29 kwietnia 2021

„Ta krew za nasz Lwów” – kiedy pasjonaci biorą się za opowiadanie historii

(fot. mat. filmowe)

Semper Fidelis: Ta krew za nasz Lwów” jest filmem animowanym, a jednak swoim realizmem i wiernością wobec szczegółów zawstydza niejedną wysokobudżetową produkcję. A fakt, iż w doskonały sposób łączy wątki fabularne z warstwą dokumentalną czyni z niego interesującą propozycję zarówno pod względem edukacyjnym jak i artystycznym. Aż dziw, że praktycznie za wszystko – od scenariusza po animacje – odpowiada tylko jedna osoba.

Film Arkadiusza Olszewskiego, to historyczny dramat rozgrywający się w okresie polsko-ukraińskich walk o Lwów (1918-1919), opowiadający historię bohaterskiej obrony galicyjskiej stolicy przez Wojsko Polskie i ochotników, często niepełnoletnich. Fabuła skupia się wokół losów grupy przyjaciół; Antka, Kasi, Janka i Roberta, dla których wstępowanie na drogę dorosłości naznaczone zostało piętnem wojny.

Indywidualne historie bohaterów walczących w „Oddziale straceńców” ppor. Romana Abrahama przeplatane są quasi-dokumentalnymi wątkami, podczas których głosem narratora widz co jakiś czas otrzymuje solidną – aczkolwiek nie przesadzoną – dawkę wiedzy na temat sytuacji historycznej. Imponuje też czas produkcji; dwie godziny wypełnione pomysłowymi animacjami, wspaniale dobraną muzyką i pełnymi lwowskiego akcentu dialogami pozwalają zatopić się w opowiadanej historii.

Na uwagę zasługuje przygotowanie merytoryczne. Widać, że reżyser odrobił lekcję historii na szóstkę, dając temu wyraz w warstwie wizualnej; wiernie odtwarzając wnętrza autentycznych zabytków, przedwojenną panoramę miasta i główne miejsca siłowych konfrontacji. Do tego dochodzi dokładne odwzorowanie umundurowania jednej i drugiej strony, jak i elementów militarnych. Wielkim plusem jest też próba jak najwierniejszego przedstawienia historycznych postaci; ppor. Abrahama, kpt. Wilhelma Starcka czy wyższych rangą wojskowych; płk Michała Karasiewicza-Tokarzewskiego, gen. Tadeusza Rozwadowskiego.

Atmosferę przedwojennego Lwowa wspaniale oddają dialogi, napisane z uwzględnieniem ówczesnego słownictwa i różnorodności językowej mieszkańców. W filmie usłyszymy lwowską gwarę, język ukraiński, a nawet specyficzny akcent zamieszkujących miasto Żydów. Do wiernego odtworzenia sposobu w jaki porozumiewali się ówcześni Lwowiacy posłużyła autorowi książka S. Domagańskiego, Bałak Lwowski.

Bardzo ciekawie reżyser zarysował motywacje głównych postaci; nie mamy tutaj do czynienia z typowo postmodernistycznym ujęciem dramatu wojennego, którego uczestnicy zastanawiają się nad sensem konfrontacji, wyrażają wątpliwości moralno-etyczne czy głębokie przemyślenia. Wychowani w patriotycznym duchu ochotnicy ani na chwilę nie zastanawiają się nad sensem obrony Ojczyzny. Idą walczyć „bo tak trzeba”; co więcej nie ubierają służby w cierpiętnicze szaty, lecz angażują się w działania zbrojne z entuzjazmem i optymizmem. Sensu ich decyzji nie podważa nawet ogromny koszt jaki przyjdzie im zapłacić za walkę z bronią w ręku. I jak wiemy chociażby z wspomnień uczestników Powstania Warszawskiego, właśnie taka perspektywa jest dużo bliższa historycznym realiom, niż pseudo-filozoficzne rozważania przesiąkniętych pacyfizmem współczesnych twórców.

Opowiadaną historię w doskonały sposób uzupełnia muzyka Gabriela Pilawskiego, a na wyróżnienie zasługuje poczucie humoru twórców, przełamujących czwartą ścianę i „puszczających oko” do obracającego się w politycznych klimatach odbiorcy. Przykładem tego jest chociażby użyczenie głosu przez Stanisława Michalkiewicza postaci… komendanta żydowskiej policji (nota bene słowa uznania za doskonałą grę aktorską!).

Skoro o ścieżce dźwiękowej mowa; dubbing to niestety najsłabsze ogniwo dzieła. Widać, że zabrakło budżetu na zaangażowanie w pełni profesjonalnej obsady. Natomiast twórcy zrobili co w ich mocy, by nadać tej warstwie interesujący charakter; głosu bohaterom użyczają znane postaci środowisk narodowych – Anna Mandrela, Leszek Żebrowski, wspomniany już Stanisław Michalkiewicz, Michał Murgrabia, Robert Bąkiewicz czy nawet Wojciech Sumliński.

Mam problem z jednoznaczną oceną animacji. Z jednej strony jestem pełen uznania dla ponad dwuletniej pracy Arkadiusza Olszewskiego, który poczynił znaczny postęp w porównaniu chociażby ze swoim poprzednim filmem Obrońcy Głogowa (2018). Mimo lekkiej sztywności, zmagania bohaterów ogląda się przyjemnie a swój prawdziwy kunszt autor pokazuje w scenach batalistycznych (jak choćby doskonałe otwarcie filmu, gdzie kamera podąża za wystrzeloną kulą mknącą po różnych stronach frontu). Ciekawie prezentują się animacje stylizowane na rozgrywkę w stylu gier FPP, podczas których otrzymujemy widok z perspektywy pierwszej osoby. (Swoją drogą, może tworzenie oprawy artystycznej do gier w podobnym klimacie to jakiś kierunek?)

Z drugiej strony charakterystyczna, nieco „dziecięca” kreska artysty nie każdemu przypadnie do gustu. W wielu momentach kuleje też tempo animacji, czasem zmuszające nawet do włączenia przyspieszenia. Są to jednak technikalia, z którymi można się bez problemu uporać przy większej ilości czasu i środków.

„Semper Fidelis: Ta krew za nasz Lwów” zawstydza wysokobudżetowe „Legiony”, „1920 Bitwę Warszawską” czy „Piłsudskiego” nie tylko historyczną wiernością, ale elementami czysto filmowymi; fabułą, tempem akcji, kreacją bohaterów i pomysłem na sceny walki. Polska kinematografia historyczna wyglądałaby o niebo lepiej, gdyby odpowiednie narzędzia otrzymali pasjonaci tworzący przede wszystkim z potrzeby serca…

 

Piotr Relich

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(2)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie