31 lipca 2020
Autor

Redaktor PCH24.pl

XXI wiek – wiekiem „antykatolickiego postępu”

(Fot. You Tube / France 3 Occitanie)

XXI wiek stał się we Francji widownią zmasowanych ataków na obiekty związane z chrześcijaństwem. Raport MSW w 2019 roku ocenił liczbę tzw. „aktów antychrześcijańskich” na 1063 takie przypadki. Ponad tysiąc ataków rocznie odnotowywano także w latach poprzednich.

 

Władze twierdzą, że „motywy ideologiczne są tu w mniejszości”, a chodzi głównie o kradzieże i zwykły wandalizm, za którym stoją często nieletni. Problem jest bagatelizowany, rząd nie chce wzbudzać żadnych waśni i sporów na tle religijnym. Kilka dni temu, tuż po pożarze katedry w Nantes, doszło do próby rozbicia XIX-wiecznych witraży w kościele Nimes. Pijany mężczyzna walił w witraże kościoła Saint-Baudile żelaznym prętem o długości prawie dwóch metrów. Został zatrzymany, ale już po 48 godzinach wyszedł na wolność.

 

Być może to właśnie bezkarność sprawców jest przyczyną mnożenia się ataków na obiekty kultu katolickiego we Francji. Pożary katedr, czy niszczenie figur świętych stają się codziennością. Piszą o nich tylko lokalne media, a i to nie zawsze. Gdyby taki akt walenia prętem dotyczył okien meczetu lub synagogi sprawca mógłby być pewien sankcji prokuratorskiej. Czyn antychrześcijański traktowany jest jako zwykły akt wandalizmu…

 

Jednak nawet jeśli sprawcami bywają „nieletni”, czy pijani, to wynika to z pewnej ogólnej atmosfery przyzwolenia i usunięcia Kościoła na margines życia społecznego. Wiele przypadków wskazuje też, że za atakami na kościoły stoją nie tylko „nieletni wandale”, czy kryminaliści, ale też zwolennicy dżihadu (chyba już tylko oni nadal dostrzegają jakiś aksjologiczny związek republiki z chrześcijaństwem). Dodatkowo są to także aktywiści LGTB (jak ostatnio także w Polsce), „wojujący bezbożnicy” lewicy („laikardzi”), czy nawet sataniści. Problem w tym, że Republika pojmuje swoją laickość w tym względzie, jako politykę… désintéressement.

 

Tchórzliwość Republika

Nie jest to sytuacja nowa. W 2015 roku policja zatrzymuje niejakiego Sida Ahmeda Ghlama. Podczas rewizji w jego domu policja natrafiła na dokumenty, które nie pozostawiają wątpliwości, że zamierzał on zaatakować kościoły i dokonać rzezi w czasie Mszy. Wtedy udało się terrorystę zatrzymać.

 

Rok później ginie jednak męczeńską śmiercią z rąk dżihadystów w kościele w Saint-Étienne-du-Rouvray Sługa Boży ks. Jacques Hamel. W tym przypadku policja się spóźniła. W uroczystościach z okazji czwartej rocznicy zamordowania ks. Hamela odbyła się Msza św., a zaraz po niej tzw. „republikańska uroczystość braterstwa” z udziałem MSW Geralda Darmanina.

 

Dodatkowo lewicowe aktywistki przeprowadziły tu swój „protest” przeciw Darmaninowi, którego oskarżają o gwałt. Doszło do zamieszania, a według prefektury Seine-Maritime „aresztowano jedenaście osób”. Prefektura określiła wykorzystywanie ceremonii do tego typu akcji jako „skandaliczne”, ale taka właśnie atmosfera anarchii panuje we Francji. Postać księdza-męczennika zeszła na plan dalszy.

 

Sama „republikańska ceremonia na rzecz pokoju i braterstwa” zawierała przemówienia komunistycznego mera miasta Joachima Moyse’a, ks. biskupa de Moulins-Beauforta i właśnie MSW Géralda Darmanina. Na uroczystość zaproszono także Mohammeda Karabilę, przewodniczący Regionalnej Rady Kultu Muzułmańskiego z regionie Górnej Normandii i przewodniczącego meczetu w Saint-Etienne du Rouvray.  Pomimo zakłócenia ceremonii odbył się jeszcze „aperitif przyjaźni” w prefekturze. Tyle „świeckich ceremoniałów”.

 

Od momentu zamordowania ks. Hamela władze dbały, by ten ohydny czyn nie stał się zarzewiem niechęci wobec muzułmanów. Dmuchano na zimne. Organizowano nabożeństwa „ekumeniczne” i starano się uspokoić katolików. Do Saint-Etienne du Rouvray fatygował się nawet prezydent. Katolików traktowano jednak przedmiotowo. Zachęcano władze Kościoła do „dialogu”, zorganizowano spotkanie siostry zamordowanego księdza, Roseline Hamel z rodzicami terrorystów i nagłośniono, że miał miejsce „akt wybaczenia”. Samo hasło obchodów czwartej rocznicy zamordowania przy ołtarzu ks. Hamela, o „powszechnym braterstwie”, pokazuje, że Republika potrafi odczytywać „znaki czasów” tylko po… masońsku.

 

Dziwne traktowanie katolików

W przypadku mordu ks. Hamela chodziło o pacyfikację katolików. Codzienne ataki na miejsca ich kultu przemilcza się lub bagatelizuje. „Obowiązkiem rządu jest ochrona naszych kościołów, tak jak w przypadku meczetów i synagog” – mówił już kilka lat temu i to jeszcze przed głośnymi pożarami katedr, sekretarz krajowy centroprawicowej partii UMP (dziś Republikanie) Philippe Meunier. Od tego czasu nic się nie zmieniło. W czasie akcji Vigipirate przeciw islamskim terrorystom, w której brało  udział wojsko, wyznaczono do ochrony 850 „wrażliwych punktów”. 604 takie miejsca miały związek religiami (świątynie, szkoły wyznaniowe). Objęło to większość miejsc związanych z muzułmanami i żydami i tylko część dziedzictwa chrześcijańskiego (200). „Monitorowanie wszystkich kościołów we Francji jest niemożliwe i nierealne ”- mówił wtedy Philippe Capon ze związku zawodowego policji.

 

Wtedy sytuacja dotyczyła fali terroryzmu islamskiego. Ochrona wszystkich kościołów rzeczywiście jest niemożliwa, ale gdyby państwo poważnie traktowało profanacje, a system sprawiedliwości był konsekwentny w karaniu takich aktów, ilość ataków z pewnością szybko by spadła.

 

Ataki na Kościół częścią większej całości?

Tymczasem mamy we Francji ponad trzy akty antychrześcijańskie dziennie. Wpisuje się to po części w ogólną atmosferę przemocy. Dziennie dochodzi tu do ponad 110 ataków na strażaków, policję i żandarmów. Zabójstwa, napady z bronią w ręku, handel narkotykami, napady, pożary nie są niczym nowym. Jeszcze w 2005 roku prezydent Sarkozy zapowiadał, że wymiecie przemoc z trudnych dzielnic „Karcherem”. Od tego czasu jest już trzeci prezydent, a sytuacja uległa dalszej degradacji. Francja potrzebuje działań systemowych, a tymczasem w Republice nie ma po prostu woli politycznej. Tylko od początku lipca 2020 roku w Dijon, Aiguillon, Bayonne, Sarcelles, Tarbes, Nicei, Bayonne, Nimes miały miejsce różne przykłady niezwykłego zdziczenia społecznego. Duża część dotyczyła dziedzictwa religijnego Francji. Ze statystyk francuskiego Obserwatorium Dziedzictwa Religijnego wynika, że w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2020 roku we Francji spłonęło już np. 9 katolickich świątyń.

 

Do aktów wandalizmu dochodzi najczęściej w kościołach, których nikt nie pilnuje. Padają np. propozycje współpracy merostw, stowarzyszeń lokalnych, fundacji, czy centrów turystyki  z parafiami. Tu też potrzebna jest jednak wola polityczna. Właścicielem świątyń zbudowanych przed 1905 rokiem jest państwo i często brakuje po prostu środków.

 

Katolicy się organizują

Dlatego tak cenne są inicjatywy społeczne. W 2019 roku, w odpowiedzi na rekordową liczbę profanacji miejsc kultu katolickiego, dwaj młodzi ludzie założyli ruch na rzecz ochrony kościołów we Francji. To inicjatywa osób świeckich o nazwie „Protège ton église” (Chroń swój Kościół). Grupa zbiera informacje o aktach profanacji, ale też stara się pilnować kościołów. Oddziały tej inicjatywy działają już m.in. w regionie paryskim, w Nantes, Nicei, Rouen, Marsylii, Nancy, Tuluzie, Caen, Dijon, Reims, Montpellier, Amiens, Lille. Praktyczne działania takich lokalnych grup nie są jednak zbyt życzliwie postrzegane przez władze. Są nawet cenzurowani np. na Facebooku. Pomysł jest jednak prosty. Chodzi o praktyczne działania zamiast ubolewań nad degradacją świątyń.

 

Młodzi ludzie patrolują okolice kościołów. Mają nawet konkretne instrukcje działania. Zaleca się czuwanie w co najmniej 4-osobowych grupach i noszenie przy sobie dokumentów tożsamości. Zakazuje się noszenia broni, noży, czy gazu i spożywania alkoholu.

 

W przypadku zagrożenia należy alarmować policję i interweniować zgodnie z art. 73 francuskiego KPK: „w przypadkach rażącego przestępstwa zagrożonego karą pozbawienia wolności, każda osoba ma możliwość zatrzymania jej autora i przekazania go najbliższemu funkcjonariuszowi policji”.

 

Instrukcja mówi o też o sposobach zachowania obywatelskiego patrolu w konkretnych przypadkach. Jeśli np. jacyś i ludzie spożywają alkohol w miejscu kultu, „poproś ich spokojnie do opuszczenia okolicy i pozbierania śmieci”. Należy wyjaśnić, że „dla katolików kościół jest miejscem, w którym znajduje się tabernakulum, co oznacza rzeczywistą obecność Boga”.

 

Obudzić sumienia

Wpływ działań takich grup ma znaczenie głównie symboliczne. Ich działanie pomaga jednak budzić sumienia i alarmować społeczeństwo o zagrożeniu chrześcijańskich miejsc kultu. Zamiast współpracy ze strony choćby władz lokalnych, te przyglądają się działaczom dość podejrzliwie. Młodzi katolicy wychodzący z kruchty, do której Republika zapędziła Kościół, jawią się władzy niemal jako ultraprawicowe zagrożenie.

 

Pokazanie, że chrystianofobia nie jest czynem obojętnym społecznie, a Francja jest w stanie chronić swoje dziedzictwo i chrześcijańskie korzenie jest bezcenne. Chociaż główne media przemilczają ich działalność, to dawanie przykładu budzi sumienia francuskich katolików. Trudno przecenić wagę pojawiania się takich inicjatyw w morzu społecznego zdziczenia. Nie jest to jedyna jaskółka przebudzenia się ze swoistej „uległości” Francji.

 

„Nie ruszaj mojej historii!”

W ostatnich dniach pojawiła się np. petycja  „Nie ruszaj mojej historii!”, jako odpowiedź na barbarzyństwo miejscowego ruchu Black Lives Matter.  Apel wystosował Alain Finkielkraut, francuski pisarz, filozof i eseista, daleki od konotacji z chrześcijaństwem. Od 2014 roku jest członkiem Akademii Francuskiej. Z pochodzenia jest polskim Żydem, a w maju 1968 roku był powiązany z lewackim buntem studentów. W kolejnych latach awansował jednak niemal na konserwatystę.

 

Obecnie, w obliczu fali obalania posągów, szerzenia się antybiałego rasizmu i nienawiści do zachodniej cywilizacji, filozof Finkielkraut mówi „nie” zamachowi na historię i ogłasza społeczną petycję. Jej hasło brzmi: „Touche pas à mon histoire !” (nie ruszaj mojej historii) i nawiązuje do popularnego kilkanaście lat temu sloganu „antyrasistów” – „Touche a pas mon Pote!”.

 

Francja importowała zza oceanu kryzys „anyrasistowski”. Mnożą się tu ataki na pomniki, następuje gwałtowna rewizja całej historii w wąskim aspekcie kolonializmu i niewolnictwa, co nie omija także Kościoła. Import amerykańskiej „poprawności politycznej” do Francji wydaje się dla tego kraju absolutnie katastrofalny. Zwłaszcza przy „uległości” władz.

 

Na przykład na Martynice kilka dni temu obalono posąg cesarzowej Józefiny i pierwszego gubernatora Antyli. Miejscowy prefekt oficjalnie „akt barbarzyństwa” potępił, ale okazało się, że wcześniej zakazał służbom porządkowym jakiejkolwiek interwencji. Zaledwie setka lewackich aktywistów robiła więc na ulicach Forte de France co chciała. To kolejny przykład bezwładu i dwuznacznych działań państwa, którego deklaracje rozmijają się z rzeczywistością.

 

Teraz jednak ta „rewolucja” zaczęła zjadać własny ogon. „Rasistami” okazują się obecnie nawet czołowe postacie francuskiej lewicy. Padają pomniki Colberta, ale na cenzurowanym jest np. mason Jules Ferry, zwolennik republikańskiej szkoły. Twierdził bowiem, że „obowiązkiem ras wyższych jest ucywilizowanie ras niższych”. W oderwaniu od kontekstu historycznego, niewątpliwie „rasistami” byli też np. założyciel Partii Socjalistycznej Jean Jaures, czy „wrażliwy społecznie” pisarz Victor Hugo. Wywołuje to powolne opamiętanie w różnych kręgach społecznych. Coraz więcej osób zdaje też sobie sprawę, że „dechrystanizacja” oznacza koniec cyklu naszej cywilizacji. Europa, która nie wróci do korzeni chrześcijańskich upadnie. 

 

Bogdan Dobosz

 

PODCAST. CZYTA MARCIN AUSTYN

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie