23 listopada 2021

Relatywizm, przymus i „etyczne jedzenie”. Świat według Sylwii Spurek [OPINIA]

(Tomasz Molina, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons)

Zakaz jedzenia, zakaz reklamowania i maksymalne opodatkowanie mięsa; zakaz jazdy konnej; zakaz wędkarstwa; zakaz zabijania komarów i walka z „katastrofą klimatyczną” – tego wszystkiego chce europoseł Sylwia Spurek. Na pierwszy rzut oka wydaje się to czymś z pogranicza abstrakcji i niekoniecznie śmiesznego kabaretu, ale czy na pewno?

W minioną sobotę Tygodnik INTERIA opublikował wywiad, jaki z doktor nauk prawnych, europoseł Sylwią Spurek, przeprowadził redaktor Piotr Witwicki. Dowiedzieliśmy się z niego m.in., że „osoba ludzka” (sama Spurek lansuje to określenie, więc wydaje się ono uzasadnione, aby jej nie urazić narzucając w sposób patriarchalny płeć) chce zmieniać świat. W jaki sposób? Poprzez narzucenie mu swoich wegańsko-klimatyczno-ekologiczno-prozwierzęcych przekonań i rozwiązań.

Europoseł stwierdza na początku, że weganie i weganki (cóż za seksistowska kolejność!) są potrzebni w polskiej polityce, bo tylko oni są w stanie skutecznie walczyć o „ochronę praw zwierząt” i z „katastrofą klimatyczną”. Chciałbym tutaj jedynie napomknąć, że z tego co mi wiadomo prezes Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki (kolejność nieprzypadkowa) weganinem nie są, a mimo tego to krok po kroku realizują ideologiczne postulaty, o które tak zaciekle na Twitterze walczy Sylwia Spurek. Jednym z nich jest niesławna „Piątka dla zwierząt”, która zakładała np. humanitarne traktowanie zwierząt.

Wesprzyj nas już teraz!

Humanitarne…Podejrzewam, że to słowo mogło rozdrażnić polityk, która dostała się do PE dzięki człowiekowi, który ma na swojej lodówce magnes z podobizną mordercy dziesiątek milionów wróbli Mao Zedonga, czyli Robertowi Biedroniowi. Lewicowa logika, a to ona napędza Sylwię Spurek, mówi bowiem wprost – człowiek też jest zwierzęciem jak ssaki, ptaki, ryby i robaki, i w związku z tym z języka powinny zostać usunięte wszelkie określenia, które odwoływałyby się do tego co ludzkie, no chyba, że chodzi o faszyzm, antysemityzm, homofobię i inne plagi, z którymi walczy lewica.

Jest to jednak temat na oddzielną analizę. Wróćmy do wywiadu udzielonego przez Spurek. Europoseł uważa więc, że tylko weganie i weganki w polityce są w stanie uratować zwierzęta i świat. Zwierzęta przed człowiekiem, a świat przed katastrofą klimatyczną generowaną przez człowieka.

W jaki sposób mieliby to zrobić? Jak zatrzymać „złego człowieka”, który myśli tylko o tym, aby eksterminować kolejne zwierzęta i wygenerować jeszcze więcej zmian klimatycznych? W pierwszej kolejności, zdaniem Sylwii Spurek, należy rozprawić się z rolnictwem, a konkretnie z hodowcami, poprzez nałożenie na nich i produkty mięsne drastycznych podatków. Trzeba dokonać likwidacji dopłat do produkcji, wprowadzić zakaz reklamowania produktów odzwierzęcych oraz promowanie „etycznej żywności”. Czym jest „etyczna żywność”? Są to, jakżeby inaczej, produkty wegańskie i zamienniki roślinne, które zdaniem Spurek, powinny być objęte np. zerowym podatkiem VAT i wysokimi subwencjami. Tylko w ten sposób w domu każdego z nas zagości „alternatywna wołowina” z drukarki 3D, czyli mieszanka białka sojowego i grochowego, ciecierzyca, buraki, drożdże odżywcze i tłuszcz kokosowy (owa mieszanka jeszcze w tym roku będzie dostępna w części krajów UE).

Warto zwrócić uwagę, jak europoseł reaguje na słuszne skądinąd uwagi redaktora Witwickiego, który zauważa np., że rośnie liczba Polaków, którzy rezygnują z mięsa. Sylwia Spurek na każde tego typu stwierdzenie ma gotową odpowiedź, z której wynika jasno, że tylko przymusowe narzucenie wszystkim woli Sylwii Spurek jest ratunkiem dla świata i zwierząt. Jej zdaniem ludzie zostali otumanieni anty-zwierzęcą ideologią i dlatego konsumują mięso, piją mleko, smażą jajka czy smarują chleb masłem. Gdyby byli odpowiednio uświadomieni, to przerzuciliby się na „etyczną żywność”. Na szczęście jest na to rada – wprowadzenie już od przedszkola przedmiotu „Prawa zwierząt i klimat”.

Do samych praw zwierząt przejdziemy za moment, a te zdaniem europoseł są łamane i to pomimo faktu, że nigdzie ich nie zdefiniowano. Pozwolę sobie przytoczyć inny jeden fragment wypowiedzi „osoby ludzkiej” Spurek. „Musimy doprowadzić do sytuacji, gdy to, co zdrowe, jest dostępne dla każdego i każdej (znowu ten semantyczny seksizm! – red.), a to, co szkodzi ludziom i planecie przestaje być dostępne”, mówi europoseł. Tutaj można by zamieścić katalog rzeczy i zjawisk szkodliwych jak np. farmy wiatrowe przez które mamy do czynienia z prawdziwą rzezią dzikich ptaków. Czy ich życie nie obchodzi Sylwii Spurek? Podczas wydobywania surowców potrzebny chociażby do produkcji ulubionego środka transportu europoseł, jakim jest rowem również cierpią zwierzęta, a nawet ziemia, w której się wbija szpadle, kilofy, rozsadza materiałami wybuchowymi etc. Idąc „logiką” Sylwii Spurek takie rzeczy szkodzą zwierzętom i planecie, więc powinny być zakazane. A może jednak nie, bo jak wtedy Sylwia Spurek będzie mogła obwieszczać światu swoje kolejne „mądrości” w mediach społecznościowych?

Idźmy dalej: Sylwia Spurek twierdzi, iż ma wiedzę o metanie, jaki ma być emitowany przy hodowli zwierząt. Zastanawiam się czy ma wiedzę na temat własnego emitowania metanu do atmosfery podczas „oddawania gazów”. Metan to, przypominam, drugi po dwutlenku węgla najgorszy gaz cieplarniany i aby uratować planetę należy zatrzymać jego emisję. Apeluję więc do europoseł, aby zaczęła od siebie i powiem szczerze – nie obchodzi mnie, że ona emituje milion razy mniej metanu niż pierwsza lepsza hodowla krów. Albo Sylwia Spurek pokaże, że na poważnie walczy o klimat i planetę, albo będzie zwykłą hipokrytką, która przymyka oko na własne „grzeszki”.

Można by długo jeszcze pisać tutaj o wrogości do mięsa, jaką wyznaje Sylwia Spurek, ale chyba wyłuszczyłem sedno jej toku rozumowania. Mięso jest złe i basta, dojenie krowy to gwałt, zbieranie jajek od kur to kradzież etc. Tylko rośliny, tylko „alternatywna wołowina”, tylko zamienniki! Chciałbym tylko przypomnieć w związku z tym wszystkim, skoro już pochylamy się nad cierpieniem, że kilka lat temu naukowcy odkryli, że tkanka przewodząca u roślin to prymitywny, bo prymitywny, ale jednak jakiś układ nerwowy. Mam nadzieję, że „osoba ludzka” Spurek będzie pamiętać o tym jedząc cebulę.

Przejdźmy teraz do pozostałych „praw zwierząt”. Według Sylwii Spurek zwierzęta nie powinny być wykorzystywane do czegokolwiek: jeździectwo powinno zostać zakazane, bo to zło. Kiedy red. Witwicki zwraca uwagę, że istnieje coś takiego jak hipoterapia, czyli pomaganie niepełnosprawnym dzieciom poprzez jazdę na koniu i kontakt z nim, co zostało udowodnione naukowo, Spurek stwierdza, że to zwykła… eksploatacja zwierzęcia, powołując się przy tym na tylko jej znane wypowiedzi i opinie ekspertów.

Po zakazie jeździectwa, zdaniem Sylwii Spurek, powinien przyjść czas na zakaz wykorzystywania szczurów w eksperymentach laboratoryjnych. „Niech naukowcy powiedzą, ile było przełomów w medycynie dzięki takim badaniom”, kpiła europoseł. No cóż – biorąc pod uwagę, że szczepionki przeciw COVID-19 były testowane na szczurach i to, że ona sama nie dość, że przyjęła preparat domięśniowy przeciw koronawirusowi to jeszcze wzywała do wprowadzenia przymusu szczepień. W tym przypadku eksperymenty na szczurach były etyczne? Nie wspominam tutaj o liniach komórkowych abortowanych dzieci, które przyczyniły się do powstania tzw. szczepionek, bo znając życie europoseł powiedziałaby, że to słuszne, potrzebne i MEGA etyczne.

Kończąc tę, wbrew pozorom, krótką analizę świata według Sylwii Spurek, na końcu wywiadu europoseł daje do zrozumienia, że jest przeciwko odbieraniu życia komarom. „Granicą jest krzywda i cierpienie innej żyjącej istoty, zdolnej do odczuwania bólu”, stwierdza. Nie będę pytał, a co jeśli taki komar przenosi malarię bądź inną śmiercionośną chorobę – czy ma on prawo ukąsić człowieka, albo (O ZGROZO!) inne zwierzę? Ze słów Sylwii Spurek wynika bowiem, że nie można mu zrobić krzywdy, ponieważ on też cierpi i odczuwa ból, po prostu jest nieświadomy tego co robi. To samo z psami chorymi na wściekliznę – one mogą, wręcz powinny gryźć i zarażać innych, ale im nie może stać się nic złego.

Co jeśli na przykład kot zje mysz? Czy będzie trzeba wytoczyć mu proces, czy może „prawa zwierząt” stwierdzą, iż taka jest jego natura i po prostu tak musi być? Tutaj wracamy do początku tych rozważań – skoro człowiek jest zwierzęciem, jak twierdzą niektórzy przedstawiciele lewicy, to dlaczego mają go obowiązywać inne prawa niż zwierzęta?

Pytań jest więcej i zapewne w niedalekiej przyszłości zostaną one postawione. Nie ulega jednak wątpliwości, że „osoba ludzka” Sylwia Spurek, to totalna relatywistka i taka trochę tyranka, która chce narzucić nam siłą i przymusem swój światopogląd, który z dnia na dzień jest coraz bardziej zradykalizowany.

Pozostaje tylko na koniec wezwać Państwa do gorącej modlitwy za europoseł Sylwię Spurek. Modlitwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

Tomasz D. Kolanek

„Docelowo trzeba wywalić w ogóle mięso z diety wszystkich”. Totalny EKO-odlot Sylwii Spurek

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(16)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy

Udostępnij przez