6 listopada 2015
Autor

Redaktor PCH24.pl

Piekielne żniwa wrogów Kościoła

(fot. Daily Mail via Wikimedia)

Hiszpania, kraj oryginalnej i głębokiej pobożności, wydała na świat setki świętych, będących doskonałymi wzorami do naśladowania. Ojczyzna Cyda stała się niestety także areną krwawych, antyklerykalnych zbrodni i bezbożnych występków. Chociaż ogromna większość ich sprawców sama była ochrzczona i wywodziła się z wierzących rodzin, ich umysły i dusze zatruł jad socjalistycznej ideologii. To ona odpowiada za męczeńską śmierć tysięcy duchownych i dziesiątek tysięcy świeckich hiszpańskich katolików w czasie wojny domowej 1936-1939.

 

Już w XIX wieku Królestwo Hiszpanii targane było politycznymi namiętnościami, nie raz przeradzającymi się w wojny między liberałami a konserwatystami. Państwo traciło, nie mając zbyt wielu lat stabilizacji. Rozwijającemu się w niektórych, zwłaszcza północnych, regionach przemysłowi towarzyszyła walka o ustrojowy kształt państwa. Stale rosła liczebność robotników, mniej lub bardziej słusznie domagającej się poprawy warunków bytowych.

 

Obalani i przywracani monarchowie, proklamacja Pierwszej Republiki, wojny karlistowskie. Wszystkiemu towarzyszyła przemoc i rosnąca nienawiść Hiszpanów do samych siebie, swoich rodaków i Kościoła katolickiego, będącego jednym z filarów tradycyjnego porządku społecznego. Hiszpania weszła w wiek XX pełna napięć wewnętrznych i z zapóźnioną w stosunku do Zachodniej Europy gospodarką. Sytuację pogarszała różnorodność etniczna Królestwa.

 

Państwa z kłopotów nie wyciągnął ani okres rządów liberalnej monarchii, ani wojskowej dyktatury Miguela Primo de Rivery. Wraz z problemami Hiszpanii, trudności zaczął odczuwać iberyjski Kościół katolicki. Ludzie dotąd wierzący zaczęli odchodzić od praktyk religijnych uważając, że za ich fatalne położenie odpowiadają możni feudałowie, w tym księża. Niewielki wpływ na antykościelne decyzje miał fakt, że większość hiszpańskich duchownych żyła tak jak ich parafianie – ubogo.

 

Już w XIX wieku w siłę urosły związki zawodowe i partie o charakterze socjalistycznym i anarchistycznym. Ten drugi ruch był specyfiką szczególnie hiszpańską. Nigdzie na świecie, poza wschodnią Ukrainą w okresie istnienia Machnowszczyzny w trakcie rewolucji, wrogowie władzy i państwa nie zdobyli takich wpływów. Za wzrostem potęgi ruchów skrajnie lewicowych szła coraz bardziej nienawistna postawa wobec wszystkiego co budowało „stary świat”, wobec armii, państwa, własności prywatne, ale przede wszystkim wobec tego co pobożne, święte i katolickie. W 1931 roku, po obaleniu monarchii i wprowadzeniu Drugiej Republiki Hiszpańskiej, Kościół znalazł się w opałach. Odsuwaniu od władzy króla towarzyszyło podpalanie Kościołów przez radykalną lewicę, wobec czego nie protestowała zdominowana przez członków masonerii liberalna lewica mieszczańska.

 

Kilka lat istnienia republikańskiej Hiszpanii to tryumfy lewicowej ideologii i praktyki, przerywane okresem rządów centro-prawicy. Żadnych zahamowań przed łamaniem prawa własności nie miały już rządy Frontu Ludowego, firmowane przez cały obóz lewicowy – od liberalnego centrum po komunistów i trockistów. Anarchiści formalnie pozostali z boku, akceptując jednak zachodzące zmiany i dopingując radykalnym reformatorom.

 

Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Wraz z wybuchem hiszpańskiej wojny domowej w lipcu 1936 roku katolicy żyjący na terenach administrowanych przez lewicowy rząd madrycki znaleźli się w ciężkiej sytuacji. Jednak tego, co się stało, nikt się nie spodziewał. Władza centralna rychło rozdała broń anarchistycznym i socjalistycznym bojówkom i związkom zawodowym, uważającym wszystkich katolików za sojuszników Franco. Otwarto antykatolicką puszkę Pandory.

 

Czerwony terror przybrał formę antyklerykalnej orgii nienawiści. Uroczystości religijne zeszły do podziemia, publiczne przyznawanie się do wiary stało się aktem heroizmu i groziła za nie śmierć ze strony lewicowych bojówek lub aparatu administracji. Śmierć zadawana katolikom przez lewicową „awangardę postępu” była mieszanką sowieckich „odkryć” na polu prześladowań i spontanicznych pomysłów rodzimych marksistów. Nie były to egzekucje, a sadystyczne maratony, popisy jednych prze drugimi – kto brutalniej zamorduje księdza, wiernego, zakonnicę. Skala prześladowań Kościoła jest przez wielu badaczy tematu uznawana za większą niż w czasach cesarzy rzymskich, jednak forma była bezprecedensowa w całych dziejach.

 

Zgodnie z ustaleniami badaczy, lewicowcy zamordowali łącznie co najmniej 6788 księży, zakonników, zakonnic i kleryków. Niewykluczone, a nawet prawdopodobne, że liczba ofiar czerwonego terroru jest wyższa, jednak na chwilę obecną historycy nie dotarli do źródłowych informacji o innych zamordowanych. Największą skalę zbrodnie te osiągnęły w pierwszych miesiącach hiszpańskiej wojny domowej w prowincjach Katalonia oraz Madryt, jednak żaden skrawek „czerwonej” Hiszpanii nie był bezpieczny. W niektórych parafiach zamordowano wszystkich kapłanów, były diecezje, w których zginęło 9 na 10 kapłanów – jak na przykład w Barbastro w Aragonii.

 

W latach 1936-1939 zabito 13 biskupów, w tym 1 administratora apostolskiego. Życia pozbawiono 4010 diecezjalnych księży, 2358 zakonników, 282 zakonnice, 88 kleryków. Niekiedy lewicowcy mordowali całe zgromadzenia, jak na przykład w Barbastro, gdzie zabito 51 klaretynów, czy w Leridzie, gdzie na cmentarzu rozstrzelano 64 duchownych. Pomysłowość w zadawaniu okrutnej śmierci nie znała dla lewicy granic, a odcinanie kończyn można, o zgrozo, uznać można za jedną z bardziej „humanitarnych” metod odbierania życia osobom konsekrowanym.

 

Częstą praktyką były propozycje składane duchownym, by zbezcześcili Komunię Świętą lub w inny sposób publicznie zadeklarowali apostazję. W zamian za to oferowano zachowanie życia. Nieznane są przypadki przystania na „dobrotliwą” ofertę socjalistów. Zamiast tego prześladowani modlili się za oprawców i umierając wybaczali im winy.

 

Lewicowcy, zgodnie ze swoją ideologią, niszczyli nie tylko ludzkie życie, ale także własność będącą jednym z filarów ładu społecznego. 1 lipca 1937 roku, a więc jeszcze przed pierwszą rocznicą wybuchu wojny domowej, episkopat Hiszpanii wydał list podsumowujący sytuację w kraju. Zauważono w nim, że socjaliści zdewastowali 20 tysięcy kościołów. Historycy uważają tę liczbę za bardzo możliwą. Mieszczą się w niej zarówno grabieże, bezczeszczenia, podpalenia jak i całkowite likwidowanie świątyń.

 

Chociaż prześladowania Kościoła nieco zelżały w roku 1937, to wierni nie mogli czuć się bezpiecznie dopóki wojska gen. Franco nie przegoniły lewicowych milicji z ich miejscowości. Aż do końca wojny w wielu miejscach życie religijne musiało trwać w ukryciu. Dzięki wiernym religii katolickiej generałom, oficerom oraz setkom tysięcy odważnych żołnierzy, ochotników i innych Hiszpanów, uchroniono Półwysep Iberyjski od komunizmu. Niestety dzisiaj w Hiszpanii znów tryumfuje antyklerykalizm, za walkę z którym życie oddały tysiące katolików.

 

Hiszpańska wojna domowa dała Kościołowi setki świętych i błogosławionych męczenników, zamordowanych z powodu lewicowej nienawiści do wiary. Uczy nas także, do czego może doprowadzić antyklerykalizm, obecny także w polskim życiu politycznym i społecznym. Słowa mają swoje konsekwencje.

 

Michał Wałach

 

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie