2 lipca 2021

Pandemia położy kres partiom prawicowym? Popularność ponownie zyskuje państwo opiekuńcze

(fot. pixabay.com)

„Christian Science Monitor” twierdzi, że skrajnie prawicowe partie tracą na sile w Europie, a dopomogła w tym „pandemia.” Po prostu dla ludzi ważniejsze stały się sprawy zdrowia, a nie polityka anytimigracyjna, bezpieczeństwo i tożsamość  – sugeruje medium.

Portal podaje przykład Słowenii, gdzie ostatnio mają miejsce masowe protesty. „Schowany między Włochami, Austrią, Węgrami i Chorwacją kraj, mniej więcej wielkości New Jersey w dzisiejszych czasach jest wart uwagi, i nie tylko ze względu na alpejskie piękno,” co z powodu „rosnącego sprzeciwu wobec Janeza Janšy, nadętego wielbiciela Donalda Trumpa, który jest premierem” – czytamy.

Zmieniające się nastroje społeczne w Słowenii miałyby – zdaniem medium – odzwierciedlać większy trend, który ma „zdmuchnąć” ze sceny „prawicowych populistów w innych częściach Europy – samozwańczych ‘nieliberalnych demokratów’ rządzących Węgrami i Polską oraz głównych skrajnie prawicowych nosicieli wzorców w Niemczech i Francji.”

Wesprzyj nas już teraz!

Chociaż portal wskazuje, że jest wcześnie, by prorokować, czy trend się utrzyma. Dużo zależy od tzw. bardziej centrowych polityków, czy „uda im się ponownie nawiązać kontakt z wyborcami, którzy w ostatnich latach napędzali wzrost europejskich ultranacjonalistycznych, antyimigranckich i antymniejszościowych populistów.”

Teraz – wg „Christian Science Monitor” – najważniejsze jest, by „bardziej centrowi politycy” przejęli inicjatywę i ponownie nawiązali kontakt z niezadowolonymi wyborcami. Właśnie „zmienia się aura polityczna” tak lokalnie, jak i globalnie dzięki Covid-19.

Domniemana „pandemia” miała odciągnąć uwagę wyborców od „gorących ataków populistów na imigrację lub grupy mniejszościowe i skierować ją na to, jak dobrze ich rządy poradziły sobie z pandemią.” Wyborcy mają stawać się coraz bardziej świadomi codziennych problemów politycznych, na które zwróciła uwagę „pandemia,” takich jak bezpieczeństwo rodziny, zdrowie i miejsca pracy.

Dwie znaczące partie „skrajnie prawicowe”: Alternative für Deutschland w Niemczech i Rassemblement Nationale Marine Le Pen we Francji doświadczyły „nieoczekiwanych problemów.” Na początku czerwca AfD uplasowała się na drugim miejscu po odchodzącej na emeryturę partii kanclerz Angeli Merkel w wyborach we wschodnioniemieckim landzie, centrum politycznym grupy. Był to rozczarowujący wynik dla AfD w ostatnim teście przed wrześniowymi wyborami krajowymi.

Sondaż powyborczy wykazał, że większość była mniej zainteresowana apelem AfD o surowsze przepisy imigracyjne niż nowymi miejscami pracy i wyższymi pensjami.

We francuskich wyborach regionalnych z kolei partia Le Pen nie zdołała zdobyć większości w ani jednej radzie, mimo sondaży sugerujących, iż może się tak stać w pięciu. Jednak w wyborach samorządowych wzięła udział zaledwie jedna trzecia osób uprawnionych do głosowania.

Na globalnym poziomie geopolitycznym z kolei „europejscy populiści” stracili dwóch kluczowych międzynarodowych sojuszników: byłego prezydenta USA Donalda Trumpa, a ostatnio długoletniego premiera Izraela Benjamina Netanjahu.

Według „Christian Science Monitor,” odejście Netanjahu ma nawet większe znaczenie dla państw Grupy Wyszehradzkiej. Cel „usunięcia Bibiego” zjednoczył praktycznie wszystkie siły polityczne w Izraelu od lewicy przez prawicę, łącznie z partią arabską.

„Inni idą za tym przykładem. Na Węgrzech, gdzie partia Fidesz premiera Viktora Orbána od dawna korzysta z podzielonej opozycji, sześć partii połączyło siły, aby spróbować pozbawić go mandatu w wiosennych wyborach parlamentarnych. Rządząca w Polsce partia Prawo i Sprawiedliwość czeka na wybory krajowe do 2023 r. Jednak wraz ze spadkiem wyników sondaży w zeszłym roku zmieniła taktykę, by bronić tradycyjnie bardziej lewicowych priorytetów, takich jak wyższe stawki podatkowe dla zamożnych. Jednak to słoweński przywódca Janša, którego los jest najbardziej dramatycznym znakiem nowej atmosfery politycznej w Europie, był w pełni widoczny w miniony weekend w stolicy Lublanie” – czytamy.

Przed budynkiem parlamentu rząd świętował 30. rocznicę niepodległości Słowenii i objęcie rotacyjnej, sześciomiesięcznej prezydencji w Unii Europejskiej.

Kilka ulic dalej odbywał się kolejny od ubiegłego roku wiec tysięcy protestujących. Demonstrantów ma łączyć gniew wobec posunięcia rządu dążącego do ograniczenie krytyki mediów. Popularność rządu ma spadać gwałtownie, Ostatnio poparcie dla władzy wyraziło 30 proc. respondentów. 60 proc. opowiada się za zmianą ekipy.

Medium wskazuje, że długoterminowy obraz polityczny Słowenii i innych krajów Europy „prawdopodobnie” nie będzie zależał od obecnych rządzących, lecz od ich „centrowych” rywali i czy będą oni w stanie przekonać wyborców do mniej konfrontacyjnego i „bardziej inkluzywnego” rodzaju przywództwa – konkluduje „Christian Science Monitor.”

O tym, w jaki sposób poradzić sobie z „radykalną prawicą, która w programie odwołuje się do tożsamości i bezpieczeństwa,” dywagują od dawna liczni politycy i naukowcy. Profesor Cas Mudde, który sympatyzuje z socjaldemokracją i wykłada stosunki międzynarodowe na University of Georgia, a także w Centrum Badań nad Ekstremizmem na Uniwersytecie w Oslo, autor książki: „The Far Right Today” (2019) oraz z Cristóbalem Rovirą Kaltwasser: Populism: A Very Short Introduction” (2017), sugeruje, że „Covid-19 stworzył bardzo potrzebną okazję do przekalibrowania debaty politycznej i systemu, odchodząc od natywizmu i populizmu, które zdominowały pierwsze dwie dekady tego stulecia.”

Chociaż z jednej strony orzeźwiający jest rok bez globalnej obsesji na punkcie „populizmu”, z drugiej Covid-19 miał pokazać, jak wrażliwe są nawet najbardziej zaawansowane demokracje i państwa opiekuńcze. Niewiele rządów wychodzi z „pandemii” w lepszej sytuacji niż przed jej rozpoczęciem.

Zdaniem profesora, pandemia ujawniła partie „populistyczne”, zarówno rządowe, jak i opozycyjne, ale rzeczywistość jest znacznie mniej jednoznaczna. Z wyjątkiem prezydentury Jaira Bolsonaro w Brazylii i Donalda Trumpa w USA, większość populistycznych rządów traktowała „pandemię” równie poważnie, jak rządy niepopulistyczne, a populistyczne partie nie straciły wiele ze swojego poparcia wyborczego.

Covid-19 jednak stworzył okazję do przekalibrowania debaty politycznej i systemu. „Pandemia miała ujawnić „znaczenie kompetencji, wiedzy fachowej i kwestii społeczno-ekonomicznych, takich jak zdrowie publiczne i państwo opiekuńcze.”

„Stwarza to szansę dla postępowych partii, z których wiele zostało w dużej mierze zmarginalizowanych w świecie politycznym zdominowanym przez kwestie społeczno-kulturowe, takie jak tożsamość i bezpieczeństwo. Trzy stosunkowo szerokie strategie powinny kierować politycznym odrodzeniem socjaldemokracji” – pisze.

Wykładowca wskazuje, że „współczesny populizm jest nieliberalno-demokratyczną odpowiedzią na niedemokratyczny liberalizm.” Podczas gdy wspiera podstawowe aspekty demokracji: suwerenność narodu i rządy większości, „odrzuca niektóre kamienie węgielne demokracji liberalnej, zwłaszcza prawa mniejszości, rządy prawa i podział władzy.”

Przez dziesięciolecia politycy głównego nurtu ograniczali swoją władzę poprzez deregulację, europeizację, legalizację i prywatyzację, co działo się poza zasięgiem opinii publicznej, przez co wielu obywateli uważa, że ​​nie ma wyboru ani głosu.

Zdaniem autora, chociaż wiele partii socjaldemokratycznych powróciło do neoliberalizmu w następstwie Wielkiej Recesji, żadna nie wypracowała nowego programu ideologicznego i wiele nadal promuje „umiarkowaną” i „pragmatyczną” politykę, trzyma się z daleka od upolitycznionych kwestii i koncentruje się głównie na krótkoterminowej perspektywie, próbując powstrzymać jeszcze więcej porażek wyborczych.

„Jak pokazują sondaże, to nie działa. A dlaczego miałoby? Ta ‘pragmatyczna’ lub ‘technokratyczna’ polityka może działać w dobrych czasach, ale kiedy ludzie muszą dokonywać poświęceń lub doświadczać niepokoju i kryzysu, szukają pomysłów i przywództwa. Chcą wiedzieć, co mogą zrobić politycy, jaka jest ich wizja na przyszłość i dlaczego powinni ich wspierać. Na żadne z tych pytań nie odpowiada (przekonująco) dzisiaj większość postępowych partii” – komentuje.

Brak jasnego programu ideologicznego w sytuacji, gdy „prawica głównego nurtu” wyznacza taki program, jest w rzeczywistości przyczyną porażki obecnych partii postępowych. Partie prawicowe głównego nurtu nadal wykorzystują władzę rządową, aby przeforsować swoje programy gospodarcze, w tym deregulację i dobrobyt korporacyjny, jednak „debata polityczna i publiczna jest definiowana przez kwestie społeczno-kulturowe, takie jak tożsamość i bezpieczeństwo.”

Partie postępowe – zdaniem profesora - powinny przedstawiać śmiałe wizje własnych problemów, w tym edukacji, zatrudnienia, środowiska, mieszkalnictwa i zdrowia publicznego, ponieważ te kwestie szczególnie interesują wyborców, a zostały „zmarginalizowane w debacie publicznej, mającej obsesję na punkcie tożsamości i bezpieczeństwa. Od całego ruchu postępowego zależy, czy te kluczowe kwestie powrócą do centrum programu politycznego” - czytamy.

Kwestie tożsamości i bezpieczeństwa nie powinny być ignorowane, ale winny zająć „właściwe im miejsce w debacie publicznej.”

Na nowo winna być zdefiniowana Europa, a właściwie, czym ma być Unia Europejska. „Przez większą część XX wieku najbardziej postępowe partie były gorącymi zwolennikami integracji europejskiej. Każdy rodzaj krytyki, nie mówiąc już o eurosceptycyzmie, był postrzegany jako nacjonalistyczny lub prawicowy. Ale bezkrytyczne poparcie dla integracji europejskiej uczyniło z nich cheerleaderów coraz bardziej neoliberalnego projektu, w którym wartości progresywne, a nawet liberalno-demokratyczne, schodzą na dalszy plan” - czytamy.

„Pandemia” zdaniem autora pokazała znaczenie współpracy międzynarodowej i wartość takich ponadnarodowych struktur, jak UE, która daje postępowym partiom szansę na rozwój i promowanie odważnej postępowej alternatywy dla obecnej struktury. „Byłaby to UE prawdziwej solidarności europejskiej, która pomogłaby obywatelom i państwom członkowskim przezwyciężyć kluczowe wyzwania naszych czasów – od zmian klimatycznych po pandemie – i ostatecznie przełamała niektóre z najbardziej rażących nierówności gospodarczych i pozagospodarczych w unii i jej państwach członkowskich.”

Profesor dodaje, że UE może być postępowa tylko wtedy, gdy jako całość i wszystkie jej państwa członkowskie będą demokracjami liberalnymi. Dlatego partie postępowe powinny zdecydowanie sprzeciwiać się autorytarnym przywódcom od Budapesztu po Warszawę. „Ich europejskie rodziny partyjne powinny uczynić walkę z autorytarnymi partiami, reżimami i wartościami jednym ze swoich głównych celów. Oznacza to również, że powinny pociągać do odpowiedzialności swoich członków, gdy będą promować islamofobiczne i natywistyczne narracje, rządzić z partiami radykalnie prawicowymi lub wspierać politykę natywistyczną” – czytamy.

Profesor wskazuje, że nie jest to łatwe, ale trzeba chronić (wiele) postępowych ugrupowań przed marginalizacją polityczną i zapewnić postępową przyszłość dla Europy.

„Chociaż pandemia sama w sobie nie przekształci polityki, spowodowała mile widziane odejście od tożsamości i bezpieczeństwa oraz postawiła z powrotem w pozytywnym świetle niektóre z kluczowych instytucji europejskiej postępowej polityki (…) Co więcej, obecny prezydent USA, Joe Biden, pod pewnymi względami wskazuje Europie drogę, bez skrupułów zwiększając i promując większe oraz większą rolę państwa. Jeśli Demokraci mogą to robić w USA, to z pewnością postępowcy mogą to robić także w Europie – konkluduje.

Źródło: csmonitor.com., socialeurope.eu

AS

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(6)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie