Wnuki Bandery i pedagogika wstydu. „Autorytety” z Czerskiej znów chcą postawić Polskę na baczność

przytneci.jpg
Fot: Andreas Stroh / Zuma Press / Forum

Taki właśnie język słyszeli w ubeckich katowniach z ust oprawców o spolszczonych nazwiskach żołnierze podziemia niepodległościowego. Takie inwektywy powtarza od dziesięcioleci szeroko rozumiane środowisko GieWu w stosunku do uczestników Marszu Niepodległości, obrońców życia dzieci nienarodzonych, krytyków masowej imigracji i w zależności od aktualnej mądrości etapu – stając po stronie interesów Ukrainy, Rosji, Niemiec, Unii Europejskiej, Izraela – byle nie Polski.

 

„Wzywamy polityków do opamiętania w sprawie Ukrainy” – piszą na łamach „Gazety Wyborczej” Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Paweł Kasprzak, Cezary Łazarewicz, Piotr Niemczyk, Andrzej Seweryn i Krzysztof Skiba.

Zróbmy to razem!

Mowa oczywiście o społecznym odbiorze inicjatywy żołnierzy Samodzielnego Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Obrony Ukrainy. Zapragnęli oni, by ich jednostka nosiła miano „Bohaterów UPA”. Prezydent Wołodymir Zełenski, „przyjaciel Polski i Polaków”, przystał na tę propozycję i ją zatwierdził.

Jak tłuką swym czytelnikom do głów autorzy listu otwartego, wojacy ci „każdego dnia przelewają krew i giną śmiercią bohaterów na ukraińsko-rosyjskim froncie. I będą w tej walce ginąć nadal. To nie zależy od tego, co o nadanym im imieniu (…) powie którykolwiek z przedstawicieli polskich władz i jak to wpłynie na mierzony sondażami stosunek Polaków do Ukraińców”.

Mamy więc siedzieć cicho, nadal przyglądać się jak nasi reprezentanci w parlamencie i rządzie ślą na Ukrainę kolejne dziesiątki miliardów w gotówce i sprzęcie; mamy nie zadawać pytać, lecz uznać, że to, co leci w naszą stronę, niesione wschodnim wiatrem, to tylko deszcz. Mamy ukłonić się, przepraszać i dziękować. Jesteśmy bowiem – jak sformułowali to już dobitnie poprzednicy ekipy Tuska – „sługami narodu ukraińskiego”. Ale to między wierszami. A co dalej w liście?

„Podobnie prezydent Wołodymyr Zełenski pozostanie niezłomnym przywódcą kraju toczącego bohaterską, krwawą wojnę obronną, której wynik zdecyduje o przyszłości naszego kontynentu, a nie wyłącznie o przyszłości Ukrainy. Nie zmieni tych faktów to, czy zachowa on polski Order Orła Białego, czy zostanie go karnie pozbawiony za obrazę uczuć i pamięci Polaków. Nie zmieni ich żadna płomienna mowa wygłoszona w Warszawie, żaden artykuł napisany w polskiej prasie i żaden sondaż przed polskimi wyborami” – instruują nas Michnikowe autorytety, które – sądząc po dość przypadkowym doborze nazwisk – miały akurat tego dnia wyznaczony dyżur.

Dalej – zgodnie z bieżącą linią – następuje rutynowe zrównanie niewyobrażalnej w swym okrucieństwie zbrodni wołyńskiej z polską reakcją. Na marginesie – ta sama narracja pojawia się też zresztą w innych wypowiedziach. Autorem jednej z nich jest wiceminister nauki w rządzie Ukr… – o zgrozo, Polski! – Andrzej Szeptycki, który w radiowym wywiadzie wprost porównał UPA do Żołnierzy Niezłomnych.

Autorytety z „Wyborczej” sięgnęły do przećwiczonego starannie na przestrzeni całych dziesięcioleci zestawu obelg wobec polskich patriotów. Wywodzi się on po części z cytowanej kiedyś przez amerykańskiego pisarza Edwarda Griffina instrukcji skierowanej do członków partii komunistycznej USA z 1943 roku: „Gdy jacyś utrudniacze zaczną być zbyt irytujący, po odpowiednim przygotowaniu nazywajcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami i wykorzystujcie prestiż organizacji antyfaszystowskich oraz tolerancjonistycznych, by ich zdyskredytować. W świadomości publicznej nieustannie kojarzcie tych, którzy nam się sprzeciwiają, z tymi określeniami, które już mają złą opinię. Takie skojarzenie, przy dostatecznie częstym powtarzaniu, stanie się w oczach opinii publicznej faktem”.

W liście uderzyli w tę właśnie nutę: „Z zażenowaniem patrzymy na pełne pseudo-patriotycznych frazesów gęby czcicieli polskich faszyzujących nacjonalistów i gloryfikujących zbrodnie żołnierzy wyklętych. Na pochody jawnych faszystów najgorszego autoramentu, odbywające się w Polsce bez przeszkód…”.

Zwróćmy uwagę: taki właśnie język słyszeli w ubeckich katowniach z ust oprawców o spolszczonych nazwiskach żołnierze podziemia niepodległościowego. Takie inwektywy powtarza od dziesięcioleci szeroko rozumiane środowisko GieWu w stosunku do uczestników Marszu Niepodległości, obrońców życia dzieci nienarodzonych, krytyków masowej imigracji i w zależności od aktualnej mądrości etapu – stając po stronie interesów Ukrainy, Rosji, Niemiec, Unii Europejskiej, Izraela – byle nie Polski.

Ludzie ci najwyraźniej mszczą się na nas i na naszej ojczyźnie, że dostali „przydział” do kraju, którego tak serdecznie nienawidzą, a do tego muszą nosić polskie nazwiska. Dają temu wyraz na każdym kroku. Od dekad bezkarnie serwują nam pedagogikę wstydu, ale wciąż uchodzą u wielu wykształconych Polaków za moralne busole. Co tylko wzbierze w narodzie prawicowa fala, obiecują, że stąd wyjadą. Z jakichś powodów nigdy jednak tego nie robią.

Tym razem ludzie ci znowu poszli „po bandzie”. Stając murem za banderowską historiografią, używają swego rzekomego „antyfaszyzmu” właśnie w obronie formacji sprzymierzonych z niemieckim nazizmem. To karkołomny logiczny fikołek, przy którym można już doznać poważnych uszkodzeń. W obliczu hucpy zaserwowanej nam przez Zełenskiego (w poprzednim życiu – komika grającego na mało wyszukanym dowcipie) nawet co bystrzejsi tutejsi politycy w mig wyłapali bowiem społeczny odbiór kijowskiej prowokacji. Z fasad kilku urzędów miejskich na wschodzie naszego kraju zniknęły ukraińskie flagi. „Braunem” mówi w sprawie wzajemnych, asymetrycznych relacji obydwu państw już nie tylko polska ulica, ale i niedawni jeszcze piewcy dozgonnej przyjaźni z Kijowem. Jednak ci właśnie desperaci, korzystający z łamów „Wyborczej”, postanowili wbrew temu wszystkiemu pójść pod wiatr. Do grona podpisanych pod listem dołączyli – może w charakterze alibi: by móc tłumaczyć później, że to tylko zgrywa – zawodowego błazna, kumpla po fachu Zełenskiego.

Dlaczego to trik karkołomny? Otóż tak się w naszych dziejach złożyło, że z ukraińskim szowinistycznym nacjonalizmem nie po drodze było nie tylko Polsce, ale i okupacyjnej władzy sowieckiej. Stąd powojenna propaganda – milcząca na temat zbrodni NKWD i UB na naszych bohaterach – akurat o krwawych wyczynach OUN-UPA pisać i mówić pozwalała. Przynajmniej powierzchowna wiedza o tych kwestiach jest więc wśród nas powszechna.

„My – Polska i Ukraina – powinniśmy osiągnąć porozumienie, by oprzeć się Rosji. Wskazywanie na historię polsko-ukraińskich nieporozumień w przeszłości nie jest argumentem dla współczesnego realnego polityka” – cytują autorzy listu atamana Semena Petlurę. Rzecz w tym, że to nie jego wybrali na swojego patrona rezuni z „Północy”.

W reakcji na tę historyczną obrazę polska władza nie odbierałaby Zełenskiemu Orderu Orda Białego. Głównie z jednej przyczyny. To odznaczenie nigdy nie zostałoby mu nadane.  Zamknęłaby za to w trybie nagłym lotnisko w Jasionce, bo tylko taki język rozumieją nasi „sojusznicy” ze wschodu.

Roman Motoła

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: