29 lipca 2012

Patron, którego wspomnienie przypada na 30 lipca, przyszedł na świat w chorwackiej rodzinie zamieszkującej w Castel Nuovo, mieście pozostającym od roku 1797 we władaniu Habsburgów (obecnie Herceg Novi na terenie Czarnogóry). Bogdan Jan Mandić – Leopold jest bowiem imieniem zakonnym Świętego – zasłynął z charyzmatu bardzo podobnego do świętego ojca Pio, będąc apostołem sakramentu pokuty obdarzonym zdolnością przeglądania sumień, ale nie doczekał się takiej sławy jak Francesco Forgione z Pietrelciny. Bywa nazywany „małym wielkim świętym”, przy czym należy traktować to określenie dosłownie, gdyż miał on zaledwie 135 centymetrów wzrostu.

Wychowany w bardzo pobożnej i ubogiej rodzinie wcześnie zdecydował, na jakiej drodze pragnie podjąć trudy ziemskiej wędrówki do nieba – po ukończeniu niższego seminarium w Udine wstąpił do zakonu kapucynów w Bassano del Grappa, gdzie po czterech latach złożył śluby wieczyste. Ojciec Leopold wywodził się z regionu bardzo zróżnicowanego pod względem etnicznym, ale również religijnym. Obserwował od dziecka, jak wiele niezgody panuje między dziećmi Kościoła i wspólnotami odłączonymi od jedności Ciała Chrystusowego – jego najgorętszym pragnieniem stała się praca na rzecz ich powrotu do Arki Zbawienia. Chciał zostać misjonarzem w krajach dotkniętych przez schizmę – nigdy jednak nie udało mu się zrealizować tego marzenia…

Na początku przełożeni odradzili mu branie na siebie obowiązków kaznodziejskich z powodu wątłej postury i wady wymowy, a polem jego kapłańskiego działania miał się stać głównie konfesjonał i spotkania z wiernymi poszukującymi rady i miłosierdzia Bożego szafowanego przez sługę Ołtarza. Następnie został skierowany tymczasowo do Padwy, nie przewidując, iż przyjdzie mu zostać tam o wiele dłużej, niż miał w planach.

Wesprzyj nas już teraz!

Stęskniony za ojczyzną nie przestawał nalegać, aby znaleźć się na drugim brzegu Adriatyku, ale nie rozumiał jeszcze, iż Pan Bóg ma dla niego inne plany… Stało się to jasne, gdy pewnego razu otrzymał wskazówkę wprost z cudownego natchnienia Bożego. Ojciec Leopold tak wspomina ową chwilę: „Niedawno miałem sposobność spotkać pewną świętą duszę i dać jej Komunię. Gdy ją przyjęła, powiedziała mi: «Ojcze, Pan, Jezus kazał mi powiedzieć, że każda dusza, której tutaj pomożesz w spowiedzi, jest twoim Wschodem»”.

Odtąd Święty spełniał swoje codzienne obowiązki z pokorą człowieka, który prawdziwie pojednał się z Bogiem i przyjął na swoje ramiona taki krzyż, jaki najmilszy jest samemu Zbawicielowi. Spędzał w konfesjonale nawet po kilkanaście godzin dziennie, z czasem zaczął przyjmować penitentów i wszelkich ludzi szukających jego wsparcia w skromnej celi, w której upłynęły pozostałe lata jego życia. Poczucie spełniania misji danej od Boga – choć wbrew własnym wcześniejszym zamysłom – ukształtowało w nim prawdziwą pogodę ducha, która bije z jego postaci, uwiecznionej również na fotografiach. Pan Bóg dał mu różne dary, dzięki którym w cudowny nieraz sposób prowadził ludzi do pojednania ze Stwórcą i porzucenia grzesznego życia.

Przez czterdzieści lat pracowitego życia w Padwie wsławił się nie tylko jako wytrawny znawca sumień i spowiednik, ale także jako działacz dobroczynny, czego śladem są założone przez niego sierocińce. Cały czas zmagał się z różnymi niedomaganiami zdrowotnymi, ostatnie zaś lata cierpiał z powodu nowotworu. Zmarł w opinii świętości podczas II wojny światowej, wysłuchawszy przed samą śmiercią spowiedzi pięćdziesięciu duchownych. Przepowiedział on, iż klasztor zostanie wkrótce zniszczony, a jedyną jego częścią, która przetrwa będzie jego konfesjonał. Tak też się stało w wyniku działań wojennych w 1944 roku. Wśród gruzów stała jedynie cela, o której ów niezwykły kapucyn rzekł, iż „Bóg tak wiele okazał Swego miłosierdzia Swoim dzieciom w tym miejscu, że pozostanie pomnikiem Jego dobroci”.

W roku 1963 doczesne szczątki Świętego zostały przeniesione z cmentarza do kapucyńskiego kościoła Świętego Krzyża. Beatyfikację Leopolda Mandicia ogłosił papież Paweł VI, między świętych natomiast policzył go Jan Paweł II. Ojciec Święty mówił w homilii beatyfikacyjnej: „Co zostało po świętym Leopoldzie? Komu i czemu służyło jego życie? Pozostali bracia i siostry, którzy stracili Boga, miłość, nadzieję. Biedne istoty ludzkie, które potrzebowały Boga i wzywały go, błagając o Jego przebaczenie, o Jego pociechę, o Jego pokój, o Jego łagodność. Tym „biednym” święty Leopold ofiarowywał życie, za nich ofiarowywał swoje cierpienia i swoją modlitwę, a przede wszystkim celebrował Sakrament Pojednania. Tutaj przeżywał swój charyzmat. Niech ten wielki-mały Święty pomoże nam odkryć charyzmat, którym mamy służyć bliźnim”.

 

Kościół wspomina św. Leopolda Mandicia 30 lipca.

FO

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Udostępnij przez