Kard. Müller grzmi przeciw ideologii i inżynierii społecznej. "Nie możemy stać się psami"

Jeśli Europa nie będzie trzymać się jej chrześcijańskiego fundamentu, utraci swoją tożsamość - a wraz z nią przyszłość. To ważne ostrzeżenie kardynała Gerharda Müllera z ostatniej konferencji „Eurogender Diktat: chrześcijańskie korzenie, wolność religijna i edukacyjna zagrożone w UE”, która odbyła się 17 czerwca w Rzymie.
Wydarzenie, zorganizowane przez stowarzyszenie „I RadicaTi dal diritto naturale alla legge”, poświęcono krytyce sekularyzmu, ideologii gender, globalizmu oraz ograniczania wolności religijnej i wolności słowa w Unii Europejskiej. Uczestnicy podkreślali znaczenie chrześcijaństwa dla rozwoju kultury europejskiej, praw człowieka i wolności obywatelskich.
Kardynał Müller przypomniał, że twórcy integracji europejskiej postrzegali Europę jako wspólnotę opartą na wartościach chrześcijańskich. Wielokrotnie powracał do kwestii chrześcijańskiej tożsamości Europy, przekonując, że obecny kryzys kontynentu jest konsekwencją świadomego odcinania się od jego korzeni religijnych. Szczególnie ostro odniósł się do sytuacji rodziny, wskazując na „rozpad małżeństwa, rodziny i tożsamości osobistej” jako jeden z najbardziej widocznych przejawów współczesnego kryzysu kulturowego.
Hierarcha krytyce poddał również ideologię gender oraz próby redefinicji natury ludzkiej. Ostrzegając przed nurtami transhumanistycznymi i posthumanistycznymi, potępił to, co określił mianem „jakobińskiej transformacji płciowej”, sprzecznej z naturalnym porządkiem rodziny i osobową tożsamością człowieka. Zarzucił także instytucjom europejskim oraz części rządów poszczególnych krajów promowanie „totalitaryzmu płciowego”, ostrzegając, że współczesne demokracje mogą stopniowo zmierzać ku temu, co Alexis de Tocqueville nazwał „miękkim despotyzmem”.
Według kardynała systemy tego rodzaju nie opierają się na otwartych represjach, lecz na kształtowaniu postaw społecznych za pomocą biurokracji, regulacji i presji kulturowej. Stwierdził, że zjawisko to jest już widoczne w niektórych krajach Europy poprzez politykę wspierającą ideologię gender oraz ograniczającą możliwość sprzeciwu wobec dominujących poglądów progresywnych.
W dalszej części wystąpienia jego krytyka Unii Europejskiej stawała się coraz bardziej bezpośrednia. Jako przykłady nadmiernej ingerencji biurokratycznej wskazał m.in. ustawę o usługach cyfrowych oraz rozbudowane mechanizmy regulacyjne funkcjonujące na poziomie unijnym.
Odwołując się do tego, co nazwał „orwellowską fantazją” dotyczącą kontroli informacji i regulowania treści, przestrzegał przed powierzaniem instytucjom politycznym prawa do rozstrzygania, co w debacie publicznej jest prawdą, a co fałszem. Jak argumentował, zadaniem władz jest troska o dobro wspólne, a nie arbitralne definiowanie prawdy.
Krytyka kardynała nie ograniczała się jednak do Unii Europejskiej i rządów poszczególnych państw. Objęła również organizacje międzynarodowe oraz środowiska utożsamiane przez niego z globalizmem. W tym kontekście mówił o „globalistach Nowego Porządku Świata”, wskazując m.in. na wpływy Światowego Forum Ekonomicznego oraz Klubu Rzymskiego.
Zdaniem emerytowanego prefekta Kongregacji Nauki Wiary wspomniane elity realizują program ideologiczny marginalizujący chrześcijaństwo i promujący laicką, technokratyczną wizję społeczeństwa. Twierdził, że Europa coraz bardziej staje się „poligonem doświadczalnym dla ateistycznej ideologii woke”, w którym religia jest stopniowo wypierana z życia publicznego i sprowadzana wyłącznie do sfery prywatnej.
Niemiecki purpurat kurialny wyraził także zaniepokojenie skalą migracji, argumentując, że Europa mierzy się z poważnymi wyzwaniami kulturowymi i demograficznymi. Jego zdaniem wielu przywódców politycznych wspierało masową imigrację bez należytego uwzględnienia kwestii integracji oraz spójności społecznej.
W swoim wystąpieniu kardynał Müller szeroko odwoływał się do katolickiej tradycji intelektualnej. Przywoływał między innymi Benedykta XVI, Josepha Ratzingera, Marcella Perę, Benedetta Crocego i Reinholda Niebuhra. Podkreślał, że jedynie współdziałanie wiary i rozumu pozwoli społeczeństwom skutecznie mierzyć się z wyzwaniami etycznymi wynikającymi z rozwoju nowych technologii, w tym sztucznej inteligencji.
W tym kontekście wskazał na encyklikę papieża Leona XIV Magnifica humanitas oraz wykład Benedykta XVI w Ratyzbonie jako ważne punkty odniesienia w refleksji nad moralnymi konsekwencjami postępu technologicznego. Nawiązując do obu tekstów, przestrzegał, że rozwój technologii musi pozostawać podporządkowany prawdzie moralnej i godności osoby ludzkiej.
– Nie możemy stać się psami dla panów sztucznej inteligencji – powiedział, podkreślając, że tylko harmonijne połączenie wiary i rozumu może zagwarantować, iż człowiek pozostanie panem swoich wynalazków, a nie ich sługą.
Cytując refleksje Benedykta XVI dotyczące relacji między rozumem a wiarą, kardynał przekonywał, że Europa potrzebuje szerszego rozumienia rozumu – takiego, które obejmuje również kwestie moralności, prawdy i ludzkiej godności, zamiast ograniczać poznanie wyłącznie do tego, co można potwierdzić metodami naukowymi.
Na zakończenie wezwał Europejczyków do odzyskania zaufania do własnego chrześcijańskiego dziedzictwa. Jak argumentował, przyszłość kontynentu zależy od uznania naturalnego prawa moralnego oraz powszechnych praw człowieka, zakorzenionych w niezbywalnej godności każdej osoby.
KAI/oprac. FA






