29 kwietnia 2021
Autor

Piotr Relich

Lockdownowi dziennikarze kontra społeczeństwo. I kto tu jest foliarzem?

(fot. Mateusz Wlodarczyk / Forum)

Ruszyła szczepionkowa machina propagandowa, energicznie angażując dostępnych na każde skinienie rządu niektórych ludzi mediów. W poważaniu mając etykę oraz – co bardziej frapujące – rzetelność i zwykłą dziennikarską uczciwość, zajadle atakują każdy, nawet najmniejszy przejaw sceptycyzmu wobec skuteczności lockdownów. Swoim oddaniem natomiast firmują system, za opisywanie którego jeszcze nie tak dawno można było trafić do grona „szurów”, „płaskoziemców” i innych zwolenników teorii spiskowych.

Rosyjski lek dobry na wszystko. I nie jest to Sputnik

W dyskredytowaniu adwersarzy, bez wdawania się z nimi w polemikę prorządowi dziennikarze sięgają po sprawdzone i niezwykle popularne wśród własnego elektoratu sposoby. Jednym z najcięższych oskarżeń są te z kategorii współpracy z rosyjskim wywiadem. Samego siebie przeszedł Piotr Barełkowski (Telewizja wPolsce.pl), który stwierdził, że każda forma podważania wymagającej bezwzględnej solidarności rządowej strategii walki z koronawirusem jest inspirowana z Moskwy. I tak w internecie roi się od „ruskich trolli” (co oczywiście samo w sobie nie jest nieprawdą), każdy nazywający obecną sytuację „plandemią” ma albo jakieś powiązania z obcymi służbami, albo w najlepszym wypadku jest „pożytecznym idiotą”.

Więc za ogólny poziom frustracji i niezadowolenia społecznego nie odpowiada paraliż służby zdrowia, odłożone operacje i zaprzestane kuracje, bankructwa przedsiębiorstw, bezrobocie, załamania nerwowe, stres, nauka zdalna, brak wesel i imprez rodzinnych, martwe życie kulturalne czy ogólna nieudolność rządu, ale… „ruscy”.

Do tego dochodzi inna kategoria, mianowicie „cynicy, pragnący wypłynąć na całej sytuacji”. Owi komentatorzy życia publicznego mają wykorzystywać instrumentalnie antylockdownowe nastroje do powiększania zasięgów, a co za tym idzie, wpływów z reklam i ogólnie lepszego prosperity. Nie można wykluczyć, że takich osób nie ma. Ale naprawdę ciężko w tym kontekście słucha się osoby, której medium za „przeprowadzenie kampanii społecznej nt. zapobiegania, przeciwdziałania i zwalczania COVID-19, w tym szczepionki przeciwko COVID-19 w programie telewizyjnym” otrzymało…200 tys. zł – na co wskazuje lista wynagrodzeń opublikowana przez KPRM.

Zwłaszcza, że na poparcie swojej tezy, pan Barełkowski nie podaje żadnych dowodów. Wśród morza kwiecistych ogólników nie jest w stanie wymienić ANI JEDNEGO konkretnego i udowodnionego działania inspirowanego z Moskwy. Choć daleko mi od bagatelizowania zagrożenia ze strony Rosji, podciąganie pod jej wpływ każdego niepokornego dziennikarza brzydko pachnie szytą grubymi nićmi kampanią defamacyjną.

Wyznawcy Gatesa

Drugim elementem walki z niewygodną narracją jest po prostu cenzura. W przestrzeni publicznej pojawiły się głosy nawet samych dziennikarzy, wzywających do ściślejszego nadzoru nad przekazem medialnym w dobie pandemii. Skrajne opinie w rozważaniach na temat wolności mediów wyraża Eryk Mistewicz, dla którego „nie do pomyślenia jest”, aby w Polsce istniał tygodnik „kwestionujący pandemię i zalecenia lekarzy”. Chodziło o nawiązanie do jednego z numerów DoRzeczy, gdzie na okładce widnieje twarz Billa Gatesa trzymającego w ręku szczepionki. Przekonując, że w innych krajach taka sytuacja nie miałaby miejsca, założyciel Instytutu Nowych Mediów pragnąłby pewnie w sprawie COVID-19 bezwzględnej jednomyślności. I to pod groźbą całkowitej cenzury.

Autor wpisu nie odpowiedział na pytanie, których lekarzy ma na myśli. Wszak od wielu miesięcy w polskiej przestrzeni publicznej nie brakuje również ekspertów negatywnie oceniających wpływ rządowej strategii na funkcjonowanie służby zdrowia. Równie ciekawie wygląda komentarz jednego z uczestników dyskusji, który nawołuje do wykluczenia red. naczelnego pisma, Pawła Lisickiego z grona ludzi przyzwoitych. Wyjątkowo sugestywnie skomentował wpis Mistewicza także Artur Stelmasiak z „Niedzieli”, sugerując że za działalnością Lisickiego stoi „Mamona” z piosenki Republiki.

Postawienie pod pręgierzem założyciela DoRzeczy odbyło się bez jakichkolwiek głosów odnoszących się do meritum sprawy, czyli tematu numeru mówiącego o niepodważalnym wpływie amerykańskiego miliardera na światowy przemysł szczepionkowy. Sam artykuł mówił o zaplanowanej na lata 2010-2020 „dekadzie szczepień”, sposobie finansowania największej inicjatywy na rzecz szczepień GAVI, lobbingu prowadzonym w krajach trzeciego świata czy w końcu na działalności, która pozwoliła Gatesowi powiększyć swój kapitał z 54 mld USD w 2010 r. do blisko 130 mld USD obecnie.

Czy tylko ze względu na trwającą akcję szczepień, prezentowanie prawdy o ich najpotężniejszym orędowniku powinno stanowić temat tabu? A może TYM BARDZIEJ trzeba uświadamiać ludzi, kto stoi za inwestycjami w badania i akcje Pfizera czy Johnson&Johnson?

Ale to też nie tak, że o założycielu Microsoftu nie wolno w ogóle pisać. Można, ale tylko pozytywnie, co potwierdza sam pan Mistewicz, publikując na Twitterze link do „wartego przypomnienia” tekstu Billa Gatesa pt. „Obecna pandemia połączyła nas ze sobą. Niech połączy nas również nasza reakcja na nią”.

Do legendy przejdzie natomiast zachowanie poseł PiS Joanny Lichockiej, która złożyła donos na Jana Pospieszalskiego i jego program „Warto rozmawiać”. Oprócz złośliwych komentarzy w stylu „rozumiem, że Pan Jan nie ma gdzie koncertować” i musi robić dobrze sprzedający się program, była skądinąd dziennikarka zarzuciła, że emisja odcinka krytykującego rządowy sposób walki z pandemią to niebezpieczna gra kosztująca życie Polaków. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Komisja Etyki TVP (nazwa sama w sobie wzbudzająca uśmiech) zawiesiła emisję programu. Ot, pluralizm w czasach zarazy. Szkoda że takowej brakuje, gdy w telewizji publicznej do debaty zasiadają przeciw sobie przedstawiciele „Sieci”, „wPolityce” czy „Niezależnej.pl”.

I ty zostaniesz „aborcjonistą”

Jednym z najcięższych oskarżeń wysuwanych w stronę osób kwestionujących skuteczność lockdownów jest już wspomniane obarczanie odpowiedzialnością za liczbę zgonów. I znowu to nie nieudolność rządu jest przyczyną jednych z najwyższych współczynników zgonów na COVID-19 w UE w przeliczeniu na milion mieszkańców, ale krytycy lockdownów.

Nie wiadomo czy ton nadaje tutaj Morawiecki et concortes, czy może słucha on podpowiedzi „ekspertów” od budowania przekazu pokroju Samuela Pereiry z TVP.info, który porównał jednego z najbardziej przyzwoitych lekarzy w czasie pandemii, dr Pawła Basiukiewicza do aborcjonistów. Podobnie jak w przypadku zwolenników zabijania nienarodzonych, przekaz głoszony przez kardiologa z Grodziska Mazowieckiego ma kosztować życie. Ciekawe jaką metodą redaktor obliczył ten związek przyczynowo-skutkowy? Nie mówiąc o samej perfidii porównywania lekarza ratującego życie ludzi (także tych z COVID-em!) do aborcyjnych rzeźników.

Swoją drogą, lekarze konsekwentnie zwracający uwagę na szkodliwość kowidowych obostrzeń w służbie zdrowia nieustanni męczeni są w stylu przypominającym działania z epoki słusznie minionej. Dr Basiukiewicz, dr Zbigniew Martyka czy prof. Ryszard Rutkowski ciągani są przez Naczelną Izbę Lekarską na nic nie wnoszące przesłuchania, których głównym celem jest chyba wzbudzić w całej „niepokornej” reszcie poczucie uciążliwości, jakie przyniesie wychodzenie przed szereg.

Katolicka etyka szczepionkowa

Dla niektórych powszechne szczepienia stanowią tak wielkie dobro, że w jego imieniu są w stanie legitymizować segregację obywateli. Co ciekawe, jako zwolennik podziału na lepszych i gorszych objawił się ostatnio nie jakiś lewicowy aktywista z dyktatorskimi zapędami, ale popularny katolicki publicysta Tomasz Terlikowski. Na swoim Facebooku wyjaśnił dlaczego jest zwolennikiem paszportów szczepionkowych.

I tak oto jeśli jego zdaniem „ktoś nie chce się zaszczepić, to jest to jego akt wyboru, który wiązać się może z tym, że nie będzie on miał dostępu do pewnych usług czy możliwości wyjazdu”. W dalszej części wpisu roztacza kłamliwą wizję cudownego leku, z którego zrezygnować może jedynie człowiek kierujący się „brakiem solidarności społecznej”.

Swoją opinię podpiera stanowiskami „wszystkich poważnych wyznań chrześcijańskich”, które popierają szczepienia. Pan Terlikowski sprytnie nie wspomina jednak, że nawet oświadczenie Kongregacji Nauki Wiary nie zawiera wiążącej moralnej obligacji do szczepienia się, stąd też, zdaniem Watykanu taki proces MUSI pozostać dobrowolny.

Jednak były naczelny Frondy kontynuuje swoją hagadę, przekonując, że „chcącemu nie dzieje się krzywda” i niezaszczepieni nie powinni do nikogo mieć pretensji, jeżeli nie zostaną np. wpuszczeni na lotnisko, czy nie obsłużeni w restauracji. Tego typu etyka sytuacyjna nie pozwala dostrzec, że wprowadzenie paszportów lub innych sposobów segregacji uczyni szczepienie faktycznie obowiązkowym, nawet jeżeli w ustawie będzie stało inaczej.

I jak przypomniał na Facebooku redaktorowi Terlikowskiemu nasz redakcyjny kolega, Paweł Chmielewski, „nieobowiązkowe jest to, co jest naprawdę dowolne, to znaczy niezagrożone sankcjami, a nie to, co wyklucza z korzystania z wielu absolutnie normalnych i moralnie neutralnych czynności”.

„Przecież zakaz – na przykład – wstępu do różnych lokali dla niezaszczepionych jest po prostu formą kary i de facto ograniczeniem swobody poruszania się. Czy będzie Pan twierdził, że szczepienie jest obowiązkowe dopiero wtedy, gdy będą wiązać i siłą wbijać igłę?” – argumentował.

Rok cudów

Podsumujmy. Za nami ponad rok „walki z wirusem”. Rok, który przyniósł urzeczywistnienie wizji, za opisywanie których jeszcze w 2019 r. groziła dożywotnia infamia w środowisku „poważanych ludzi”. Dzisiaj prawdą okazuje się istnienie programów mających na celu wyszczepienie całej populacji, na naszych oczach urzeczywistnia się wizja selekcji obywateli (paszporty szczepionkowe w UE, bransoletki dla odwiedzających Izrael), a ponadnarodowe i niedemokratyczne gremia debatują nad kształtem post-pandemicznego świata, którego bezpowrotną transformację przyspieszyła polityka lockdownów (Wielki Reset, Europejski Nowy Ład).

Okazało się, że model walki z pandemią od lat opracowywały wąskie, elitarne gremia, a w czasie próby „dyktatura sanitariatu” powaliła na kolana rządy zarówno mniejszych jak i największych graczy sceny politycznej. W czasie kryzysu następuje prawdziwa hekatomba klasy średniej (a jak wiadomo ile własności, tyle wolności), natomiast obrzydliwie bogaci „wizjonerzy” wciąż powiększają i tak już ogromne wpływy. Jeden z najpopularniejszych wydawców w Polsce publikuje książkę jednego z nich, gdzie ten przyznaje się np. do konieczności przejścia całego świata na syntetyczne mięso czy finansowania projektów mających na celu sztuczną ingerencję w temperaturę ziemi.  

Z drugiej strony mamy klakierów broniących system, który najpierw naigrywał się z masek, by za tydzień narzucić je wszystkim Polakom, kazał „wytrzymać jeszcze dwa tygodnie…”, przekonywał, że „wirus jest już w odwrocie” czy w końcu zapowiadał „łagodniejsze przejście trzeciej fali”. Dzisiaj jak ognia boi się debaty na temat rekordowej nadmiarowej liczby zgonów i karze wierzyć, że wszystko wróci do normalności, kiedy tylko się zaszczepimy.

Warto zapytać więc; kto tutaj jest foliarzem?

 

Piotr Relich

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(16)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy