12 czerwca 2021

Przede wszystkim zdrowie czy przede wszystkim… procedury? Ostra debata na Tygodniu Życia i Wolności

(fot. PCh24 TV)

W debacie wieńczącej część Tygodnia Życia i Wolności poświęconą zdrowiu prowadzący, Paweł Chmielewski, poprosił uczestników o odniesienie się do kwestii „zniszczenia naszego zdrowia i to niekoniecznie przez koronawirusa, ale przez politykę, jaką prowadzono”. Publicysta PCh24 podkreślił, że debata odbywa się dzięki woli Polaków, chcących przełamać „jedną, cenzorską narrację” na temat epidemii COVID-19 zarówno mediów wspierających rząd, jak i wspierających największe partie opozycyjne.

 

Pandemia była… fake newsem?

Wesprzyj nas już teraz!

Debata zaczęła się od omówienia samego pojęcia pandemii, o czym mówił dr Mariusz Błochowiak, redaktor cyklu książek Fałszywa pandemia. Przywołał on pierwotne rozumienie pandemii jako nie tylko nowego, szybko rozprzestrzeniającego się patogenu, ale przede wszystkim wywołującego śmiertelność wysoko ponadprzeciętną. Jak pokazały wszystkie dostępne dane, śmiertelność taka nie miała miejsca w przypadku epidemii COVID-19, a nazwanie jej pandemią stało się możliwe dzięki zmianie definicji „pandemii” przez Światową Organizację Zdrowia w roku 2009.

Dr Błochowiak rozróżnił „prawdziwe pandemie i zarazy”, takie jak dżuma, czy lokalne pandemie eboli od „pandemii fałszywych”, takich jak świńska grypa ogłoszona w 2009 roku przez WHO. – Dziś wiemy na pewno, że był to fake news – powinniśmy odrobić lekcję z historii, że coś podobnego jest możliwe – ostrzegł.

O rujnujących dla służby zdrowia skutkach przyjęcia narracji pandemicznej wobec epidemii koronawirusa opowiedział dr Paweł Basiukiewicz, o czym pisaliśmy w osobnej relacji.

 

Rządowo-medialna dezinformacja i hekatomba zgonów nadmiarowych

Jak doprowadzono do zafałszowania rzeczywistości w dobie epidemii COVID-19? Na to pytanie odpowiedział Paweł Klimczewski, socjolog i specjalista od analiz rynkowych, współautor książki Fałszywa pandemia. Krytyka naukowców i lekarzy, który poświęcił się badaniu sposobów publikowania oficjalnych danych na temat epidemii.

Klimczewski zauważył, że wedle danych GUS-u w Polsce na początku epidemii nie nastąpił znaczny przyrost zgonów, a wręcz tych, których potwierdzoną przyczyną był koronawirus, było bardzo niewiele w stosunku do innych zgonów. Podobnie „w maju i w lipcu, potwierdziło się, że struktura zgonów jest taka sama jak w roku poprzednim”, a następnie poziom ten bywał nawet niższy z powodu bardzo łagodnej zimy. Są też kraje, w których nie było nadwyżek zgonów, albo były one niewielkie, pomimo dużego odsetka osób starszych, takie jak Finlandia, Norwegia, Cypr czy Malta.

Epidemiologia jako nauka zaprzecza informacjom płynącym z rządowych komunikatów – podkreślił Paweł Klimczewski, przywołując przy tym przerażający fakt „hekatomby zgonów” wywołanych lockdownami i wywołanym przez rząd paraliżem służby zdrowia, wskutek którego przyrost zgonów w stosunku do lat poprzednich w szczytowym momencie osiągnął ponad 100 procent (16 tys. zgonów w listopadzie ubiegłego roku).

 

Testy PCR – „Chodziło o to, żeby uwiarygodnić pandemię”

Obszernego i szczegółowego wyjaśnienia odnośnie masowo stosowanych do wykrywania koronawirusa testów PCR udzieliła prof. Kornelia Polok, biolog o specjalności genetyka, bioinformatyka i biomatematyka, od lat wykorzystująca metodę PCR w swoich pracach badawczych.

Prof. Polok przytoczyła genezę metody PCR, która była metodą laboratoryjną, stworzoną dla ułatwienia pracy naukowców poprzez zastąpienie hodowli bakteryjnej. Metoda ta cechuje się niezwykłą czułością na najdrobniejsze cząstki materiału genetycznego, dlatego w praktyce laboratoryjnej korzysta się z oczyszczonego materiału, a wyniki zawsze są dokładnie weryfikowane oraz potwierdzane przy pomocniczym użyciu innych metod. W praktyce, jeżeli badanie nie zostanie dobrze przeprowadzone i zweryfikowane może powstać tzw. szum tła, to znaczy niemożność oddzielenia poszukiwanego wirusa od innych patogenów.

Badaczka wskazała na naiwność, jakiej ulegli zwolennicy eksperymentalnego zastosowania metody PCR do masowych i doraźnych, jednorazowych badań koronawirusa testami PCR, którzy głosili przekonanie, że zastosowanie odpowiednich znaczników przy kolejnych cyklach namnażania elementów genomu rozwiąże problem czułości metody i będzie wystarczające dla odróżnienia koronawirusa. – Niestety, przyroda jest znacznie bardziej skomplikowana – sekwencje występują też u bakterii i innych wirusów, badanie może wykryć fragmenty pochodzące z innych cząsteczek niż wirus, który badamy. Jeżeli uzyskujemy pozytywny wynik, nigdy nie wiemy do końca, czy mamy do czynienia z wirusem. Jeżeli wirusa jest dużo, to jest szansa go tą metodą wykryć, ale jeżeli jest go mniej i zastosujemy nie takie jak należy stężenia i dorzucimy dużą ilość cykli (która jest stosowana zwykle do genomu ludzkiego, a nie wirusa), pojawia się szum tła, możliwość namnażania elementów genomu ludzkiego. Stad wyniki nawet na poziomie 3 procent – wyjaśniła prof. Polok.

Uczona podkreśliła, że różne grupy badawcze wykazały już nieskuteczność testów PCR w badaniu koronawirusa, w ślad za tym poszły wyroki sądowe w niektórych krajach, a niedawno Szwecja całkowicie zrezygnowała z tej metody, uznając jej nieskuteczność. Dlaczego zatem rządy zdecydowały się na wprowadzenie polityki epidemicznej opartej właśnie na tak źle stosowanych i niewydolnych testach? – Chodziło o to, żeby uwiarygodnić pandemię – stwierdziła Kornelia Polok.

 

Jak powstał wirus? Spór o pochodzenie z laboratorium

Do kwestii pochodzenia wirusa ustosunkował się genetyk prof. Roman Zieliński. Jak sam stwierdził, swoją opinią na ten temat wbija niejako kij w mrowisko, biorąc pod uwagę coraz silniejszą narrację wskazującą ingerencję naukowców w powstanie nowej mutacji koronawirusa. Prof. Zieliński wyjaśnił, że co do zasady w naturze występują nieraz zaskakujące dla nauki zjawiska (takie jak hemoglobina, która powstała w świecie roślin, po czym przedostała się w wyniku horyzontalnego transferu genów do świata zwierząt).

Naukowiec, stwierdzając, że „koronawirusa mogła wytworzyć natura”, wskazał na inny istotny aspekt podnoszenia właśnie teraz narracji o laboratoryjnej genezie. – Aspekt pozanaukowy – dlaczego sprawa wróciła jak bumerang? Zaczęło się od tego, że z Wuhan uciekł groźny wirus. Była cisza długo, a teraz sprawa odżyła – bo zmalała w społeczeństwie ochota do szczepień i pojawiła się fala osób, które nie chcą przyjąć drugiej dawki. Był więc potrzebny element zastraszania, ponieważ ludzie przyzwyczaili się do wirusa, do jego mutacji i kolejnych wariacji – trzeba było wrócić do narracji, że wirus jest strasznie niebezpieczny – powiedział prof. Zieliński.

 

Czy szczepionka na covid faktycznie jest szczepionką i czy warto ją przyjąć?

To pytanie prowadzący zadał dr. Zbigniewowi Hałatowi, epidemiologowi i byłemu Wiceministrowi Zdrowia. – Mamy do czynienia z sytuacją, która wymaga oceny epidemiologa medycznego – powiedział dr Hałat, z przekąsem przywołując anegdotę jak „18-latkowie robili analizy dla ministra” (przypadek kierowania się przez rząd danymi zebranymi przez młodego internautę). – Mamy do czynienia z sytuacją, która ewidentnie wynika z potrzeb innych niż medyczne. Nie ma dowodów na to, że strach, który został wywołany celem poddania populacji „wyszczepieniu”, był uzasadniony. Mamy sytuację, która opiera się budowaniu „pałacu epidemicznego” na piasku – stwierdził.

Nie jest to szczepionka, nie jest to nic takiego, co można nazwać preparatem medycznym – powiedział dr Hałat. Szczepionki, które trafiają do obiegu jako zatwierdzone preparaty medyczne przechodzą bowiem długi proces badań, który ma na celu wykazanie, że korzyści z ich przyjmowania znacznie przewyższają skutki niepożądane.

Dr Zbigniew Hałat wskazał ponadto „cel finansowy producentów, pozbawionych jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje czyny”, co pokazuje praktyka rządów zwalniania koncernów farmaceutycznych od konsekwencji za idące już w miliony w skali świata niepożądane odczyny oraz tysiące zgonów. Jak wskazał epidemiolog, nie istnieją mechanizmy państwowe, w ramach których ofiary szczepień miałyby zagwarantowaną rekompensatę finansową w przypadku poważnych powikłań i zgonów.

Mamy do czynienia z „sytuacją zupełnie wyjątkową w historii świata”, kiedy rodzice prowadzą swoje dzieci do udziału w eksperymentalnym procesie przyjmowania „preparatu o nieznanym składzie” – zauważył dr Hałat, komentując szczepionki oparte o niesprawdzoną metodę wywoływania odpowiedzi immunologicznej poprzez wytworzenie antygenu. – Z oficjalnych źródeł płynie przekaz, że „należy wyszczepiać” – przestrzegam Państwa przed wiarą te słowa – podsumował były Wiceminister Zdrowia.

 

Co by było gdyby… służba zdrowia była prywatna?

Na koniec prowadzący przeszedł do zagadnienia systemowego rozwiązania odpowiedzi na kryzys koronawirusa, kierując pytanie o strukturę służby zdrowia do dr. Radosława Czosnowskiego, ordynatora Oddziału Medycyny Paliatywnej w Podhalańskim Szpitalu Specjalistycznym w Nowym Targu.

Gdyby była wolność w systemie ochrony zdrowia i wielość możliwości, to byłoby lepiej – stwierdził na wstępie gość debaty, wskazując, iż problem opieki zdrowotnej w Polsce jest „scentralizowany, socjalistyczny system służby zdrowia” oparty o monopol państwowy – którego funkcjonowanie jeszcze bardziej pogorszyło się, gdy minister Szumowski wprowadził obowiązek udzielania teleporad. Odpowiedzią na ten kryzys i sposobem na stworzenie wydajnej opieki zdrowotnej jest zdaniem dr. Czosnowskiego „wielość różnych podmiotów o różnych formach własności” i jednocześnie „wielość płatników, którzy by między sobą konkurowali”.

Lekarz specjalizujący się w leczeniu nowotworów, od jakiegoś czasu głośno podnoszący kwestię, rażących zaniedbań leczenia z powodu nastawienia całej służby zdrowia na jednego tylko wirusa, podjął się podsumowania wątków debaty. Jeszcze raz przywołał zasadę primum noc nocere, którą, jak zauważył, wyparła dziś nowa zasada – „primum procedura”. Lekarz przywołał przykład jak przywiózł do szpitala roczną dziewczynkę dusząca się od zapalenia krtani, po czym usłyszał, że należy przeprowadzić test na koronawirusa i czekać na wynik, zanim dziecku udzieli się pomocy. W takiej sytuacji doktor, przy wsparciu trzech ratowników medycznych, musiał dosłownie przemocą wtargnąć do szpitala, by ratować życie dziewczynki.

Wiara w to, że przemysł farmaceutyczny chce zdrowej populacji jest tym samym co wiara, że przemysł zbrojeniowy chce pokoju na świecie – zakończył dr Radosław Czosnowski.

 

źródło: PCh24 TV

FO

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(1)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie