1 maja 2021

Święty Józef – Wszechwładny Patron Kontrrewolucji

(źródło: pixabay.com)

Katolicka Kontrrewolucja nie znajdzie lepszego patrona swych działań nad Głowę Najświętszej Rodziny (oczywiście po Najświętszej Dziewicy). Jeżeli bowiem głównymi motorami Rewolucji są pycha i zmysłowość – co ponad wszelką wątpliwość udowodnił znamienity jej badacz, Plinio Corrêa de Oliveira – to Święty Józef, będący samą pokorą i samą czystością, stanowi dla nich najskuteczniejszy hamulec.

Ciekawe, że Święty Józef z Nazaretu znalazł się w obrębie wzmożonego zainteresowania Magisterium Kościoła w chwili, gdy we wspólnotę katolicką z całą mocą uderzyły wzburzone bałwany ateistycznej Rewolucji. Tym zaś, który bez wahania udał się doń po pomoc, był nie kto inny jak ojciec nowoczesnej Kontrrewolucji – błogosławiony papież Pius IX – ten sam, który ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Osobiście żywiąc gorące nabożeństwo do Oblubieńca Bogarodzicy, w licznych wystąpieniach przedstawiał go jako najpewniejszą po Niepokalanej nadzieję Kościoła.  

Nie on jeden zresztą – ówczesny Kościół niemal instynktownie garnął się pod opiekę Świętego Józefa. Dwa pierwsze wnioski, jakie ojcowie rozpoczętego w grudniu 1869 roku Soboru Watykańskiego, który miał wytyczyć strategię katolickiej kontrofensywy przeciwko błędom nowoczesności, przedłożyli Ojcu Świętemu, dotyczyły osoby Przeczystego Stróża Dziewicy. Jeden, podpisany przez stu pięćdziesięciu trzech biskupów, postulował podniesienie stopnia jego kultu w liturgii Kościoła. Drugi, pod którym swój podpis złożyło czterdziestu trzech generalnych przełożonych zakonów, zawierał prośbę o uroczyste ogłoszenie go patronem Kościoła powszechnego.  

Pius IX z radością przychylił się do obu tych postulatów. Niestety, sobór przerwała brutalna inwazja włoska na resztkę Państwa Kościelnego, wskutek czego błogosławiony papież mógł podjąć odpowiednie działania dopiero po ustabilizowaniu sytuacji. I podjął je – dekretem „Quemadmodum Deus” oficjalnie ogłaszając 8 grudnia 1870 roku (czyli w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny) Świętego Józefa patronem Kościoła powszechnego i podnosząc jego liturgiczne wspomnienie 19 marca do rangi festum principale duplex, czyli święta rytu liturgicznego zdwojonego pierwszej klasy.  

Szczęśliwy, kto sobie Patrona

Józefa ma za Opiekuna.

Niechaj się niczego nie boi,

Gdy święty Józef przy nim stoi.

Nie zginie.  

Od tego momentu kult Troskliwego Obrońcy Chrystusa – choć od wieków żywo obecny w Kościele, jednak bardziej w praktyce niż w doktrynie – nabrał nowej dynamiki. I tak oto 15 sierpnia 1889 roku papież Leon XIII ogłosił pierwszą w dziejach Kościoła encyklikę poświęconą Świętemu Józefowi – „Quamquam pluries”. Niezwykle ciekawa to lektura – jakby jej autorowi dano zajrzeć w nasze czasy.

 „Widzimy przecież” – pisze Ojciec Święty – „że u wielu zanika wiara, która jest podstawą cnót chrześcijańskich, i oziębia się miłość; młodzież dorasta bez wiary i bez obyczajów; do Kościoła Chrystusowego ze wszystkich stron szturmuje podstęp i przemoc, i toczy się gwałtowna walka przeciwko papiestwu; wreszcie widzimy, że podstawy naszej świętej religii z coraz większą bezczelnością bywają zaczepiane. Jak daleko posunięto się w ostatnim czasie i co się jeszcze ukrywa w zamiarach, to znane jest wszystkim zbyt dobrze, byśmy się nad tym dłużej musieli zastanawiać”.  

Jak widać, już półtora wieku temu Kościół zmagał się z przeciwnościami, które dzisiaj wydają się jego „chlebem powszednim”, ale wówczas w pełni świadom narastającego zagrożenia natychmiast sięgał on po środki zaradcze. A takim od samego zarania Chrystusowej Owczarni jest przede wszystkim uświadomienie sobie, że – jak pisze dalej w cytowanej encyklice Leon XIII – „w tak trudnym i smutnym położeniu, w którym niedola jest tak wielka, że ludzkie środki ku jej zaradzeniu nie wystarczają, możemy się tylko od Boga spodziewać pomocy i ratunku. (…) Wiemy, że w macierzyńskiej dobroci Najświętszej Dziewicy znajdziemy zawsze ucieczkę, i pewni jesteśmy, że nie na darmo pokładamy w Niej naszą nadzieję. Jeżeli tak często pomagała Kościołowi świętemu w jego utrapieniach, dlaczegoż nie miałaby się okazać Jej można pomoc i teraz, gdy Ją wspólnie z pokorą i wytrwałością błagać będziemy? Co więcej, wierzymy nawet, że pomoc ta ukaże się tym cudowniejszą, im dłużej prosić się każe”.  

W Bożym dziele współpracowników nigdy zbyt wielu. Dlatego też – wskazuje papież – „aby Bóg tym prędzej wysłuchał modłów naszych i na prośby kilku orędowników Kościołowi swemu z tym rychlejszą i skuteczniejszą pospieszył pomocą, uważamy za rzecz bardzo pożyteczną, aby lud katolicki obok Przenajświętszej Dziewicy Maryi wzywał także coraz częściej i ze szczególną ufnością Jej Najczystszego Oblubieńca; nie bez powodu bowiem przyjąć możemy, że to samej Przenajświętszej Dziewicy miłe jest i przyjemne”.   A dla wiernego ludu Bożego nader korzystne i pożyteczne. Przez całe stulecia swego istnienia – jak czytamy w dekrecie „Quemadmodum Deus” błogosławionego Piusa IX – „Kościół święty zawsze czcił i wychwalał, a po Najświętszej Pannie najgorętszym Świętego Józefa otaczał uwielbieniem, uciekając się do niego w największych potrzebach i niebezpieczeństwach”. Dla jakiej zaś przyczyny tak się od wieków dzieje, wyjaśnia dalej Leon XIII w encyklice „Quamquam pluries”:  

„Szczególna przyczyna tego, że Święty Józef jest opiekunem Kościoła i że Kościół tak wiele się spodziewa po jego opiece i troskliwości, tkwi w tym, że był małżonkiem Maryi i domniemanym ojcem Jezusa Chrystusa. (…) Święty Józef był prawnym i naturalnym stróżem, opiekunem i obrońcą tej Świętej Rodziny, której przewodził. Te obowiązki spełniał też tak długo, dopóki żył na tej ziemi. Z największą miłością i niezmordowaną wytrwałością czuwał on nad swoją Oblubienicą i nad Jej Boskim Synem. (…) Przenajświętsza Rodzina, którą Święty Józef kierował jakby władzą ojcowską, była początkiem powstającego Kościoła. (…) To właśnie jest powód, który sprawia, iż Święty Józef rozumie, że w szczególny sposób powierzono mu wszystkich wiernych, należących do Kościoła, członków owej wielkiej, aż po krańce ziemi rozprzestrzenionej rodziny, wobec której jako małżonek Maryi i ojciec Jezusa Chrystusa cieszy się niemal ojcowską władzą. Dlatego jest rzeczą słuszną i należy się Świętemu Józefowi przed innymi, aby teraz swą niebieską potęgą strzegł i bronił Kościoła Chrystusowego tak, jak strzegł ongiś najsumienniej Rodzinę z Nazaretu, gdzie była tego potrzeba”.  

Gdy mi jest Józef ulubiony

Obrońcą od każdej złej strony,

On ci mnie ze swojej opieki

Nie puści i zginąć na wieki,

Nie mogę.  

Orędownictwo Przesławnego Potomka Dawida jest – zwłaszcza w obecnych czasach – Kościołowi niezbędne do życia i prawidłowego rozwoju. Jak woda usychającemu drzewu. Słusznie więc zaleca je święty Jan Paweł II na kartach adhortacji apostolskiej o Świętym Józefie i jego posłannictwie w życiu Chrystusa i Kościoła „Redemptoris custos”, ogłoszonej w setną rocznicę wydania encykliki „Quamguam pluries” Leona XIII.  

„Trzeba modlić się o to orędownictwo” – pisze Ojciec Święty; „jest ono ustawicznie potrzebne Kościołowi nie tylko dla obrony przeciw pojawiającym się zagrożeniom, ale także i przede wszystkim dla umocnienia go w podejmowaniu zadania ewangelizacji świata i nowej ewangelizacji obejmującej kraje i narody, w których niegdyś (…) religia i życie chrześcijańskie kwitły, a dzisiaj wystawione są na ciężką próbę.”   Święty Jan Paweł II wskazuje w tych słowach wyraźny kierunek katolickiej kontrofensywy. Nie bez przyczyny przywołuje swoje własne słowa z adhortacji apostolskiej „Christifideles laici” z roku 1988 o krajach „tak zwanego Pierwszego Świata, w których dobrobyt materialny i konsumizm (…) sprzyjają i hołdują zasadzie: żyć tak, jak gdyby Bóg nie istniał”; w których „zobojętnienie religijne i zupełny brak praktycznego odniesienia do Boga nawet w obliczu najpoważniejszych problemów życiowych są zjawiskami nie mniej niepokojącymi i destruktywnymi niż jawny ateizm”. W dzisiejszych bowiem czasach pierwszym i najważniejszym obszarem misyjnym jest Stary Kontynent i ogólnie pojęty świat Zachodu.  

To na bolączkach trawiących kraje i narody, które „dały początek wspólnocie wiary żywej i dynamicznej”, obecnie zaś, i to już od niemal stulecia, „podlegają procesowi radykalnych przemian wskutek szerzenia się zobojętnienia, sekularyzmu i ateizmu”, powinna się w pierwszym rzędzie skupić strategia ewangelizacyjna Kościoła. Albo raczej reewangelizacyjna. Tu leży sedno „nowej ewangelizacji”. Christianitas na gwałt potrzebuje rekonkwisty.  

A jak ponad wszelką wątpliwość dowodzi historia, rekonkwisty są możliwe i ich sukces mieści się w zakresie ludzkiej efektywności. Rekonkwista może trwać nawet siedem wieków – to też znamy z historii – ale jeśli jej szermierze nie zgaszą w sobie ducha, bez wątpienia zakończy się zwycięstwem. Zachód musi się opamiętać i nawrócić. I powrócić do swojej odwiecznej misji cywilizacyjnej. Więcej nawet – Zachód jest to reszcie świata po prostu winien. Jak bowiem w wiekach średnich ukształtował on chrześcijańską cywilizację, która niosła prawdziwy postęp i prawdziwe oświecenie reszcie świata „kroczącego w ciemnościach” (Iz 9, 1); tak samo w epoce nowożytnej nie znikąd inąd jak właśnie z Zachodu rozprzestrzeniły się na cały świat rewolucyjne błędy, by w ciągu kilkudziesięciu lat wydać potworny owoc stu milionów ofiar.  

Idźcie precz marności światowe,

Boście wy do zguby gotowe.

Już ja mam nad wszystko słodszego Józefa,

Opiekuna mego,

Przy sobie.  

Doskonale świadom tego był papież Pius XI, wydając 19 marca 1937 roku słynną encyklikę „Divini Redemptoris” o bezbożnym komunizmie. Czas jej ogłoszenia nie został wybrany przypadkowo – to przecież dzień Żywiciela Syna Bożego. W przedostatnim akapicie dokumentu, wieńczącym niejako całe dzieło, Ojciec Święty zawierzył „całą akcję Kościoła skierowaną przeciwko komunizmowi na całym świecie pod opiekę Świętego Józefa, możnego protektora Kościoła katolickiego”, który „jak najsłuszniej nazwany sprawiedliwym, jest jaśniejącym przykładem tej chrześcijańskiej sprawiedliwości, która winna przenikać życie społeczne” – w diametralnym przeciwieństwie do złudnych obietnic fałszywych proroków wieszczących nieuchronne nadejście ustroju rzekomej sprawiedliwości społecznej, który jednak faktycznie (jak podkreśla Pius XI na kartach tej samej encykliki) „jest zły w samej swej istocie i w żadnej dziedzinie nie może z nim współpracować ten, kto pragnie ocalić cywilizację chrześcijańską”.  

Na czas walki z komunizmem – najgroźniejszym wrogiem, z jakim przyszło się zetrzeć chrześcijaństwu na przestrzeni dwóch tysięcy lat jego istnienia – Kościół potrzebował superpotężnego orędownika i wspomożyciela. I dalej go potrzebuje – choćby dlatego, że komunizm wcale nie zakończył się w roku 1989 upadkiem muru berlińskiego ani w roku 1991 rozpadem Związku Sowieckiego, ale wciąż trwa, nieustannie ewoluując w sferze publicznej, a w głębi niejednej ludzkiej duszy tkwi w swej najpierwotniejszej marksowsko-leninowsko-stalinowskiej formie.  

Jak wiadomo, Rewolucja jest jak rower – jeżeli się zatrzyma, upadnie. A ona upadać nie ma najmniejszej chęci. I dlatego skompromitowany „klasyczny” komunizm postarał się o wygenerowanie w drugiej połowie XX wieku na pozór zupełnie nowych (choć u korzeni starych jak rodzaj ludzki) ideologii, doktryn i postaw skrojonych ma miarę i wedle gustu „wolnego” rzekomo człowieka Zachodu, który w rzeczywistości ma „banię zrytą” gorzej niż nadwołżański mużyk sprzed stulecia. I nie może być inaczej, skoro nie interesuje go obiektywna prawda, lecz jej błyskotliwa dekonstrukcja.  

Ustąpcie szatańskie najazdy.

Przyzna to ze mną człowiek każdy,

Że choćby i samo powstało

Piekło się na mnie zbuntowało,

Nie zginę.  

Nie bez powodu papieże przełomu XIX i XX wieku tak gorliwie zwrócili się o pomoc do Opiekuna Kościoła Świętego. Można się w tym wręcz dopatrywać działania profetycznego, ukierunkowanego na przygotowanie Łodzi Piotrowej i jej załogi na zderzenie z zupełnie nowymi rafami. Czyż bowiem postnowoczesne ideologie przełomu tysiącleci nie okazały się tymi skazami na duszy, przed którymi Święty Józef najskuteczniej broni? Dzisiejsza cywilizacja śmierci ze swymi ekspozyturami w postaci panseksualizmu, feminizmu, genderyzmu w pierwszym rzędzie godzi w rodzinę, miłość małżeńską, macierzyństwo, autorytet ojca, wierność, czystość, sprawiedliwość. Dlatego pomoc Świętego Józefa w walce przeciwko nim jest nieoceniona – jest on przecież Najsprawiedliwszy, Najczystszy, Najmężniejszy i Najwierniejszy; jest Miłośnikiem Ubóstwa, Ozdobą Życia Rodzinnego, Opiekunem Dziewic i Podporą Rodzin. A przy tym Postrachem Duchów Piekielnych.  

Papież Pius XI nie waha się nazywać go wszechwładnym, wskazując, iż „jako że Święty Józef był prawdziwie głową rodziny i panem domu” (a pamiętajmy, że mówi o Najświętszej Rodzinie i Domu Świętym – przyp. JW), „wstawiennictwo jego musi być wszechpotężne”.  

Święty Józef w istocie jest wszechwładny, jeżeli chodzi o wstawiennictwo u Pana Jezusa i Jego Najświętszej Matki. „Czyż Jezus i Maryja – dowodzi Pius XI – „mogą czegoś odmówić temu, który im poświęcił dosłownie całe swe życie i któremu rzeczywiście zawdzięczali środki do życia na ziemi?” Żadną miarą! A czy Ojciec Niebieski odmówi czegoś temu, który Jego Syna Jednorodzonego karmił, chronił i wychowywał? W żadnym wypadku! Dlatego Kościół powinien a wręcz musi powierzać się potężnemu orędownictwu Świętego Józefa zwłaszcza w chwilach najcięższych prób – gdy fale zła wydają się zalewać Łódź Piotrową.  

Zakonotujmy sobie to dobrze w pamięci, zapiszmy w sercu i duszy. W dzisiejszych, jakże trudnych dla Kościoła czasach, gdy dyszące żądzą unicestwienia Kościoła zło dawno zrzuciło maski i nawet już nie ukrywa swych zbrodniczych zamiarów, wzmóżmy nasze nabożeństwo do Świętego Józefa, nie ustając w błaganiu, by powstrzymał „szatańskie najazdy” na naszą Ojczyznę i cały Kościół powszechny.  

Jerzy Wolak  

Wesprzyj PCh24.pl i pobierz ebook

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(6)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie