11 lipca 2016

Homo-środowiska święcą w Stanach Zjednoczonych kolejne tryumfy. Ich działania wpisują się w plany utopistów wcześniejszych epok, którzy również chcieli zniszczyć rodzinę i inne filary normalnego społeczeństwa: tradycję, wiarę, patriotyzm i własność prywatną. Dlaczego odnoszą sukces? W tygodniku „Do Rzeczy” odpowiada profesor Marek Jan Chodakiewicz.

 

„Nic się nie zmieniło w historii USA tak szybko jak podejście do homoseksualizmu. (…) Proces tych zmian opisali moi znajomi, konserwatywni katolicy – ambasador Robert R. Reilly oraz Paul Kengor. (…) Reilly widzi ofensywę gwałcenia prawa naturalnego. Kengor kreśli prostą linię od bolszewickiego sabotażu wolnego świata do małżeństw gejowskich. Argumentują, że szalejącej rewolucji kulturowej chodzi ni mniej, ni więcej jak o zmianę natury człowieka i zniszczenie rodziny jako instytucji” – pisze w swoim artykule amerykański historyk polskiego pochodzenia.

Wesprzyj nas już teraz!

 

Ideologiczne początki ataków na rodzinę i moralność naukowiec widzi m.in. w tezach Henri’ego de Saint-Simon’a i Charles’a Fourier’a.

 

„W XX wieku alternatywny styl życia w sferze obyczajowej wyszedł z rewolucji bolszewickiej w Rosji. Parady nudystów, komuny seksualne, rozwody na życzenie, sex jako szklanka wody, gwałty jako wyraz walki klas czy próby kolektywizacji kobiet były tylko jednym z wielu przykładów niszczenia norm naturalnych przez czerwonych. Stłamszona w latach 30. fala powróciła w USA w ramach rewolucji kontrkulturowej lat 60.” – zauważa prof. Chodakiewicz, zwracając uwagę na powstałą wtedy ideologię wesołkowatą (od angielskiego „gay” – „wesołek”). Głosi ona, że najważniejszym czynnikiem decydującym o wartości człowieka jest jego seksualność.

 

Początkowo ideologia ta zakładała, że homoseksualizm jest czymś wyjątkowym i ekscentrycznym. Ostatnio środowiska postępowe dokonały jednak swego rodzaju wolty głosząc, że takie skłonności są rzeczą naturalną.

 

„Ideologia ta wywodzi się z filozofii naturalnej Lukrecjusza, wynurzeń markiza de Sade, przemyśleń Jeana-Jacques’a Rousseau, rewolucjonizmu Marksa, nihilizmu Nietzschego oraz bolszewizmu kulturowego w wydaniu psychopatycznych tytanów szkoły frankfurckiej, takich jak Theodor Adorno, Herbert Marcuse i Wilhelm Reich, do których dołączyli ich epigonowie, na czele ze zboczonym Alfredem Kinsleyem i Michelem Foucaultem” – wyjaśnia ideologiczne podłoże i genezę homo-ofensywy prof. Marek Jan Chodakiewicz.

 

Jak zauważa, gay ideology od pół wieku prowadzi swój marsz przez amerykańskie instytucje, a sprzyja jej środowisko kulturowego liberalizmu. Doszło w ten sposób do przemiany semantycznej. Słowo „homoseksualizm”, które w zamierzeniu jego twórcy – Karla-Marii Kertbeny’ego – miało wartościować nieczyste skłonności zrównując je z normalnymi preferencjami, a więc heteroseksualizmem, szybko stało się określeniem pejoratywnym. Wobec tego przedstawiciele homo-ideologii ukuli nowe: „gay” – czyli wesołek. Dalej w ruch poszła psychologia, w której istotną rolę odgrywało tęczowe lobby.

 

„Osoby o homoseksualnej preferencji we władzach Amerykańskiego Związku Psychologicznego doprowadziły do usunięcia homoseksualizmu z listy patologii, następnie przypadłości, a na koniec uznały stan ten za zupełnie normalny” – przypomina historyk, opisując również sądowe batalie, jakie miały miejsce w USA. Doprowadziły one zarówno do uprzywilejowania samcołożników, jak i legalizacji innych, niedopuszczalnych przez normalne społeczeństwa praktyk: aborcji, rozwodów, antykoncepcji i innych.

 

Sukces ideologii wesołkowatej przyniosło jednak przede wszystkim sprzężenie jej z walką czarnoskórych obywateli USA o pełnię praw obywatelskich. Od tego czasu każdy przejaw niechęci do prawnego wywyższania homoseksualizmu, środowiska „tęczowe” traktują jak rasizm. „A jeśli czarnym należała się tzw. akcja afirmatywna, czyli promowanie w szkołach i miejscach pracy na podstawie pochodzenia, to również uprzywilejowanie należało się według orientacji seksualnej” – pisze na łamach „Do Rzeczy” prof. Chodakiewicz. Stan obecny, czyli szerokie uprzywilejowanie społeczności LGBT, nie jest jednak końcem batalii, szczególnie, że homo-lobby ma dalsze oczekiwania.

 

„Będziemy dla nich możliwi do zaakceptowania dopiero wtedy, gdy przestaniemy się identyfikować z tradycją, wiarą, rodziną, patriotyzmem i własnością prywatną. Warto o tym wiedzieć. I musimy pamiętać, że najlepszą obroną przed takimi rewolucyjnymi zamachami na naturę jest religia. Wiara daje siłę i argumenty. Wiara daje przeżyć nawet najbardziej szalony duch czasów. Tak było za zaborów, za niemieckiej okupacji, za komuny, no i jest teraz – za liberalnej dyktatury przyjemności w takt marksizmu-lesbianizmu” – przekonuje prof. Marek Jan Chodakiewicz.

 

Źródło: „Do Rzeczy”

MWł

  

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Udostępnij przez