20 kwietnia 2012

Kolejny raz okazuje się, że Polacy widocznie śpią na pieniądzach, skoro rząd zadeklarował 6,27 miliarda złotych wsparcia dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego.


Dyrektor zarządzająca MFW, Christine Lagarde, wyraziła zadowolenie z powodu gotowości polskich władz do wsparcia zarządzanej przez siebie instytucji.

 

„Bardzo cieszy mnie dzisiejsze zobowiązanie władz polskich, aby wesprzeć MFW 6,27 mld euro. Jest to część wspólnych działań najważniejszych kredytodawców, mających na celu zapewnienie Funduszowi odpowiednich środków do działania w sytuacjach kryzysowych” – oświadczyła Lagarde.

 

Według niej zobowiązanie to demonstruje gotowość Polski do wspierania wspólnych wysiłków „na rzecz wzmacniania światowej stabilności gospodarczej i finansowej w duchu multilateralizmu”.

 

W styczniu br. zarząd Narodowego Banku Polskiego poinformował, że po zapoznaniu się z wnioskiem ministra finansów z 16 stycznia 2012 r. w sprawie udzielenia przez NBP pożyczki bilateralnej Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu postanowił przychylić się do prośby ministra finansów i upoważnił prezesa NBP do zadeklarowania wobec rządu RP i MFW gotowości partycypacji NBP w czasowym zwiększeniu zasobów finansowych MFW w formie pożyczki bilateralnej.

 

Lagarde kwestuje po Europie i po całym świecie, pobrzękując puszką, do której chce uzbierać 500 miliardów euro. Taka suma jest według niej potrzebna, by ratować finanse Europy. Straszy przy tym nagabywane przez siebie kraje, że jeżeli nie zrzucą się na Fundusz, wszyscy będą mieli kłopoty. Tak postąpiła m.in. na początku kwietnia, gdy ostrzegała Stany Zjednoczone, że nieokazanie wsparcia MFW i Europie będzie miało negatywne konsekwencje dla amerykańskiej gospodarki.

 

W tym tygodniu z kolei dyrektor zarządzająca MFW wyraziła nadzieję, że państwa członkowskie UE zgodzą się zwiększyć środki Funduszu o co najmniej 400 miliardów dolarów. Kraje spoza Europy, jak Brazylia czy Indie chyba nieco obraziły się na MFW po tym, gdy na panewce spaliły ich nadzieje na to, że nowym szefem Funduszu zostanie ktoś spoza Europy, po ubiegłorocznej dymisji szefa MFW Dominique’a Strauss-Kahna. Od wielu lat istnieje bowiem niepisana zasada, że szefem Międzynarodowego Funduszu Walutowego wybierany jest Europejczyk, a Banku Światowego – Amerykanin.

 

Za mało mamy widać własnych problemów, by jeszcze wspomagać instytucję, która, podobnie, jak Bank Światowy, zastrzykami pieniędzy chce ratować zadłużoną Europę. Niedawno pisałem też o tym, że moralne aspekty działalności MFW czy BŚ są bardzo wątpliwe, ponieważ oferując gospodarkom rozwijającym się pożyczki, wymagają również spełnienia szeregu warunków dotyczących polityki fiskalnej i cenowej, pogarszających sytuację w tych krajach. Stąd nieraz przeciwko działalności tych instytucji miały miejsce protesty.

 

Nasi sąsiedzi, Czesi, zmniejszyli o ponad połowę swój wkład w MFW, żądając przy tym gwarancji zwrotu udzielonej Funduszowi pożyczki. Weźmy z nich przykład, zamiast wybiegać przed szereg z hojnością.

 

 

Tomasz Tokarski

 

Źródło: www.forsal.pl

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie