11 maja 2021
Autor

Piotr Relich

Watykańska konferencja zdrowotna. Kompleks ciemnogrodu przepisem na kapitulację

Co ma wspólnego gitarzysta Aerosmith, córka byłego prezydenta USA, amerykańska supermodelka czy guru New Age? Gdzie ksiądz, rabin i mufti mogą debatować nad kształtem ludzkiej duszy? W jakim miejscu najtęższe umysły medyczne zachwycają się nowym rodzajem szczepionek i możliwościami jakie dają genetyczne modyfikacje ludzkiego DNA? Co to za miejsce, w którym aborcjonistka, zwolennicy segregacji sanitarnej i sztucznej inteligencji wypowiadają się na równi z kapłanami? Proszę Państwa, takie rzeczy tylko w Watykanie.   

Dobiegła końca piąta międzynarodowa konferencja organizowana przez Papieską Radę ds. Kultury, i Fundację Cura poruszająca zagadnienia współistnienia duszy, rozumu i ciała w kontekście medycznym. Jednak słuchając wygłoszonych prelekcji, ciężko mówić o jakimkolwiek współistnieniu. Większość gości mówiła o rozumie, dzięki któremu już wkrótce przekroczymy ograniczenia słabego ciała, a dusza – jeżeli w ogóle istnieje – stanowi przedmiot debaty. Opcja katolicka wyglądała przy tym jak nieprzygotowany uczeń tłumaczący się z lat zaległości w nauce, a gdyby nie logo Stolicy Apostolskiej, nawet nie wiedzielibyśmy, że całość odbywa się pod papieskim patronatem.

Konferencje zdrowotne organizowane już od pięciu lat przez Watykan wzbudzają liczne kontrowersje, nie tylko za niedostateczne (albo, co najmniej niewspółmierne wobec reszty opinii) wybrzmiewanie katolickiego spojrzenia, ale przede wszystkim przez dobór gości. Wśród prelegentów nie brakuje orędowników kontroli populacji, osób czerpiących profity z aborcyjnego procederu czy też zwolenników wątpliwych z etycznego punktu widzenia rozwiązań medycznych. Co roku zainteresowanie szerszej publiczności ma zapewnić zaproszenie przedstawicieli show-biznesu; w przeszłości m.in. piosenkarki Katy Perry, a w tym roku gitarzysty Aerosmith, Joe’a Perry czy supermodelki Cindy Crawford.

Ktoś zapyta, skąd taka dywersyfikacja opinii i osób, mających często nie po drodze nie tylko z nauką Magisterium, ale i podstawowymi zasadami etyki i to jeszcze w watykańskim środowisku? Otóż cykliczne konferencje są owocem paradygmatu dialogu, tak bardzo promowanego podczas obecnego pontyfikatu. Stolica Apostolska, na wzór greckiej Agory, chce dzisiaj stanowić platformę wymiany myśli i doświadczeń nie tylko w kwestiach migracji, wojen, nierówności ekonomicznych czy długu publicznego, ale również medycyny.

Warto więc przyjrzeć się jak ten dialog wygląda.

Kościół chcąc dotrzeć do każdego odbiorcy zrezygnował z języka dogmatyki i teologii. Najdobitniejszym tego przejawem był panel poświęcony ludzkiej duszy, obejmujący prelekcje rabina, muzułmańskiego mufti i kard. Gianfranco Ravasi’ego. Każda strona przedstawiała swoją perspektywę, ubierając swoje rozważania w jak najbardziej neutralną i uniwersalną terminologię. To podejście było szczególne dostrzegane w wypowiedzi katolickiego hierarchy, w której w ogóle (sic!) nie padło imię Jezus Chrystus. Zamiast tego powoływano się np. na Arystotelesa, greckich klasyków, poetę Waltera Whitmana czy korzenie „judeo-chrześcijańskiej” tradycji.

Tak na marginesie, imię naszego Zbawiciela nie pojawiło się podczas WATYKAŃSKIEJ konferencji ANI RAZU.

Problemu z określeniem kształtu ludzkiej duszy nie miał natomiast najsłynniejszy przedstawiciel ruchu New Age, Deepak Chopra, który mimo prelekcji na temat chorób mózgu, wtrącił swoje trzy grosze o „uniwersalnej, kosmicznej świadomości zwanej w różnych religiach Bogiem”. W jego wizji, tak jak mózg, poprzez system nerwowy kieruje naszym ciałem, tak do „Uniwersalnego pola wiedzy i świadomości” mamy dostęp dzięki swego rodzaju „odbiornikom” (ang. species specific modes of knowing) – duszy.

I takim „odbiornikiem” jest nie tylko człowiek, ale robak czy zwierzę. A do prowadzenia zdrowego i zbalansowanego trybu życia niezbędna jest odpowiednia dieta, medytacja, joga i „nie traktowanie siebie zbyt poważnie”. Uśmiechnięty guru prezentował swoje tezy z niezwykłą pewnością siebie, a całości przyświecało kolorowe logo Stolicy Apostolskiej.

Również i wśród rozważań na temat natury człowieka, strona katolicka poświęciła dużo miejsca ekologii, mówiło się o „pokrewieństwie ze stworzeniem” i konieczności dbania o „nasz wspólny dom”. Obficie powoływano się przy tym na ekologiczne passusy encykliki Laudato Si, ale już nie na Księgę Rodzaju, skąd płynie katolicka nauka o miejscu człowieka we Wszechświecie.

Natomiast problemu z umiejscowieniem człowieka wśród istot żyjących nie miała popularna brytyjska antropolog Jane Goodall, znana z badań nad szympansami bonobo. I tak na watykańskiej konferencji dowiedzieliśmy się, że jedyna różnica między nami a innymi naczelnymi to eksplozja intelektu, dzięki któremu osiągnęliśmy obecny poziom cywilizacyjny. Natomiast rozwijając intelekt „utraciliśmy mądrość”, gdyż nie umiemy korzystać z ziemskich zasobów w sposób zrównoważony.

A równowagę odzyskamy dopiero kiedy odkryjemy szacunek do zwierząt i…przestaniemy się rozmnażać – ponieważ jak twierdziła Goodall jeszcze kilka lat temu; „wzrost liczby ludności leży u podstaw niemal każdego problemu, jaki zadaliśmy planecie. Gdyby było nas tylko kilku, wtedy paskudne rzeczy, które robimy, nie miałyby tak naprawdę znaczenia, a Matka Natura zajęłaby się tym – ale jest nas tak wielu”.

Bardzo interesująco wyglądała dyskusja na temat szans, jakie dla ludzkości stwarzają modyfikacje genetyczne. Choć reprezentujący stronę katolicką ks. Tomasz Trafny, dyrektor inicjatywy STOQ (angielski skrót od; Nauka, Teologia i Badania Ontologiczne) przestrzegał przed zagrożeniami jakie dla natury człowieka niesie jego sztuczne „ulepszanie” na poziomie genetycznym (transhumanizm), został zakrzyczany przez swoich rozmówców, argumentujących z pozycji czysto naukowych.

Nie tylko przekonywali o cudownych zastosowaniach terapii genetycznych, mających uwolnić ludzkość od dzisiejszych plag; raka, chorób cywilizacyjnych, epidemii wirusów, a nawet starości, ale wskazywali konieczność dystrybucji takich rozwiązań do wszystkich mieszkańców świata, nie tylko najbogatszych. Ich zdaniem nie powinniśmy zważać na hamulce z dziedziny etyki i moralności, jeżeli dzięki temu możemy już dzisiaj ratować setki, czy nawet tysiące istnień. Nie powinniśmy spowalniać nadchodzącej rewolucji, zwłaszcza, że osiągnięcia poprzedniego przełomu z dziedziny genetyki – żywności GMO „zostały zaprzepaszczone”.

Zdaniem rozmówców, nowatorskie pomysły powinny przede wszystkim spełniać normy bezpieczeństwa. Ale o różnicy pomiędzy teorią a praktyką dowiedzieliśmy się  na marginesie, kiedy omawiano szczepionki. Podkreślono, że unijne i amerykańskie agencje posiadają tak mocno wyśrubowane standardy, że dopuszczenie do obrotu nowych leków zajmuje mniej więcej 10 lat. Natomiast w przypadku awaryjnych preparatów przeciw COVID-19 „poczyniono wyjątek”. Warto zapytać na czym on polegał – na obniżeniu standardów, czy maksymalnemu zaangażowaniu machiny biurokratycznej?

Nowoczesne terapie powinny być dostępne dla wszystkich. Tu też nastąpiła pełna zgoda. Natomiast spojrzenie kapłana, który stwierdził, że nie powinniśmy doprowadzić  do nieodwracalnych skutków terapii genetycznych nie wzbudziło już takiego entuzjazmu.

A już skandalem było zaproszenie otwartej zwolenniczki aborcji, wiceprezes Fundacji Clintonów Chelsea Clinton, która podczas prelekcji mówiła o konieczności jeszcze skuteczniejszej moderacji treści w mediach społecznościowych. Podczas konferencji wypowiadał się też niezatapialny prof. Anthony Fauci, twarz amerykańskiej strategii walki z koronawirusem, uświadamiając kapłanów o ich wielkiej roli w popularyzacji szczepionek. Ten sam ekspert w zeszłym roku stwierdzał, że Komunia do ust niesie zbyt duże ryzyko zakażenia, natomiast nie widział nic złego w seksie z obcą osobą, „jeżeli obie strony chcą podjąć ryzyko”. 

Całość wcale nie wyglądała jak dialog równorzędnych stron, ale jak totalna kapitulacja chcącego naprawić swój „kompleks ciemnogrodu” Kościoła przed światem nauki. Swoim zaangażowaniem Stolica Apostolska afirmowała wizję jakiejś nowej, humanistycznej religii, której wyznawcy mają obsesję na temat zdrowia, stanowiącego wraz z długowiecznością najwyższe wartości. Dogmat tego – paradoksalnie – na wskroś naukowego wyznania stanowi unikanie cierpienia, przed którym wybawiają nas świeccy święci- eksperci medyczni i naukowcy, skupieni na misji eliminacji wszystkich chorób świata. W tym nowym „Kościele” miłosierdzie zastąpi empatia i współczucie, a neuronauka odpowie na pytania dotyczące transcendencji. „Potęga bezinteresowności” i filantropia zastąpi jałmużnę, post – zbilansowana dieta, a stan łaski uświęcającej – osiągnięcie homeostazy.

Skoro już wkrótce pozbędziemy się chorób i – być może śmierci – to po co komu Kościół, przynoszący naukę Chrystusa o sensie cierpienia? I w istocie tak wyglądała tegoroczna konferencja; gospodarz miał najmniej do powiedzenia, ponieważ nikt nie chciał go już słuchać.

Piotr Relich

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(17)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy