18 września 2012
Autor

Redaktor PCH24.pl

O polskości, żydostwie, chamstwie i Holokauście

(Fot. A. Chełstowski/Forum)

Pozostaje tajemnicą, dlaczego udział innych społeczności Europy Wschodniej w zagładzie Żydów – tak ewidentny, porażający i masowy nie został aż dotąd rozliczony, ukazany, wytłumaczony na arenie świata. Pozostaje tajemnicą, dlaczego na tej światowej arenie wciąż winna jest Polska (bo Niemcy jakby coraz mniej), czyli ta, która powinna być raczej światowym wyrzutem sumienia – i która samotnie przeciwstawiała się Niemcom.

 

 

Motto: Mniej obawiałem się Niemców […] ile Ukraińców.

 

1. Kłótnia

Niedawno temu… rozmawiałem z kolegą, który wyznaje lewe zabobony. Ocenialiśmy polityków i publicystów. O jednym powiedziałem, że to klasyczny polski Żyd i że zapewne dlatego jego poglądy nie są mi bliskie (żeby było jasne, nie chodziło w żadnym razie o Bronisława Wildsteina).

 

Kolega się oburzył: „Przecież pochodzenie to rzecz nieważna!”. Ripostowałem: „Obrażasz tego człowieka, uważając jego żydowskie pochodzenie za nieistotne – to część jego tożsamości!” – „Ale dla mnie nieistotna!” – „Co? Chcesz głosować na niego i nie obchodzi cię jego świat wartości?” – „Co ty masz do jego świata wartości?! Popatrz na swój!”

 

Dotykamy paradoksu. Wedle lewych przesądów, jeśli mam uchodzić za „normalnego”, winienem pochwalać świat wartości dowolnego Żyda, zawsze krytykując własny. I wyciągać na wierzch Jedwabne. Inaczej będę antysemitą, skąd prosta droga do uznania mnie za współwinnego Holokaustu.

 

Co do ostatniego punktu – mam własny pogląd na sprawę Jedwabnego i tzw. polskiego antysemityzmu. Nie na tę konkretną, ale na opisanie tego, co zachodziło podczas ostatniej wojny pomiędzy Izraelitami a Polakami.

 

2. Polski antysemityzm?

Nie było w Polsce antysemityzmu „rasowego”, rasistowskiego. Były dwie różne społeczności, żyjące obok siebie i bardzo krzywo na siebie patrzące. Niemiłe sobie nie bez istotnych przyczyn.

 

Ale nadto – niezależnie – zawsze było i jest w Polsce dużo chamstwa. Tak jak dużo było i jest bohaterstwa i wzniosłości (żeby pisać konkretnie, na użytek tego tekstu zdefiniuję chamstwo jako podłość pozbawioną pozorów, działającą otwarcie i chlubiącą się sama sobą, która ulega zwielokrotnieniu w stadzie, czyli w motłochu).

 

Owocem tak pojętego chamstwa była między innymi galicyjska rabacja roku 1846 i mordowanie powstańców w roku 1863 w Kongresówce. W roku 1920 z niego też wynikły działania niektórych gmin wiejskich – które, aby ułagodzić nadchodzących bolszewików, postanowiły na wszelki wypadek publicznie powiesić jakiegoś przedstawiciela „klasy wyższej” (na przykład wiejską nauczycielkę – znam konkretny przypadek). I z tak rozumianego chamstwa wynikły rabunki dworów po roku 1945 (powszechne!). Dziś jego owocem są zarówno: radio wyjące w ogródku „na cały ryj” pod altaną sąsiada, jak i forma manifestacji Młodych Wykształconych z Dużych Miast pod Krzyżem Smoleńskim.

 

3. Skwieciński i Klukowski

Ostatnio Piotr Skwieciński opublikował – wpierw w „Plusie minusie”, a potem na Salonie24 – artykuł o wspomnieniach pewnego nieugiętego Polaka, Zygmunta Klukowskiego. Ów bohater – żołnierz AK, potem „żołnierz wyklęty”, wreszcie ofiara UB – był też ostrym obserwatorem czasów wojny. Swoje obserwacje spisał. Skwieciński uwypuklił to, co we wspomnieniach Klukowskiego boli najbardziej – m.in. udział Polaków w eksterminacji szczebrzeszyńskich Żydów. [odsyłam: http://p.skwiecinski.salon24.pl/]. Od razu podniosły się głosy, że prawicowiec Skwieciński przy pomocy Klukowskiego wspiera tezy Grossa. Otóż nie. Ale żebym wyłuszczył swoje, muszę dać parę anegdot, a dopiero potem komentarz.

 

4. Deklaracja użyteczna

Na początek zadeklaruję – choć pewnie zabrzmi to śmiesznie – że nie jestem Żydem, choć możliwe, że mam jakichś żydowskich przodków. Mój Dziadek, z dziada pradziada podpoznański mieszczanin i rolnik, fizjonomią przypominał ongi młodego Kafkę. Więc albo w którymś pokoleniu trafił się nam przechrzta, albo któraś z prababek służyła u Żyda.

 

Piszę o tym z przymrużeniem oka, ale nie bez powodu. Dziadek jako przedstawiciel przedwojennej władzy (poseł na sejm RP i wiceprezydent nadgranicznego miasta), a przede wszystkim „działacz antyniemiecki”, był już we wrześniu ‘39 poszukiwany listem gończym przez Gestapo. Kiedy pod Lwowem zaskoczyło go wejście sowietów, postanowił nie wracać do Wielkopolski i zakonspirować się na galicyjskiej prowincji, w Meziriczu. W 1941 roku przedostał się do Warszawy, gdzie został oficerem KG AK. Po roku 1945 był sądzony w Moskwie jako jeden z „16”.

 

Ważne, że od Meziricza począwszy – jego fizjonomia bywała „niebezpieczna”. Z tego tytułu mogłem wysłuchać szeregu opowieści rasowo-narodowych z pierwszej ręki.

 

5.  Meziricz: ukraińskie likwidowanie Żydów i Polaków

W Meziriczu, gdy latem 1941 roku Niemcy zaczęli „opróżniać” żydowskie kamienice, sąsiedzi Ukraińcy zapodali Dziadka jako Żyda, choć doskonale wiedzieli, że jest Polakiem. Uratował go żołnierz-Austriak przekonany, że ma do czynienia z rodakiem ze Lwowa (Dziadek świetnie mówił po niemiecku). Trudno ocenić, ile w było w tych Ukraińcach nienawiści do Polaków, a ile do Żydów – fizjonomia Dziadka też mogła zrobić swoje. Ale jedno jest pewne: Dziadek widział, jak ukraińskie oddziały, wyposażone przez Niemców w broń palną, wywoziły i „likwidowały” Żydów, a w miarę możności dołączały do nich pojedynczych Polaków.

 

6. Warszawa: szmalcownicy pod pręgierzem

Od roku 1941 Dziadek mieszkał w Warszawie. Dostawszy fikcyjny etat „rewidenta” w zakładach miejskich, jeździł na pozorowane „kontrole” stołecznych sklepów. W istocie krążył po konspiracyjnych lokalach. W tych okolicznościach był kilkakroć nagabywany o rzekome żydostwo. Raz przez starszego kolegę z biura – w odpowiedzi publicznie a ostro zażądał dementi. Dzień potem Pan Bóg zadziałał i facet zmarł na serce (rodzina moja twierdzi, że „pomógł” mu ktoś z podziemia, ale to ledwo domysł). Potem pewien Polak-kolejarz do spółki z Niemcem-„Bahnschutzem” zaczepiali Dziadka na stacji kolejki podmiejskiej, żądając okupu. Zdarzył się też jakiś granatowy policjant. Tego ostatniego udało się zbyć, ale kolejarz i „Bahnschutz” okazali się uparci. Sprawa trafiła do podziemnego trybunału, a śledztwo wykazało, że owi panowie uczynili z szantażowania pasażerów o podejrzanym wyglądzie dochodowy proceder. Wykonano  dwa wyroki śmierci.

 

7. Wsie pańszczyźniane

Moją ciocię-babcię w roku 1940 Niemcy wysiedlili z Wielkopolski (czyli z Reichu) do GG, na pańszczyźnianą wieś. Mimo, że zamieszkała we dworze, był to dla niej szok kulturowy (no cóż, miała przedelikacony charakter). Uderzyły ją nie tylko gorsze warunki sanitarne na wsi, ale i charakter części miejscowej populacji. Jaki? Chamski. Czyj dokładnie? Nie gospodarzy zamożnych, lecz prostej a ubogiej reszty. Żeby dokładniej: opowieść ciotki przypominała jako żywo „Rozdzióbią nas kruki, wrony” albo początek „Wiernej rzeki” Żeromskiego…

 

8. Ten obraz jest niepełny…

…ale i tak układa się w pewną panoramę. Tak więc ukrywający się na wschód od Lwowa Żyd chętnie prosił o pomoc Polaka, ale unikał jak ognia – Ukraińca. Z kolei mój Dziadek o pobycie w Meziriczu na Ukrainie w roku 1941 pisał tak:

 

Mniej obawiałem się Niemców […] ile Ukraińców. […] wiedzieli, że nie jestem żydowskiego pochodzenia, a […] nie mieliby nic przeciwko temu, by Niemcy mnie zlikwidowali wskazując na mnie, jako na Żyda.

 

Przypomnę niedawne słowa Bartoszewskiego – że jakoby w Warszawie podczas okupacji bardziej bał się Polaków niż Niemców. Akurat mój Dziadek po przedostaniu się z Meziricza do Warszawy – również jako człowiek podziemia – nie żywił takich obaw. W polskiej Warszawie zdarzały się incydenty, ale działało podziemie, które (czy to chętne Żydom, czy też niechętne, nie gra roli) za współudział w Holokauście karało. Rzekłbym: po szlachecku, tak jak za Sarmacji karało się pospólstwo za udział w tumultach, czy to antyżydowskich, czy antykatolickich. W Meziriczu natomiast panował klimat nieustannego zagrożenia, jedyną zaś organizacją ludzi miejscowych były ukraińskie oddziały do wykańczania Żydów. Dodam: podobnie, jak za powstania Chmielnickiego…

 

9. Państwo i chamstwo

Tym niemniej pamiętajmy, że prawdziwe, jawne polskie państwo zostało przez Niemców zlikwidowane. To pozwalało im wykonywać na terenie Polski wszystko, czego tylko zapragnęli (inaczej niż na przykład we Francji, gdzie ich dyrektywy zapośredniczał  jednak rząd Pétaina). I choć działały podziemne trybunały i polscy Samarytanie, Niemcy panowali u nas szerzej, zastraszali skuteczniej i zabijali szybciej niż gdzie indziej. A Polska to – powtórzę – kraj, w którym i chamstwa, i szlachetności było i jest dużo. Pod ciśnieniem bezlitosnej okupacji chamstwo ludzkie, podobnie jak głupota, fałszywy pieniądz, gnojówka – miały tendencję do wylewania się dookoła.

 

Oczywiście inaczej działo się tam, gdzie chamstwo choć po części było dzierżone na smyczy państwa podziemnego, a inaczej tam, kędy nie miało już żadnych ograniczeń – jak na zapadłej wsi, w małym miasteczku, czy w ogóle w całej Europie Wschodniej poza Polską, gdzie ruchu oporu, takiego jak u nas – nie było.

 

To jasne, że polska społeczność Żydów nie lubiła. Nie miała powodu, aby lubić (nie wchodzę w znane szczegóły). To ani nie usprawiedliwia udziału jednostek i grup Polaków w eksterminacji Żydów – ani go nie wyjaśnia. Tłumaczenie go „polskim antysemityzmem” niewiele daje. Nie lubiący Żydów księża do mordowania Żydów nie nawoływali, ani nie brali w nim udziału; wielu z nich czynnie Żydom pomagało. Podobnie, jak ci sami księża nie nawoływali do udziału w rabacji w roku 1846, czy do chwytania i zabijania powstańców w 1863 roku (większość polskiego kleru sprzyjała powstaniu), ani do wieszania nauczycielek w roku 1920, czy rabowania dworów w roku 1945. Szczegóły i kalkulacje pozostawiam historykom. Ale tak czy siak widzę w tym wszystkim ekspozyturę polskiego chamstwa.

 

10. Ostatnie pytanie

Pozostaje tajemnicą, dlaczego udział innych społeczności Europy Wschodniej w zagładzie Żydów (i nie tylko Żydów!) – tak ewidentny, porażający i masowy oraz – jak się zdaje – pozbawiony reakcji ze strony jakiegoś miejscowego podziemia (którego brakło) – nie został aż dotąd rozliczony, ukazany, wytłumaczony na arenie świata. Pozostaje tajemnicą, dlaczego na tej światowej arenie wciąż winna jest Polska (bo Niemcy jakby coraz mniej), czyli ta, która powinna być raczej światowym wyrzutem sumienia – i która samotnie przeciwstawiała się Niemcom. Niezbadane są wyroki Boskie – i nieograniczona jest podłość ludzka . Ale może to wszystko kara za polskie chamstwo?

Jacek Kowalski

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie