25 marca 2021

Rośnie liczba ofiar śmiertelnych pośród birmańskich demonstrantów

(Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay.com)

W Birmie nie ustają protesty przeciwko puczowi wojskowych. Przybierają one bardziej niebezpieczny charakter, odkąd siły bezpieczeństwa zdecydowały się użyć broni palnej. W czwartek ogień otworzono ponownie przeciwko protestującym we wschodnim stanie Karen. Demonstranci, którzy wyszli na ulice o świcie, domagali się powrotu do demokracji.

 

1 lutego br. junta wojskowa dokonała – w majestacie prawa – zamachu stanu, odsuwając od władzy cywilną przywódczynię Aung San Suu Kyi. Jednocześnie aresztowano jej współpracowników. Przywódcy wojskowi nie zgadzali się z wynikami wyborów z jesieni ub. roku, które dawały zdecydowane zwycięstwo partii Aung San Suu Kyi. Dzięki znowelizowanej konstytucji mogli oni przeprowadzić zamach stanu, twierdząc, że doszło do oszustwa. Uwięziona przywódczyni wezwała do powszechnych protestów. Liczne wiece i marsze odbywały się pokojowo, demonstranci wzywali wojsko do oddania władzy cywilom. Przeciwstawili się także nocnej godzinie policyjnej niemal każdego dnia wczesnym porankiem wychodzą na ulice.

 

W mieście Hpa-An w stanie Karen około godziny 6:00 w czwartek protestujący przygotowywali worki z piaskiem. Dziesiątki żołnierzy i policjantów próbowało oczyścić ulice za pomocą granatów ogłuszających, następnie zaczęli używać zarówno gumowych, jaki i prawdziwych kul, oddając około 50 strzałów. Jeden ze studentów został postrzelony w udo i trafił do szpitala. Lokalne media donoszą, że protestujący wcześnie pojawiają się także w częściach centrum handlowego Birmy, Yangon, maszerując z czerwonymi balonami z napisami „Wynoś się terrorystyczny dyktatorze”. W Rangunie protestujący wspierali grupę wykluczonych posłów CRPH pracujących w podziemiu przeciwko juncie. W Mandalay, drugim co do wielkości mieście w kraju, dziesiątki pracowników służby zdrowia również manifestowało o świcie.

 

Czwartkowe demonstracje nastąpiły po dniu „cichych strajków” w środę, po których opustoszały ulice Rangunu i innych głównych ośrodków. Państwowe media poinformowały w czwartek, że policja aresztowała 14 młodych ludzi z Rangunu, przyłapanych na ucieczce z miasta na terytoria we wschodniej części Birmy, kontrolowanej przez uzbrojone grupy etniczne. Setki aktywistów faktycznie uciekło do stanu Karen, gdzie zbuntowany Narodowy Związek udziela schronienia osobom protestującym przeciwko zamachowi stanu. Stowarzyszenie Pomocy Więźniom Politycznym – lokalna organizacja monitorująca działania wojskowych – sugeruje, że dotychczas zginęło ponad 280 osób. Oficjalne dane wojskowych mówią o 164 „brutalnych terrorystach”.

 

Działania junty wojskowej potępiły ONZ, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Analitycy obawiają się, że sobota – Dzień Sił Zbrojnych Birmy, podczas którego ma miejsce wielka parada –  może stać się momentem zwrotnym, niosąc eskalację przemocy. W środę Rada Praw Człowieka ONZ zganiła juntę na łamanie praw człowieka i stwierdziła, że winni powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności. W specjalnej rezolucji wezwano władze do umożliwienia urzędnikom z ONZ nieograniczonego dostępu, a juntę do uwolnienia wszystkich zatrzymanych, w tym Suu Kyi i prezydenta Win Myinta. – Nadal jesteśmy zaniepokojeni trwającymi arbitralnymi aresztowaniami, w tym dziennikarzy i przywódców społeczeństwa obywatelskiego – ubolewał zastępca rzecznika ONZ Farhan Haq. Organizacja przypominała także i o tym, że Birma boryka się z licznymi problemami ekonomicznymi i zdrowotnymi. Jest jednym z 30 krajów na świecie o wysokim stopniu zachorowalności na gruźlicę: co roku na tę groźną chorobę zapada około 150 tysięcy Birmańczyków. Gruźlica szczególnie dotyka populacje miejskiej biedoty i imigrantów. Mianowany przez juntę wiceminister spraw zagranicznych Kyaw Myo Htut stwierdził, że suwerenność Birmy musi być szanowana, a ingerencja ONZ może spowodować „poważne utrudnienia w wysiłkach na rzecz pokoju”.

 

W protestach biorą udział liczni studenci uniwersytetów i przedstawiciele organizacji homoseksualnych. Jak podaje agencja Reutera, czwartkowe protesty przybierają na sile. Na ulicach w Yangon, centralnym mieście Monywa i w kilku innych miejscach zgromadziły się tysiące demonstrantów. W Mawlamyine policja aresztowała 20 osób, co najmniej dwie zostały ranne. Coraz więcej osób trafia do aresztu za obywatelskie nieposłuszeństwo.

 

W obecnej sytuacji Malezja zdecydowała się odroczyć planowane deportacje do Birmy – aż do czasu proponowanego nadzwyczajnego regionalnego szczytu Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN), który ma zająć się sytuacją po zamachu stanu. 1 kwietnia ma się odbyć rozprawa sądowa obalonej przywódczyni Aung San Suu Kyi, która została aresztowana pod zarzutem nielegalnego importu sześciu przenośnych radiotelefonów i złamania protokołów sanitarnych dot. koronawirusa. Ostatnio do zarzutów wojsko dorzuciło przekupstwo.

 

Źródło: dailymail.co.ok, asia.nikkei.com

AS

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(1)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie