13 lipca 2020
Autor

Redaktor PCH24.pl

Ostatnia szansa prezydenta Andrzeja Dudy. Czy zechce ją wykorzystać?

(Andrzej Duda. FOT.Grzegorz Jakubowski/KPRP (źródło: prezydent.pl).)

Andrzej Duda wygrał, ale mimo pięknych deklaracji nie będzie prezydentem wszystkich Polaków. To jednak nie kwestia złej woli – po prostu owo wyborcze hasło to najzwyklejszy slogan bez pokrycia, powtarzana przez wielu kandydatów utopia bez możliwości zrealizowania. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak prezydent Duda ma okazję zapisać się w historii Ojczyzny zarówno jako nudny urzędnik podpisujący ustawy podsunięte mu przez własny obóz polityczny, jak i jako mąż stanu wyznaczający kierunki, w których podążać będzie nasza wspólnota narodowa. Teraz – w trakcie drugiej kadencji – wszystko leży w jego rękach.

 

Dotąd Andrzej Duda był w pewien sposób politycznym zakładnikiem Prawa i Sprawiedliwości. Wszak partia mogła przeznaczyć środki na jego kampanię lub też zakręcić kurek z pieniędzmi. Co więcej, PiS hipotetycznie mógł nawet wystawić własnego, konkurującego z prezydentem kandydata. Teraz te – czysto teoretyczne – zagrożenia polityczne dla Andrzeja Dudy znikają. Trzeciej kadencji wszak nie będzie, więc prezydent RP może bez obaw zaprezentować w pełnej krasie swoją wizję Polski.

 

Pozwala mu zresztą na to nie tylko polityczna niepodległość wynikająca z drugiej kadencji oraz zdobycia 12 lipca ponad 10,4 mln głosów, ale także ustrój Rzeczypospolitej. Oto bowiem głowa państwa dysponuje całym arsenałem środków służących kreowaniu życia publicznego. Andrzej Duda może więc korzystać z inicjatywy ustawodawczej, straszyć rządzących zawetowaniem ważnych dla nich ustaw w sytuacji odrzucania jego propozycji, organizować rozmaite rady, tworzyć instytucje, obejmować patronatem inicjatywy, a nawet odwiedzać rozmaite miejsca i spotkać się z poszczególnymi liderami społecznymi.

 

Oczywiście Andrzej Duda może także pójść drogą nudnej, partyjnej prezydentury polegającej jedynie na podpisywaniu uchwalonych przez Sejm przepisów i w ten sposób doczekać emerytury w roku 2025. Czy jednak jest człowiekiem bez ambicji? Ostatnie lata – a szczególnie kampanijne miesiące – pokazały, że choć z całą pewnością ceni sobie spokój i stabilność, to potrafi także rzucić się w wir walki i zwyciężać.

 

Ewentualne podjęcie rękawic w walce o przyszłość Polski to jednak coś więcej niż li tylko zaspokajanie aspiracji konkretnego człowieka. To także uczestniczenie w wojnie między cywilizacją życia a antycywilizacją śmierci, to ochrona dziedzictwa przeszłych pokoleń, które – niejednokrotnie w bólach i trudach – wykuwały przyszłość dla swoich dzieci, to w końcu osobisty wybór duchowy, który dla katolika (a jest nim przecież Andrzej Duda) winien stanowić najistotniejszą motywację do działania.

 

Prezydent Duda przez najbliższe 5 lat może – ba, musi! – wziąć udział w kulturowej batalii o Polskę katolicką. Co więcej, nie może przypominać sobie o kwestiach cywilizacyjnych jedynie w trakcie kampanii, gdyż – jak pokazała II tura wyborów – nasza Ojczyzna była o włos od „tęczowej” prezydentury Rafała Trzaskowskiego. Tak! Miejmy świadomość, że choć Andrzej Duda zdobył ponad 10,4 mln głosów, to jego konkurenta – mimo wyznawanych przez niego skrajnie lewicowych poglądów i prowadzenia takiejże polityki w stolicy – poparło nieco ponad 10 mln osób. Z takim wynikiem polityk PO wygrałby wszystkie dotychczasowe wybory prezydenckie, co pokazuje nam – oprócz zaostrzania się sporu na linii PiS vs. anty-PiS – umacnianie się nad Wisłą kulturowej lewicy lub przynajmniej obojętność sporej części rodaków wobec zagrożeń wynikających z realizacji postępowej agendy i niedostrzeganie faktu, że od lat wybory polityczne stanowią także wybór moralny. Tym razem obozowi „dobrej zmiany” udało się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, jednak w kolejnych wyborach parlamentarnych Zjednoczona Prawica polegnie, jeśli zignoruje pole kultury. Wskazują na to chociażby preferencje polityczne najmłodszych wyborców, do których w pewien sposób ukłon wykonała córka państwa Agaty i Andrzeja Dudów – Kinga. Co prawda jej słowa wypowiedziane w trakcie wieczoru wyborczego literalnie nie budzą zastrzeżeń i kontrowersji, gdyż bez wątpienia nikt nie powinien „bać się wychodzić z domu niezależnie od tego (…) kogo kocha” (choć warto zadać pytanie, czy rzeczywiście ktoś w naszym kraju ma takie realne obawy, czy to jedynie publicystyczno-propagandowa narracja mediów lewicowo-liberalnych oraz „tęczowych” aktywistów), jednak w obliczu trwającej w Polsce debaty na temat politycznych żądań ruchu LGBT wiele osób poczuło się zaskoczonych słowami córki pary prezydenckiej – i to niezależnie od faktu, że nie wypowiedział ich Andrzej Duda, zaś nikt z nas nie wie, czy tekst przemówienia Kingi Dudy był ustalony ze sztabem oraz rodzicami czy też pojawiły się w nim elementy spontaniczne. Niemniej jednak ewentualna chęć wykroczenia prezydenta poza zupełnie słuszne i oczywiste poparcie dla bezpieczeństwa wszystkich obywateli (bez wyjątków, ale też przywilejów) i wejścia na pola związane z realizacją żądań aktywistów LGBT stanowiłaby dla PiS-u podpisany przez Andrzeja Dudę polityczny wyrok śmierci, zaś dla Polski zwrot w stronę cywilizacyjnej przepaści.

 

Co więc czynić, by Ojczyzna – w tym coraz wyraźniej popierające postulaty politycznego ruchu homoseksualnego młode pokolenia – nie weszła na drogę moralnej degrengolady, którą kilkanaście lat temu poszły liczne państwa świata zachodniego? Prezydent Duda z całą pewnością powinien częściej korzystać z inicjatywy ustawodawczej w sprawach fundamentalnych. Musi w końcu przestać obiecywać podpis pod ustawą (co najmniej) ograniczającą skalę aborcji w Polsce i złożyć do Sejmu własną propozycję w tej sprawie. Kiedy? Najlepiej teraz. Jeśli bowiem PiS boi się „wojny o aborcję”, to lepszego czasu na dokonanie potrzebnej zmiany nie będzie – wszak niedzielne głosowanie zakończyło wyborczy maraton, a na kolejną (jakąkolwiek) elekcję przyjdzie nam poczekać dobrych kilka lat, więc emocje związane z ideowym sporem wygasną, zaś rządzący będą mogli spokojnie wyjaśnić narodowi, że każde ludzkie życie wymaga ochrony.

 

To jednak nie wszystko. Chronić dzieci – najrealniejszą przyszłość narodu polskiego – trzeba na wielu poziomach. Obrona życia przed aborcyjną rzezią winna być uzupełniona ochroną tych, którzy się urodzili, ale grozi im śmierć duchowa, jaką sieją groźne ideologie próbujące skolonizować naszą wspólnotę. Dlatego też prezydent musi doprowadzić do wypowiedzenia Konwencji stambulskiej, zakończenia genderowych eksperymentów na uczelniach, skutecznego sfinalizowania procesu obrony najmłodszych przed homoseksualną adopcją, zakazania finansowania organizacji LGBT przez zagraniczne ośrodki „tęczowej” propagandy i poskromienia ich aktywności w polskich szkołach oraz ukrócenia siania publicznego zgorszenia i bluźnierstwa wobec Pana Boga i Najświętszej Maryi Panny na homoseksualnych wiecach i manifestacjach. Powinien ponadto zmusić polskie władze do przeprowadzenia porządków w Telewizji Publicznej, tak aby przestała w swoich produkcjach propagować obyczajowej rewolucję, a stała się ostoją normalności i tradycyjnych wartości. Czy to wykonalne? Większość sejmowa powinna być przychylna prezydentowi, jednak w razie problemów z posłuchem w Parlamencie Andrzej Duda może zmusić izbę niższą do realizacji swoich oczekiwań poprzez groźbę wetowania ustaw istotnych dla Prawa i Sprawiedliwości. Wydaje się jednak, że tarć można uniknąć dzięki analitycznemu spojrzeniu w przyszłość.

 

Realizacja owych zadań stanowi bowiem zarówno obowiązek katolika pełniącego urząd Prezydenta RP jak i leży w interesie PiS-u. Wszak bez wątpienia mrugając okiem do skrajnej lewicy Zjednoczona Prawica nowych wyborców nie zdobędzie, ponieważ elektorat centro-lewicowy i tak nie zaufa partii Jarosława Kaczyńskiego, natomiast straci dotychczasowych.

 

Andrzej Duda nie będzie więc oczywiście nigdy prezydentem wszystkich Polaków w znaczeniu innym niż administracyjne. Może natomiast stać się prezydentem większej grupy osób niż grono głosujące na niego w I turze. W tym celu musi jednak zapisać się złotymi zgłoskami w historii Polski, stanąć na czele narodowej kontrrewolucji, powszechnego ruchu ochrony życia i moralności oraz ratowania Ojczyzny przed nieobyczajną rewolucją. Jako osoba lubiąca wyzwania powinien bez problemu odnaleźć się w roli autentycznego narodowego lidera, obalając jednocześnie zarzuty o pełnienie funkcji „długopisu” Jarosława Kaczyńskiego. Andrzej Duda ma ponadto na czym budować ów potencjalny front narodowej odnowy, gdyż zwycięstwo wyborcze przy blisko 70 proc. frekwencji to potężny mandat zaufania.

 

Czy jednak prezydent Duda wykona zadanie, jakie za pośrednictwem głosów wyborców postawiła przed nim Boża Opatrzność i w trakcie swojej drugiej kadencji będzie konsekwentnie i wytrwale dążył do ochrony Polski (nie tylko w trakcie jego kadencji, ale i zabezpieczenia Ojczyzny na czas po zakończeniu swych rządów) przed lewicowo-liberalną rewolucją? Dotąd w realizacji owego wyzwania spisywał się bardzo przeciętnie, wręcz kiepsko – być może z powodu obawy o brak uzyskania reelekcji lub w trosce o poprawne relacje z własnym zapleczem politycznym. Teraz natomiast odpowiada niemalże tylko przed Panem Bogiem i historią, co oznacza nie tylko szerszą swobodę działania, ale także ponoszenie większej odpowiedzialności. Tak więc Panie prezydencie – do dzieła! Następnej szansy już Pan mieć nie będzie.

 

 

Michał Wałach

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie