12 września 2021

Rodzina albo odpowiedzialność, samotność albo niewola

(il. © iStockphoto.com/Vectorios2016)

Wolne osoby w sieci rodzinnych zależności albo samotne jednostki poddane opresyjnej władzy – alternatywa kreślona przez Chantal Delsol wyraża przekonanie, że ludzki wymiar indywidualizmu może ocalić jedynie rodzina oparta na małżeństwie. Tylko chrześcijańskie rozumienie wolności pozwala wychować ludzi na prawdziwie wolnych, czyli noszących prawo w sercu.

Muszę przyznać, że jako człowieka z jednej strony parającego się nauką, z drugiej zaś, pełniącego funkcje matki, żony i ochmistrzyni w jednym, wyjątkowo cieszą mnie teoretyczne wywody, które dają się z pożytkiem zastosować w życiu. Odsłaniając sens zwykle ukryty pod rwącym nurtem codzienności, znacznie ułatwiają one życiową praxis – tę ginącą sztukę słusznego, celowego działania. Z tego względu cenię twórczość francuskiej filozof Chantal Delsol. Na kartach szczególnie cennej książki Kamienie węgielne. Na czym nam zależy? (Znak, 2018) podejmuje ona próbę ustalenia, które elementy zachodniej kultury są niezbywalne, abyśmy mogli ją również w przyszłości nazywać europejską. To wskazówka, co powinniśmy za wszelką cenę docenić i zachować, aby nie ocknąć się lada dzień w środku zupełnie obcego nam społeczeństwa i świata.

Jednym z pojęć silnie kształtujących nasze europejskie myślenie jest indywidualizm. Europejczycy w szczególny sposób czują się osobami – cenimy wolność, swobodną inicjatywę, autonomię, niepowtarzalność. Nasza edukacja, kultura i myśl polityczna od wieków hołubią te wartości, wskazując je jako istotę bycia człowiekiem. Coraz częściej jednak indywidualizm bywa nie szacunkiem dla osoby, ale apoteozą jednostki – podmiotu nie tyle wolnego, co całkowicie niezależnego: od relacji społecznych i rodzinnych więzi. Jak pisze Delsol, jednostka wszystkie swoje kaprysy chce przekształcać w prawa i unika wszelkiej odpowiedzialności. Na naszych oczach dobro wyradza się w coś niepokojącego. Nie umiemy go ocalić, bo nie doceniamy już jego istoty.

Wesprzyj nas już teraz!

Pojęcie osoby mocno związane jest z chrześcijaństwem – religią opartą na relacji miłości i odpowiedzialności. Chrystus naucza o relacji Boga Ojca z konkretnym człowiekiem – tak głębokiej, że wręcz zrywającej naturalne więzi i wynikającą z nich odpowiedzialność.

Opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem (Mt 19, 5). Kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką (Mk 3, 35). Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien (Mt 10, 37).

Nowy Testament więzy krwi zastępuje więzami wiary. Ta jednak nakazuje powrót do relacji. Jako dalszą drogę doskonałości wskazuje wolną decyzję o miłości i odpowiedzialności za tych, z którymi Bóg nas połączył na ziemi. Chantal Delsol uświadamia, że indywidualizm, którego początków dopatrujemy się w „oświeceniu”, nader wiele zawdzięcza chrześcijaństwu. Sycąc kulturę Zachodu nauką o Bogu, który każdego człowieka wzywa po imieniu, musiało ono doprowadzić do przyznania autonomii każdej bez wyjątku jednostce ludzkiej.

Indywidualizm wyłącznie chrześcijański

Współcześnie nie mamy wątpliwości, że wszyscy jesteśmy osobami, czyli istotami zdolnymi do samodzielnego kształtowania swojego losu, do podejmowania działań, które zależą tylko od nas, i do ponoszenia ich konsekwencji. Tę zdolność wywodzimy z przekonania o posiadanym przez każdego sumieniu. Sumienie jest fundamentem prawa, którego udzielamy nawet własnemu dziecku – pójścia drogą uznaną przez samego siebie za właściwą, nawet wówczas, gdy trzeba przeciwstawić się woli rodziny czy narodu, prawu, zwyczajom, a nawet religii. Strzeżemy wolności sumienia, pomni na osobistą odpowiedzialność człowieka przed Bogiem. Jego słońce wschodzi nad dobrymi i złymi – to jest fundament autonomii, jaką przyznajemy każdej istocie ludzkiej, od poczęcia aż po jej ostatnie chwile. Taki jest chrześcijański fundament indywidualizmu w kulturze Zachodu.

Uświadomienie sobie tego przekonuje, jak rozstrzygające dla kultury jest ocalenie w indywidualizmie tego, co chrześcijańskie. Problem bowiem rodzi się wówczas, gdy wyrosłe na gruncie wiary fundamentalne przekonania tracą swoje religijne odniesienie, nie tracąc fundamentalnego charakteru. Czym staje się kultura oparta na bezdyskusyjnym szacunku dla osobistego sumienia, ale pozbawiona wiary w Boga? Dyktaturą wolności.

Odrzucenie Boga wynika z pragnienia, by odrzucić odpowiedzialność: najpierw przed Bogiem, później przed drugim człowiekiem, wreszcie – przed samym sobą. Człowiek dziś swoją wartość pragnie postrzegać nie przez pryzmat autonomii (czyli umiejętności podejmowania niezależnych decyzji w sytuacji przyjętej i pielęgnowanej zależności), lecz jako totalną niezależność (czyli brak związania jakąkolwiek relacją). Tak rozumiana kultura wolności nie kształtuje już osób, lecz replikuje jednostki. Generuje społeczeństwo, które gloryfikuje prawa, ale odrzuca odpowiedzialność. Jak próbuje nas przekonać ostatnie półwiecze, prawdziwym zniewoleniem nie jest już przemoc innego narodu, ucisk prawa czy bezprawie, lecz nieznośna odpowiedzialność przed innymi i samym sobą. Człowiek współczesny tak ubóstwił niezależność, że uparcie wyzwala się nawet od własnej tożsamości: rasy, imienia, twarzy, płci, wreszcie od własnego istnienia (vide: eutanazja). Oto prawdziwe zombie zachodniej kultury.

Tylko rodzina uczy autonomii

Jeśli ludzie chcą być wolni, muszą wierzyć – głosił Alexis de Tocqueville. Ludzka ułuda mocy i władzy jest tak potężna, że – niekontrolowana – niszczy człowieka. Pozostać osobą ma szansę ten, kto w imię uznanej odpowiedzialności przed Bogiem potrafi sprawować władzę nad samym sobą, kto umie kontrolować własne pragnienie wolności według przyjętych przez siebie zasad. Osobą jest człowiek dojrzały. To dlatego oparta na indywidualizmie bez Boga kultura Zachodu nie umie ukształtować przyszłych ojców i matek, opiekuńczych córek i synów, a w konsekwencji również szczęśliwych starców i dzieci. Wszystkie te role są bowiem owocem ludzkiej dojrzałości.

Najlepszym środowiskiem zdolnym ukształtować człowieka do autonomii, czyli indywidualizmu opartego na silnie zakorzenionym w sumieniu prawie, jest rodzina. Tylko życie w atmosferze uczucia i autorytetu, miłości i władzy, pozwala doświadczyć, czym w praktyce jest wolność osobista. Nie da się jej pojąć bez praktyki posłuszeństwa z miłości, dostępnej dzieciom dojrzałych i odpowiedzialnych rodziców. Osiąganie dojrzałości jest doskonaleniem się w rozważnym zarządzaniu własną wolnością i odpowiedzialnością za świat, w którym żyję: za relacje, wspólnotę, środowisko. Dojrzewamy, ucząc się na przykładzie relacji z rodzicami i pozostałymi członkami rodziny, że władza de facto zawsze jest sztuką służenia. W rodzinie doświadczamy, że służba jest wyrazem odpowiedzialności i troskliwości, przejawem siły połączonej z miłością. Zaczynamy delektować się własną siłą, odkrywając w sobie pierwsze pokłady uczynności i troski względem rodzeństwa czy dziadków. Uczymy się wymagać od siebie i czerpać z tego przyjemność. Rozwijamy się jako ludzie.

Wyrzeczenie się wartości to niewola

Poza wolną, samostanowiącą rodziną opartą na małżeństwie naturalne doświadczenie miłości i władzy, wolności i służby, autonomii i odpowiedzialności jest wręcz niemożliwe. Z kolei brak zrozumienia, że prawdziwa troska, dojrzałe opiekowanie się sobą, polega na sprawowaniu czułej, ale i wymagającej władzy nad sobą, w konsekwencji sprawia, iż rozrastają się społeczeństwa oparte na jednostkach przekonanych, że to, co subiektywnie ważne: miłość, wolność, niezależność, stoi w sprzeczności z tym, co obiektywnie słuszne: z zobowiązującymi, trwałymi relacjami i odpowiedzialnością.

Przekonanie to coraz częściej próbuje się wręcz przeforsować jako zasadę. Wezwanie do uszanowania wartości obiektywnych określa się jako opresywne i aroganckie; nazywa się mową nienawiści i agresją. Jednocześnie warto zauważyć, że w społeczeństwach, które dojrzałą troskę o siebie zastępują kompulsywnym rozpieszczaniem siebie (czyli wszelkiej maści konsumpcjonizmem), ludzie nader chętnie cedują odpowiedzialność za swoje życie na instytucje: firmy ubezpieczeniowe, maklerów giełdowych, coachów, trenerów, osobistych lekarzy. Skłonni są przenieść prywatność do internetu, kliknąć każde „zgadzam się”, żeby tylko zachować niezakłócony dostęp do beztroskiej konsumpcji. Wobec zagrożenia przyjmą każdą szczepionkę i zastosują każdą możliwą terapię, zaakceptują każde ograniczenie, byle tylko nie musieli sami o sobie decydować i, co więcej, brać odpowiedzialności za te wybory.

Jeśli ktoś nie nosi prawa w sobie, szybko znajdzie się ten, kto mu je narzuci. Porzucając rolę rodziny w kształtowaniu pokoleń, dokonujemy nie cichej rewolucji, ale całkowitej wymiany znanej nam europejskiej kultury na jakąś inną, opartą na zupełnie obcym paradygmacie. Wybieramy kulturę, która nie zna pojęcia dojrzałości ani osoby. Wybieramy niewolę i samotność.

Kinga Wenklar

Tekst ukazał się w 74. numerze magazynu „Polonia Christiana” – kliknij i zamów

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Komentarze(15)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy