycznego uzasadnienia tych zaleceń. Niemniej jednak atomizacja, wyobcowanie, osłabienie wspólnot to również istotne skutki uboczne. Nie dziwi zatem wzrost problemów z samotnością czy depresją.

 

Warto znaleźć tu złoty środek, by oddalenie od ludzi nie stało się trwałe po ustaniu zagrożenia. Bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem nie zastąpi bowiem w pełni coraz lepiej rozwijająca się technologia. Jeśli o tym zapomnimy, to obudzimy się w społeczeństwie maszyn, algorytmów i aplikacji. Społeczeństwie najnowszej technologii dominującej nad nami. Niestety – nie będzie to już społeczeństwo ludzkie.

 

 

Marcin Jendrzejczak

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie